Sceny z życia. Roman i Jakub Gutkowie o kinie, rodzinie i tym, co zostaje po napisach
PARTNERZY SERWISU
Sylwetki
Sceny z życia. Roman i Jakub Gutkowie o kinie, rodzinie i tym, co zostaje po napisach
Jakub Gutek przejmuje stery Gutek Film, choć Roman Gutek – ojciec i założyciel – wciąż pozostaje kluczową postacią tej historii. Razem sprawdzają, jak wygląda przyszłość kina autorskiego, gdy publiczność ogląda wszystko – tylko niekoniecznie w kinie.
Udostępnij

Roman i Jakub Gutkowie Autor zdjęcia: Filip Piotrowicz/Van Dorsen Artists
Dom pod Żaglem, modernistyczna perełka Juliusza Żórawskiego z lat 30. XX wieku. Pochmurne przedpołudnie w centrum Warszawy. W mieszkaniu niewielki stół zastawiony słodkim i fikuśnymi filiżankami z kawą, przestrzeń obecnie wypełniona sztuką Pauliny Ołowskiej, Marioli Przyjemskiej, Ewy Partum i Pawła Althamera. Czuję się jak na wernisażu. Mam wrażenie, że gdy rozpocznie się biesiada, zacznie się nasz performance.
– To unikatowa przestrzeń stworzona przez niezwykłych ludzi – zachwala Jakub Gutek.
– Sam tego miejsca nie potrafię aż tak bardzo docenić – śmieje się Roman Gutek. – Może potrzebuję się z nim oswoić?
W 1994 roku Roman (rocznik 1958) założył Gutek Film, firmę rozpowszechniającą i promującą kino światowe. To dystrybutor kultowy, przynajmniej dla miłośników filmów niszowych, artystycznych, „niehollywoodzkich” (do dziś wprowadzono ich ponad 600). Równie popularna jest gutkowska czołówka, która pojawia się zawsze przed pokazem „ich” filmów. Na ekranie do ambientowego dźwięku migają nazwiska reżyserów, m.in.: Greenaway, Almodóvar, von Trier, Jarmusch, Jarman, Chan-wook i Kar-Wai. Wielu z nich to właśnie Gutek przedstawił polskiej widowni.

Roman Gutek: „Wprost nie myślałem o starzeniu się, ale o tym, że w pewnym momencie będę musiał podjąć decyzję, co dalej z firm” Autor zdjęcia: Filip Piotrowicz/Van Dorsen Artists
Mieszkanie, w którym się spotykamy, niedawno stało się własnością Gutek Film. Panowie chcą zachować jego artystyczny charakter. Mają różne plany, również te związane z utrwalaniem ponad 30-letniego dziedzictwa Gutek Film. Ale o szczegółach jak na razie cicho sza.
Jakub, syn Romana, urodził się rok przed powstaniem firmy ojca. Kino było częścią jego wychowania. Krążyło w krwioobiegu rodziny.
– Miałem kilka lat, kiedy razem z mamą i bratem Mateuszem wyjeżdżaliśmy na festiwale organizowane przez tatę: Lato Filmów w Kazimierzu Dolnym, a potem Nowe Horyzonty w Sanoku, Cieszynie i we Wrocławiu – wspomina Jakub. Oglądał wiele filmów, których nie powinien widzieć w tak młodym wieku, jak „Szatańskie tango” Tarra o pogrążonych w marazmie pracownikach upadającej spółdzielni rolniczej pod koniec komuny na Węgrzech.
– Pamiętam projekcję „13 jezior” Benninga – włącza się Roman. – Reżyser stawia kamerę i przez 10 minut obserwuje taflę jeziora, później przez taki sam czas filmuje następne i kolejne. Pojawiają się kręgi, które rozchodzą się powoli, spokojnie... Mówiłeś – zwraca się do syna – że to świetne, a miałeś 10 lat.
– Chciałem ci zaimponować... – stwierdza Gutek junior. W jego głosie słyszę delikatne zawstydzenie. Spuszcza też głowę.
– Na pewno. Ale jeżeli coś robisz, wchodzisz w to na tysiąc procent.
– Mam to po tobie.

Jakub Gutek: „Buntowałem się, wkładając marynarkę. W ten sposób się wyróżniałem, bo ani tata, ani rówieśnicy raczej nie nosili marynarek” Autor zdjęcia: Filip Piotrowicz/Van Dorsen Artists
Wystarcza moje jedno pytanie, by zapoczątkować zalew anegdot, wspomnień i faktów. Ojciec z synem kończą za siebie zdania, przekrzykują się, nie zgadzają. Gdy później przesłuchuję nagranie, muszę wyłuskiwać poszczególne słowa, które nachodzą na siebie i się zagłuszają. W pewnym momencie naszego spotkania Jakub przyznaje, że często nie wie, czy rozmawiają z ojcem prywatnie, czy zawodowo.
– Czasem się kłócimy, zdarzają się bardzo burzliwe dyskusje. Bywają momenty, kiedy te rozmowy nie do końca są konstruktywne, bo się unosimy (w emocjach – przyp. red.) – stwierdza Gutek junior. Po czym dodaje ze śmiechem: – Ale czasem wolę, gdy takie rozmowy dzieją się między nami, niż kiedy bezpośrednio konfrontujesz się z niektórymi osobami z naszego zespołu.
Jakub do firmy dołączył stosunkowo niedawno, bo w 2018 roku. Najpierw przeszedł przez wszystkie działy kina Muranów, które Gutek Film prowadzi. To był czas – jak zaznacza Roman – kiedy popadli w rutynę. Syn zajmował się marketingiem (Roman stwierdza, że jest trochę oldskulowy – wolałby drukować ulotki, nie jest też „zwierzęciem internetowym”), wydarzeniami specjalnymi, by z czasem programować kino i zarządzać nim z Adamem Trzopkiem, dyrektorem Muranowa.
– To była też okazja, żeby przyjrzeć się bliżej samej firmie. Kino funkcjonuje w ścisłym związku z Gutek Film, żyjemy tym samym rytmem dystrybucyjnym – opowiada Jakub.
– Wprost nie myślałem o starzeniu się, ale o tym, że w pewnym momencie będę musiał podjąć decyzję, co dalej z firmą – stwierdza Gutek senior. – Miałem wspólników, ale to jednak co innego niż pozostawienie firmy w rękach członka rodziny. Co prawda Mateusz, starszy syn, jest współudziałowcem Gutek Film i jest blisko firmy, ale mocniejsze wejście Kuby w struktury wiele wniosło.

– Kuba stąpa bardziej twardo po ziemi niż ja – przyznaje Roman Autor zdjęcia: Filip Piotrowicz/Van Dorsen Artist
Decyzja Jakuba, by zacząć na poważnie działać w Gutku, była dla Romana ważna emocjonalnie. Poczuł ciągłość historii. Choć na początku pójście syna śladami ojca wcale nie było takie oczywiste. Nikt nie myślał o sukcesji.
– Kuba od małego pasjonował się gotowaniem. Długo nie wyobrażaliśmy sobie z żoną Aliną, a także z najbliższymi nam osobami, że będzie w życiu robił coś z tym niezwiązanego – wspomina Roman.
– Od najmłodszych lat starałem się łączyć jedzenie i film – konstatuje Jakub. – W domu nikt specjalnie nie interesował się kuchnią, więc w pewnym sensie musiałem sam wypełnić tę lukę i po prostu zacząłem gotować – dodaje.
Pasją zaraziła go pani Wanda, która się nim opiekowała. Jeszcze w gimnazjum, za sprawą nauczyciela filozofii, Jakub współtworzył klub filmowy, w ramach którego regularnie organizowali pokazy i spotkania. Dzięki zaangażowaniu Romana do szkoły zapraszano uznanych twórców, wśród nich znaleźli się m.in. Zanussi, Krauze, Treliński i Barański. Pokazy odbywały się co tydzień i szybko stały się ważnym elementem wczesnej edukacji filmowej syna.

Dla obu film okazał się ich wspólnym językiem. Nawet jeśli każdy nauczył się go trochę inaczej. Autor zdjęcia: Filip Piotrowicz/Van Dorsen Artist
– Szkoła była niedaleko naszego domu – dodaje Roman. – Po tych pokazach reżyserów zapraszaliśmy do nas, a Kuba przygotowywał wystawne kolacje.
Co prawda Jakub studiował kulturoznawstwo, ale rozważał własną knajpę. Pomysł z różnych względów nie doszedł do skutku.
– Długo szukałem swojej niezależnej drogi – wzdycha młody Gutek.
– Być może też dlatego, żeby nie być porównywanym z tatą? Buntowałeś się w młodości?
– Tak, ale nie w takim klasycznym sensie. Buntowałem się, wkładając marynarkę. W ten sposób się wyróżniałem, bo ani tata, ani rówieśnicy raczej nie nosili marynarek.
Tylko tyle? Nie chce mi się wierzyć, że jako nastolatek nie kontestował inteligenckiego (lub jak chcą niektórzy: elitarnego) kina promowanego przez ojca.
– Co prawda oglądałem też bardziej komercyjne rzeczy, ale na pewno byłem mocno przesiąknięty tym, co wyniosłem z domu. Nie wyobrażam sobie, żeby tata pozwolił mi jeść popcorn czy pić colę na sali kinowej – Jakub wybucha śmiechem. – Nie robił tego wprost, ale czułem, że nie powinienem.
Mam wrażenie, że Roman chce zaprotestować przeciwko słowom syna. W końcu jednak tego nie robi. Niepisane zasady musiały być jednak częścią dorastania Jakuba.

Decyzja Jakuba, by zacząć na poważnie działać w Gutku, była dla Romana ważna emocjonalnie. Poczuł ciągłość historii Autor zdjęcia: Filip Piotrowicz/Van Dorsen Artist
– Mój brat kiedyś powiedział, że tata ma dobry humor tylko wtedy, kiedy jego film dobrze pójdzie – słyszę. Gutek senior potwierdza ten fakt. Jednocześnie dodaje, że na początku musiał kontrolować dosłownie wszystko w firmie: sam płacił faktury, kupował kolejne filmy, codziennie sprawdzał wyniki i wpływy.
– Wiem, że wcześniej poświęcałem bardzo dużo czasu firmie, często więcej niż rodzinie – stwierdza. – Myślę jednak, że rodzina to rozumiała.
Powstanie Gutek Film nie wynikało z biznesowego myślenia, tylko z potrzeby dzielenia się z ludźmi bliskimi mu filmami.
– Chciałem budować publiczność wokół kina autorskiego, tworzyć markę i gromadzić własną widownię. Najważniejsze było, żeby te filmy naprawdę trafiały do widzów szeroko, w całej Polsce. Nie chciałem organizować tylko kilku pokazów i odsyłać kopii. Produkcje miały żyć dłużej w kinach i to rzeczywiście się udało.

Roman Gutek: „W kinie szukałem odpowiedzi na fundamentalne pytania” Autor zdjęcia: Filip Piotrowicz/Van Dorsen Artist
Historia Romana Gutka to w gruncie rzeczy kilka historii przez wielkie „H”, takich, które rozgrywają się nie tylko w życiu jednego człowieka, lecz także na tle całej epoki. Zaczynał w PRL, w świecie niedoboru i ograniczeń. Filmy zdobywał przez ambasady, adresy znalezione w katalogach festiwalowych i prywatne kontakty. Jako student działał w DKF, organizując pokazy, przeglądy i spotkania, często pod prąd systemu, kierując się nie rynkiem, lecz własną wrażliwością.
W 1985 roku stworzył Warszawski Festiwal Filmowy. Przełom 1989 i 1990 roku otworzył nowy rozdział – koniec komunizmu oznaczał możliwość działania na własnych zasadach. Roman był jednym z założycieli Fundacji Sztuki Filmowej i przez trzy lata pełnił funkcję dyrektora ds. dystrybucji. Za przełom w swojej działalności uważa „Tańczącego z wilkami” Costnera. Postawił wszystko na jedną kartę – wydał duże pieniądze na prawa do filmu, ale zarobił jeszcze więcej.
Początki Romana to opowieść o przejściu od kultury niedoboru do kultury wyboru – od czasów, gdy nic nie było, do momentu, w którym można budować własną markę i organizować festiwale (jak wspomniane Nowe Horyzonty, które od 25 lat są duchowym i estetycznym przedłużeniem Gutka).
– Niezła presja na start dla sukcesora.
– Pewnie, że czuję presję, ale też odpowiedzialność – mówi Jakub.
– Nie kusi cię, żeby firma kupowała prawa do mniej ryzykownych filmów? – Roman pyta syna. – Żeby było bezpieczniej?
– Nie. Choć czasem pewnie stawiam na filmy trochę bardziej komercyjne. Dzięki temu raz na jakiś czas możemy sobie pozwolić na działania wyłącznie „misyjne”. Wiem, że to rozumiesz.
Jakub słyszał wielokrotnie od hejterów, że jest nepo baby. Nie odpiera zarzutu.
– Dlatego długo zwlekałem z wejściem do firmy. Chciałem najpierw zrobić coś swojego.
Dziś zamiast tłumaczeń stawia na doświadczenie. Bo paradoksalnie to właśnie praca w gastronomii doprowadziła go z powrotem do kina. Najpierw w 2014 roku po raz pierwszy na Nowych Horyzontach przygotował kolację dla gości festiwalu. A już dwa lata później razem z Lucyną Zembowicz współtworzył inicjatywę Films for Food, w ramach której organizował pokazy filmowe połączone z degustacją potraw.
Pandemia go jednak na dobre zatrzymała. Gdy w 2021 roku przekonał zespół Gutek Film do zakupu „Bulionu i innych namiętności” Hùnga, zrobił to nie tylko jako początkujący dystrybutor, lecz także jako ktoś, kto rozumie smak – także wizualny, bo to zmysłowy obraz z jedzeniem w roli głównej.
– Trzeba mieć wyobraźnię – mówi Jakub. – I znać wcześniejsze obrazy twórcy.
Prawa do filmów najczęściej kupuje się na etapie scenariusza, a bywa, że wcześniej. Romanowi takie negocjacje przynoszą przypływ adrenaliny. Jego syn porównuje to do gry w kasynie.
– W przypadku najbardziej atrakcyjnych filmów i uznanych twórców często spotyka się kilku dystrybutorów, którzy są gotowi wydać duże sumy na konkretny tytuł – tłumaczy Gutek junior.
W negocjacjach ważne są zarówno pieniądze, jak i budowana przez lata wiarygodność i relacje z agentami sprzedaży, producentami i reżyserami. To, co nie jest łatwe dla Jakuba, to znalezienie balansu, żeby utrzymać jakość i jednocześnie zadbać o stronę finansową.
– Mam jednak poczucie, że dziś trudniej jest robić rzeczy, które naprawdę się przebijają i zostają zauważone – dodaje. – Nie chcę, żeby zabrzmiało to patetycznie, ale wiem, że w twoim myśleniu, tato, od zawsze najważniejsze było promowanie w Polsce kina autorskiego, filmów nieoczywistych.
W taki sposób kształtują upodobania widzów. Edukują. Stąd też działania dla szkół, organizowanie przeglądów i praca nad kształtowaniem gustów. Największe wyzwanie? Dotarcie do najmłodszych. Nieustannie walczą o ich uwagę jak o rząd dusz. Chyba im się udaje, bo mimo że większość rynku kinowego należy do największych hollywoodzkich studiów, tytuły Gutka są w stanie zajmować miejsce w pierwszej dziesiątce rodzimego box office’u. Później pojawiają się też na platformie Nowe Horyzonty VOD, która niebawem przejdzie spore zmiany.
– Kuba stąpa bardziej twardo po ziemi niż ja – przyznaje Roman. – Podchodzi bardziej biznesowo, ale takie myślenie i tego typu wsparcie jest mi potrzebne.
Kiedy tak rozmawiamy o dziedzictwie, międzypokoleniowym przekazywaniu pałeczki i zdobywaniu przez Jakuba doświadczenia na wielu polach, także w kinie Muranów, Roman zwraca się do syna:
– Oczekiwałeś ode mnie więcej? Liczyłeś na większe wsparcie?
Jakub na chwilę milknie. Mam wrażenie, że pytanie ojca wytrąca go z obranego kursu dyskusji na tematy zawodowe.
– Nie wiem, tato, czy liczyłem na to wsparcie – mówi, ważąc każde słowo. – Może na początku na poziomie bieżącej pracy operacyjnej? Sam jednak nie chciałeś być aż tak zaangażowany w te procesy. Zatem Jakub uczył się od współpracowników i współpracowniczek – blisko działa ze wspólnikami w Gutek Film, Jakubem Duszyńskim (dyrektorem artystycznym) i Markiem Bieniem (dyrektorem finansowym), którzy pracują w firmie blisko 30 lat.
– W pewnym momencie dałeś mi jednak legitymację do działania, zaufałeś moim rekomendacjom i to dużo zmieniło, pomogło przełamać status quo w kilku sprawach – kontynuuje Gutek junior. Przyznaje, że coraz częściej jest w stanie przekonać ojca do swojej decyzji – czy w przypadku zakupu filmu i wyboru daty jego wprowadzenia, czy w temacie zmian w zespole. W wielu sprawach dostaje też wolną rękę. Taka sprawczość daje Jakubkowi satysfakcję.
Z kolei największą satysfakcję Romanowi od samego początku przynosiło tworzenie nowych inicjatyw i festiwali, jak Timeless Film Festival Warsaw. Tak uciekał od rutyny. A dziś coraz częściej woli kontakt z naturą, zwolnił. Spędza też czas z wnukami (dziećmi Mateusza). Chociaż, jak zauważa Jakub, czasami próbuje „wyrwać kierownicę z tylnego siedzenia” i prowadzić Gutek Film po swojemu, jak kiedyś.
– Nie zawsze jest to łatwe, ale wspólnie znajdujemy rozwiązania – stwierdza syn z lekkim uśmiechem.
Dla obu film okazał się ich wspólnym językiem. Nawet jeśli każdy nauczył się go trochę inaczej. Jakub w trakcie wychowania i własnych poszukiwań. Dla Romana kino było sposobem radzenia sobie z problemami w młodości.
– Pomagało mi z przeciwnościami, z którymi mierzy się chyba każdy. Pojawiały się pytania, także te fundamentalne, poszukiwanie sensu. Odpowiedzi szukałem właśnie w kinie – na koniec stwierdza Roman.
W jego słowach jest coś uniwersalnego, co nie tylko legło u podstaw Gutek Film, lecz także towarzyszy Jakubowi i przede wszystkim kolejnym pokoleniom widzów i widzek. To oni do dziś wybierają „ich” filmy właściwie z tego samego powodu. Bo w gruncie rzeczy niewiele się zmienia – wszyscy w pewnym momencie szukamy odpowiedzi, a kino wciąż pozostaje jednym z miejsc, gdzie najłatwiej je znaleźć.
Stylizacje Andrzej Sobolewski
Grooming Kama Jankowska
Asystenci fotografa Bazyli Czern, Krystian Strupieniuk
Asystentka stylisty Kasia Nowak
Produkcja Zbigniew Szymańczyk
Materiał oryginalnie ukazał się w najnowszym numerze GQ Poland. Magazyn w sprzedaży!
Więcej w tym temacie:
- „Odyseja” to kino totalne. Christopher Nolan w znakomitej formie [RECENZJA]
- „Wędrówka na północ” – cichy buntownik we wrzeszczącym świecie
- Czy Paul Anthony Kelly to najbardziej stylowy aktor nowego pokolenia?
- Foto-pamiętnik Leny Góry z warszawskiej premiery „Erupcji”
- Odszedł Krzysztof Piesiewicz. Dokładnie w dniu premiery filmu „Historie równoległe”, który bez niego by nie powstał
- Czy to będzie najbardziej polityczne Cannes od lat? Demi Moore, Park Chan-wook, sztuczna inteligencja i wielki powrót magii kina
Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.
Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.
Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Sylwetki
Niepojęty impuls. Sylwia i Piotr Krupowie o swoim zamiłowaniu do sztuki
Potrafią pięknie milczeć o swoich działaniach. Choćby o tym, co robią w Fundacji Zobacz Mnie. Ale o tym, dlaczego zbierają sztukę pełną napięcia i niepokoju, mówią z wielką pasją.
Sylwetki
Gra o sukces w modzie według Valeriyi Musiny
O tym, co jest najważniejsze w realizowaniu siebie, relacjach z ludźmi i w budowaniu marek w grupie Modivo, rozmawiamy z dyrektorką kreatywną Valeriyą Musiną.
Sylwetki
Pośród mizoginów, klakierów Trumpa i konformistów bądź jak Borja Iglesias
„Takich sojuszników potrzebujemy” – chciałoby się rzec, obserwując, jak piłkarz zwycięskiej mundialowej drużyny, angażuje się w sprawy, wobec których większość jego kolegów przechodzi obojętnie. Ale może Borja Iglesias nie tyle jest bohaterem, ile po prostu zachowuje się po ludzku?
Sylwetki
Artur Dela: „Nie trzeba znać się na sztuce, żeby z nią żyć”
Na emigrację uciekł bez bagażu. Trzy miesiące po upadku komuny odwiedził Polskę, by wrócić dopiero 25 lat później z kapitałem i planem, żeby wydać pieniądze we własnym kraju. Zbudował kilka przedsiębiorstw i znaczącą kolekcję sztuki. W zasadzie z tej samej branży, bo sztuka też jest energią.
Sylwetki
Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”
Kultowy aktor, a teraz gospodarz „LOL: Kto się śmieje ostatni” w Prime Video, opowiada o 40 latach kariery, cenie komediowej popularności i rolach, na które wciąż czeka.
Sylwetki
Ojciec chrzestny streetwearu. Jak Nigo zdefiniował modę i hype
Sprowadzenie biografii Nigo do stanowiska dyrektora kreatywnego Kenzo to duże niedopowiedzenie. Kolekcjoner, pasjonat mody, hip-hopu i wszystkiego, co vintage, od ponad 30 lat wyznacza kierunek, w którym podąża streetwear, nieustannie szukając twórczej i życiowej równowagi.
Sylwetki
Jeremy Sochan. Władca pierścienia
W wieku 23 lat Jeremy Sochan jako pierwszy Polak został mistrzem NBA. Na ten sukces NY Knicks czekali aż 53 lata, a Sochan występuje w ich barwach dopiero pierwszy sezon. Czy to początek wielkiej kariery polskiego koszykarza? – Ten chłopak miał wielkie marzenia, które teraz się spełniają – mówi w rozmowie z GQ Poland Magdalena Tronina, koszykarka, trenerka i przyjaciółka rodziny Sochanów.
Sylwetki
Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu
„Matki pingwinów” przyniosły jej przełom, a „Znieczulenie” otwiera kolejny rozdział kariery. W rozmowie Masza Wągrocka opowiada o nierównym traktowaniu aktorek w branży, lęku, który przez lata napędzał jej życie, i momencie, w którym przestała bać się dorosłości.