Artur Dela: „Nie trzeba znać się na sztuce, żeby z nią żyć”
PARTNERZY SERWISU
Sylwetki
Artur Dela: „Nie trzeba znać się na sztuce, żeby z nią żyć”
Na emigrację uciekł bez bagażu. Trzy miesiące po upadku komuny odwiedził Polskę, by wrócić dopiero 25 lat później z kapitałem i planem, żeby wydać pieniądze we własnym kraju. Zbudował kilka przedsiębiorstw i znaczącą kolekcję sztuki. W zasadzie z tej samej branży, bo sztuka też jest energią.
Udostępnij

Artur Dela: „Sztuka daje nam wrażenie istnienia” Autor zdjęcia: Jacek Poremba
Nie udziela wywiadów. Twierdzi, że człowieka tak jak drzewo trzeba oceniać po owocach. I że ludzie w otoczeniu sztuki myślą bardziej kreatywnie i pracują bardziej wydajnie. Dlatego swoją kolekcję trzyma w siedzibie Eneris w warszawskiej Hali Koszyki. Dzieła często zmieniają miejsca, żeby każdy mógł czasem pracować z abakanem, a innym razem z Fangorem. Mówi, że nie trzeba znać się na sztuce, żeby z nią żyć, że nie potrzebuje intelektu, żeby znaleźć drogę do ludzkiej duszy.

Artur Dela: „Jesteśmy potęgą ekonomiczną i czas, żebyśmy dołączyli do potęg kulturalnych” Autor zdjęcia: Jacek Poremba
Grzegorz Kapla i Agnieszka Nieradzka: Od kiedy ma pan sztukę w biurze?
Artur Dela: Od 10 lat, odkąd mam to miejsce. Jechałem tędy po powrocie do Polski, trwała renowacja Hali Koszyki. Pomyślałem, że tu musi być moje biuro. Mieli wolne na ostatnim piętrze. Sztuka od razu stała się tu obecna.
Lubi pan szczególnie jakiś obraz?
Lubię wszystko. Wyjątkowo ciekawy jest Vinylogos Adama Jastrzębskiego. Artysta nakłada kolejne warstwy folii winylowej zgodnie z algorytmem napisanym do tego celu przez kod komputerowy. Sam wynalazł tę technikę. Ten kod jak prawdziwe, komórkowe życie tworzy zachwiania rytmu, nowe struktury. Lubię energię tej pracy. Ona pulsuje.
Obok zabytkowa zbroja samuraja. Między naszą częścią świata i Dalekim Wschodem jest jakiś dialog, także na poziomie wizualnym. Te kolory z sobą rozmawiają. Mam też malowaną czaszkę bawołu plemienia Huiczole z terenów Meksyku. I księgę tybetańską z dedykacją od dalajlamy. Element spirytualny jest istotny. Moja kolekcja jest międzynarodowa, ale zależy mi, by pokazać, kim jesteśmy na tle innych kultur i jak one nawiązują z sobą dialog.
Pierwsze dzieło sztuki, które pan kupił?
Szekspir. Dobre wydanie. Zaczęło się od książki. Jest jak sztuka częścią kultury. I jest bardziej dostępna.
A pierwszy obraz?
Dostałem. Moja pierwsza partnerka zrobiła mi portret. Tak się zaczęło. Od niektórych stypendystów we Francji – mieliśmy ich 500 – coś dostałem albo kupiłem. Pierwszy celowy zakup to betonowy biust. Przypomina Mitoraja, ale wykonany wcześniej, autorstwa polskiego artysty z Katowic – Piotra Szmitkego, imigranta w Paryżu. Dziś mam kilka tysięcy dzieł sztuki w kolekcji i dużą bibliotekę. To rozwijało się naturalnie.
Kolekcjonuje pan nazwiska?
Kolekcjonuję sztukę. Ludzie przychodzą i mówią: „Nie wiem, co to jest, ale to lubię”. Cieszy mnie ten moment. Pamiętam, kiedy sam czułem to po raz pierwszy. To była wystawa Abakanowicz w BWA w Katowicach, byłem nastolatkiem. Zobaczyłem tkaniny, olbrzymie – szok dla kogoś wychowanego na Witkacym. Moja profesorka od angielskiego była jego kochanką i miała kilka obrazów. Wydawało mi się, że nie może istnieć nic bardziej szalonego.
I nagle Abakanowicz, która pokazała rzeczy trójwymiarowe, monumentalne, z materiału, którego można było dotknąć. Niczego nie zrozumiałem, ale poczułem, że żyję. Sztuka daje nam wrażenie istnienia. Doświadczenie, że dzieje się w nas coś nieopisanego. Na tym polega prawdziwy talent.
A pański talent?
Mój? Mówią, że potrafię tworzyć wizje. Może to prawda, bo jak inaczej mógłbym wyjechać z Polski bez znajomości języka, bez matury, bez zawodu. To mój siedemnasty biznes. Nie zawsze wszystko było tak, jak zakładałem.
Czyli odwaga jest pana darem.
Dobrze powiedziane. Czytałem dziś, że świat zmieniają ci, którzy eksperymentują i uczą się za cenę błędów. Do tego trzeba odwagi. Miałem ją. Kiedy pracowałem ze Steve’em Jobsem, kiedy byłem w satelitach, i teraz, kiedy pracuję nad gospodarką obiegu zamkniętego i transformacją energetyczną. Trzeba było odwagi, żeby wrócić do Polski i wziąć się za biznes śmieciowy, ale przecież nie ma produkcji i konsumpcji bez odpadów. A one są surowcem do odzysku i źródłem czystej energii. Dzisiaj jesteśmy firmą z misją: czysta woda, ziemia i powietrze. Dosłownie.

Artur Dela: „Świat zmieniają ci, którzy eksperymentują i uczą się za cenę błędów. Do tego trzeba odwagi” Autor zdjęcia: Jacek Poremba
Który pana biznes był najbardziej niezwykły?
Może studio rysunkowe w Bielsku-Białej do produkcji filmów animowanych na rynek francuski? To było bardzo sympatyczne. Każdy pomysł ma swoje zalety. Nie ma złych, trzeba tylko nie bać się porażek.
Zawodowo zajmuje się pan energią. Sztuka też nią jest. Między nią a człowiekiem krąży także energia. Tak naprawdę rozmawiamy o energii.
Życie jest energią. Mówimy nawet, że duch w kogoś wstąpił. Mamy w sobie duchową energię, jesteśmy katalizatorem, przez który przepływa energia świata, przetwarzamy ją i dzięki temu powstaje kultura. To ten boski pierwiastek, który musi mieć twórca niezależnie od tego, czy wierzy w Absolut, czy nie. Dar tworzenia jest tylko ludzki. A ja często powtarzam, że praca jest tworzeniem. Trzeba być w pracy twórcą. Niezależnie od tego, czy jesteś kierowcą, murarzem, fryzjerem, tworzysz, a działalność artystyczna jest tylko jedną z form tworzenia. Jesteśmy bardzo twórczym gatunkiem.
Zawsze czuł pan w sobie ten twórczy imperatyw?
Kiedy na początku mojej kariery pracowałem w reklamie, używaliśmy pojęcia planowania strategicznego. Przychodzili do nas z problemami i większość kolegów nie wiedziała, od czego zacząć. Grali na zwłokę: „Chwileczkę, brak nam danych, bez nich trudno ekstrapolować”. Wymyślałem to, czego brakowało. Miałem odwagę przekraczać zasady. To się przydało w sprawie ze Steve’em Jobsem. Szef mnie przedstawił: „Dyrektor ds. strategii, Mr. Dela, polski filozof”.
Mieliśmy wprowadzić na światowe rynki Macintosha. Nowość. Uznaliśmy więc, że potrzebujemy nowych ludzi, którzy nie są obciążeni tym, co było, tylko patrzą na to, co powinno się stać. Jobs powiedział, że musimy zmienić sposób, w jaki pracujemy, uczymy się i bawimy. Już wtedy wiedział, że zmierzamy ku smartfonom. Tę wizję, jak technologie komputerowe zmienią świat, miał od początku. Ja miałem szczęście jako Polak, uchodźca polityczny, że go spotkałem, a mój szef go przekonał, że potrafię myśleć inaczej i mu tę strategię kampanii reklamowej wymyślę. No i się udało.
A pańska wizja?
Uznałem, że skoro konieczna jest transformacja ekologiczna, musimy wynaleźć technologie, które umożliwią wszystkim godne życie. Potrzebujemy pracy, przemysłu, ale im więcej go mamy, tym bardziej szkodzimy planecie. Polska jest fabryką Europy, a kiedy się produkuje, pozostają odpady. Trzeba je przekształcić. Zamienić w energię, która jest środkiem do odzyskania czystej ziemi, wody i powietrza. Pracujemy też nad edukacją w tym kierunku. Sztuka potrafi przywrócić dorosłym dziecięcą wrażliwość. Jest obecna w mojej firmie, bo wyzwala w ludziach dobrą energię. A ja chcę zatrudniać wrażliwych ludzi, nie roboty.
Dlaczego wyjechał pan z Polski?
Dyrektorka szkoły powiedziała, że nie mogę liczyć na przyjęcie na studia, że teraz to już tylko praca w kopalni. Udało mi się uzyskać paszport jako niepełnoletni. Więc uciekłem. Tak jak stałem. Bez matury, bez znajomości języka.
I dokąd pan uciekł?
Pociąg jechał do Francji. Kiedy przejeżdżał przez Berlin Zachodni, w każdym wagonie stał Niemiec z psem, to było jak film. Nie zatrzymali mnie. Może dlatego, że nie miałem bagażu? We Francji okazało się, że PRL chce mojej deportacji. Siedziałem trzy miesiące w internacie. Nauczyłem się przez ten czas języka na tyle, by zdać maturę. A kiedy okazało się, że jako uchodźca mogę studiować, studiowałem filozofię. Spotkałem Paula Ricoeura, wielkiego profesora, Macron był po mnie jego asystentem. Miałem chyba po prostu szczęście.
We Francji zaprzyjaźnił się pan ze sztuką?
Trudno w takich miastach jak Paryż nie otworzyć się na kulturę, ona jest tam przecież wszędzie: na ulicach, w księgarniach, kafejkach. Ale ze sztuką zaprzyjaźniłem się jeszcze w Polsce. Mieliśmy cenionych reżyserów, czytało się książki, chodziło się do teatru. Ludzie byli biedni, ale mieli dostęp do kultury. Nigdy nie zapomniałem, że jestem Polakiem. Odwiedziłem nasz kraj w 1989 roku. Gdy przyjechałem do Warszawy, wszędzie była pustka, tylko Marriott stał. Wróciłem w 2015 roku, bo chciałem budować polski potencjał. To, czego dokonaliśmy w naszym kraju w ciągu 35 lat, to jest fenomen na światową skalę. Absolutnie.
Ale zanim pan wrócił…
Wybuchł stan wojenny. To był dzień moich urodzin. Miałem kolację ze znajomymi. Przyjaciółka z szanowanej rodziny francuskiej zapytała, co teraz zrobię. W godzinę wymyśliliśmy i założyliśmy Komitet Pomocy Polakom Zatrzymanym we Francji. Ludzie przyjechali na wakacje na kilka dni. Do Polski nie można wrócić, zamknięta granica, z hoteli ich wyrzucają.
Co dalej? To było konkretne zadanie. Zrozumiałem, że uczyłem się już dość długo, a teraz muszę dać coś od siebie społeczeństwu. Zająłem się tym, żeby ludzie mieli gdzie spać, co zjeść, żeby mieli stypendium na studia. Dziś w biznesie działam tak samo – identyfikuję realne potrzeby, szukam problemów do rozwiązania. Zarabia się przy okazji. Trzeba zarabiać, bo jak tego nie robisz, to nie masz czym się podzielić. Musisz zarabiać, żeby móc inwestować i wydawać.
Wydawać na kolekcjonowanie sztuki?
Moja kolekcja by nie istniała, gdybym na nią nie zarobił. Ale nie chodzi tylko o sztukę. Wróciłem do Polski z planem, że wydam tu pieniądze, które zarobiłem gdzieś indziej. Większość Polaków z mojej generacji inwestuje na Lazurowym Wybrzeżu i temu podobnym, a ja sprzedałem to, co tam miałem, i wróciłem. Tam jest nudno, tu jest prawdziwa energia. Piękny kraj, ciekawi ludzie.
Troszkę może skłóceni, ale który naród nie jest?
Wisi u mnie obraz „Jaskinia” Marcina Janusza. Ma mi przypominać, że wszystko, o co się kłócimy, to tylko cienie prawdziwych rzeczy. Dopiero kiedy przebije się tę skorupę, można dotrzeć do piękna.
Jak szuka pan porozumienia?
Sięgam po to, co nas łączy. A Polaków łączy więź społeczna. Słowo „solidarność” nie było losowe. Nie ma przypadku w projekcie tego znaku, w którym litery się wspierają. To piękny symbol polskiej duszy. Mam zresztą ten projekt w swojej kolekcji. My myślimy o sobie, że jesteśmy podzieleni, a ja – że potrafimy być solidarni. Jesteśmy pracowici, inteligentni, twórczy. Więcej nas łączy, niż dzieli. Jesteśmy szóstą ekonomią Europy, dwudziestą na świecie. Dwie trzecie polskiego PKB wypracowują przedsiębiorcy, a nie korporacje międzynarodowe. Wyjeżdżamy za granicę, ale wracamy, bo jesteśmy dumni z naszego kraju i chcemy budować go dalej.
Polska ekonomia ma się dobrze. Co ze sztuką?
To się łączy. Pamiętam swój pierwszy raz w Luwrze. Miałem 16 lat. Szok. To miejsce było dowodem wielkości Francji. Reputacja danego kraju to nie tylko poziom PKB, musi być poparta promieniowaniem kultury, sławą pisarzy, nagrodami dla twórców. Chiny, Korea Południowa, Japonia, Niemcy, Szwajcaria, Belgia, Holandia, Anglia, Włochy czy USA dbają o to, żeby eksportować własną kulturę. Polski w tym gronie nie ma, ale w ciągu następnych pięciu lat, mam nadzieję, będzie.
Wcześniej nie zależało nam na tym?
Ależ nie. To dzięki silnej kulturze utrzymaliśmy naszą tożsamość narodową. Podczas pierwszych Biennale w Wenecji, choć nie było jeszcze Polski, byli Polacy. Chełmoński reprezentował Rosję, a Malczewski Austrię. Zachęta, budowana 40 lat, powstała, by promować polską kulturę. W 1925 roku była w Paryżu międzynarodowa wystawa sztuk dekoracyjnych i przemysłu współczesnego. Nasz pawilon stał się symbolem narodowego stylu, zdobyliśmy rekordową liczbę nagród, co umocniło naszą pozycję jako kraju nowoczesnego, artystycznie odrodzonego.
Siedem lat później Polska zakupiła pawilon na Biennale w Wenecji. Dzisiaj swoje pawilony ma tam 90 krajów, ale w Giardini, w sercu tej imprezy, jest ich tylko 29 i jeden z nich jest polski. Tyle że ma skromny budżet. Uważam, że my jako społeczeństwo, jako mecenasi mamy absolutny obowiązek promowania naszej kultury.
Od wieków kultura w rękach mecenasów...
Nie da się jej narzucić z góry, robi się ją od dołu. Legislator mógłby wprowadzić ustawy, które zachęcą do mecenatu prywatnego. Na przykład obniżenie VAT na kulturę jak we Francji czy Włoszech, gdzie kupujemy dzieła sztuki. Jesteśmy potęgą ekonomiczną i czas, żebyśmy dołączyli do potęg kulturalnych.
Podobnie ma się sprawa z odpisami podatkowymi od CIT i PIT na działalność filantropii kultury. Wtedy okaże się, że wiele spraw jest możliwych. Ja teraz pracuję nad realizacją dużego budynku z przeznaczeniem na przestrzeń twórczą dla artystów, taką, żeby można było przyjmować artystów z zagranicy i naszych wysyłać do Paryża, czy Stanów Zjednoczonych, na takiej zasadzie jak robi to Fundacja Kościuszkowska. Zachęta do prywatnego mecenatu jest nie tylko koniecznością ekonomiczną, lecz także cywilizacyjną. I ludzie są na to gotowi. Chcą się dzielić, tylko trzeba im to trochę ułatwić.
Materiał oryginalnie ukazał się w specjalnym wydaniu GQ Poland: The Art Issue
Więcej w tym temacie:
- Magic: The Gathering – karty za miliony dla milionów
- Nie tylko T-shirt. Jak kolekcjonować (nie tylko) koncertowe wspomnienia
- Swarovski tworzy nowe pojęcie luksusu
- Partnerstwo, nie patronat. Nowe otwarcie współpracy afrykańsko-europejskiej na TOP CHARITY ChangeMAKERS 2026
- Co „jara" w biznesie Rafała Brzoskę?
- Hojny kibic. Robert Dobrzycki nie tylko o piłce
Pisarz i podróżnik, autor ośmiu powieści i kilku innych książek reporterskich oraz podróżniczych. Pół życia zmarnotrawił na włóczęgę po świecie, utrzymując się z pisania reportaży do kobiecych magazynów albo m.in. prowadzenia ludzi po górach. Był redaktorem magazynów „Malemen” i „Elle Man”. Obszary zainteresowania – podróże, lifestyle, ludzie, rock i heavy metal.
Ma dar słuchania ze zrozumieniem.
Był w stu kilkudziesięciu krajach i jest bywalcem praskiego klubu bokserskiego Fenix. W dniu premiery GQ Poland świętuje premierę swojej najnowszej książki „Włóczęga z Archipelagu. Filipiny”.
Prowadzi dział beauty drukowanego GQ Poland. Urodą i kulturą zajmuje się od ponad dwóch dekad. Pracowała i publikowała m.in. w magazynach: „Elle”, „Elle Man”, „Twój Styl”, „Viva!”, „Pani”, „Grazia”, „Sukces”. Wymyśliła i prowadziła cenione programy telewizyjne o kinie w TVP1. Pasję do kina realizuje, pracując nad scenariuszami filmowymi i formatami telewizyjnymi. Umie i lubi słuchać ludzi, zwierząt i muzyki. Kocha podróże – te po świecie i te od rozumu do serca.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Sylwetki
Pośród mizoginów, klakierów Trumpa i konformistów bądź jak Borja Iglesias
„Takich sojuszników potrzebujemy” – chciałoby się rzec, obserwując, jak piłkarz zwycięskiej mundialowej drużyny, angażuje się w sprawy, wobec których większość jego kolegów przechodzi obojętnie. Ale może Borja Iglesias nie tyle jest bohaterem, ile po prostu zachowuje się po ludzku?
Sylwetki
Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”
Kultowy aktor, a teraz gospodarz „LOL: Kto się śmieje ostatni” w Prime Video, opowiada o 40 latach kariery, cenie komediowej popularności i rolach, na które wciąż czeka.
Sylwetki
Ojciec chrzestny streetwearu. Jak Nigo zdefiniował modę i hype
Sprowadzenie biografii Nigo do stanowiska dyrektora kreatywnego Kenzo to duże niedopowiedzenie. Kolekcjoner, pasjonat mody, hip-hopu i wszystkiego, co vintage, od ponad 30 lat wyznacza kierunek, w którym podąża streetwear, nieustannie szukając twórczej i życiowej równowagi.
Sylwetki
Jeremy Sochan. Władca pierścienia
W wieku 23 lat Jeremy Sochan jako pierwszy Polak został mistrzem NBA. Na ten sukces NY Knicks czekali aż 53 lata, a Sochan występuje w ich barwach dopiero pierwszy sezon. Czy to początek wielkiej kariery polskiego koszykarza? – Ten chłopak miał wielkie marzenia, które teraz się spełniają – mówi w rozmowie z GQ Poland Magdalena Tronina, koszykarka, trenerka i przyjaciółka rodziny Sochanów.
Sylwetki
Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu
„Matki pingwinów” przyniosły jej przełom, a „Znieczulenie” otwiera kolejny rozdział kariery. W rozmowie Masza Wągrocka opowiada o nierównym traktowaniu aktorek w branży, lęku, który przez lata napędzał jej życie, i momencie, w którym przestała bać się dorosłości.
Sylwetki
Najlepszy timing świata według Kyliana Mbappégo
Kapitan reprezentacji Francji Kylian Mbappe został najlepszym strzelcem w historii swojego kraju, strzelając 16 czerwca br. dwie bramki przeciwko Senegalowi na Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej 2026. Pobił tym samym rekord Oliviera Giroud, który zdobył 57 goli.
Sylwetki
Hugh Jackman: od Wolverine’a do Robin Hooda. Jak został człowiekiem od zadań specjalnych?
Niegdyś wuefista, dziś jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Hollywood. I choć swoją popularność zawdzięcza marvelowskim blockbusterom, portfolio 58-letniego Hugh Jackmana oferuje znacznie więcej niż akcję skrojoną pod fanów komiksów i przeznaczoną wyłącznie na duży ekran.
Sylwetki
Jeff Koons – geniusz czy król kiczu?
Od dekad budzi skrajne emocje. Dla jednych jest symbolem upadku sztuki, dla innych twórcą, który najlepiej uchwycił logikę współczesnej kultury wizualnej. W maju jako gość konferencji Impact’26 w Poznaniu przypomniał, że w jego przypadku granice sztuki nie istnieją. W końcu wysłał własne rzeźby na Księżyc.