Zmiennicy, nowe rozdania i rozstania. Czy futbol obronił mundial?
PARTNERZY SERWISU
Sport
Zmiennicy, nowe rozdania i rozstania. Czy futbol obronił mundial?
Przed startem mistrzostw świata nie brakowało obaw o poziom, ingerencje polityczne i formę najlepszych drużyn. Jak było w praktyce? Podsumujmy mundial po finałowym meczu.
Udostępnij

Drużyna Hiszpanii świętuje mundialowe zwycięstwo Autor zdjęcia: Lars Baron/Getty Images
Choć sam finał został zdominowany piłkarsko przez Hiszpanię, a narracyjnie – przez brutalną Argentynę, to mundial raz jeszcze dostarczył wielu tematów do dyskusji.
Mundial zmienników
Strzelec ostatniego, rozstrzygającego o losach mistrzostw świata gola nie mógł być inny. I nie chodzi o Ferrana Torresa, który miał sporo do udowodnienia nawet w samej Hiszpanii, ale o rolę, którą spełniał. Napastnik pojawił się na boisku po godzinie gry, a czterdzieści minut później zdobył decydującą bramkę. Był to 56. gol zdobyty przez rezerwowego w tym sezonie.
Mistrzostwa można nazwać mundialem zmienników nawet, jeśli spojrzymy na samych finalistów. Mikel Merino stał się bohaterem Hiszpanii, gdy w meczach z Portugalią oraz Belgią w fazie pucharowej pojawiał się na ostatnie minuty na boisku, a i tak strzelał gole na wagę awansu. Jeszcze przed bramką Torresa to również on – jako zmiennik – miał świetną okazję na 1:0.
Argentyńczycy też są tego świetnym przykładem: zmiennicy wybierani przez Lionela Scaloniego zdobyli trzy bramki. Najlepszym w tej roli nieoczekiwanie okazał się Lautaro Martinez, który wprawdzie zaczynał mundial jako zawodnik podstawowy, ale już w fazie pucharowej z Egiptem i Anglią wchodził i asystami lub bramkami zmieniał losy meczów. Może to właśnie jego zabrakło Argentyńczykom w finale, który napastnik w całości obejrzał z ławki rezerwowych. Scaloni nie miał jednak możliwości wstawić Martineza, ponieważ musiał reagować na kontuzje swoich obrońców oraz na czerwoną kartkę Enzo Fernandeza.
Mundial 2026 był dopiero drugim turniejem rozgrywanym z limitem pięciu roszad (i szóstej w dogrywce), ale w zupełnie innych realiach niż ten w Katarze cztery lata wcześniej. Tam rozgrywki odbywały się w środku sezonu, piłkarze nie byli jeszcze tak wyeksploatowani, warunki pogodowe były łagodniejsze, a odległości między stadionami niewielkie.
Mundial w Ameryce Północnej okazał się zupełnie innym wyzwaniem. Anglicy, by rozegrać osiem spotkań, pokonali ponad 20 tysięcy kilometrów. Nic dziwnego, że umiejętne korzystanie z rezerwowych urosło do rangi jednej z najważniejszych broni trenerów.
Trafnie tłumaczył to selekcjoner Belgii Rudi Garcia, którego zmiennicy zdobyli dla swojej reprezentacji najwięcej bramek na turnieju – pięć. „Gdy dawniej były tylko trzy zmiany, trener miał realnie jedną okazję, by wpłynąć na zespół. Pierwszą wykorzystywał w reakcji na wydarzenia boiskowe, kontuzję albo zmęczenie zawodnika, drugą mógł przeznaczyć na korektę taktyczną, a trzecią zostawiał na końcówkę. Dziś jest inaczej. Teraz do dyspozycji ma aż trzy strategiczne ruchy” – mówił przed ćwierćfinałem z Hiszpanią.
Paradoksalnie właśnie to spotkanie rozstrzygnęli dwaj rezerwowi. Mikel Merino zdobył zwycięskiego gola dla Hiszpanów, a Senne Lammens, który wszedł do bramki Belgów po kontuzji podstawowego golkipera, popełnił błąd przy decydującej akcji.

Zwycięskiego gola dla Hiszpanii w finale zdobył Ferran Torres Autor zdjęcia: Getty Images
Mundial rozstań
Historia finalistów to też opowieść o fantastycznej synergii piłkarzy z selekcjonerem. Jednak nie wszędzie było tak miło. Wspomniany wcześniej Garcia został dzień po finale dziewiętnastym trenerem, który przestał prowadzić reprezentację uczestniczącą w mundialu. Niektóre kraje dostarczyły dwóch szkoleniowców do tego grona (Tunezja), co nie zmienia faktu: rozczarowania kosztowały posadę.
Mundial zapowiadano jako turniej wielkich trenerskich nazwisk. Na ławkach zasiedli szkoleniowcy, którzy wcześniej zdobywali najważniejsze trofea w piłce klubowej – Carlo Ancelotti, Thomas Tuchel czy Mauricio Pochettino. Ostatecznie jednak największe sukcesy odnieśli ci, których doświadczenie w futbolu reprezentacyjnym przed objęciem kadry było niewielkie lub wręcz żadne. Luis de la Fuente i Lionel Scaloni okazali się przede wszystkim ludźmi swoich federacji, doskonale rozumiejącymi specyfikę pracy z reprezentacją.
Thomas Tuchel wprawdzie poprowadził Anglię do pierwszego od sześćdziesięciu lat medalu mistrzostw świata, lecz nad jego kadencją zawisł cień katastrofalnej drugiej połowy półfinału z Argentyną. Tak duży, że mimo wcześniejszej euforii po zwycięstwach nad Meksykiem i Norwegią, Niemiec również może wkrótce znaleźć się na rynku pracy. Podobny los może spotkać Mauricio Pochettino. Prowadzone przez niego Stany Zjednoczone w 1/8 finału rozbiły się o belgijski mur, a Argentyńczyk nie potrafił znaleźć odpowiedzi na problemy swojej drużyny.
Rozstania po mundialu miały różne oblicza. Didier Deschamps żegnał się z reprezentacją po wielu latach pracy, Javier Aguirre zakończył kolejny etap swojej selekcjonerskiej kariery, prawdopodobnie ostatni. Marcelo Bielsa odszedł z Urugwaju po fazie grupowej niemal w stanie otwartego konfliktu z piłkarzami. Ronald Koeman do końca przekonywał, że jego decyzje taktyczne w meczu z Marokiem były słuszne, ale w holenderskiej federacji zabrakło wiary w tę argumentację. Jego kadencja również dobiegła końca.
Mundial bramkowy
Przeglądaliście już najpiękniejsze gole turnieju? Jeśli tak, pewnie zauważyliście, że większość z nich padła po strzałach z dystansu. To nie przypadek. Mundial 2026 przyniósł kolejny rekord: aż 42 bramki zdobyte sprzed pola karnego, czyli niemal 14 proc. wszystkich trafień. Nie jest to najwyższy odsetek w historii – podczas turnieju w Rosji w 2018 roku wyniósł ponad 21 proc. – ale imponuje skuteczność. Gol padał średnio po co 22. uderzeniu z dystansu, a więc piłkarze potrzebowali najmniej prób zza pola karnego w historii, by znaleźć drogę do siatki.
Najlepiej radzili sobie pod tym względem Argentyńczycy, którzy zdobyli pięć takich bramek. Francuzi i Szwedzi dołożyli po cztery, a niemal połowa reprezentacji uczestniczących w turnieju przynajmniej raz trafiła z dystansu. Wyjątkiem byli Hiszpanie, choć wynikało to raczej z ich stylu gry niż braku umiejętności. W finale niewiele brakowało, by tę serię przerwali Mikel Oyarzabal i Lamine Yamal, ale Emiliano Martínez pozostał niepokonany.
W ogóle był to mundial bramek. Padło ich aż 308, co daje średnią 2,96 gola na mecz – najwyższą od 1970 roku. Gdyby finał przyniósł jeszcze cztery trafienia, wskaźnik wyniósłby równe trzy gole na spotkanie, nawiązując do najbardziej ofensywnych turniejów z okresu przedwojennego i pierwszych mistrzostw rozgrywanych po II wojnie światowej.
Oczywiście można argumentować, że to efekt rozszerzenia mundialu do 48 drużyn i większej liczby spotkań z udziałem słabszych reprezentacji. Tyle że tego lata w Ameryce Północnej po prostu dopisała forma największym gwiazdom. Aż dziesięciu piłkarzy zakończyło turniej z dorobkiem co najmniej czterech goli – dla porównania cztery lata wcześniej było ich zaledwie czterech. Kylian Mbappé został z kolei samodzielnym rekordzistą mistrzostw świata z dorobkiem 22 bramek.
Mundialowi 2026 można wytykać wiele wad, ale jednego odmówić mu nie sposób – dostarczył goli. A na nie narzekają właściwie tylko bramkarze.
Mundial polityki
Ostatecznie to nie Borja Iglesias, lecz Cristian Romero odmówił Donaldowi Trumpowi uścisku dłoni po finale mundialu. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy był to świadomy gest sprzeciwu, bo tylko hiszpański napastnik jeszcze przed meczem zapowiadał, że prezydenta USA ominie na podium. Ostatecznie dłonie podali wszyscy, choć wymiana uprzejmości między Trumpem a Iglesiasem wyglądała wyjątkowo niezręcznie. Zupełnie jak relacja futbolu z polityką podczas tego mundialu.
W dużej mierze to zasługa Gianniego Infantino. Prezydent FIFA od lat zabiega o względy Trumpa. Już w 2025 roku wręczył mu ustanowioną przez FIFA pokojową nagrodę, wielokrotnie odwiedzał go w Gabinecie Owalnym i konsekwentnie sprawiał wrażenie bardziej petenta niż partnera. Podczas mundialu ta zażyłość przekroczyła jednak granicę, której wielu działaczy i kibiców nie było w stanie zaakceptować.
Przed meczem 1/8 finału pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Belgią Trump miał zwrócić się do Infantino z prośbą o anulowanie zawieszenia Folarina Baloguna po czerwonej kartce. FIFA znalazła sposób, by napastnik mógł zagrać, mimo że decyzja wywołała oburzenie w piłkarskim środowisku.
Balogun pojawił się na boisku, ale gospodarze przegrali z Belgią 1:4. Po meczu przyznał, że zamieszanie wokół decyzji oraz fala krytyki, która spadła na reprezentację USA, odbiły się na dyspozycji drużyny.
Był to prawdopodobnie najbardziej upolityczniony mundial od lat, choć sam Trump pojawił się na stadionie dopiero podczas finału. Polityka toczyła się jednak także za kulisami. Infantino wykorzystał turniej do budowania poparcia przed kolejną reelekcją.
Do Nowego Jorku zaprosił przedstawicieli federacji z całego świata, ponownie rzucił pomysł rozszerzenia mundialu do 64 drużyn i jednocześnie zabiegał o deklaracje poparcia. Według doniesień miał ich zebrać ponad dwieście, a jednym z narzędzi budowania sojuszy miały być również prestiżowe nominacje sędziowskie.
Nieprzypadkowo finał poprowadził Slavko Vinčić. Słoweniec od lat należy do europejskiej czołówki, ale jego nominację odczytywano także jako polityczny sygnał. Słowenia jest ojczyzną Aleksandra Čeferina, szefa UEFA, który pozostaje jednym z najostrzejszych krytyków Infantino i podczas mundialu próbował zbudować wobec niego międzynarodową opozycję.
Taki gest mógł osłabić determinację europejskich federacji. Zwłaszcza że kolejny mundial w dużej części odbędzie się właśnie w Europie, a otwarty konflikt z FIFA może oznaczać utratę wpływów, na które niewielu działaczy chce sobie dziś pozwolić.
Mundial dwóch światów
Łzy Lionela Messiego po finale były symbolicznym obrazem mundialu, który dla wielu ikon światowego futbolu okazał się ostatnim. Cristiano Ronaldo po dwóch golach z Uzbekistanem ogłaszał, że „wrócił”, ale po porażce z Hiszpanią przypominał już przede wszystkim o wszystkim, co osiągnął z reprezentacją Portugalii – choć akurat nie na mistrzostwach świata. Z turniejem pięknie pożegnali się także inni.
Guillermo Ochoa, legenda reprezentacji Meksyku, dostał jeszcze kilka minut na boisku. Neymar, który po latach przerwy i licznych kontuzjach wrócił do kadry, zdobył bramkę w swoim czwartym mundialu, ale była to jedynie osłoda porażki 1:2 z Norwegią i zarazem jego ostatni gol na tej scenie. Swoje mundialowe rozdziały zamknęli również Kevin De Bruyne, Luka Modrić i Manuel Neuer.
Każde pożegnanie oznacza jednak miejsce dla nowych bohaterów. Jude Bellingham zdobył dla Anglii siedem bramek i wobec pytań o przyszłość Harry'ego Kane'a wyrasta na naturalnego lidera reprezentacji. Lamine Yamal nie zachwycał tak jak w poprzednich miesiącach, ale wraz z Pauem Cubarsím stanowił o sile podstawowego składu mistrzów świata. To właśnie młody stoper został wybrany najlepszym młodym piłkarzem turnieju.
Mundial wypromował także nazwiska, które w najbliższych miesiącach mogą zdominować rynek transferowy. Yan Diomande z Wybrzeża Kości Słoniowej, mimo przeciętnego występu swojej reprezentacji, znalazł się na celowniku największych europejskich klubów, a wiele wskazuje na to, że trafi do Barcelony.
Ayyoub Bouaddi jeszcze 110 dni przed rozpoczęciem turnieju był kapitanem młodzieżowej reprezentacji Francji, lecz od marca reprezentuje Maroko. Podczas mundialu zachwycał spokojem i dojrzałością w środku pola, czym zwrócił uwagę Manchesteru City. Z kolei Johan Manzambi był jedną z rewelacji reprezentacji Szwajcarii, a Aston Villa zapłaciła za niego rekordową w historii klubu kwotę.
Ten kontrast między odchodzącymi legendami a wschodzącymi gwiazdami można odczytać szerzej. Mundial 2026 był turniejem wielkich indywidualności, ale ostatecznie wygrał zespół. Reprezentacja Hiszpanii nie opierała się na jednym bohaterze, lecz na systemie budowanym od lat. Luis de la Fuente wcześniej prowadził wielu swoich piłkarzy w kadrach młodzieżowych, sposób gry pozostawał konsekwentny niezależnie od kategorii wiekowej, a za sukcesem stała nie tylko drużyna, lecz także przemyślana praca całej federacji.
Hiszpanie nie zachwycali fajerwerkami, tylko powtarzalnością, organizacją i spokojem. Właśnie dlatego zostali mistrzami świata. A reszcie pozostaje przede wszystkim zazdrościć tej konsekwencji.
Więcej w tym temacie:
- W świecie Yamala i Olise nie zapominajmy o Sergio Ramosie
- Erling Haaland: pięć luksusowych marek, których ambasadorem mógłby zostać norweski król futbolu
- Djed Spence nie zagra w finale mundialu, ale i tak zapamiętamy go na długo
- Mundialowy antygwiazdor. Mikel Oyarzabal to cichy zwycięzca turnieju
- Man bun, czyli fryzura na Erlinga Haalanda. Męski kok powróci po latach?
- Nikt nie ma tak unikatowej estetyki, jak Michael Olise
Dziennikarz TVP Sport, wcześniej pracował w Sport.pl, Viaplay i PZPN. Był korespondentem na mistrzostwa świata i Europy, pracował na stadionach Premier League, bacznie przygląda się Ekstraklasie, a z pasją realizuje trenersko w niższych ligach. Autor dwóch książek o futbolu: „Polska myśl szkoleniowa” oraz „Jak (nie) grać w Europie”.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Sport
W świecie Yamala i Olise nie zapominajmy o Sergio Ramosie
Hiszpania sięgnęła po mistrzostwo świata drugi raz w historii. Sergio Ramos doskonale zna słodki smak wygranej – 16 lat temu również wniósł wymarzony puchar.
Sport
Nie tylko Puchar i medale. Tak wyglądają pierwsze w historii mistrzowskie pierścienie FIFA
Początek nowej tradycji na mundialu? FIFA po raz pierwszy w historii wręczyła mistrzom świata mistrzowskie pierścienie. Podobny symbol triumfu mogą mieć również kibice.
Sport
Złoty cios w dogrywce! Hiszpania odzyskuje piłkarski tron
W finale rozegranym na New York New Jersey Stadium w East Rutherford Hiszpania pokonała Argentynę 1:0 po dogrywce. O losach spotkania przesądził Ferran Torres, który w 106. minucie wykorzystał składną akcję hiszpańskiego zespołu i pokonał Emiliano Martíneza. Dla „La Roja” to drugi tytuł mistrza świata w historii po triumfie w Republice Południowej Afryki w 2010 roku.
Sport
Najlepsze widowisko tego mundialu? Pięć momentów, które zapamiętamy z meczu Anglia – Francja
To miał być mecz, którego nikt nie chciał grać. Didier Deschamps otwarcie przyznawał, że jego piłkarze marzyli wyłącznie o finale. Thomas Tuchel mówił dokładnie to samo o Anglikach. Spotkanie o trzecie miejsce od lat budzi kontrowersje i często uchodzi za niepotrzebny dodatek do mundialu. Paradoks polega na tym, że właśnie ono okazało się najbardziej szalonym widowiskiem całego turnieju.
Sport
Ogień i woda. Luis De la Fuente i Lionel Scaloni walczą o zwycięstwo. Jaki czeka nas finał mundialu?
Jak wiele łączy dwóch selekcjonerów i dlaczego jeszcze bardziej magiczna jest relacja dwóch najlepszych piłkarzy Hiszpanii i Argentyny? Czy można się piękniej różnić, niż robią to finaliści tegorocznego mundialu? Przedstawiamy najciekawsze wątki niedzielnego meczu o mistrzostwo świata.
Sport
Djed Spence nie zagra w finale mundialu, ale i tak zapamiętamy go na długo
Chociaż prowadzili, finalnie ulegli niezłomnej Argentynie. Anglikom zostaje pocieszenie w postaci meczu o trzecie miejsce, ale jest piłkarz, który może być w pełni dumny po przegranym półfinale.
Sport
Mundialowy antygwiazdor. Mikel Oyarzabal to cichy zwycięzca turnieju
Nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny. Kiedy oczy całego globu zwrócone były na Kyliana Mbappe, Leo Messiego czy Jude’a Bellinghama doskonałą robotę robił po cichu inny piłkarz.
Sport
Nikt nie ma tak unikatowej estetyki, jak Michael Olise
Francuski skrzydłowy momentalnie stał się jedną z gwiazd tegorocznego mundialu. Dostarczył nie tylko boiskowych popisów, ale także niespotykanego poziomu aury.