Pośród mizoginów, klakierów Trumpa i konformistów bądź jak Borja Iglesias
PARTNERZY SERWISU
Sylwetki
Pośród mizoginów, klakierów Trumpa i konformistów bądź jak Borja Iglesias
„Takich sojuszników potrzebujemy” – chciałoby się rzec, obserwując, jak piłkarz zwycięskiej mundialowej drużyny, angażuje się w sprawy, wobec których większość jego kolegów przechodzi obojętnie. Ale może Borja Iglesias nie tyle jest bohaterem, ile po prostu zachowuje się po ludzku?
Udostępnij

Borja Iglesias Autor zdjęcia: Getty Images
Staram się przywiązywać do tego, że piłka nożna to wciąż hermetyczny chłopacki klub albo wręcz bastion mizoginicznej męskości. Przecież mamy 2026 rok, dziewczyny z sukcesami grają w nogę i z zaangażowaniem kibicują popularnym drużynom każdej płci.
Mam za sobą jednak lekturę książki „Polka gola. O kobietach w futbolu”, w której znane piłkarki, jak Ewa Pajor, Emilia Zdunek czy Agnieszka Winczo, opowiadają o ciągłym deprecjonowaniu ich osiągnięć, luce w zarobkach i finansowaniu żeńskich drużyn, a także ogromnej niechęci kibiców, niektórych trenerów oraz instytucji do dziewczyn na boisku.

Ewa Pajor podczas spotkania Polska – Francja w eliminacjach mistrzostw świata 2027 Autor zdjęcia: Getty Images
Wiele twarzy mizoginii
Autorka tego reportażu, Karolina Wasielewska, powiedziała mi kiedyś, że do tych form jawnej dyskryminacji dochodzi jeszcze „niski poziom entuzjazmu facetów-piłkarzy wobec kobiecej piłki”.
„(…) gdy wprost ich zapytasz o sukcesy piłkarek, to odpowiedzą ci, że tak, oczywiście, bardzo szanują grę kobiet i im kibicują. To jednak nie przekłada się na obecność na meczach czy zagrzewanie do walki w swoich mediach społecznościowych, podczas gdy dziewczyny w analogicznej sytuacji regularnie dopingują piłkarzy. Brakuje gestów, które mają znaczenie i które mogłyby dać sygnał kibicom, że na męskiej piłce świat się nie kończy” – usłyszałam. W pamięci mam też świeże, regularne doniesienia o tym, że kibice obrażają męskich zawodników, porównując je do kobiet. Przykład?
Podczas meczu w Australii South Melbourne z Preston Lions wywiesili seksistowskie transparenty, nazywając zawodników „laskami z włochatymi cyckami”. W odpowiedzi Panhelleńska Federacja Kobiet Australii (PHWFA) potępiła te zachowania i wezwała władze australijskiej piłki nożnej do zdecydowanej walki z seksizmem, który poza marginalizacją kobiecego sportu i dziewczyn w ogóle, ma więcej znacznie mroczniejszych odsłon.
Dlaczego o tym piszę? Bo w obliczu zakończonego właśnie mundialu 2026, temat toksycznego maczyzmu wraca ze zdwojoną siłą. Na szczęście – nie wszyscy mężczyźni występujący na murawie i trybunach – go uosabiają.
Bez lizusostwa
Borja Iglesias na mistrzostwach świata zasłynął nie tylko zwycięstwem jego drużyny. Hiszpański napastnik znalazł się na ustach wszystkich także z uwagi na chłodne potraktowanie Donalda Trumpa. Po wygranej i przy odbiorze złotego medalu Iglesias wprawdzie podał amerykańskiemu prezydentowi rękę, ale spojrzeniem go już nie zaszczycił.
Ewidentnie demonstracyjne unikanie kontaktu wzrokowego z lokatorem Białego Domu nie uszło to uwadze internetowemu komentariatowi, który gest piłkarza ogłosił wyjątkowym i odważnym na tle licznych oskarżeń świata piłki, a zwłaszcza, szefa FIFA, Gianniego Infantino, o konformizm i uleganie politycznym wpływom.
Jeśli wziąć pod uwagę także to, że Trump ma na koncie przemoc seksualną oraz seksistowskie wypowiedzi, trudno nie uznać zachowania Iglesiasa za symboliczne. Może to nadinterpretacja, ale niezupełnie wyssana z palca, jeśli przypomnieć, że piłkarz w przeszłości sprzeciwiał się już molestowaniu.
Najgłośniejszym przykładem jest reakcja sportowca na aferę z udziałem Luisa Rubialesa. Były już prezes Hiszpańskiego Związku Piłki Nożnej podczas ceremonii wręczenia medali po mistrzostwach świata kobiet w 2023 roku bez zgody pocałował jedną z zawodniczek, Jenni Hermoso. W geście solidarności z piłkarką Iglesias zrezygnował z występów w reprezentacji Hiszpanii do czasu odejścia Rubialesa z funkcji prezesa federacji, otwarcie krytykując seksizm i nadużycia w hiszpańskim futbolu.
Meksyk przegrał, ona zginęła
Tegoroczny mundial także nie był wolny od upłciowionej opresji, bowiem stałym zjawiskiem towarzyszącym piłkarskim rozgrywkom jest wzmożenie agresji wobec kobiet. To okres najniebezpieczniejszy zwłaszcza dla tych osób pozostających w przemocowych związkach.
Jedno z najczęściej cytowanych badań, przeprowadzone przez naukowców z Lancaster University na podstawie danych z trzech mundiali (2002, 2006 i 2010), wykazało, że liczba zgłoszeń przemocy domowej wzrastała o 26 proc. w dniach, gdy reprezentacja Anglii wygrywała lub remisowała, oraz aż o 38 proc. po jej porażkach.
Podobne zależności zaobserwowano także w Kolumbii podczas mundiali w 2014 i 2018 roku, gdzie liczba przypadków przemocy wobec kobiet, w tym ze strony partnera, była o 26-43 proc. wyższa w dniach meczowych niż poza turniejem.
W związku z tym przed mundialem w 2026 r. brytyjska Crown Prosecution Service oraz organizacje pomocowe ostrzegały, że podczas piłkarskich starć należy spodziewać się wzrostu liczby podobnych przypadków. Uruchomiono specjalne kampanie informacyjne skierowane do ofiar i świadków nadużyć.
Niestety zakończone właśnie mistrzostwa dostarczyły kolejnych tragicznych przykładów potwierdzających ten problem. W lipcu 2026 roku w meksykańskim stanie Puebla doszło do zabójstwa Móniki Hernández przez jej partnera, Rafaela Gonzáleza Cruza, który zaatakował ją maczetą w furii po porażce reprezentacji Meksyku z Anglią.
„Kobietobójstwo i wykorzystywanie seksualne to najbardziej skrajne przejawy mizoginii, a FIFA stawia sprawców molestowania na piedestale, wymyślając nagrody zaspokajające ich nienasycone ego” – zauważa Myriam Gurba, dziennikarka „L.A. Taco”, odnosząc się do faktu, że Gianni Infantino przyznał Donaldowi Trumpowi pierwszą w historii federacji Pokojową Nagrodę FIFA. Ta sama autorka przypomina, że na murawie o tytuł mistrza walczyli w tym roku liczni zawodnicy, którzy sami mają na koncie oskarżenia o przemoc.
Achraf Akimi z Maroka wkrótce stanie przed sądem w Paryżu za gwałt. Ryan Mendes, kapitan reprezentacji Republiki Zielonego Przylądka, jest objęty śledztwem policyjnym w Nowej Zelandii w związku z zarzutem gwałtu i uduszenia tłumaczki reprezentacji, a Portugalczyk, Cristiano Ronaldo, przyznał się do napaści seksualnej i od 2005 r. jest regularnym „bohaterem” doniesień o krzywdach kobiet.
Porzebujemy więcej Iglesiasów
Na tym tle szczególnie wyraźnie wyróżnia się postawa Borji Iglesiasa, który od lat konsekwentnie angażuje się w kwestie społeczne. Gdy wielu jego kolegów piłkarzy milczeniem dawało przyzwolenie na liczne nadużycia w obawie przed utratą lukratywnych kontraktów, Borja Iglesias publicznie sprzeciwiał się nie tylko seksizmowi, lecz także toczącej futbol homofobii. Wystąpił w kampanii UEFA „FootbALL”, w której symbolicznie „dokonał coming outu” jako osoba heteroseksualna.
Celem nagrania było zwrócenie uwagi na presję, uprzedzenia i dyskryminację, z jakimi na co dzień mierzą się osoby należące do społeczności LGBTQ+. Film promujący akcję szybko zyskał ogromną popularność w sieci, a Iglesias uznał to za jedno ze swoich największych osiągnięć.
Wyrażał poparcie dla ruchu „Black Lives Matter” oraz potępił ludobójstwo w Strefie Gazy. W 2020 roku zaczął manifestować inkluzywność, pokazując pomalowane paznokcie – najpierw w nawiązaniu do protestów w USA przeciwko rasizmowi, a następnie w ramach wsparcia innych kampanii na rzecz walki z uprzedzeniami.
Iglesias sam wielokrotnie padał ofiarą homofobicznych ataków, jednak mógł liczyć na zdecydowane wsparcie kibiców. Gdy podczas ligowego spotkania w styczniu 2026 roku z trybun ponownie wybrzmiały obraźliwe okrzyki, sympatycy Celty Vigo, w której sportowiec gra na co dzień, odpowiedzieli wymownym gestem – pojawili się na stadionie z pomalowanymi paznokciami. W ten sposób pokazali solidarność z piłkarzem i podkreślili, że futbol powinien być przestrzenią otwartą i bezpieczną dla każdego.
Borja Iglesias głośno też mówi o zdrowiu psychicznym, dzieląc się własnym doświadczeniem terapeutycznym i sprzeciwiając nakładanym na mężczyzn przez patriarchat oczekiwaniom bycia zawsze silnym.

Borja Iglesias wielokrotnie malował paznokcie w akcie solidarności społecznej z dyskryminowanymi grupami Autor zdjęcia: Getty Images
„Nierzadko tłumimy swoje uczucia, żeby stać się mniej wrażliwymi. Myślę jednak, że czasami musimy je wyrażać, eksperymentować z emocjami i mieć narzędzia, aby dbać o siebie, zarówno w sporcie, jak i poza nim. Myślę, że jest to również bardzo ważne dla naszego życia osobistego, jeśli chodzi o to, jak traktujemy siebie, jak odnosimy się do innych i jak możemy poprawić nasz sposób życia” – powiedział w jednym z wywiadów.
Na tegorocznym mundialu o jego zdystansowanym stosunku do antyludzkiej polityki uosabiającego męski szowinizm prezydenta USA świadczyły również wypowiedzi udzielone przed meczem. W wywiadzie dla portalu „Panenka” żartobliwie stwierdził, że „uściśnie dłoń prezydentowi, bo nie chce trafić do więzienia”. „Hańbą” nazwał z kolei fakt, że mistrzostwa rozgrywane w Stanach Zjednoczonych stały się pokazem elitarnego turbokapitalizmu.
Szczególnie ostro odniósł się do cen biletów na finał Hiszpania-Argentyna, które na rynku wtórnym osiągały od 9 do nawet 50 tysięcy dolarów. Jego zdaniem tak wygórowane ceny wykluczają zwykłych kibiców i pokazują, że współczesny futbol coraz bardziej podporządkowany jest interesom politycznym i ekonomicznym garstki wpływowych, bogatych i bezkarnych mężczyzn, a nie wartościom, które powinien reprezentować sport.

Choć jestem daleka od wynoszenia na piedestał ludzi, którzy wykazują się jedynie elementarną empatią i przyzwoitością, Iglesias zasługuje na uwagę i uznanie właśnie dlatego, że w świecie futbolu te cechy przestały być normą. Jego postawa dowodzi, że sumienie wciąż może być ważniejsze od sponsorów, a ideały – cenniejsze niż kontrakt.
Fakt, że zagrał w zwycięskiej drużynie pokazuje z kolei, że milczenie wbrew przestarzałemu przysłowiu wcale nie pozbawia złota. Inni piłkarze skrupulatnie liczący kneblujące im usta miliony na koncie, mogliby się u Borji poduczyć człowieczeństwa. W końcu uprzywilejowani nie płacą wysokiej ceny za zabranie głosu w słusznej sprawie – ponoszą ją ci, których zostawiają bez wsparcia.
Więcej w tym temacie:
- STATUS QUO: Dwie minuty nienawiści. Podsumowanie ostatnich dni w polityce
- Moda na ciało. Jak władza i pieniądze kreują kanony atrakcyjności
- STATUS QUO: Kto głośniej krzyknie. Podsumowanie ostatnich dni w polityce
- STATUS QUO: 39 sekund i 39 wet. Podsumowanie ostatnich dni w polityce
- STATUS QUO: Muł i upał. Podsumowanie ostatnich dni w polityce
- Między Pokoleniami: Aleksandra Dulkiewicz o śmierci, władzy i butach od taty Igi Świątek
Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.
Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Sylwetki
Artur Dela: „Nie trzeba znać się na sztuce, żeby z nią żyć”
Na emigrację uciekł bez bagażu. Trzy miesiące po upadku komuny odwiedził Polskę, by wrócić dopiero 25 lat później z kapitałem i planem, żeby wydać pieniądze we własnym kraju. Zbudował kilka przedsiębiorstw i znaczącą kolekcję sztuki. W zasadzie z tej samej branży, bo sztuka też jest energią.
Sylwetki
Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”
Kultowy aktor, a teraz gospodarz „LOL: Kto się śmieje ostatni” w Prime Video, opowiada o 40 latach kariery, cenie komediowej popularności i rolach, na które wciąż czeka.
Sylwetki
Ojciec chrzestny streetwearu. Jak Nigo zdefiniował modę i hype
Sprowadzenie biografii Nigo do stanowiska dyrektora kreatywnego Kenzo to duże niedopowiedzenie. Kolekcjoner, pasjonat mody, hip-hopu i wszystkiego, co vintage, od ponad 30 lat wyznacza kierunek, w którym podąża streetwear, nieustannie szukając twórczej i życiowej równowagi.
Sylwetki
Jeremy Sochan. Władca pierścienia
W wieku 23 lat Jeremy Sochan jako pierwszy Polak został mistrzem NBA. Na ten sukces NY Knicks czekali aż 53 lata, a Sochan występuje w ich barwach dopiero pierwszy sezon. Czy to początek wielkiej kariery polskiego koszykarza? – Ten chłopak miał wielkie marzenia, które teraz się spełniają – mówi w rozmowie z GQ Poland Magdalena Tronina, koszykarka, trenerka i przyjaciółka rodziny Sochanów.
Sylwetki
Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu
„Matki pingwinów” przyniosły jej przełom, a „Znieczulenie” otwiera kolejny rozdział kariery. W rozmowie Masza Wągrocka opowiada o nierównym traktowaniu aktorek w branży, lęku, który przez lata napędzał jej życie, i momencie, w którym przestała bać się dorosłości.
Sylwetki
Najlepszy timing świata według Kyliana Mbappégo
Kapitan reprezentacji Francji Kylian Mbappe został najlepszym strzelcem w historii swojego kraju, strzelając 16 czerwca br. dwie bramki przeciwko Senegalowi na Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej 2026. Pobił tym samym rekord Oliviera Giroud, który zdobył 57 goli.
Sylwetki
Hugh Jackman: od Wolverine’a do Robin Hooda. Jak został człowiekiem od zadań specjalnych?
Niegdyś wuefista, dziś jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Hollywood. I choć swoją popularność zawdzięcza marvelowskim blockbusterom, portfolio 58-letniego Hugh Jackmana oferuje znacznie więcej niż akcję skrojoną pod fanów komiksów i przeznaczoną wyłącznie na duży ekran.
Sylwetki
Jeff Koons – geniusz czy król kiczu?
Od dekad budzi skrajne emocje. Dla jednych jest symbolem upadku sztuki, dla innych twórcą, który najlepiej uchwycił logikę współczesnej kultury wizualnej. W maju jako gość konferencji Impact’26 w Poznaniu przypomniał, że w jego przypadku granice sztuki nie istnieją. W końcu wysłał własne rzeźby na Księżyc.