PARTNERZY SERWISU
Sport
Czy futbol jeszcze potrzebuje mundialu?
Donald Trump nie wpuszcza do swojego kraju piłkarzy, trenerów, ani nawet sędziów. O kibicach nie wspominajmy, ci dopiero mają w trakcie mistrzostw góry problemów do pokonania. Ale niech was to nie zmyli: przez najbliższy miesiąc uśmiech Gianniego Infantino będzie codziennie uderzał po oczach.
Udostępnij

Argentyna w meczu towarzyskim z Islandią Autor zdjęcia: Getty Images
Gdy cztery lata temu FIFA organizowała mundial w Katarze, prezydent federacji za punkt honoru wziął sobie pobicie jakiegoś rekordu meczów turnieju obejrzanych na żywo. Sprzyjała mu lokalizacja, stadiony były blisko siebie, a przecież szef światowej organizacji podróżuje tylko na sygnałach. W efekcie był wszędzie, obok każdego, zawsze i pełen uśmiechu. Bił od niego triumfalizm. Tego lata będzie o to trudniej, ale szwajcarskiemu działaczowi nie przeszkodzi się podpisać pod jednym z bardziej absurdalnych turniejów XXI wieku.
Najdroższy mundial ever?
Ani w Katarze, ani w Rosji cztery lata wcześniej problemów nie brakowało. W Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku prognozuje się ich jeszcze więcej. Taka powinna być zresztą dewiza tego turnieju: pokonaj góry i oceany, wygraj wizę i strać wszystkie oszczędności, by wziąć udział w wielkim cyrku FIFA. Anglicy i Szkoci wyceniają, że jeden kibic za samą fazę grupową będzie musiał zapłacić około siedmiu tysięcy funtów. Górnych widełek nie ma, choć niektórzy spoglądają na wersję nieco bardziej luksusową. Niemcy sugerują, że dla nich może to oznaczać koszt bliski nawet 70 tysięcy euro.
Infantino ma szczęście, że podekscytowany samym marzeniem o mundialu kibic nie staje przed lustrem i nie zadaje sobie pytań o to, czy warto tak się żyłować, by obejrzeć kilka meczów za oceanem. Nie myśli w strachu, nie patrzy na konsekwencje. Przeżyje nawet, gdy FIFA wykona kolejny zwrot i z jakiegoś powodu znów zakaże wnoszenia na stadiony butelki z wodą, choć z nieba ma się lać żar. W końcu zarobek sponsorów może okazać się ważniejszy.
FIFA na pewno potrzebuje mundialu. Jest uzależniona od wpływów związanych z mistrzostw świata. W dwie dekady organizacja turnieju może potroić przychody dla federacji. Turniej z 2006 roku w Niemczech oznaczał trzy miliardy dolarów wpływów, ten w Ameryce Północnej ma dać niemal dziesięć miliardów. Zysk z samych biletów ma sprawić, że to będą najbardziej lukratywne mistrzostwa w historii federacji. Opłacało się rozdmuchać turniej do 48 drużyn.
Kogo jeszcze interesuje mundial?
Infantino również potrzebuje mundialu. Futbol w wymiarze reprezentacyjnym, narodowym nie odchodzi do lamusa, ale stopniowo usuwa się w cień piłkarstwa klubowego. To ligi krajowe i rozgrywki kontynentalne przyciągają tydzień w tydzień największą uwagę, generują największe zyski. I pozostają poza kontrolą FIFA. Nic dziwnego więc, że Infantino rok temu w Stanach Zjednoczonych zorganizował Klubowe Mistrzostwa Świata, pierwszy raz w formule 32 drużyn.
Oczywiście turniej obwołał sukcesem jeszcze przed pierwszym kopnięciem piłki. Wpływy o kilka procent przekroczyły oczekiwania federacji, nawet jeśli sprzedaż praw telewizyjnych była problemem do ostatnich tygodni przed mistrzostwami. Zresztą, organizacja była dziwaczna, boiska nierówne lub twarde, upał wpływał na tempo spotkań, a pory na wyniki oglądalności w Europie. Nie można też powiedzieć, by świat zwrócił głowy w stronę Nowego Jorku, gdzie rozgrywano finał pomiędzy Chelsea i PSG w taki sam sposób, jak w czasie ostatnich decydujących spotkań Ligi Mistrzów.
Polityczny turniej
Infantino potrzebuje również, by mundial już się zaczął. Na razie zespoły zjeżdżają się do Ameryki Północnej, a te lądujące w Stanach Zjednoczonych przeżywają koszmar. Senegalczycy oraz Uzbecy byli przeszukiwani jeszcze na płycie lotniska, zaraz po wyjściu z samolotu. Irańczycy co prawda trenują w Meksyku, ale na każdy mecz będą musieli podróżować do USA. W niepełnym składzie, bo wiz nie dostało kilkunastu członków sztabu.
Pierwszy raz zdarzy się, że kraj organizujący turniej jest w stanie wojny z tym, którego będzie gościł w trakcie mistrzostw. Jednak do Stanów Irańczycy zawitają wyłącznie w dniu meczu i przed północą będą musieli je opuścić. „Zwykle w tym turnieju, zanim pojawią się kwestie techniczne, to najważniejsze jest uszanowanie spraw etycznych, ludzkich. W naszym przypadku tego nie ma”, mówił trener Irańczyków, Amir Ghalenoei. Zamiast adaptować się do warunków turnieju jego zespół musiał spędzić kilka dni w tureckiej Ankarze oczekując na decyzję, czy w ogóle te wizy otrzymają.
Cios otrzymała sama FIFA. Do Stanów Zjednoczonych na kilka dni przed turniejem nie został wpuszczony najlepszy sędzia Afryki, Omar Abdulkadir Artan. Somalia jest przecież na liście krajów z zakazem wjazdu do USA, liście stworzonej przez administrację prezydenta Donalda Trumpa. To, że Artan miał już wizę amerykańską okazało się bez znaczenia. Zresztą arbiter jest w doborowych towarzystwie: marokańskie media twierdzą, że podobnie od muru granicznego odbiło się 90% podróżujących kibiców tej reprezentacji, pomimo posiadania biletów na jej mecze. Szkoci również przeżyli szok, gdy kilkanaście dni przed startem turnieju dostali informację o nieprzyznaniu wizy.
Ucieczka Infantino
Jeśli ktoś myśli, że Infantino tym się przejął, to grubo się myli. On po prostu zniknął. Szwajcar nie potrzebuje problemów, nie chce być ich twarzą. Jeśli trzeba przykleić się do jakiegoś sukcesu lub osiągnięcia, to informuje o tym pierwszy poprzez swoje media społecznościowe, często zanim zrobią to kanały FIFA. A gdy rozstrzyga się jakaś kontrowersja, to wówczas zostawia zarządzanie kryzysem swoim ludziom. Nawet w takiej kwestii, jak wspomniana wcześniej afera butelkowa, którą w jakimś sensie można zaprezentować jako gest FIFA: kibice będą mogli wnieść jedną plastikową, półlitrową wodę na stadion. Ale o tym nie opowiedział już Infantino.
Nie spodziewajcie się, że o kontrowersjach opowie. Kwestia wizowa była zresztą problemem od początku organizacji turnieju w Stanach Zjednoczonych, gdzie rozegranych zostanie 78 ze 104 meczów. Jeszcze rok temu Infantino mówił, że wszyscy uczestnicy turnieju będą odczuwali swobodę i wsparcie, a Donalda Trumpa obdarował zorganizowaną przez siebie, wbrew głosom z samej federacji nagrodą pokojową FIFA. Jak się jednak okazało, głębiej w łaski prezydenta USA nie da się wejść, choć Szwajcar z pewnością próbował.
Problemy na ostatniej prostej pokazują, że polityka polityką, ale to prawo Trumpa będzie na wierzchu. FIFA może już tylko rozkładać ręce i tłumaczyć, że kwestie wizowe pozostają w gestii wyłącznie kraju-organizatora. Może też liczyć zyski. Obowiązujące w trakcie turnieju dynamiczne ceny – zmieniające się zależnie od zainteresowania meczami – jasno pokazują na czym i tak Infantino i spółce naprawdę zależy: na zarabianiu na najlepszych.
Mundial nigdy nie miał takich rozmiarów
Dlatego zwiększono liczbę spotkań w fazie grupowej, dodając szesnaście drużyn. By wyeliminować dokładnie tyle najsłabszych reprezentacji trzeba będzie rozegrać 72 spotkania. Potem już tylko 32 w fazie grupowej, która już naprawdę będzie interesująca. Oczywiście biznes Infantino się zgadza, bo obok rekordowych wpływów tym rozdmuchaniem mundialu kupuje sobie głosy na całym świecie. Jego jedyny problem polega na tym, że Trump traktuje większość gości jako największych wrogów i może to oznaczać, że pół świata wyjedzie ze Stanów Zjednoczonych zniesmaczonych lub obrażonych. Pewnie im też trzeba będzie w jakiś sposób dopłacić.
Gdzie w tym wszystkim magia futbolu?
Czy jednak futbol potrzebuje tak brzydko zapowiadającego się mundialu? Piłka nożna nie jest bez skazy, globalizacja postępuje i bogatsi mają coraz więcej, a różnice między największymi i choćby klasą średnią się pogłębiają. Można bezpiecznie założyć, że kolejne kompromitacje Infantino są na rękę choćby UEFA i ligom, klubom tam zrzeszonym, które tylko czekają na to, by przy kolejnym rozdaniu zyskać więcej dla siebie. Możliwe konsekwencje – niższy poziom mundialu, wyczerpanie piłkarzy i kontuzje – mogą mieć na nich wpływ, ale też sprawić, że argumenty, by sięgnąć po więcej kasy z FIFA będą po ich stronie. W takim sensie futbol potrzebuje „igrzysk” Trumpa i Infantino.
Jednocześnie potrzebowałby turnieju, który znów celebrowałby różnorodność piłki na świecie, podkreślił charakterystykę futbolu, obcowania z nim i cieszenia się mundialem w zakątkach, które na wielką scenę zaglądały dotychczas rzadko lub w ogóle. To powinien być turniej łączenia – niemal co trzeci zawodnik urodził się poza granicami kraju, który będzie reprezentował – a nie blokowania i trzepania na granicach, nieufności i ze służbami ICE czyhających za rogiem, by zawinąć obcego.
Futbol już dawno sprzedał swoją duszę mocodawcom. Nawet Jules Rimet, prezydent FIFA, który koncepcję mundialu miał nakreślić w okopach pierwszej wojny światowej, już drugi turniej organizował wspólnie z faszystowskimi Włochami. Nie ma dymu bez ognia, nie ma mistrzostw bez kontrowersji. Do pierwszego kopnięcia piłki jeszcze trochę czasu na kompromitowanie się zostało, prezydent USA i prezydent FIFA wciąż mają przestrzeń do wykorzystania, ale po starcie – Meksyk gra z Republiką Południowej Afryki w czwartek – wszyscy będą liczyli, że świat skupi się na futbolu. Na razie tego najbardziej Infantino potrzebuje: by ten cholerny mundial wreszcie się zaczął.
Dziennikarz TVP Sport, wcześniej pracował w Sport.pl, Viaplay i PZPN. Był korespondentem na mistrzostwa świata i Europy, pracował na stadionach Premier League, bacznie przygląda się Ekstraklasie, a z pasją realizuje trenersko w niższych ligach. Autor dwóch książek o futbolu: „Polska myśl szkoleniowa” oraz „Jak (nie) grać w Europie”.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Sport
New York Knicks z największym comebackiem w historii finałów NBA
Nowy Jork jeszcze długo nie zaśnie. Chociaż do pełnego świętowania brakuje jeszcze jednej wygranej, to kibice Knicksów mają co celebrować – triumf jest na wyciągnięcie ręki.
Sport
Maja Chwalińska i Dawid Podsiadło mają więcej wspólnego niż może się wydawać
Z pewnością kojarzycie mema z panteonem wielkich Polek i Polaków. Wsród nich Adam Małysz, Iga Świątek, Robert Lewandowski czy nowe nabytki – Bedoes 2115 i Łatwogang. W ostatnich dniach Maja Chwalińska miała szansę dołączyć do tego grona.
Sport
Tymek Kucharczyk: jestem zafiksowany na punkcie ścigania
Jako pierwszy Polak w historii stanął na najwyższym podium w Indianapolis. Na tym samym torze kiedyś wygrywali najwięksi kierowcy, tacy jak Michael Schumacher, Lewis Hamilton czy Fernando Alonso.
Sport
Życiowy sukces Mai Chwalińskiej. Od kwalifikacji po sam finał Roland Garros
Jeszcze kilka tygodni temu nikt nie zaryzykowałby stwierdzenia, że Chwalińska zajdzie tak wysoko w zawodach rozgrywanych na paryskich kortach. Chociaż nie udało się jej zwyciężyć w wielkim finale, to wynik nadal jest godny podziwu.
Sport
Clarence Seedorf: to nie ubranie czyni człowieka eleganckim [WYWIAD]
Podczas wyjazdu na finał Ligi Mistrzów UEFA z marką Pyszne.pl miałem możliwość przeprowadzenia rozmowy z prawdziwą legendą tych rozgrywek.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Sport
Tak się spełnia marzenia. Dlaczego każdy powinien doświadczyć finału Ligi Mistrzów?
Zobaczenie finału Ligi Mistrzów UEFA zawsze było moim marzeniem. Cieszę się, że dzięki wyjazdowi z Pyszne.pl udało mi się je spełnić.
Sport
Czarodziejka z Paryża. Maja Chwalińska występem w Roland Garros napisała nową historię tenisa
Na korcie spędziła najwięcej godzin ze wszystkich półfinalistek Roland Garrosa. Pokonała wielkie gwiazdy tenisa i nie zamierza się zatrzymywać. Maja Chwalińska jest absolutną sensacją French Open. Przed nią wielki finał Roland Garros 2026, ale w jej życiu to nie pierwsza bitwa, którą musi stoczyć.
Sport
Polski tenis ma nową bohaterkę. Maja Chwalińska w półfinale Roland Garros 2026!
Nikt nie dawał jej szans na taki wynik. Maja Chwalińska awansowała do półfinału Roland Garros 2026 i osiągnęła największy sukces w karierze. Polska tenisistka jest już tylko jedno zwycięstwo od wielkoszlemowego finału.