Ogień i woda. Luis De la Fuente i Lionel Scaloni walczą o zwycięstwo. Jaki czeka nas finał mundialu?
PARTNERZY SERWISU
Sport
Ogień i woda. Luis De la Fuente i Lionel Scaloni walczą o zwycięstwo. Jaki czeka nas finał mundialu?
Jak wiele łączy dwóch selekcjonerów i dlaczego jeszcze bardziej magiczna jest relacja dwóch najlepszych piłkarzy Hiszpanii i Argentyny? Czy można się piękniej różnić, niż robią to finaliści tegorocznego mundialu? Przedstawiamy najciekawsze wątki niedzielnego meczu o mistrzostwo świata.
Udostępnij

Louis Scaloni i Luis De La Fuente Autor zdjęcia: Getty Images
Zanim Luis de la Fuente stał się selekcjonerską maszyną do wygrywania meczów w wielkich turniejach, w federacji pełnił niemal każdą rolę. Był trenerem młodzieżowych reprezentacji, jedną z osób kształcących szkoleniowców, a do tego współtworzył i rozwijał ideę gry, która teraz odnosi takie sukcesy. Na jednym z prowadzonych przez siebie kursów spotkał Lionela Scaloniego, który w 2017 roku był na etapie przejścia między rolą asystenta w Sevilli a pracą w reprezentacji Argentyny.
Starcie przyjaciół
Połączyły ich nie tyle kwestie taktyczne, ile emocje. Dla obu to właśnie one są fundamentem futbolu. Równie ważne pozostają relacje budowane w drużynie, umiejętność zarządzania oraz – przede wszystkim – rozumienia swoich piłkarzy i udzielania im wsparcia. „Podobnie jak ja, on nie chce stawiać warunków. Ceni ludzi i to nas łączy” – mówił Scaloni, gdy stawało się jasne, że podczas mundialu może dojść do ich bezpośredniego starcia.
De la Fuente był jego mentorem, ale ten nazywa swojego „wychowanka” mistrzem. Scaloni podkreśla, że mało kto tak potrafi swoją postawą budzić szacunek i uznanie. „To fantastyczny trener, mam szczęście go znać. Jest mistrzem świata, a do tego trenerem, który wciąż osiąga nowe wysokości” – powiedział selekcjoner Hiszpanów o swoim finałowym rywalu.
Chociaż na kursach prowadzonych przez de la Fuente było wielu utalentowanych, już pracujących w wielkich klubach trenerów (m.in. Andoni Iraola z Liverpoolu), to ze Scalonim starszy o siedemnaście lat selekcjoner ma najlepszą relację. Wiadomościami wymieniali się także w trakcie turnieju. „Jego Hiszpania jest wszystkim, czym również my chcielibyśmy być” – stwierdził Argentyńczyk. A i tak będzie dążył do pokonania swojego mistrza.
Łączą ich także wątpliwości, które mieli kibice, gdy byli nominowani na selekcjonerów. Pozbawieni doświadczeń z piłki klubowej mieli polec w zarządzaniu ego piłkarzy. Tymczasem ich bardzo ludzkie, empatyczne podejście sprawdziło się lepiej, niż zatrudnienia elitarnych szkoleniowców ze zwycięstwami w Lidze Mistrzów. Scaloni jako były piłkarz jest dla reprezentantów Argentyny równorzędnym partnerem do rozmów. De la Fuente jako były selekcjoner młodzieżówek wprowadzał w futbol reprezentacyjny kolejne pokolenia Hiszpanów, a ci mają do niego szacunek i wdzięczność za to, jak byli i są traktowani.
Nie do wiary
„To cud przeznaczenia” – powiedział Joan Monfort. W 2007 roku fotograf przygotowywał sesję w szatni gości na Camp Nou. Po chwili do pomieszczenia wszedł 20-letni Lionel Messi. Obok niego stanęła para z kilkumiesięcznym dzieckiem, wyłoniona w konkursie zorganizowanym przez kataloński „Sport” i UNICEF. Jedna z wielu promocyjnych akcji. Messi początkowo nie bardzo wiedział, jak zająć się niemowlęciem umieszczonym w niewielkiej wanience, ale na zdjęciach uśmiecha się, delikatnie podtrzymując dziecko.
Czy można uwierzyć w przeznaczenie? Jeden z użytkowników portalu X wyliczył, że prawdopodobieństwo, iż tamto dziecko i Messi spotkają się po latach w finale mistrzostw świata, wynosiło jeden do 625 trylionów. A jednak właśnie to się wydarzyło. Niemowlęciem był Lamine Yamal, który w niedzielę w Nowym Jorku stanie przed szansą poprowadzenia Hiszpanii do drugiego tytułu mistrza świata. Po drugiej stronie boiska znajdzie się Messi, walczący o obronę trofeum.
To historia, która brzmi jak fikcja. Na jednym zdjęciu Messi trzyma w ramionach kilkumiesięcznego Yamala. Osiemnaście lat później obaj mają zmierzyć się w najważniejszym meczu światowego futbolu.
Messi, 39-letni mistrz świata, wciąż niesie Argentynę na swoich barkach. W turnieju zdobył siedem bramek i dołożył cztery asysty, a koledzy śpiewają, że dla niego zdobędą kolejny tytuł. Naprzeciwko stanie 18-letni mistrz Europy, który po kontuzji stopniowo wracał do najwyższej formy, ale od początku turnieju dźwigał na barkach ogromne oczekiwania.
Nie sposób zaplanować takiej historii. Czasem futbol sam pisze scenariusze, w które trudno uwierzyć.
Ogień i woda
Gra reprezentacji Hiszpanii jest manifestem tożsamości tamtejszego futbolu. Estetyczna plątanina podań, drużyna rozumiejąca się być może najlepiej na świecie. Piłkarze znają nie tylko własne role – ich świadomość pozwala im płynnie zajmować pozycje kolegów, gdy wymaga tego sytuacja. Nienaganni technicznie, niewzruszeni pod presją, precyzyjni pod bramką rywala.
Argentyna jest z kolei manifestem charakteru. „Nie ma wartości w wygranej bez cierpienia” – powtarza Scaloni. Przez fazę grupową jego zespół przeszedł niemal bez wysiłku, ale w fazie pucharowej rozegrał dwie dogrywki, a z Egiptem i Anglią musiał odrabiać odpowiednio dwubramkową i jednobramkową stratę. Z jedenastu goli zdobytych w czterech ostatnich meczach aż dziewięć padło po 75. minucie.
W półfinale z Francją Hiszpanie od pierwszych minut odebrali rywalom kontrolę nad meczem. Zamknęli ich w schemacie, z którego nie potrafili się wydostać – czego żadna reprezentacja nie dokonała przeciwko Francji od sześćdziesięciu lat. Cierpliwie wymieniali podania, dyktowali tempo, a gdy tracili piłkę, błyskawicznie odzyskiwali kontrolę dzięki organizacji, odpowiedzialności i spokojowi. Najlepszym symbolem ich futbolu była akcja na drugiego gola – rozpoczęta pod własną bramką, poprowadzona serią podań rozbijających pressing rywali.
Argentyńczycy półfinał z Anglią rozpoczęli zupełnie inaczej – od pięciu fauli w pierwszych dziesięciu minutach. Każdy pojedynek był dla nich okazją, by dołożyć jeszcze więcej intensywności i fizyczności. Kiedy po przerwie Anglicy objęli prowadzenie, zespół Scaloniego odpowiedział tak, jakby potraktował to jako osobistą zniewagę. Ruszył do frontalnego ataku i zamknął rywali na ich połowie. Nie odpuszczał aż do odwrócenia wyniku i zapewnienia sobie miejsca w finale.
Nie znaczy to jednak, że zespoły de la Fuente i Scaloniego dzieli stylistyczna przepaść. Obaj chcą dominować, kontrolować mecz przez posiadanie piłki i budować drużynę wszechstronną. Piękno futbolu polega jednak na tym, że do tego samego celu można dojść różnymi drogami. W niedzielę spotkają się dwie z nich – różne jak ogień i woda.
Zadecyduje obrona
Hiszpanie stracili w turnieju tylko jednego gola. Unai Simón ustanowił nowy rekord mundiali – 650 minut bez straconej bramki. Jedynym piłkarzem, który zdołał go pokonać, był Charles De Ketelaere. Sześć czystych kont w trakcie jednych mistrzostw świata to również osiągnięcie bez precedensu.
Argentyna zachowała czyste konto tylko w dwóch pierwszych meczach. Nie dlatego, że Emiliano Martínez rozgrywa słaby turniej. Po prostu zespół Scaloniego nie jest równie szczelny. Największe problemy pojawiają się na bokach defensywy. Z Anglią kosztował ich to błąd Nahuela Moliny, który pozwolił Anthony'emu Gordonowi dojść do sytuacji bramkowej. W meczu z Republiką Zielonego Przylądka podobnie zachował się Facundo Medina przy golu na 1:1.
Paradoks polega na tym, że Hiszpania wcale nie broni niżej od Argentyny. Wręcz przeciwnie. Linia defensywna drużyny de la Fuente jest ustawiona średnio o cztery metry bliżej bramki rywala, a Hiszpanie złapali przeciwników na spalonym niemal trzykrotnie częściej niż Argentyńczycy – 23 razy wobec ośmiu. Zanotowali też o 24 odbiory więcej na połowie przeciwnika. Efekt? Rywale kreują przeciwko nim najmniej jakościowe sytuacje spośród wszystkich uczestników turnieju.
W przypadku Argentyny statystyki pokazują coś odwrotnego – przeciwnicy wykorzystują więcej okazji, niż wynikałoby z jakości tworzonych przez nich sytuacji. Częściowo wynika to z roli Lionela Messiego. Bez piłki kapitan Argentyny oszczędza siły, przez co zespół momentami broni w dziesięciu. Rywale muszą go kontrolować, ale jednocześnie jego ograniczony udział w pressingu utrudnia Argentyńczykom odbiór piłki wysoko.
To może okazać się jednym z kluczowych elementów finału. Francja w półfinale próbowała zamknąć Hiszpanię systemem, unikając agresywnego pressingu na całym boisku. Po porażce Kylian Mbappé przyznał, że jego drużyna nie potrafiła doskoczyć do rywali, którzy niemal zawsze mieli wolnego zawodnika.
Argentyna spróbuje czegoś zupełnie innego. Tak jak przeciwko Anglii, będzie naciskać odważnie, często wysyłając dwóch lub trzech piłkarzy do jednego przeciwnika. Najpierw odcinać wszystkie możliwości podania, później odbierać piłkę i błyskawicznie atakować.
To właśnie będzie plan Scaloniego – odebrać Hiszpanii porządek, w którym czuje się najlepiej. Zamienić finał w mecz pełen pojedynków, chaosu i nieprzewidywalności. Dotąd nikt nie zmusił drużyny de la Fuente do gry w takich warunkach. Być może tylko Argentyna jest w stanie to zrobić.
Dziennikarz TVP Sport, wcześniej pracował w Sport.pl, Viaplay i PZPN. Był korespondentem na mistrzostwa świata i Europy, pracował na stadionach Premier League, bacznie przygląda się Ekstraklasie, a z pasją realizuje trenersko w niższych ligach. Autor dwóch książek o futbolu: „Polska myśl szkoleniowa” oraz „Jak (nie) grać w Europie”.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Sport
Zmiennicy, nowe rozdania i rozstania. Czy futbol obronił mundial?
Przed startem mistrzostw świata nie brakowało obaw o poziom, ingerencje polityczne i formę najlepszych drużyn. Jak było w praktyce? Podsumujmy mundial po finałowym meczu.
Sport
W świecie Yamala i Olise nie zapominajmy o Sergio Ramosie
Hiszpania sięgnęła po mistrzostwo świata drugi raz w historii. Sergio Ramos doskonale zna słodki smak wygranej – 16 lat temu również wniósł wymarzony puchar.
Sport
Nie tylko Puchar i medale. Tak wyglądają pierwsze w historii mistrzowskie pierścienie FIFA
Początek nowej tradycji na mundialu? FIFA po raz pierwszy w historii wręczyła mistrzom świata mistrzowskie pierścienie. Podobny symbol triumfu mogą mieć również kibice.
Sport
Złoty cios w dogrywce! Hiszpania odzyskuje piłkarski tron
W finale rozegranym na New York New Jersey Stadium w East Rutherford Hiszpania pokonała Argentynę 1:0 po dogrywce. O losach spotkania przesądził Ferran Torres, który w 106. minucie wykorzystał składną akcję hiszpańskiego zespołu i pokonał Emiliano Martíneza. Dla „La Roja” to drugi tytuł mistrza świata w historii po triumfie w Republice Południowej Afryki w 2010 roku.
Sport
Najlepsze widowisko tego mundialu? Pięć momentów, które zapamiętamy z meczu Anglia – Francja
To miał być mecz, którego nikt nie chciał grać. Didier Deschamps otwarcie przyznawał, że jego piłkarze marzyli wyłącznie o finale. Thomas Tuchel mówił dokładnie to samo o Anglikach. Spotkanie o trzecie miejsce od lat budzi kontrowersje i często uchodzi za niepotrzebny dodatek do mundialu. Paradoks polega na tym, że właśnie ono okazało się najbardziej szalonym widowiskiem całego turnieju.
Sport
Djed Spence nie zagra w finale mundialu, ale i tak zapamiętamy go na długo
Chociaż prowadzili, finalnie ulegli niezłomnej Argentynie. Anglikom zostaje pocieszenie w postaci meczu o trzecie miejsce, ale jest piłkarz, który może być w pełni dumny po przegranym półfinale.
Sport
Mundialowy antygwiazdor. Mikel Oyarzabal to cichy zwycięzca turnieju
Nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny. Kiedy oczy całego globu zwrócone były na Kyliana Mbappe, Leo Messiego czy Jude’a Bellinghama doskonałą robotę robił po cichu inny piłkarz.
Sport
Nikt nie ma tak unikatowej estetyki, jak Michael Olise
Francuski skrzydłowy momentalnie stał się jedną z gwiazd tegorocznego mundialu. Dostarczył nie tylko boiskowych popisów, ale także niespotykanego poziomu aury.