PARTNERZY SERWISU

apartpl nohoone

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl nohoone

Praca i pieniądze

Jaka będzie praca przyszłości? To obrazki rodem z „Black Mirror”

– „Nie podskakuj, nie przychodź po podwyżkę, nie zakładaj związku zawodowego…” – strach przed AI bywa narzędziem kontroli pracowników. Marek Szymaniak w książce „Młócka. Reportaże o pracy przyszłości" pokazuje, jak narracja o automatyzacji służy dziś przede wszystkim interesom biznesu.

Udostępnij

Marek Szymaniak w książce „Młócka" pokazuje, jak będzie wyglądać przyszłość naszej pracy

Książka „Młócka. Reportaże o pracy przyszłości” opisuje naszą przyszłość niczym apokaliptyczny thriller Autor zdjęcia: kolaż GQ Poland

AWAL0502 (1)(1)
21.04.2026

Dziennikarz Marek Szymaniak przy pracy nad swoją najnowszą książką „Młócka” spotkał się z ludźmi, których pracę na naszych oczach zmienia technologia. W reportażu Poddaje w wątpliwość narracje wielkich korporacji o pozytywnych zmianach, jakie niesie postęp. Sprawdza, czy faktycznie dzięki tym zmianom będziemy pracować krócej. Rozmawiamy o kulisach pisania reportażu, a także o tym, jak AI zmienia pracę nie tylko jego bohaterów, ale nas wszystkich. 

Boisz się, że postęp technologiczny kiedyś wygryzie reporterów?
Raczej jestem optymistą i myślę, że to się nie wydarzy. Jeśli spojrzymy na duże modele językowe (LLM – large language model - red.) z perspektywy tego, jak są wykorzystywane, to okazuje się, że sztuczna inteligencja z prawdziwą inteligencją nie ma wiele wspólnego. Pytamy ChataGPT o różne rzeczy, ale odpowiedzi, jakie z niego płyną nie wynikają z przemyśleń, a jedynie z wyliczenia najbardziej prawdopodobnej odpowiedzi na zadane pytanie. Zebrane dane, które maszyna analizuje, to w dużej mierze efekty pracy dziennikarzy, którzy ustalają i zbierają informacje. Systemy takie jak ChatGPT mają za to tendencję do „halucynowania”. 

Czyli innymi słowy – kłamania.
Kłamstwo zakładałoby intencję, a w kontekście ChataGPT o intencji nie może być mowy. Antropomorfizacja AI to zwykły chwyt marketingowy. Wracając do twojego pytania – nie boję się o jakościowe dziennikarstwo, które jest blisko człowieka, które polega na rozmowie i spotkaniu, na łączeniu faktów i próbie zrozumienia pewnych procesów społecznych. LLM nie pojedzie w Polskę i nie opisze życia osoby z małego miasta. Oczywiście, że może z kimś takim porozmawiać, ale będzie to rozmowa pochlebcy, bo taką tendencję mają duże modele językowe – żeby chwalić i przytakiwać. Bałbym się natomiast czegoś innego, co powoli staje się normą, czyli, że redakcje i wydawcy przestają zarabiać na jakościowych treściach, bo po drodze są ograbiani z owoców swojej pracy – czy to przez Google’a czy firmy oferujące LLM-y.

Pod koniec 2023 roku wydawca „The New York Timesa” pozwał OpenAI i Microsoft, zarzucając im, że miliony artykułów opublikowanych w dzienniku zostały wykorzystane przy trenowaniu ChataGPT. 
Kiedy pracowałem nad książką, sprawa pozostawała nierozstrzygnięta. Być może jest to do zaktualizowania, ale zakładam, że niewiele się zmieniło i proces jest w toku. Zazwyczaj firmy pracujące na LLM-ach nie dzielą się zyskiem ze względu na wykorzystanie treści publikowanych w danym tytule prasowym. Podejścia wydawców są za to różne. Redakcja „The Atlantic” podjęła współpracę z OpenAI i otrzymała pieniądze za wykorzystywanie modeli AI. Dla mnie to wygląda na pakt z diabłem – bo dzisiaj, owszem, dostaniemy jakiś okruch, ale w przyszłości prawdopodobnie nikt nam nie zapłaci za korzystanie z naszych zasobów. W tym przypadku jestem zwolennikiem wejścia na drogę sądową i głośnego domagania się swoich praw. Problem w tym, że mało którą redakcję w Polsce na to stać. W przypadku wydawców mniejszych, czy nawet o średnim zasięgu, walka z gigantami pokroju OpenAI czy Perplexity, jest poza zasięgiem.

Jaki jest najgorszy scenariusz?
Najgorszym scenariuszem, którego się obawiam, jest sytuacja, w której my – mam na myśli szeroko pojętych pracowników – będziemy szkolić narzędzia, które w przyszłości zabiorą nam część pracy, a przynajmniej zadań. Nasza pozycja na rynku pracy siłą rzeczy osłabnie. Prognozy pokazują, że sporo osób w skutek takich zmian będzie zarabiać mniej. Sam bym się tej ścieżki wystrzegał, ale wiem, że firmy nie pozostawiają pracownikom dużego wyboru. 

Kilka dni temu opublikowałem tekst o grupowych zwolnieniach w branży IT. Skala zjawiska jest początkująca, niemniej te zadania, które są powtarzalne, rutynowe, które łatwo przełożyć na formułę do Excela, są zastępowane przez maszyny. Pamiętajmy jednak, że za tymi zadaniami stoi wiedza konkretnych ludzi. Nie ma też już tak dużego zapotrzebowania na młodych, bo prostsze procesy, które dawniej wykonywali juniorzy, przejmują technologiczne narzędzia.

Jednym z bohaterów „Młocki” jest Wiktor, copywriter, którego szef uległ szałowi na ChatGPT. Wiktor został kierownikiem nowego działu, musiał rzucić wszystko inne i zacząć uczyć promptować swoich kolegów i koleżanki. 
Puenta historii jest taka, że w zespole zostały tylko cztery osoby, wszyscy inni zostali zwolnieni, bo nie wierzyli w projekt związany z AI. Znamienne są przy tym słowa Wiktora: „Nikt nie ukrywał, że robiąc to, co robimy, piłujemy nogi od naszych stołków”.

Na własnej skórze odczułem podobne zmiany.
No tak, słyszałem, sprawa OFF Radia Kraków.

W dużym skrócie: władze radia zerwały współpracę z dziennikarzami i dziennikarkami OFF-a, kilka miesięcy później w ramówce zamiast nas, czyli żywych prowadzących, pojawiły się wygenerowane z użyciem systemu AI boty. Przyznam, że zupełnie nie spodziewałem się skali oburzenia – kilka godzin po nagłośnieniu sprawy pod naszą petycją podpisało się tysiące osób, zainteresowały się nią media z całego świata, włącznie z „The New York Timesem”. Pierwsze, co mnie uderzyło, to obawa, jaka pojawiła się w komentarzach. Ludzie różnych zawodów pisali wprost: „Boimy się, że kiedyś spotka nas coś podobnego”.
Chciałbym, żeby każda nagłośniona sprawa, skutkowała jak w przypadku OFF-a. Jeśli dobrze pamiętam, władze radia po kilku dniach wycofały się z całego pomysłu, tłumacząc się w absurdalny sposób, że był to tylko naukowy eksperyment. Ta sprawa w pewnym sensie przypomina mi historię mojej bohaterki Justyny, dziewczyny, która została zwolniona z pracy za brak stanika. Podobnie jak ty wykorzystała siłę mediów społecznościowych, żeby nagłośnić swój problem. W obu przypadkach sprawom towarzyszyły duże emocje, a więc – paradoksalnie – to znowu algorytm zdecydował, że wiadomość poniosła się w świat. Niestety nie możemy szukać sprawiedliwości wyłącznie w mediach społecznościowych, bo większości postów nie przebija się na taką skalę.

Poza tym nie jestem pewny, czy głosy poparcia, jakie otrzymałeś, faktycznie wynikają ze współczucia dla ludzi, których dotykają zmiany technologiczne. Jeżeli pojawia się informacja, że programiści mają się coraz gorzej, to częściej spotykam się z opiniami, że w sumie dobrze im tak, bo przez lata żyli jak pączki w maśle. Inna sprawa, czy naprawdę pochylamy się nad losem kurierów pracujących dla platform? Czy zastanawiamy się nad tym, w jakich warunkach pracują i muszą żyć?

mlocka

okładka książki „Młócka. Reportaże o pracy przyszłości” Autor zdjęcia: materiały prasowe, wydawnictwo Czarne

Raczej nie, ale przywołujesz przykłady organizacji pracowniczych, które domagają się swoich praw. Stanisław Kierwiak wraz ze współpracownikami założył pierwszy w Polsce związek zawodowy zrzeszający kurierów i dostawców w Pyszne.pl.
To przykład tego, że opór jest możliwy. Nawet w branży delivery, która jest niezwykle silnie spatologizowana, można spróbować wpłynąć na układ pracownik-pracodawca. Trzeba przy tym zaznaczyć, że Pyszne.pl jest wyjątkiem w branży i jako jedyna firma zatrudnia swoich kurierów i dostawców na umowy cywilnoprawne, co formalnie umożliwiło założenie związku zawodowego. Zupełnie inaczej wygląda to w przypadku innych aplikacji jak Uber, Bolt czy Glovo. Kiedy w 2021 roku kurierzy Glovo zorganizowali jeden z pierwszych w Polsce strajków osób pracujących dla platform dostarczających jedzenie i drobne zakupy, to zostali zablokowani w aplikacji. Nikt z firmy nie chciał z nimi negocjować, nie chciał słuchać o ich sytuacji. Lecz po prostu ich wyłączył. To obrazki rodem z „Black Mirror”.

No jasne, bo skoro nie są oficjalnie pracownikami platform, to przepisy ustalające formalną drogę do zorganizowania protestu ich nie obowiązują.
Nie zawsze jednak musi to dotyczyć formy zatrudnienia pracownika, co doskonale widać na przykładzie korporacji, które wdrażają pierwsze narzędzia oparte o AI. „Nie podskakuj, nie przychodź po podwyżkę, nie zakładaj związku zawodowego, bo mam dziesięć botów na twoje miejsce i w pierwszej kolejności zautomatyzuję twoje stanowisko” – tego typu hasła słyszałem z ust pewnego menedżera, który używał narzędzi strachu wobec podwładnych. Narracja, że przyjdzie AI i nas zje, służy dziś przede wszystkim biznesowi. Dlatego tym bardziej powinniśmy się jednoczyć. W tym jest nasza siła i jedyny ratunek. Biznes zawsze będzie kierował się maksymalizacją zysku. Politycy, nawet jeżeli mają na ustach lewicowe lub po prostu społeczne frazesy, potrafią ulegać lobbingowi wielkich firm. Powinniśmy pamiętać, że w naszym kraju pracuje obecnie 17 milionów osób – wbrew pozorom mamy dużo do powiedzenia, tylko musimy te nasze racje czasem wykrzyczeć.

Co ciekawe, porównujesz algorytm do przemocowego szefa, którego podstawowym sposobem działania jest przesuwanie granic kontroli i wyzysk pracowników.
Zawsze w jakimś stopniu tak było, z tą różnicą, że obecnie technologia daje nowe narzędzia, by ten wyzysk potęgować. Pod przykrywką innowacji wprowadzamy niekorzystne zmiany dla pracowników, najczęściej tam, gdzie normalnie nie bylibyśmy w stanie ich wprowadzić. W ten sposób pozbawiani są swoich praw, przywilejów, a jednocześnie sprzedaje im się opowieść, że zmiany działają na ich korzyść. Natomiast korzyść dla firm wcale nie wynika z możliwości wdrożenia innowacji, ale z nowego sposobu na obejście prawa, jaki dają technologię. 

Podobnie jest z technologicznym nadzorem, o których piszesz w książce, prawda?
Tak. Najczęściej się na niego zgadzamy, ponieważ nadzór jest nam przedstawiany jako rodzaj zabezpieczenia w pracy, które, przykładowo, zmniejsza ryzyko kradzieży w zakładzie. Albo wmawia się nam, że jest to narzędzie, które nas wesprze, policzy za nas nadgodziny, dzięki czemu nie będziemy już dłużej zależni od szefa. Prawda jest jednak taka, że ostatecznie służy to optymalizacji i efektywności, co ma przynieść zyski przedsiębiorstwu, a nie pracownikowi.

Jeden z rozdziałów poświęcasz kierowcom tirów. Kabiny ciężarówek są wyposażone w kamery skierowane na twarz kierowcy. Kiedy ten zaczyna zasypiać lub odwraca wzrok od jezdni, włącza się alarm, fotel zaczyna wibrować. Niby przydatne, ale coraz więcej kierowców czuje się jak w Big Brotherze. To życie na nieustannym podglądzie.
Tak naprawdę nadzór pozbawia ich tego, co było dla nich wartością w tym zawodzie. Kierowcy wspominają, że chcieli pracować w miejscu, gdzie nikt nie będzie cały czas patrzył im przez ramię. Podobała im się wolność, jaką dawał ten zawód. Nie ma co ukrywać, że nieraz wykorzystywali to w szkodliwy sposób – zdarzały się kradzieże paliwa, jazda pod wpływem używek. Takie zachowania trzeba tępić, tyle że ta opowieść o bezpieczeństwie została doprowadzona do skrajności. Człowiek staje się niemal niewidoczny, a to rodzi wypalenie zawodowe, nagle wszystko przestaje mieć sens. Co ciekawe, kilka dni temu nagrywałem podcast, okazało się, że prowadząca ma brata, który pracuje w branży logistycznej i dała mu do przeczytania ten rozdział. Powiedział, że skala kontroli w jego flocie jest jeszcze większa niż to opisałem.

Jednocześnie piszesz, że podobne procesy wciąż przebiegają w Polsce wolniej niż w innych krajach, nawet u naszych sąsiadów. 
Piszę o tym głównie w kontekście automatyzacji i robotyzacji w polskim przemyśle. Na 10 tys. pracowników przypada dziś sześćdziesiąt jeden robotów. Dla porównania w Czechach jest to sto osiemdziesiąt. Nie mówiąc o najbardziej zaawansowanych pod tym względem Szwedach, którzy mają dwieście dziewiędziesiąt trzy roboty na 10 tys. pracowników. Chodzi między innymi o wózkoroboty, ale też w egzoszkielety, których używa się w wielu branżach. Mogą pomagać przenosić pustaki na budowie albo ciężkie pudła w magazynie. Niby mówimy o nowinkach technologicznych, ale tak naprawdę mamy ostatnią szansę, żeby zatroszczyć się o ten sektor.

marek-szymaniak1

Marek Szymaniak Autor zdjęcia: Rafał Hetman

Co masz na myśli?
Mówiąc w skrócie: już brakuje rąk do pracy i będzie brakowało jeszcze mocniej. Po pierwsze, demografia wskazuje, że z roku na rok będzie coraz mniej pracowników na rynku. Po drugie – trzeba zadbać o tych, którzy wciąż są aktywni zawodowo, by mogli pracować jak najdłużej i w jak najlepszym zdrowiu do emerytury. Po trzecie, mamy kwestię migrantów, którzy są ściągani coraz większym strumieniem do Polski, ale eksperci wskazują, że ta „łata” w postaci obcokrajowców jest za mała i nie zaspokoi potrzeb gospodarki. Rolą polskich przedsiębiorstw i państwa jest inwestowanie w technologie, aby praca była wydajna, a jednocześnie, by cały biznes nie wypłynął nam do Indii. Bo wzrostu gospodarczego, którego doświadczamy od trzech dekad, a który to wzrost profesor Marcin Piątkowski nazywa „Złotym Wiekiem” naszego kraju, nie uda się utrzymać bez innowacji. Pamiętajmy, że pracownicy też mogą na nim zyskać – to nie musi wiązać się ze zwolnieniami, a ze zmianą kompetencji, przeniesieniem do innego, może lżejszego działu.

Z drugiej strony przyglądasz się pomysłowi wdrożenia krótszego czasu pracy.
Nie ma rzeczy niemożliwych, nawet jeżeli spojrzymy w przeszłość. Dawniej ludzie pracowali w fabrykach po dwanaście, szesnaście godzin. Gdyby ktoś im wtedy powiedział, że ich prawnuki będą pracować po osiem, to by się złapali za głowy. W kontekście krótszego czasu pracy ograniczono nasze marzenia, ponieważ dyskusja na ten temat trwa długo, ale w skali globalnej można zauważyć zmianę i faktycznie pracujemy coraz mniej, chociażby dzięki zmniejszeniu wymiaru etatu w niektórych branżach. Są urzędy miasta w Polsce, które zdecydowały o skróceniu czasu pracy do siedmiu godzin – takim przykładem są Leszno i Włocławek. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wystartowało z projektem pilotażowym skróconego czasu pracy z zachowaniem wynagrodzenia. Potrzebujemy tylko odpowiednich regulacji, aby ta zmiana dotyczyła wszystkich. Obawiam się scenariusza, że przywilej dotknie elitę specjalistów, a cała szara masa będzie go pozbawiona.

Takich zmian nie uda się jednak przeprowadzić bez wspomnianych innowacji i zmiany mentalności pracodawców. Powołujesz się na raport Instytutu Badań Strukturalnych pt. „Czy czterodniowy tydzień pracy w Polsce jest uzasadniony”?, według którego dla utrzymania PKB na tym samym poziomie niezbędne byłoby zatrudnienie dodatkowych pracowników. Firma Herbapol Poznań skróciła czas pracy swoim pracownikom, ale nie byłoby to możliwe bez rozwiązań AI, budowy nowego zakładu czy wdrożenia nowych, wydajniejszych linii produkcyjnych.
Na tym właśnie polegają inwestycje. Niestety, ale jesteśmy zakładnikami myślenia, że jeżeli robimy coś szybciej to musimy sprzedać więcej i więcej zarobić. Zysk wynikający ze zmiany technologicznej nie powinien trafiać tylko do firmy, ale do szeregowego pracownika. Nie ma nic cenniejszego niż czas, więc największą premią byłoby skrócenie czasu spędzonego w pracy. A to niesie wiele korzyści – więcej czasu dla bliskich, dla swoich pasji, a za tym idzie lepsze samopoczucie, mniej stresu, więcej energii do pracy i większa produktywność. 

„Młóckę” można więc potraktować jako przestrogę: niech nam się nie wydaje, że transformacja technologiczna sprawi, że wszyscy będziemy pracować lżej i krócej.
Dla mnie ważne było pokazanie rewersu PR-owej narracji biznesu. Warto pamiętać, że ta narracja ma również drugą stronę medalu, a może nawet kilka. Najczęściej ta opowieść jest geometryczna. To, że ktoś w pracy wręcza nam zegarek, który mierzy nasze tętno, poziom stresu i może wezwać lekarza w razie wypadku, jest oczywiście pozytywne, ale jednocześnie te same dane o naszym stanie zdrowia mogą zostać wykorzystane przeciwko nam – ktoś nas zwolni, widząc, że za chwilę pójdziemy na L4 i zaburzymy procesy w firmie. Ta książka jest także o tym, żebyśmy na te różne scenariusze przygotowali. Bo kluczem jest świadomość. Może kiedy ktoś nam będzie wręczał taki zegarek, to spojrzymy na taki gest również krytycznie.

Zaczęliśmy od pracy dziennikarzy, zakończmy na tym – wpływ AI to jedno, bardziej niepokoi mnie, co z naszym zawodem zrobiły media społecznościowe. Ludzie, którzy dawniej pisali pogłębione teksty, dziś kręcą kilkuminutowe, powierzchowne rolki. Poza tym, jak napisała moja koleżanka – nie ma już social mediów, bo wszystkie zamieniły się w LinkedIna, gdzie mówimy już tylko o sobie i swoich osiągnięciach. Z dziennikarzy staliśmy się ambasadorami własnych marek osobistych.
Niestety, taka jest prawda. Jako dziennikarze trafiliśmy do świata, w którym zmniejsza się rola tradycyjnych mediów, a zwiększa rola mediów społecznościowych, w których każdy musi mieć swoją społeczność, by docierać jak najszerzej. Z żalem patrzę na sytuację, w której możesz przeprowadzić wielkie dziennikarskie śledztwo, ale nikt tego nie zauważy, bo zostaniesz zbanowany przez algorytm. Nie rządzą więc nami wydawcy, redaktorzy naczelni, nie rządzą czytelnicy, tylko systemy, które nie są transparentne, na które nie mamy wpływu. Nie mówiąc o tym, że najczęściej nie zarabiamy na wrzucaniu rzeczy w media społecznościowe. Tworzymy tylko ruch, który daje nam obietnicę, że w przyszłości jakoś to zaprocentuje.

W naszej banieczce medialnej jesteśmy na to bardzo nastawieni i bardzo spaczeni pod tym względem – każdy coś robi, każdy coś postuje. A przecież jest mnóstwo zawodów, gdzie to nie jest wymagane. Jeśli ktoś pracuje w biurze, jest urzędnikiem, to nie wrzuca codziennie, co się dzieje u niego w pracy. Bo sukces nie zależy od zasięgów i obecności, tylko od tego, żebyś dobrze wykonał swoją robotę. Tego brakuje mi w naszym zawodzie.

AWAL0502 (1)(1)

Dziennikarz, krytyk filmowy, filmoznawca. Publikuje m.in. w „Przekroju", „Przeglądzie", a także w portalach dwutygodnik.com, culture.pl, mintmagazine.pl, onet.pl. Ponadto gościnnie pisze na łamach „Gazety Wyborczej”, miesięcznika „Kino” i wielu innych tytułów. Do ubiegłego roku prowadził cotygodniową audycję w OFF Radiu Kraków. Autor kilkuset rozmów i wywiadów z nagradzanymi na światowych festiwalach twórczyniami i twórcami filmowymi, m.in. z Jonathanem Glazerem („Strefa interesów”), Laurą Poitras („Całe to piękno i krew”), Bong Joon-ho („Parasite”), duetem Daniels („Wszystko wszędzie naraz”), Arim Asterem („Bo się boi”).

Czytaj więcej

55268417005_4f5c34ba37_k

Co „jara" w biznesie Rafała Brzoskę?

Prowadzenie firmy porównuje do zawodów sportowych. – Biznes jest dopalaczem, który sprawia, że jesteś gotowy na duże poświęcenia, byle tylko osiągnąć cel – mówi Rafał Brzoska, przedsiębiorca, założyciel InPost, inwestor i mecenas startupów.

ARTYKUŁ PARTNERSKI 1920x1080_mcdonald

Sztuka prowadzenia biznesu

O spełnianiu marzeń w życiu zawodowym i prywatnym, o budowaniu biznesu z wielkim zaangażowaniem przy zachowaniu balansu porozmawialiśmy z Anną Kiełczewską-Włodarczyk, Senior Director w McDonald’s Polska odpowiadającą za obszar Franczyzy.

ARTYKUŁ PARTNERSKI Maciej i Łukasz (2)

To nie jest męski biznes. Historia marki Sensum Mare

Zdarzyło im się to zdanie usłyszeć, ale każdego dnia udowadniają, że jest inaczej. Maciej Tęsiorowski i Łukasz Kołodziejek stworzyli jedną z najbardziej lubianych polskich marek beauty – Sensum Mare. Nam opowiadają, jak wygląda prowadzenie takiego biznesu i jak sami dbają o pielęgnację.

Kradzież czasu pracy

Kradniesz czas w pracy? To nie złodziejstwo

Robisz pranie, pracując zdalnie? Pozwalasz sobie na drzemki? A może spędzasz dużo czasu na lunchu lub przerwie na papierosa? Jeśli na któreś z tych pytań odpowiedziałeś: „tak”, to wcale nie musi oznaczać, że jesteś złym pracownikiem. Po prostu próbujesz przetrwać w systemie, który oczekuje nieustannej dyspozycyjności i produktywności.

ARTYKUŁ PARTNERSKI arhuaco-rogelio-walking-nature-JPG

Rituals: W drodze do harmonii. Wywiad z Niki Schilling, Executive Director of Impact

Rituals przeznacza 10% zysków netto na działania wspierające dobrostan ludzi i kondycję planety, na nowo definiując sens luksusu w branży beauty. O tym, jak prowadzić biznes odpowiedzialny i dalekowzroczny, opowiada Niki Schilling, Executive Director of Impact.

Czym jest bańka AI?

Bańka AI. Pękła, pęka czy pęknie?

Czy gorączka wirtualnych tulipanów się kończy? Czy rynek AI przeżywa właśnie krach? W pewnym sensie tak – ale to nie jest najważniejsze. 

Apple obchodzi 50 lat. Jaką firmę zostawia Tim Cook?

Apple ma 50 lat. Oto pięć lekcji od Tima Cooka

Apple kończy 50 lat, a Tim Cook po 15 latach sterowania firmą ustępuje ze stanowiska, zostawiając po sobie technologiczne imperium warte biliony dolarów. Jakie decyzje i zasady pozwoliły Apple nie tylko przetrwać po erze Steve’a Jobsa? Oto pięć kluczowych lekcji, które definiują sukces jednej z najpotężniejszych firm świata.

Wspinaczka po niewłaściwej drabinie kariery. Co, jeśli na górze czeka wypalenie zawodowe?

Wspinaczka po niewłaściwej drabinie kariery. Co, jeśli na górze czeka wypalenie zawodowe?

To nie jest tylko historia o zmianie pracy. To moment, w którym coś przestaje się zgadzać, mimo że wszystko wygląda dobrze. Mateusz i Darek opowiadają, co dzieje się, gdy sukces przestaje wystarczać, a zamiast „więcej” zaczynasz szukać czegoś, co naprawdę jest twoje.