PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Praca i pieniądze

Wspinaczka po niewłaściwej drabinie kariery. Co, jeśli na górze czeka wypalenie zawodowe?

To nie jest tylko historia o zmianie pracy. To moment, w którym coś przestaje się zgadzać, mimo że wszystko wygląda dobrze. Mateusz i Darek opowiadają, co dzieje się, gdy sukces przestaje wystarczać, a zamiast „więcej” zaczynasz szukać czegoś, co naprawdę jest twoje.

Udostępnij

Wspinaczka po niewłaściwej drabinie kariery. Co, jeśli na górze czeka wypalenie zawodowe?

Mateusz i Darek postanowili zmienić swoje kariery Autor zdjęcia: kolaż GQ Poland

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA
28.03.2026

Najczęściej żyjemy siłą rozpędu. Kończymy liceum, idziemy na studia. Zaczynamy swoją pierwszą pracę, później następną i kolejną. Pcha nas chęć rozwoju i podwyższenia własnego standardu życia. Nawet jeśli nie przepadamy za tym, co robimy, wypłata rekompensuje nam niedogodności. Gdy mamy szczęście i pracujemy w miejscu, które daje nam satysfakcję, możemy łatwo zapomnieć, że work-life balance to nie modne hasło dla leniwych. A nawet jeśli próbujemy zachować balans, tempo życia nam na to nie pozwala.

– Wraz z rozwojem kariery pojawiają się pieniądze, pozycja i władza. To jest przyjemne aż do momentu, w którym zauważamy, że to nie jest wszystko. Albo że to nie jest „nasze”. Albo że koszty przestają się bilansować: stres jest zbyt duży, zmęczenie narasta – tłumaczy psycholog biznesu Piotr Mosak. 

Im większy stres i niezadowolenie, tym większa szansa na wypalenie zawodowe. W 2020 roku ARC Rynek i Opinia na zlecenie Gumtree.pl przeprowadziło badanie, zgodnie z którym aż 31% pracowników i pracowniczek umysłowych uznało, że są wypaleni zawodowo. Z kolei wedle Group Health Report (z 2019 roku) aż 62% osób w Polsce doświadczyło objawów wypalenia zawodowego. 

Pojawia się chęć zmiany. Ale od kiełkującej myśli o przewartościowaniu własnego życia do faktycznego działania jest długa droga. – Nasuwają się konkretne pytania: „Czy ja sobie poradzę?”, „Czy to mi wystarczy?” – komentuje Mosak. – Ważna jest poduszka finansowa, bo daje poczucie bezpieczeństwa, pozwala na zmianę bez paraliżującego stresu. Może jednak pojawić się kolejna wątpliwość: „Czy ja na pewno mam do tego (nowej drogi zawodowej – przyp. red.) talent?”.

Wypalenie zawodowe dotyczy nas niezależnie od płci. Jednak w kulturze patriarchatu to facet nie powinien okazać słabości (a czym innym – w stereotypowym rozumieniu – jest chęć rezygnacji ze stanowiska przynoszącego wymierne korzyści?). Kobiety też „mogą” zarabiać mniej, a macierzyństwo przecież „predysponuje” je do zmiany pracy lub nawet zupełnego jej zaprzestania. To mężczyzna ma zarabiać na dom. Stereotypy są nam wtłaczane od małego, więc nawet jeśli prowadzimy zgoła odmienne życia (np. nie mamy rodziny na utrzymaniu albo jesteśmy w queerowych związkach), nieświadomie możemy dążyć do wpisania się w kulturowe oczekiwania.

Wspinaczka po niewłaściwej drabinie kariery. Co, jeśli na górze czeka wypalenie zawodowe?

Mateusz Gryzło ze studia Brzask Autor zdjęcia: Bartłomiej Kuś

Kij i marchewka

– Nie chodzi tylko o zarobki czy oczekiwania od życia. Tylko o to, w jakim stanie funkcjonujemy – stwierdza Mateusz Gryzło (rocznik 1980), mój pierwszy bohater tego tekstu. – Pracujemy na bardzo wysokich obrotach, jesteśmy wykończeni emocjonalnie i fizycznie, a potem potrzebujemy się „wynagrodzić”. Wydajemy więc zarobione pieniądze na rzeczy, które mają nas zresetować. I kupujemy więcej, niż faktycznie potrzebujemy. Resetujemy się alkoholem. Szukamy przyjemności, żeby podbić sobie to, co straciliśmy w tygodniu – dopaminę, spokój, równowagę.

Mateusz, zanim całkowicie zmienił zawód, pracował jako scenograf lub dekorator. Ta praca – przez to, że skończył łódzką ASP – dawała mu ogromną satysfakcję, bo mógł kreować świat. Spełniał się. Był doceniany. Zarabiał też coraz więcej, a tym samym więcej wydawał. – Tak działa system kapitalistyczny – najpierw zapierdalaj, a potem się nagradzaj. Kij i marchewka – komentuje.

Tworzenie scenografii – szczególnie przy serialach i filmach – wiązało się jednak z bardzo wysokim poziomem stresu i pełną dostępnością przez czas zdjęć. Pół roku takiej intensywności kosztowało mojego rozmówcę ogrom wysiłku fizycznego, psychicznego i emocjonalnego. – Dopóki satysfakcja równoważyła ten wysiłek, wszystko było OK. Z czasem zacząłem czuć, że już tego nie robi – kontynuuje. – Zazwyczaj potrafię filtrować trudne emocje. Ale przy ostatnim projekcie coś się zmieniło. Zauważyłem, że zaczynam odzywać się do ludzi w sposób, który mi się nie podobał. Przestałem siebie poznawać.

Czuł się przeciążony. Pojawiła się myśl: „Nie chcę tak pracować”, „Nie chcę dopuszczać do siebie takich emocji”. – W pracy na planie zdjęciowym nie chodzi tylko o kompetencje, ale o to, żeby przez tak intensywny okres zachować w sobie to, co mamy najlepsze – tłumaczy Mateusz. 


Wspinaczka po niewłaściwej drabinie

Darek Sobiecki (rocznik 1982), mój drugi bohater, zauważa, że wiele zależy od wychowania. – Wpajano mi, że należy skończyć studia, najlepiej ekonomiczne, i mieć stabilny zawód – mówi. – Poszedłem tą drogą. Zawsze chciałem pracować z ludźmi i zajmowanie się rekrutacją wydawało się idealne – codzienny kontakt, rozmowy, rozwój. I przez długi czas dawało mi satysfakcję.

Zaczynał jako młodszy rekruter. Od początku jednak miał ambicję, by piąć po szczeblach kariery. I rzeczywiście szedł jak burza. W końcu został menedżerem rekrutacji w dużej, międzynarodowej firmie z tzw. wielkiej czwórki. Zarządzał zespołem rozproszonym między Wrocławiem a Warszawą. Na pierwszy rzut oka jego zawodowe marzenia się spełniały. – Dotarłem do miejsca, które miało być „celem” – mówi Sobiecki. – Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że to nie jest moje miejsce. Jakbym wspinał się po niewłaściwej drabinie. Z czasem się zmieniłem, a wraz ze mną moje potrzeby.

W pewnym momencie zaczął odczuwać wyraźny dyskomfort związany z tym, czym zajmował się zawodowo. Miał poczucie, że marnuje swoją energię. Rola menedżera – budżety, eskalacje, wyścigi po wyniki – okazała się nie jego światem. – Towarzyszył mi wewnętrzny zgrzyt – tłumaczy Darek. – Musiałem przekonywać innych do czegoś, w co sam do końca nie wierzę.

Wspinaczka po niewłaściwej drabinie kariery. Co, jeśli na górze czeka wypalenie zawodowe?

Darek Sobiecki, nauczyciel jogi Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Słowa Darka znajdują potwierdzenie podczas mojej rozmowy z Piotrem Mosakiem. Psycholog zauważa, że gdy mamy już pieniądze, sukces i karierę, zaczynamy myśleć o innych wartościach, np. duchowych, mentalnych, o rozwoju, na który wcześniej nie było czasu. – Nagle okazuje się, że większą wartość ma święty spokój i funkcjonowanie w środowisku, w którym czujemy się dobrze, a nie ciągły wyścig – konstatuje Mosak. Rzadko jednak decydujemy się na rewolucję, bo ta wymaga odwagi i zabezpieczenia finansowego.

Praca w korporacji pozwoliła Sobieckiemu na dostatnie życie. Postanowił zrobić sobie pół roku przerwy i zainwestować w siebie. Już wtedy był rozkochany w jodze. Praktyka dawała mu spokój i pozwoliła zdystansować się od pracy. Niewątpliwie wpłynęła też na przewartościowanie priorytetów. Gdy złożył wymówienie w korporacji, na początku czuł ulgę i szczęście. Szybko pojawiały się lęki. – W nocy obudziłem się w cały zlany potem – wspomina. – W głowie miałem tylko jedną myśl: że stracę to wszystko – darmowy karnet na siłownię, prywatną opiekę medyczną, poczucie stabilności. 

W chwilach zwątpienia wracał myślami do ulgi i radości, które poczuł, gdy zdecydował się odejść z korporacji. Miał pewność, że była to słuszna decyzja. Pragnienie zostania nauczycielem jogi od dawna w nim tkwiło. Zaważył jeden moment. – Któregoś razu moja nauczycielka poprosiła mnie, żebym pomógł jej prowadzić zajęcia – ona mówiła, ja pokazywałem – opowiada. – Wtedy poczułem, że to jest dla mnie naturalne.

W czasie naszego spotkania Piotr Mosak podkreśla, że potrzebna jest odwaga, by spróbować „czegoś nowego”. – Równie ważne są sygnały od innych ludzi. Ktoś mówi: „Świetnie to robisz”, „Masz do tego talent”, „Powinieneś to rozwijać”. Te głosy potrafią być ważnym wsparciem i wskazówką.

Darek posłuchał tych głosów i postanowił zrobić kurs nauczycielski.


Albo jedno, albo drugie

Mateusz Gryzło najpierw poczuł chęć zmiany. Szukanie nowej ścieżki nie trwało jednak długo. – Zawsze uwielbiałem otrzymywać masaż. Jestem totalnym odbiorcą dotyku, bliskości. Uwielbiałem – i nadal uwielbiam – oddać się w czyjeś ręce – wspomina. – Oczywiście masaż działa na ciało, rozluźnia mięśnie, ale teraz widzę, że to jest coś więcej – coś, co oczyszcza z emocji, uwalnia i równoważy na wielu poziomach.

Myśl o kursie masażysty pojawiła się spontanicznie, a była motywowana przyjemnością płynącą z bycia masowanym. – Jednak nadal nie myślałem o tym w kategorii: „Otworzę studio i będę masować”. Po prostu chciałem zobaczyć, co z tego wyniknie – konstatuje Mateusz.

Tymczasem zmiana nastąpiła bardzo szybko. Kurs skończył w marcu 2024 roku, a 27 kwietnia na warszawskiej Ochocie otworzył się Brzask. – Po kursie zrobiłem test – dodaje Gryzło. – Chciałem sprawdzić, jak mój dotyk odbierają osoby, które mnie dobrze nie znają, a także jak to jest masować kilka osób dziennie. Wrzuciłem informację na Instagram.

Wspinaczka po niewłaściwej drabinie kariery. Co, jeśli na górze czeka wypalenie zawodowe?

Studio Brzask Mateusza Gryzło Autor zdjęcia: Bartłomiej Kuś

Od razu pojawili chętni. Mateusz zaplanował pięć masaży dziennie, ale z przerwami na regenerację. Choć z czystego pragmatyzmu wystartował o szóstej rano, tak narodził się pomysł masażów o brzasku i sama nazwa studia. 

Po reakcjach ludzi Mateusz zobaczył, że mimo bardzo krótkiego doświadczenia ma „empatię, rozumienie ciała i człowieka”. Osoby czuły się bezpiecznie, komfortowo i wychodziły ze spotkań z czymś dla siebie – poczuciem równowagi, wyciszeniem, rozluźnieni.

Na początku chciał połączyć oba zawody – dwa tygodnie masażu, dwa tygodnie scenografii, by utrzymać stabilność finansową. Bardzo szybko okazało się, że jest to niewykonalne. – Świat scenografii – z napięciem, emocjami, tempem – jest tak intensywny, że sam potrzebowałbym dwóch tygodni na wyciszenie i „wyczyszczenie się” – tłumaczy Gryzło. – Masaż wymaga spokoju, obecności i uważności. Tego nie da się udawać. My naprawdę przekazujemy sobie emocje.

Po pierwszej próbie stwierdził, że musi wybrać jedną drogę. Dlatego Brzask powstał tak szybko.


Koszty przebranżowienia

Darkowi, jak mówi, pomógł wszechświat. – Po kursie wrzuciłem zdjęcie z certyfikatem i dostałem propozycję pracy w największej szkole jogi we Wrocławiu, gdzie wcześniej byłem uczniem – kontynuuje. – Potem pojawiały się kolejne okazje, jak zastępstwa, wyjazdy, warsztaty. 

Dzięki temu mógł się utrzymać i budować swoją markę. Dziś prowadzi zajęcia w wynajmowanych przestrzeniach i uczy też online. Nie ma swojej własnej szkoły, bo dla niego kluczowa jest wolność. – Mogę chociażby wyjechać na miesiąc i nie martwić się kosztami utrzymania miejsca – dodaje. Jednocześnie, gdy podróżuje lub zachoruje – dochód znika. 

Na początku zupełnie zatracił się w nauczaniu. – Kiedy robisz coś, co naprawdę kochasz, przestajesz liczyć czas. Paradoksalnie nawet twoja pasja może zacząć męczyć, jeśli nie postawisz granic – Darek opisuje swoje doświadczenie. – Nie potrafiłem tego oddzielić. Ciągle byłem w jodze.

Prowadził zajęcia, a kiedy ich nie było, dokształcał się, tworzył content promocyjny. Gdy zaczął odczuwać przepracowanie, zrobił krok w tył. – Nauczyłem się odpoczywać od „bycia nauczycielem” – śmieje się. – Staram się mniej pracować, dbać o regenerację. Jeśli mam więcej zadań, pracy, warsztatów, to później robię odpowiedni wypoczynek.

– Zyskałem też spokój. Nie budzę się już w nocy z lękiem czy paniką – mówi Darek.

Wspinaczka po niewłaściwej drabinie kariery. Co, jeśli na górze czeka wypalenie zawodowe?

Darek Sobiecki, nauczyciel jogi Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Mateusz Gryzło bez wahania przyznaje, że ani przez chwilę nie miał wątpliwości, że masaż był dobrą zmianą. – Jestem pewien tego, co robię, bo po raz pierwszy w życiu, podczas pracy, odkryłem coś takiego jak wdzięczność. Codziennie, nawet jeśli nikt nic nie powie po masażu, czuję wdzięczność od tej osoby. Sam też ją czuję do moich gościń i gości – dodaje.

Każdy kontakt z drugim człowiekiem jest dla niego czymś więcej niż tylko usługą – to spotkanie o bardzo intymnym charakterze. – Jestem wdzięczny, że ktoś przyszedł i mi zaufał. To nie jest codzienna sytuacja – ktoś się rozbiera, czasem zupełnie, i oddaje się w ręce nieznanej sobie osoby – zaznacza. Dodaje, że w codziennym życiu ludzie rzadko doświadczają wdzięczności, a w jego pracy pojawia się ona niemal każdego dnia.

Z czasem odkrył przestrzeń na głębsze rozumienie emocji – zarówno swoich, jak i innych. – Ten zawód daje ogromną przestrzeń do rozwoju – kontynuuje. Od początku zależało mu na pracy w swoim tempie, z mniejszą liczbą osób. Świadomie ograniczył liczbę spotkań, by zadbać o regenerację i zachować uważność wobec każdego gościa i gościni. Między masażami robi dłuższe przerwy, by móc wrócić do równowagi.

Taki model pracy – jak stwierdza Mateusz – wiąże się z pewnym napięciem finansowym i momentami niepokoju o utrzymanie studia. Jednocześnie zauważa, że z czasem pojawia się większy dystans i zaufanie do tego, jak toczy się życie. Stworzył sobie warunki, w których mimo niepewności ma przestrzeń na rozwój osobisty i spokojniejsze, bardziej świadome życie.

Wspinaczka po niewłaściwej drabinie kariery. Co, jeśli na górze czeka wypalenie zawodowe?

Mateusz Gryzło ze studia Brzask Autor zdjęcia: Bartłomiej Kuś

W Brzasku znajdziemy masaż autorski, masaż „w czuciu”, masaż uziemiający, masaż o poranku i sesja reiki. – Na przykład ten uziemiający jest połączeniem trzech elementów: medytacji, masażu i sesji reiki – tłumaczy Mateusz. – Dla mnie autorskość polega głównie na tym, że nie trzymam się sztywno schematu. W klasycznym masażu masz konkretne chwyty, kolejność, strukturę. Zachowałem to jako bazę, ale pozwalam sobie na płynność – na dopasowanie do ciała, do osoby, do momentu.

Jedynym masażem, którego Gryzło nie zmienił, jest balijski, którego wyuczył się na kursie na Bali, w Ubud. – To kwestia szacunku do tej tradycji – stwierdza mój rozmówca.


Chodzi o zmianę perspektywy

Darek podczas zajęć jogi przede wszystkim tworzy przestrzeń, w której osoby mogą poczuć się bezpiecznie i naprawdę być sobą. Pomaga im rozluźnić ciało, wyciszyć układ nerwowy. – Dzięki temu mogą naprawdę odpocząć i złapać oddech – mówi. – Osoby uczestniczące w zajęciach często mówią, że ta praktyka realnie wpływa na ich życie. 

Zauważa też, że jego praca łączy ludzi. Uczestnicy i uczestniczki spotykają się poza zajęciami, wspierają się, a czasem budują trwałe znajomości. – Mam poczucie, że w pewien sposób pomagam ludziom odnaleźć się nawzajem – podkreśla Sobiecki. – Dla mnie samego to doświadczenie jest również odżywcze. To, co daję innym, wraca także do mnie. Po zajęciach czy warsztatach czuję się pełniejszy, mam poczucie sensu i spełnienia. 

Mateusz sposób swojej pracy nazywa „centrum energetycznej równowagi”. – Przychodzą do mnie osoby, które mają świadomość, że każdy z nas ma w sobie energię, że oprócz świata materialnego jest jeszcze ten świat energetyczny, a przez intensywność życia ta energia potrafi się blokować – tłumaczy. – Sama nazwa Brzask jest dość energetyczna. Sugeruje, że to miejsce nie dotyczy tylko ciała, ale też czegoś więcej.

Śmieje się, że zaczęto kojarzyć go jako „masażystę, który masuje o wschodzie słońca”. Tak ujęcie marketingowe splotło się z tym duchowym, tak istotnym dla Gryzło. – Brzask zupełnie zmienił moje patrzenie na ludzi i na świat. Nie przypuszczałem, że tak bliska praca z człowiekiem będzie wiązać się z aż takimi emocjami – podsumowuje. To na pewno wartość dodana. 

Na końcu nie chodzi już tylko o zmianę zawodu, ale o zmianę perspektywy. Mateusz i Darek nie tyle „uciekli” z pracy, ile zatrzymali się w momencie, gdy ta przestała im odpowiadać. Jak zauważa psycholog Piotr Mosak, bywa, że osiągamy pewien poziom zawodowy i to wystarcza – nie każda kariera musi trwać 20 lat. Czasem pojawia się gotowość, żeby powiedzieć: „To już osiągnąłem”, i spróbować czegoś innego. W przypadku moich bohaterów ta decyzja dojrzewała. Pojawiła się wtedy, gdy zaczęli naprawdę przyglądać się sobie. I może właśnie dlatego okazała tak ważna – bo zamiast iść wyżej, postawili na to, co jest im bliższe.

Więcej w tym temacie:

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA

Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.

Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.

Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.

Czytaj więcej

ARTYKUŁ PARTNERSKI rozkoszny

Rozkoszny stawia na smart home

Michał Korkosz, czyli Rozkoszny, od lat kojarzy się z dopracowanymi przepisami i kulinarną kreatywnością. Teraz po raz pierwszy został twarzą marki z kategorii smart home.

55268417005_4f5c34ba37_k

Co „jara" w biznesie Rafała Brzoskę?

Prowadzenie firmy porównuje do zawodów sportowych. – Biznes jest dopalaczem, który sprawia, że jesteś gotowy na duże poświęcenia, byle tylko osiągnąć cel – mówi Rafał Brzoska, przedsiębiorca, założyciel InPost, inwestor i mecenas startupów.

ARTYKUŁ PARTNERSKI 1920x1080_mcdonald

Sztuka prowadzenia biznesu

O spełnianiu marzeń w życiu zawodowym i prywatnym, o budowaniu biznesu z wielkim zaangażowaniem przy zachowaniu balansu porozmawialiśmy z Anną Kiełczewską-Włodarczyk, Senior Director w McDonald’s Polska odpowiadającą za obszar Franczyzy.

ARTYKUŁ PARTNERSKI Maciej i Łukasz (2)

To nie jest męski biznes. Historia marki Sensum Mare

Zdarzyło im się to zdanie usłyszeć, ale każdego dnia udowadniają, że jest inaczej. Maciej Tęsiorowski i Łukasz Kołodziejek stworzyli jedną z najbardziej lubianych polskich marek beauty – Sensum Mare. Nam opowiadają, jak wygląda prowadzenie takiego biznesu i jak sami dbają o pielęgnację.

Kradzież czasu pracy

Kradniesz czas w pracy? To nie złodziejstwo

Robisz pranie, pracując zdalnie? Pozwalasz sobie na drzemki? A może spędzasz dużo czasu na lunchu lub przerwie na papierosa? Jeśli na któreś z tych pytań odpowiedziałeś: „tak”, to wcale nie musi oznaczać, że jesteś złym pracownikiem. Po prostu próbujesz przetrwać w systemie, który oczekuje nieustannej dyspozycyjności i produktywności.

ARTYKUŁ PARTNERSKI arhuaco-rogelio-walking-nature-JPG

Rituals: W drodze do harmonii. Wywiad z Niki Schilling, Executive Director of Impact

Rituals przeznacza 10% zysków netto na działania wspierające dobrostan ludzi i kondycję planety, na nowo definiując sens luksusu w branży beauty. O tym, jak prowadzić biznes odpowiedzialny i dalekowzroczny, opowiada Niki Schilling, Executive Director of Impact.

Czym jest bańka AI?

Bańka AI. Pękła, pęka czy pęknie?

Czy gorączka wirtualnych tulipanów się kończy? Czy rynek AI przeżywa właśnie krach? W pewnym sensie tak – ale to nie jest najważniejsze. 

Apple obchodzi 50 lat. Jaką firmę zostawia Tim Cook?

Apple ma 50 lat. Oto pięć lekcji od Tima Cooka

Apple kończy 50 lat, a Tim Cook po 15 latach sterowania firmą ustępuje ze stanowiska, zostawiając po sobie technologiczne imperium warte biliony dolarów. Jakie decyzje i zasady pozwoliły Apple nie tylko przetrwać po erze Steve’a Jobsa? Oto pięć kluczowych lekcji, które definiują sukces jednej z najpotężniejszych firm świata.