PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Zdrowie

Jak mądrze inwestować w ciało? Radzi lekarz ortopeda

Szanuj swoje ciało, bo to jedyny egzemplarz. Bez gwarancji, serwisu, szans na transfer do innego organizmu i upgrade’u do nowej wersji. Nie będzie aktualizacji ani wersji „pro”, choć sprzedawcy suplementów sugerują co innego.

Udostępnij

1920x1080_inwestycja_cialo

Dlaczego amatorzy częściej niż zawodowcy wychodzą z treningu zdrowsi? Autor zdjęcia: Klaudia Adamek

Zawodowcy mają do dyspozycji trenerów, fizjoterapeutów, dietetyków, laboratoria i sztaby medyczne pod ręką. Mimo to amatorzy częściej wychodzą z treningu zdrowsi. Dlaczego? Bo nie czekają, aż ktoś o nich zadba, ale sami inwestują w swoje ciało i jego przyszłość, zamiast liczyć na „serwisową opiekę” klubu czy sponsora.

Wśród kibiców funkcjonuje przekonanie, że profesjonalny sportowiec ma do dyspozycji zaplecze laboratoryjne i fizjoterapeutę w trybie stałej gotowości. Ma dietę rozpisaną co do grama, regenerację sterowaną aplikacją, badania robi częściej niż telewizja nadaje prognozę pogody, a jego niektóre mięśnie mają własne profile w mediach społecznościowych. Amator ma tylko bidon z maratonu 2014, bo wtedy pierwszy raz startował, roller do masażu i przekonanie, że „jakoś to będzie”. Jednak to amatorzy zachowują sprawność i zdrowie na dłużej. Dlaczego? Bo nikt im nic nie załatwia.

Zawodowiec, przynajmniej teoretycznie, może liczyć na to, że jeśli coś tam strzyknęło, to ktoś mu to naprawi. Amator wie, że jeśli coś strzyknęło, to będzie jutro jęczał przy wstawaniu z łóżka, a w poniedziałek w pracy będzie udawał, że „to tylko niewielka sztywność”. W sporcie amatorskim na system opieki zdrowotnej składają się konsultacja z Doktorem Google, okłady z mrożonek Horteksu i nadzieja, że samo przejdzie.

Amatorzy mają też rzadką cechę: słuchają zaleceń, za które zapłacili. Jeśli fizjoterapeuta mówi: „Proszę robić ćwiczenia codziennie”, amator robi. Zapłacił, a skoro zapłacił, to znaczy, że to ważne. Dla profesjonalisty pieniądze nie grają istotnej roli, bo nie są jego, tylko klubu. Jest też przyzwyczajony, że ktoś go pilnuje, ktoś rozmasuje, rozciągnie, ustawi. Tyle że kiedy sezon się kończy, a sztab rozjeżdża, ból w kolanie pozostaje.

Zawodowiec jest wynajmowany do bycia niezniszczalnym. Amator może powiedzieć: „Dziś nie biegam, bo czuję, że coś się psuje”. Zawodowiec powie: „Zabandażujcie, zobaczymy po meczu”. Amator gra o zdrowie. Zawodowiec o wynik, kontrakt i miejsce w składzie. Kolano, ścięgno Achillesa ani kręgosłup nie rozumieją tych różnic. Reagują na fizykę i biologię, a nie na wysokość premii.

Jest jeszcze kwestia ekonomii. Amator finansuje się sam, więc traktuje ciało jak inwestycję długoterminową. Profesjonalista to raczej leasing operacyjny: ma działać intensywnie przez określony czas, a potem… no cóż, pojawi się nowszy model, szybszy, bardziej odporny, mniej zużyty. To nie jest złośliwość wobec sportu zawodowego, to brutalna logika rynku.

Z perspektywy gabinetu widzę to bardzo wyraźnie. Amator przychodzi z pytaniem: „Co zrobić, żeby nie było gorzej?”. Zawodowiec: „Co zrobić, żeby wystartować w weekend?”. To są dwie zupełnie różne filozofie: jedna skoncentrowana na latach, druga na dniach.

Amatorzy mają też luksus, którego nie kupi żaden sponsor: brak konieczności udowadniania twardości. Mogą być rozsądni bez utraty twarzy. Nikt nie napisze w nagłówku: „Kowalski odpuścił trening z powodu zmęczenia”. Najwyżej żona powie: „I bardzo dobrze, bo od tygodnia chodzisz jak flaming”.

Profesjonaliści bywają ofiarami własnej legendy. Kibice uwielbiają historie o grze „mimo bólu”. Media lubią dramaty, powroty, łzy i bandaże. Lekarze lubią historie o prewencji, śnie, stabilizacji i rozciąganiu, czyli o rzeczach kompletnie niesprzedawalnych marketingowo. Trudno zrobić wiral z ćwiczeń mięśni głębokich.

Nie oznacza to oczywiście, że zawodowcy o siebie nie dbają. Dbają, często na poziomie, o jakim amator może tylko pomarzyć. Mają dostęp do technologii, wiedzy i specjalistów, którzy potrafią zdziałać cuda. Problem w tym, że jednocześnie eksploatują organizm do granic, o których amator nie ma odwagi nawet pomyśleć. To trochę jak z samochodem wyścigowym: perfekcyjny serwis, najlepsze paliwo i kierowca klasy światowej, ale przebieg liczony w okrążeniach, nie w latach.

Amator musi dojechać do starości na własnych częściach. Dlatego widuję sześćdziesięciolatków, którzy biegają, pływają, jeżdżą na rowerze i planują kolejne starty, oraz czterdziestolatków po sportowej karierze, którzy planują, jak usiąść, żeby nie bolało. To nie jest reguła, wielu byłych zawodowców pozostaje w świetnej formie, ale nie jest to widok wystarczająco częsty, by skłaniał do refleksji.

Wszyscy powinniśmy traktować swoje ciało jak jedyny egzemplarz bez gwarancji i bez serwisu door-to-door. Nie będzie transferu do nowego organizmu. Nie będzie aktualizacji sprzętowej. Nie będzie wersji „pro”. Trzeba o siebie dbać tak, jakby nikt nie miał obowiązku ci pomóc.

To jest jednocześnie najgorsza i najlepsza wiadomość. Najgorsza, bo oznacza, że nikt za nas nie prześpi tych ośmiu godzin, nie rozciągnie mięśni, nie wzmocni pleców i nie odmówi trzeciej dokładki sernika. Najlepsza, bo daje pełną kontrolę nad tym, w jakiej formie będziemy za 10, 20 czy 30 lat. To rzadki przypadek w życiu, kiedy naprawdę wiele zależy od codziennych, drobnych decyzji, a nie od układów, talentu czy szczęścia.

Rozciąganie jest nudne. Sen nie daje lajków. Ćwiczenia stabilizacyjne nie brzmią jak plan na sobotni wieczór. Ale po latach okazuje się, że to właśnie te rzeczy odróżniają ludzi sprawnych od ludzi, którzy zaczynają każde zdanie od „kiedyś to ja…”, a kończą na opowieści o operacji, której „nie dało się uniknąć”.

Amatorzy wygrywają jedną dyscyplinę, której nie ma w programie żadnych igrzysk: długowieczność w ruchu. I naprawdę warto w niej wystartować, nawet jeśli jedyną nagrodą jest to, że rano wstajesz bez efektów dźwiękowych, a schody nie wyglądają jak wysokogórska przygoda. Sprawność to bardzo prestiżowy medal, choć trzeba go zdobywać codziennie, bez kwalifikacji, sędziów i bez publiczności. Wystarczy tylko nie odkładać własnego zdrowia „na po sezonie”.

Po to właśnie powstała akcja „Przewrót w przód”, która pokazuje, że dbanie o ciało i definicja zdrowego ruchu to wcale nie jest teoria. To codzienna praktyka. Dla mnie, dla was, dla wszystkich.

Materiał oryginalnie ukazał się w trzecim numerze magazynu GQ Poland, a autor – Bartłomiej Kacprzak – był gościem podcastu Oliviera Janiaka „Grand Questions”.

Więcej w tym temacie:

Czytaj więcej

GettyImages-523572298

Jak regulować poziom kortyzolu rano? Proste nawyki na spokojny początek dnia

Czy pierwszą kawę naprawdę trzeba wypić dopiero po 90 minutach od przebudzenia? I czy telefon z samego rana może zaburzać poziom kortyzolu?

Domy Kopułowe Manor House SPA_wejście do kompleksu

Domy Kopułowe Manor House SPA to nowy rozdział w polskim wellness

To jedna z tych inwestycji, która przyciąga konsekwencją i dopracowaną koncepcją. 24 czerwca odbyło się oficjalne otwarcie Domów Kopułowych Manor House SPA w Chlewiskach. Sprawdźcie, jak je wspominamy.

GettyImages-527192178

Nie czekaj, aż zaboli. Badania, które każdy mężczyzna powinien zrobić przed czterdziestką

Mężczyźni potrafią badać samochód częściej niż własny organizm. Jakie badania profilaktyczne powinien wykonać każdy mężczyzna jeszcze przed 40. rokiem życia?

Post przerywany – jak stosować go prawidłowo?

Nie jesz? Czy twój organizm na pewno będzie ci za to wdzięczny?

Co kilka lat wraca z taką samą siłą, jak moda na białe sneakersy czy minimalistyczne zegarki. Post przerywany, czyli intermittent fasting (IF), po raz kolejny stał się jednym z najczęściej wyszukiwanych sposobów odżywiania. Choć internet przedstawia go jako kolejną metodę na zgubienie kilku kilogramów przed wakacjami, eksperci od lat powtarzają: „to nie jest dieta odchudzająca”.

Ile kosztuje zarwana noc?

Ile naprawdę kosztuje zarwana noc?

Jedna nieprzespana noc nie zrujnuje zdrowia. Gorzej, gdy niedosypianie staje się stylem życia. Wtedy nie tylko pogarsza się koncentracja, ale też spada poziom testosteronu, rośnie ryzyko otyłości, depresji i rozpadu związku.

Regulacja układu nerwowego

Jak szybko i skutecznie ukoić układ nerwowy? Przestań wierzyć w cuda

– Jeśli złapie cię skurcz łydki, istnieje prosty sposób, żeby go rozluźnić ruchem pięty i palców. Na chwilę pomoże, ale nie zastąpi wizyty u lekarza, jeśli problem powraca. Podobnie jest z układem nerwowym – mówi nam psycholożka i certyfikowana psychoterapeutka, dr Joanna Gutral.

ARTYKUŁ PARTNERSKI Polska marka Olini rezygnuje z kompromisów

Polska marka Olini rezygnuje z kompromisów

Szybki styl życia sprawia, że doceniamy to, co konkretne i sprawdzone. Buntujemy się przeciwko trendom i chcemy pełnej świadomości czym odżywiamy organizm. Olini jest odpowiedzią na tę potrzebę. Wie, że dbanie o odporność i energię jest elementem zarządzania własnym potencjałem. W przeciwieństwie do masowego outsourcingu na rynku wellness marka wprowadza niezależność i kontrolę na każdym etapie tworzenia produktów.

Spadek libido a depresja

Libido na minusie. Kiedy brak ochoty na seks powinien niepokoić?

Jeszcze niedawno nie wyobrażałeś sobie nocy bez Kamasutry, a dziś mógłbyś prowadzić życie mnicha. Za brakiem zainteresowania seksem może stać depresja.