PARTNERZY SERWISU
Praca i pieniądze
Bańka AI. Pękła, pęka czy pęknie?
Czy gorączka wirtualnych tulipanów się kończy? Czy rynek AI przeżywa właśnie krach? W pewnym sensie tak – ale to nie jest najważniejsze.
Udostępnij

Autor zdjęcia: kolaż GQ Poland
Pęknięć baniek spekulacyjnych, czyli – w ogromnym uproszczeniu – sytuacji, w których cena jakichś aktywów rośnie znacznie ponad jego „rzeczywistą” wartość aż do momentu, w którym rynek nagle „trzeźwieje”, a wyceny zaczynają gwałtownie spadać, mieliśmy w najnowszej historii całkiem sporo. Wiele z nich dotyczyło produktów cyfrowych: krachu dot-comów z lat 90. i 2000., kryptowalut, NFT. Coraz częściej mówi się jednak o bańce AI, choć tutaj sytuacja okazuje się znacznie bardziej skomplikowana.
Tak samo, ale inaczej
Od razu zaznaczę, że ten tekst powstał dla osób, które bardziej interesują się konsekwencjami dla zwykłego konsumenta niż zawiłościami inwestycyjnymi i detalami giełdowymi. Bo w rzeczywistości, w której każdy nowy sprzęt praktycznie musi mieć funkcje sztucznej inteligencji, a technologia gen-AI wykracza już znacznie poza generowanie (nie)śmiesznych obrazków i pisanie e-maili, to, jak rynki zmierzą się z ewentualnym pęknięciem bańki spekulacyjnej, może mieć ogromny wpływ na dalszy rozwój tej dziedziny, a także jej rolę w naszym życiu. Może, ale czy będzie?
Wróćmy jednak do samego określenia „bańka” w kontekście AI. Nietrudno spotkać się z opinią, że żadnej bańki nie ma, bo przecież sztuczna inteligencja realnie istnieje, działa i już teraz znajduje zastosowanie w wielu branżach – od medycyny, przez logistykę, po marketing i edukację. Ma konkretną, realną wartość. Problem nie polega więc na tym, że AI jest tylko obietnicą albo produktem pokroju Labubu, na który może być chwilowa moda, ale na skali oczekiwań. Spekulacyjność dotyczy nie samej technologii, ale przekonania, że niemal natychmiast stanie się ona źródłem gigantycznych zysków i całkowicie przebuduje rynek.
Dolina Krzemowa, ale nie tylko ona, wpompowała w ten wyścig ogromne pieniądze. Miliardy dolarów poszły na centra danych, układy GPU, start-upy określające się jako „AI-first” i kolejne produkty, które koniecznie muszą mieć dopisek „powered by AI”. Według danych Statista Market Insights globalny rynek sztucznej inteligencji jest dziś wart około 335 mld dolarów, z czego około 75 mld przypada na same Stany Zjednoczone. Z kolei prognozy UNCTAD zakładają, że do 2033 roku sztuczna inteligencja może odpowiadać za blisko 30% wartości rynku zaawansowanych technologii – a więc więcej niż internet czy blockchain. To liczby, które pokazują skalę oczekiwań – i właśnie dlatego pytanie o bańkę staje się zasadne.

Protesty przeciwko AI stają się faktem Autor zdjęcia: Getty Images
Rysa na szkle
Problem pojawia się wtedy, gdy inwestorzy zakładają, że zwrot z tych gigantycznych nakładów pojawi się niemal natychmiast. Historia technologii pokazuje jednak, że rewolucje zwykle nie działają w ten sposób. Internet też nie zmienił świata w dwa kwartały. Tymczasem przez ostatnie trzy, cztery lata narosło przekonanie, że każda firma musi natychmiast wdrożyć sztuczną inteligencję, każdy producent sprzętu powinien dodać przycisk „AI”, a każda branża stoi przed świetlaną przyszłością kierowaną przez zaawansowane algorytmy. Tylko czy naprawdę potrzebujemy SI w lodówce? Czy każda wyszukiwarka musi odpowiadać jak chatbot? Czy powieści pisane przez ChatGPT rzeczywiście zawojują rynek książki? Coraz więcej wskazuje na to, że konsumenci i inwestorzy zaczynają zadawać dokładnie te same pytania, a rynek powoli weryfikuje cały ten, przyznajmy sobie szczerze – bardzo agresywny hype. Dobrze pokazują to dwa głośne przykłady ostatnich miesięcy: Sora i Nvidia.
W marcu 2026 roku OpenAI ogłosiło zamknięcie aplikacji Sora i wygaszenie API, tłumacząc to strategicznym przesunięciem uwagi w stronę bardziej dochodowych obszarów, przede wszystkim narzędzi dla firm, kodowania i rozwiązań enterprise. Utrzymywanie generatora wideo okazało się bardzo kosztowne obliczeniowo, a sam produkt nie dawał takiego zwrotu, jakiego oczekiwano. Reuters opisywał wręcz, że Sora była projektem zjadającym ogromne zasoby obliczeniowe i ograniczającym możliwości innych zespołów OpenAI. Jeszcze ciekawszy był efekt uboczny tej decyzji: rozpad głośnej współpracy z The Walt Disney Company. Disney planował wejść w układ z firmą Sama Altmana, w ramach którego miał rzekomo zainwestować około miliarda dolarów i udostępnić ponad 200 swoich postaci – od Pixara po Marvela i Star Wars – do generowania krótkich filmów w Sorze. Problem w tym, że po zamknięciu projektu cała umowa po prostu się rozpadła.

Open AI CEO Sam Altma Autor zdjęcia: Tomohiro Ohsumi/Getty Images
Graficzny monument
Z drugiej strony jest Nvidia, która dla wielu analityków stała się czymś w rodzaju papierka lakmusowego całej bańki AI. Firma produkuje układy GPU, czyli jeden z podstawowych elementów infrastruktury wykorzystywanej do trenowania i obsługi dużych modeli językowych oraz centrów danych obsługujących sztuczną inteligencję. Innymi słowy: jeśli ktoś inwestuje dziś miliardy w AI, bardzo często część tych pieniędzy trafia właśnie do amerykańskiego giganta.
Dlatego kondycja tej spółki jest obserwowana znacznie uważniej niż reakcje graczy na kolejne funkcje kart graficznych. W marcu 2026 firma zapowiedziała nową odsłonę technologii DLSS, która miała jeszcze mocniej wykorzystywać AI do rekonstrukcji obrazu i poprawy jakości grafiki w grach. Część graczy przyjęła to bardzo krytycznie, zarzucając firmie, że zamiast realnej poprawy jakości coraz częściej sprzedaje „sztucznie ulepszony” obraz i marketingowy hype wokół AI.
Wizerunkowo był to głośny problem, ale efekt rynkowy okazał się niewielki. To dobrze pokazuje, gdzie dziś naprawdę leży siła Nvidii. Jej wycena nie opiera się już głównie na rynku konsumenckim, ale na założeniu, że popyt na moc obliczeniową dla sztucznej inteligencji będzie rósł niemal bez końca, a firmy takie jak Microsoft, Google czy Meta będą dalej wydawać gigantyczne środki na rozwój własnej infrastruktury. Jeśli rynek zaczyna w to wątpić, reakcja bywa znacznie gwałtowniejsza. Dobrze było to widać w styczniu 2025 roku, kiedy z kapitalizacji rynkowej Nvidii wyparowało około 600 mld dolarów po tym, jak chiński DeepSeek zaprezentował konkurencyjny dla zachodnich modeli językowych system, który według deklaracji miał zostać wytrenowany znacznie taniej niż amerykańskie odpowiedniki.
Więcej niż zero
No dobrze, ciągle używam sformułowania „bańka” w liczbie pojedynczej. Ale niektóre analizy, takie jak tekst Sashy Rogelberg dla „Fortune” sugerują, że jest ich więcej niż jedna. I że niektóre zaczęły już pękać. Nie mamy mieć więc do czynienia z jednym wielkim krachem, jak w przypadku dot-comów, tylko raczej z serią mniejszych korekt. Niektóre start-upy tracą finansowanie, inwestorzy coraz częściej pytają o realny model biznesowy zamiast samego hasła „AI”, a firmy muszą wreszcie pokazać, kto i za co będzie płacił. Jednocześnie infrastruktura, najwięksi gracze i najbardziej praktyczne zastosowania nadal rosną.
Konsekwencje takiego rozwoju sytuacji opisują m.in. Ganesh Sitaraman i Asad Ramzanali dla magazynu „Time” oraz Paul Donovan dla World Economic Forum (WEF). Sugerują, że na rynku istnieje brak równowagi i o ile większe firmy raczej mogą spać spokojnie, to te mniejsze, spekulanckie czy oportunistyczne mogą po prostu wypaść z wyścigu, kiedy bańka pęknie. Rynek może się więc stopniowo ochłodzić, ale technologia dalej będzie się rozwijać – czy to dla globalnych konglomeratów, czy przez start-upy, które udowodnią, że za ich produktem stoi coś więcej niż tylko marketing. Rynek się „oczyści”, ale AI raczej całkowicie nie zniknie.
Ale co z tego może wyniknąć dla nas, zwykłych użytkowników tych wszystkich technologii? Biorąc pod uwagę, że właściciel Chata GPT, OpenAI, traci co roku ogromne pieniądze (raport portalu The Information mówi o nawet 14 mld dolarów w 2026 roku!), raczej nie byłoby niczym zaskakującym, gdyby modele subskrypcyjne podrożały, limity na darmowe zapytania w Chacie spadły, a część innych modeli podzieliła wspominany wcześniej los Sory. Być może to „oczyszczenie” dotknęłoby właśnie produktów nierentownych lub mało użytecznych. Jeśli nie będzie już bańki do pompowania, rynek zacznie odróżniać wartość od pustego hype’u, a na polu bitwy zostaną te rozwiązania, które działają i są rzeczywiście pożądane. A może – choć to już pobożne życzenie – „zabawki” w stylu generatorów awatarów na styl studia Ghibli przejdą w cień, a większego finansowania i promocji doczekają się zastosowania utylitarne, choćby w obszarach diagnostyki medycznej czy administracji prawnej.
Świetlana przyszłość?
Niestety, ze względu na powiązanie AI z innymi rynkami (m.in. producentami podzespołów), a w USA również z sektorem publicznym, potencjalny krach może mocno odcisnąć się na gospodarce. Zapewne mniej w Polsce czy nawet w Unii Europejskiej, ale eksperci m.in. z holenderskiego ubezpieczyciela Atradius czy serwisu Economy.com ostrzegają jednak przed tym, że pęknięcie bańki mogłoby doprowadzić do – mniejszej lub większej – recesji na skalę globalną, gwałtownych spadków na giełdach i osłabienia dolara.
Najciekawsze pytanie więc nie brzmi: „Czy/kiedy pęknie bańka AI?”, ale raczej: „Co zostanie na rynku, kiedy opadnie już kurz?”. Wymuszanie szybkiej rewolucji, wpychanie technologii ludziom do gardeł na siłę i obietnice bez pokrycia raczej nie doprowadzą do długoterminowych sukcesów. Pytanie tylko, z czym my jako konsumenci zostaniemy, kiedy zrozumieją to producenci i inwestorzy.
Dziennikarz, twórca gier fabularnych, dawniej też scenarzysta komiksowy. Współpracuje m.in. z „Pismem” czy „CD-Action”, publikował i publikuje również m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, Dwutygodnik.com, „Nowej Fantastyce”, „Gazecie Wyborczej”, Spider's Web+ oraz innych miejscach w sieci i prasie. Prowadzi zajęcia z krytyki gier na Uniwersytecie SWPS. Prelegent i gość na festiwalach popkulturowych, gościnny komentator w Radiu TOK FM.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Praca i pieniądze
Co „jara" w biznesie Rafała Brzoskę?
Prowadzenie firmy porównuje do zawodów sportowych. – Biznes jest dopalaczem, który sprawia, że jesteś gotowy na duże poświęcenia, byle tylko osiągnąć cel – mówi Rafał Brzoska, przedsiębiorca, założyciel InPost, inwestor i mecenas startupów.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Praca i pieniądze
Sztuka prowadzenia biznesu
O spełnianiu marzeń w życiu zawodowym i prywatnym, o budowaniu biznesu z wielkim zaangażowaniem przy zachowaniu balansu porozmawialiśmy z Anną Kiełczewską-Włodarczyk, Senior Director w McDonald’s Polska odpowiadającą za obszar Franczyzy.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Praca i pieniądze
To nie jest męski biznes. Historia marki Sensum Mare
Zdarzyło im się to zdanie usłyszeć, ale każdego dnia udowadniają, że jest inaczej. Maciej Tęsiorowski i Łukasz Kołodziejek stworzyli jedną z najbardziej lubianych polskich marek beauty – Sensum Mare. Nam opowiadają, jak wygląda prowadzenie takiego biznesu i jak sami dbają o pielęgnację.
Praca i pieniądze
Kradniesz czas w pracy? To nie złodziejstwo
Robisz pranie, pracując zdalnie? Pozwalasz sobie na drzemki? A może spędzasz dużo czasu na lunchu lub przerwie na papierosa? Jeśli na któreś z tych pytań odpowiedziałeś: „tak”, to wcale nie musi oznaczać, że jesteś złym pracownikiem. Po prostu próbujesz przetrwać w systemie, który oczekuje nieustannej dyspozycyjności i produktywności.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Praca i pieniądze
Rituals: W drodze do harmonii. Wywiad z Niki Schilling, Executive Director of Impact
Rituals przeznacza 10% zysków netto na działania wspierające dobrostan ludzi i kondycję planety, na nowo definiując sens luksusu w branży beauty. O tym, jak prowadzić biznes odpowiedzialny i dalekowzroczny, opowiada Niki Schilling, Executive Director of Impact.
Praca i pieniądze
Apple ma 50 lat. Oto pięć lekcji od Tima Cooka
Apple kończy 50 lat, a Tim Cook po 15 latach sterowania firmą ustępuje ze stanowiska, zostawiając po sobie technologiczne imperium warte biliony dolarów. Jakie decyzje i zasady pozwoliły Apple nie tylko przetrwać po erze Steve’a Jobsa? Oto pięć kluczowych lekcji, które definiują sukces jednej z najpotężniejszych firm świata.
Praca i pieniądze
Jaka będzie praca przyszłości? To obrazki rodem z „Black Mirror”
– „Nie podskakuj, nie przychodź po podwyżkę, nie zakładaj związku zawodowego…” – strach przed AI bywa narzędziem kontroli pracowników. Marek Szymaniak w książce „Młócka. Reportaże o pracy przyszłości" pokazuje, jak narracja o automatyzacji służy dziś przede wszystkim interesom biznesu.
Praca i pieniądze
Wspinaczka po niewłaściwej drabinie kariery. Co, jeśli na górze czeka wypalenie zawodowe?
To nie jest tylko historia o zmianie pracy. To moment, w którym coś przestaje się zgadzać, mimo że wszystko wygląda dobrze. Mateusz i Darek opowiadają, co dzieje się, gdy sukces przestaje wystarczać, a zamiast „więcej” zaczynasz szukać czegoś, co naprawdę jest twoje.