Najważniejszy transfer sportowy tego roku? Co oznacza przejście LeBrona Jamesa do Philadelphii 76ers
PARTNERZY SERWISU
Sport
Najważniejszy transfer sportowy tego roku? Co oznacza przejście LeBrona Jamesa do Philadelphii 76ers
Chociaż można się nie zgadzać z tym, że LeBron James jest najlepszym koszykarzem w historii, stojąc w kolejce za Michaelem Jordanem, to nie można mu odmówić monumentalnej kariery, o jakiej sportowcy z każdej dyscypliny często mogą tylko pomarzyć. Jak będzie brzmiała jego łabędzia pieśń w Filadelfii?
Udostępnij

LeBrona James przechodzi do Philadelphii 76ers Autor zdjęcia: Getty Images
Żeby nie być gołosłownym, podsumujmy krótko 23 (!) sezony Jamesa w NBA. W tym czasie zdobył cztery mistrzowskie pierścienie w dziesięciu występach w finałach. Cztery tytuły MVP (najbardziej wartościowy zawodnik ligi) w sezonie oraz cztery w finałach – i to jako jedyny gracz w historii, który tę finałową statuetkę odbierał z trzema różnymi drużynami. Do tego 22 występy jako All-Star, 21 wyborów do All-NBA, czyli grupy najlepszych z najlepszych. Jest wreszcie rekordzistą w sumie zdobytych punktów – i to jest rekord, którego zapewne nikt nie pobije… być może nigdy. Jeśli przy absurdalnych liczbach jesteśmy, to wyobraźcie sobie, że James dzielił parkiet z ponad jedną trzecią wszystkich zawodników, jacy kiedykolwiek zagrali w NBA (!!), a w sezonie 2024/25 wybiegł do gry ze swoim… synem, Bronnym.
Widzicie – grać tyle lat to już jest wyczyn sam w sobie. Ale grać tyle lat na takim poziomie, co roku będąc jednym z 5, 10 czy 15 najlepszych zawodników na świecie? Kiedy Lewy, Ronaldo czy Messi odchodzili do klubów poza Europą, robili to raczej na zasadzie aktywnej emerytury, bez szans na najwyższe trofea w karierze. Ale LeBron w swoim być może ostatnim sezonie przeszedł do drużyny, w której nie szuka ani wygody, ani wielkich pieniędzy – tych wręcz się zrzekł, bijąc kolejny rekord: największej obniżki pensji w historii ligi (poprzednim rekordzistą był Russell Westbrook). Z ponad 52 milionów dolarów za sezon spadł do niespełna 4 milionów, godząc się na minimum weterana – najniższą pensję w całej swojej karierze, plasującą go dopiero w okolicach 300. najlepiej zarabiającego gracza ligi. „To moja ostatnia decyzja i nie chodzi w niej o pieniądze" – napisał sam James, dodając, że był przekonany, iż zakończył karierę po minionym sezonie, ale poczuł, że wciąż ma coś do dodania. Chce walczyć o kolejne mistrzostwo i – co zaskakujące – ma na to realną szansę!
Filadelfijskie zaskoczenie
76ers w poprzednim sezonie grali nieźle, może nawet lepiej, niż można było się po nich spodziewać, ale ostatecznie odpadli w półfinałach konferencji po dość jednostronnej konfrontacji (0–4) z późniejszymi mistrzami, New York Knicks. Jednak w wakacyjnym okienku transferowym zespół pozyskał Jaylena Browna, mistrza NBA i jednego z architektów sukcesu Bostonu. To uzupełniło już groźną ekipę: Tyrese Maxey w zeszłym sezonie pokazał, że może być prawdziwym liderem, młodziutki VJ Edgecombe to niezwykle utalentowany drugoroczniak, a Joel Embiid – gdy zdrowy – wciąż dominuje pod tablicami i na półdystansie jako były MVP. LeBron James najwyraźniej dostrzegł ogromny potencjał takiego składu; zresztą to sami gracze zabiegali o jego podpis, a prym w werbowaniu wiódł Maxey. Legenda NBA Vince Carter żartobliwie nazwał dorzucenie Jamesa do tak wypchanej talentem drużyny „oszukiwaniem", a Allen Iverson, który w Filadelfii zdobył statuetkę MVP, wieszczy, że teraz to już tylko „mistrzostwo albo nic".
Nie znaczy to, że decyzja Jamesa nie wywołała wielkiego zdumienia. Wiele osób obstawiało, że na swój „ostatni taniec" wróci do Cleveland, gdzie zaczynał karierę i w 2016 roku sprowadził miastu pierwsze w dziejach klubu mistrzostwo NBA, albo do Miami, gdzie u boku miałby dziś supergwiazdę pokroju Giannisa Antetokounmpo. Mówiło się też o Golden State Warriors. Naprawdę niewielu spodziewało się Sixers. Komentator ESPN Stephen A. Smith ujął to wprost: „to wstrząs nad wstrząsy!", bo był pewien, że James wróci w rodzinne strony. Dan Le Batard zdradził z kolei, że Miami oferowało podobno dwukrotnie wyższe pieniądze – a i tak przegrało wyścig o podpis.

LeBron James zmienia drużynę Autor zdjęcia: Roy Rochlin/Getty Images
Jak Filadelfia tego dokonała? Duża w tym zasługa nowych władz klubu – Boba Myersa, byłego architekta mistrzowskich Warriors, który wcześniej wyrwał Bostonowi Jaylena Browna, oraz Mike'a Ganseya, którego z Jamesem łączą korzenie z Ohio (jako licealista przegrał z nim rywalizację o tytuł najlepszego koszykarza stanu). Chociaż jednym z prawdziwie decydujących czynników miał być fakt, że Nick Nurse, trener 76ers, był jedynym szkoleniowcem, który rozmawiał z LeBronem – inne zespoły raczej wysyłały w jego stronę menadżerów czy zawodników. Skalę wydarzenia najlepiej oddaje fakt, że gubernator Pensylwanii ogłosił dzień podpisania kontraktu „Dniem LeBrona Jamesa". Nie wszyscy jednak pieją z zachwytu – legenda Sixers Charles Barkley przyznał, że wolałby, aby James wrócił do Cleveland, bo „z Filadelfią nie łączy go żadna więź".
Ostatni taniec?
Jakie będą konsekwencje tego transferu? No cóż, teraz na pewno 76ers będą na ustach wszystkich – od kibiców, przez bukmacherów, szybując w rankingach oczekiwań do zdobycia mistrzostwa. Taka presja może być zarówno motywująca jak i trudna dla drużyny. Problemem może być też kwestia takiego rozłożenia akcentów, żeby wydobyć najlepsze co się da ze składu tak napakowanego gwiazdami. Nie chodzi tutaj nawet o ego, ale o statystyki. Maxey, Brown czy LeBron są jednymi z topowych zawodników jeśli chodzi o tzw. usage rate, czyli procent akcji, jakie kończą będąc na parkiecie. Tylko we trójkę ta statystyka sumuje się do… 91%! Dodając do tego zdrowego Embiida wychodzi ponad 120% - a to już matematycznie niemożliwe. Żonglerka takim potencjałem ofensywnym nie będzie łatwa!
Czy LeBron James pobije kolejny rekord i jako pierwszy zawodnik w historii zdobędzie mistrzostwo z czterema różnymi drużynami? Nikomu wcześniej się to nie udało – nawet Jordanowi. Łatwo jednak nie będzie, bo na drodze Sixers staną obrońcy tytułu, New York Knicks, żądni rewanżu San Antonio Spurs, którzy ulegli nowojorczykom w ostatnim finale, a także Boston Celtics, którzy z pewnością zechcą się odegrać na swoim byłym zawodniku, Jaylenie Brownie. Zapowiada się gorący sezon, który bez wątpienia przejdzie do historii jako ten, w którym jeden z najwybitniejszych sportowców wszech czasów – być może po raz ostatni – spróbuje udowodnić, że wiek to tylko liczba.
Więcej w tym temacie:
Dziennikarz, twórca gier fabularnych, dawniej też scenarzysta komiksowy. Współpracuje m.in. z „Pismem” czy „CD-Action”, publikował i publikuje również m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, Dwutygodnik.com, „Nowej Fantastyce”, „Gazecie Wyborczej”, Spider's Web+ oraz innych miejscach w sieci i prasie. Prowadzi zajęcia z krytyki gier na Uniwersytecie SWPS. Prelegent i gość na festiwalach popkulturowych, gościnny komentator w Radiu TOK FM.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Sport
Jak Matt Damon zrobił formę do „Odysei”? Trening, dieta i plan
Nie trenował siedem dni w tygodniu, nie zamieszkał na siłowni, ani nie próbował zbudować sylwetki przypominającej komiksowego superbohatera. Matta Damona do „Odysei” Christophera Nolana przygotowywał się na zaskakująco prostym planie, zgodnym z wizją jednego z najbardziej cenionych reżyserów.
Sport
Zmiennicy, nowe rozdania i rozstania. Czy futbol obronił mundial?
Przed startem mistrzostw świata nie brakowało obaw o poziom, ingerencje polityczne i formę najlepszych drużyn. Jak było w praktyce? Podsumujmy mundial po finałowym meczu.
Sport
W świecie Yamala i Olise nie zapominajmy o Sergio Ramosie
Hiszpania sięgnęła po mistrzostwo świata drugi raz w historii. Sergio Ramos doskonale zna słodki smak wygranej – 16 lat temu również wniósł wymarzony puchar.
Sport
Nie tylko Puchar i medale. Tak wyglądają pierwsze w historii mistrzowskie pierścienie FIFA
Początek nowej tradycji na mundialu? FIFA po raz pierwszy w historii wręczyła mistrzom świata mistrzowskie pierścienie. Podobny symbol triumfu mogą mieć również kibice.
Sport
Złoty cios w dogrywce! Hiszpania odzyskuje piłkarski tron
W finale rozegranym na New York New Jersey Stadium w East Rutherford Hiszpania pokonała Argentynę 1:0 po dogrywce. O losach spotkania przesądził Ferran Torres, który w 106. minucie wykorzystał składną akcję hiszpańskiego zespołu i pokonał Emiliano Martíneza. Dla „La Roja” to drugi tytuł mistrza świata w historii po triumfie w Republice Południowej Afryki w 2010 roku.
Sport
Najlepsze widowisko tego mundialu? Pięć momentów, które zapamiętamy z meczu Anglia – Francja
To miał być mecz, którego nikt nie chciał grać. Didier Deschamps otwarcie przyznawał, że jego piłkarze marzyli wyłącznie o finale. Thomas Tuchel mówił dokładnie to samo o Anglikach. Spotkanie o trzecie miejsce od lat budzi kontrowersje i często uchodzi za niepotrzebny dodatek do mundialu. Paradoks polega na tym, że właśnie ono okazało się najbardziej szalonym widowiskiem całego turnieju.
Sport
Ogień i woda. Luis De la Fuente i Lionel Scaloni walczą o zwycięstwo. Jaki czeka nas finał mundialu?
Jak wiele łączy dwóch selekcjonerów i dlaczego jeszcze bardziej magiczna jest relacja dwóch najlepszych piłkarzy Hiszpanii i Argentyny? Czy można się piękniej różnić, niż robią to finaliści tegorocznego mundialu? Przedstawiamy najciekawsze wątki niedzielnego meczu o mistrzostwo świata.
Sport
Djed Spence nie zagra w finale mundialu, ale i tak zapamiętamy go na długo
Chociaż prowadzili, finalnie ulegli niezłomnej Argentynie. Anglikom zostaje pocieszenie w postaci meczu o trzecie miejsce, ale jest piłkarz, który może być w pełni dumny po przegranym półfinale.