PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Społeczeństwo

STATUS QUO: Rozwód i pożoga. Podsumowanie ostatnich dni w polityce

Czterdziestu posłów odchodzi z PiS, nowy premier Wielkiej Brytanii ratuje puby, a Huti wystrzeliwują rakiety w stronę Arabii Saudyjskiej. Prezydent Nawrocki po raz drugi chce pytać, choć nie wiadomo w jakim celu, a Europa kończy tydzień w płomieniach – dosłownie. Na Status Quo mijającego tygodnia zaprasza Oliwier Starczewski.

Udostępnij

Europa płonie

Europa w ogniu Autor zdjęcia: Getty Images

Oliwier Starczewski
26.07.2026

Na Status Quo mijającego tygodnia zaprasza Oliwier Starczewski. 


Poniedziałek – Premier nr. 59

„Nigdy się nie poddawaj” – to dewiza, którą Andy Burnham mógłby uczynić swoim politycznym mottem. Po dwóch porażkach w wyborach na lidera brytyjskiej Partii Pracy spróbował po raz trzeci. Tym razem był tak mocnym kandydatem, że nie znalazł się ani jeden rywal gotowy stanąć z nim do wyścigu.

Niedawno z funkcji premiera i lidera Partii Pracy ustąpił Keir Starmer. Ciążące na nim kontrowersje sprawiły, że wewnątrz ugrupowania narastało przekonanie, iż nie będzie w stanie poprowadzić go do kolejnego wyborczego zwycięstwa. Gdy rozpoczęły się poszukiwania nowego lidera, wzrok laburzystów zwrócił się ku Manchesterowi.
To właśnie to miasto w ostatnich latach stało się dla wielu Brytyjczyków symbolem sprawnego zarządzania, rozwoju i skutecznej polityki samorządowej. Za dużą część tego sukcesu odpowiada jego burmistrz, Andy Burnham, który zbudował reputację jednego z najsprawniejszych polityków w kraju.
W piątek Partia Pracy oficjalnie namaściła go na swojego lidera, a w poniedziałek, po audiencji u króla Karola III, Burnham formalnie objął urząd premiera Wielkiej Brytanii.

W wieku pięćdziesięciu sześciu lat został premierem numer pięćdziesiąt dziewięć. Zapowiada ,,największe zmiany od 40 lat”. Konkretny plan reform ma przedstawić jeszcze w tym roku, a jedną z jego pierwszych decyzji z pewnością zyskał sympatię wśród wielu moich brytyjskich rówieśników i rówieśniczek. Jest nią bowiem… ratowanie pubów i klubów. „Zbyt długo kolejne rządy bezczynnie przyglądały się temu, jak z naszych lokalnych ulic handlowych znikają lubiane sklepy i lokale. Dziś to zmieniam” – zapowiedział nowy premier, ogłaszając obniżkę podatku od nieruchomości komercyjnych.


Wtorek – Huti

Za każdym razem, gdy słyszę „Huti” w wiadomościach, widzę Hutta Jabę z „Gwiezdnych wojen", który porwał Hana Solo. Podejrzewam, że nie jestem w tym odosobniony. Tyle że prawdziwi Huti nie są fikcyjną rasą z odległej galaktyki, lecz ruchem zbrojnym wywodzącym się z północno-zachodniego Jemenu. Od wybuchu wojny domowej w 2014 roku kontrolują większość zamieszkanych terenów kraju. Wspiera ich Iran, przeciwko nim występuje koalicja pod przywództwem Arabii Saudyjskiej, a obie strony od lat prowadzą wyniszczającą wojnę, blokując sobie nawzajem porty i lotniska.

W tym tygodniu konflikt, o którym świat przypomina sobie zwykle tylko co kilka lat, z impetem wrócił na czołówki serwisów informacyjnych. Huti ogłosili morską blokadę Arabii Saudyjskiej. Ma to być odpowiedź na saudyjskie ograniczenia wobec ich portów i niedawny atak na lotnisko w Sanie. „Oko za oko” – stwierdził ich rzecznik. Kilka dni później groźby przerodziły się w czyny. Celem ataku padły dwa saudyjskie tankowce, z których jeden stanął w płomieniach. W sobotę Huti poszli o krok dalej, wystrzeliwując rakiety balistyczne w kierunku Arabii Saudyjskiej. Wszystkie zostały jednak przechwycone przez saudyjską obronę przeciwlotniczą.

Wszystko to rozgrywa się w rejonie cieśniny Bab al-Mandab, jednego z najważniejszych morskich szlaków świata, przez który przepływa około 12 proc. globalnego handlu. Eskalacja następuje w szczególnie newralgicznym momencie, gdy światowe łańcuchy dostaw wciąż odczuwają skutki napięć wokół cieśniny Ormuz. Bliski Wschód ma zatem już dwie zamknięte bramy do światowego handlu ropą. Konsekwencje odczuwamy na stacjach benzynowych.


Środa – wściekły Mikołaj

Choinka, dwanaście potraw, śnieg za oknem. Trwamy w oczekiwaniu. W końcu dzwonek do drzwi każdy biegnie, żeby je otworzyć. Wchodzi niskorosły Mikołaj, ksiądz, narciarz oraz policjant z pałką. Prezentem jest nienawiść, którą Mikołaj roznosi po domach. Jaki morał z tej opowieści? Nie przyjmujmy „wściekłego Mikołaja”.

Tak wyglądał świąteczny spot z udziałem nowej Rzeczniczki Praw Obywatelskich, Sylwii Gregorczyk-Abram. Adwokatka i działaczka społeczna, współzałożycielka inicjatyw Wolne Sądy i Komitet Obrony Sprawiedliwości, przez lata należała do najbardziej wyrazistych krytyczek rządów PiS. Nic więc dziwnego, że jej wybór na stanowisko Rzeczniczki Praw Obywatelskich, ogłoszony w środę, wywołał falę kontrowersji.

Już samo głosowanie pokazuje, jak polaryzująca była to sprawa. W Sejmie za jej kandydaturą opowiedziało się 233 posłów, kontrkandydat PiS, Adam Borowski dostał 177 głosów. W Senacie było podobnie 59 głosów za, 25 przeciw. Przeciwnicy zarzucają Gregorczyk-Abram zaangażowanie polityczne, które nie przystoi RPO. Za dowód podają wspomniany spot. Zwolennicy przypominają, że rzecznikiem musi być ktoś, kto udowodnił, że aktywnie działa na rzecz obywateli, w tym krzywdzonych mniejszości a działając w Wolnych Sądach czy Komitecie Obrony Sprawiedliwości, nie opowiada się za konkretąj partią. 

Zgodnie z ustawą rzecznikiem musi zostać osoba wyróżniająca się wiedzą prawniczą, doświadczeniem zawodowym oraz wysokim autorytetem, wynikającym z jej walorów moralnych i wrażliwości społecznej. Premier Donald Tusk powiedział wprost, że Sylwia Gregorczyk-Abram jest właśnie taką osobą.

Zastąpi na stanowisku prof. Marcina Wiącka, którego kadencja kończyła się tego samego dnia. „Urząd RPO powinien być miejscem dialogu. Konstytucja RP jest jak karta praw człowieka i z niej wynika rola Rzecznika” powiedziała nowo powołana, dodając, że „pomiędzy konstytucyjną obietnicą ochrony praw, a doświadczeniem obywatela nie powinna powstawać przepaść”.


Czwartek – kartka zamiast krzesła

Karol Nawrocki z uśmiechem rządzi krajem

Prezydent Polski Karol Nawrocki Autor zdjęcia: Jakub Porzycki/NurPhoto via Getty Images

Prezydent Karol Nawrocki wraca do pomysłu referendum. Tym razem ponownie chce zapytać Polaków o politykę klimatyczną Unii Europejskiej.

W maju Senat odrzucił jego pierwszą propozycję stosunkiem głosów 62 do 32, uznając, że pytanie było sformułowane w sposób sugerujący odpowiedź. W czwartek prezydent złożył więc drugi wniosek. Tym razem proponuje pytanie: „Czy jest Pani/Pan za realizacją przez Polskę polityki klimatycznej Unii Europejskiej?”.

Choć jest krótsze i pozbawione wyraźnie wartościującej tezy, nadal budzi wątpliwości. Co w praktyce oznaczałaby odpowiedź „nie”? Rezygnację z systemu ETS? A może zakwestionowanie członkostwa Polski w Unii Europejskiej? 

Najciekawsze jest jednak to, co dzieje się w tym samym czasie w Brukseli. Bowiem tydzień temu Komisja Europejska zaproponowała zmiany w systemie ETS to mechanizm, w którym firmy płacą za prawo do emisji CO2. Nowa propozycja zakłada więcej darmowych uprawnień dla przemysłu, czyli realne złagodzenie obciążeń, które są przedmiotem pytania prezydenta. Nawet jeśli propozycja złagodzenia przepisów jest z perspektywy Polski niewystarczająca, sam fakt, że w ogóle pada, oznacza jedno: pole do negocjacji wciąż jest otwarte. Młodzi ludzie patrzą na całą sprawę z zainteresowaniem i zadają sobie pytanie: „Czy ktoś usiądzie przy tym stole?”. Przecież zamiast organizować polityczne referendum bez realnych konsekwencji nasi politycy mogliby wykorzystać energię na zapewnienie naszemu państwu, jak najlepszych warunków do rozwoju. 

Dalej pozostaje pytanie, na które prezydent nigdy nie odpowiedział: co dokładnie ma wyniknąć z tego referendum? Bo polityki klimatycznej UE nie da się selektywnie „nie realizować”. Jeśli Polska przestaje przestrzegać unijnego prawa, konsekwencja jest jedna: zrywamy pewną umowę i wypisujemy się z Unii. Jakie znaczenie będzie miała wspólnota, w której każdy może powiedzieć, że on umów przestrzegać nie będzie?


Piątek – show tygodnia

Wszystko, co wydarzyło się przed piątkiem, okazało się jedynie wstępem do politycznego spektaklu, który z zapartym tchem – jedni z popcornem w ręku, inni z autentycznym niepokojem śledziła cała Polska. Po ultimatum postawionym Mateuszowi Morawieckiemu przez Jarosława Kaczyńskiego w poprzedni czwartek wszyscy zadawali sobie jedno pytanie: czy uda się osiągnąć porozumienie, czy też dojdzie do rozłamu?

Odpowiedź padła w piątek i przekazał ją sam prezes PiS. Porozumienia nie będzie.

W ciągu tygodnia doszło do kilku spotkań na linii prezes były premier. Żadne nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Morawiecki, aby zachować działalność stowarzyszenia, proponował wiele, m.in. rezygnację z bycia wiceprzewodniczącym PiS. Kaczyński, aby zgasić stowarzyszenie również proponował nie mało chociażby większe finansowanie działań Morawieckiego wewnątrz partii. Ostatecznie to właśnie brak porozumienia w sprawie zawieszenia działalności stowarzyszenia – choćby do czasu wyborów – doprowadził do piątkowej konferencji prasowej Jarosława Kaczyńskiego.

To już jest jedynie kwestia formalna – z partii zrezygnowało ponad trzydziestu posłów, którzy nie podpisali lojalki. Szef PiS zapowiedział, że niedługo potwierdzi ich rezygnację. Chwilę później konferencję zorganizował Morawiecki. Jak stwierdził: „Nie zamierzaliśmy odchodzić. Reprezentujemy czterdziestu posłów, jednego senatora i trzech europarlamentarzystów”.

Od tygodnia zwaśnione strony w mediach obrzucały się błotem. Po piątkowym ogłoszeniu rozwodu emocje nie ostygły, wręcz przeciwnie – podkręcono tępo. Mariusz Błaszczak przypomniał sobie, że były premier za czasów swoich rządów, był przeciwko zakupie F-35. Inny polityk zauważył, że Morawiecki nie chciał wprowadzać 500+. Jednak największe działa wymierzył w byłego kolegę sam Jarosław Kaczyński, przypominając, iż Morawiecki to były doradca Tuska. 

W sieci krążą już zrzuty ekranu z grup na WhatsAppie, na których pojawiły się nazwiska polityków usuniętych z PiS. Czy i kiedy zdecydują się powołać własne ugrupowanie, pozostaje na razie niewiadomą.


Sobota Europa w ogniu

Kolejna fala upałów przetacza się przez kontynent. Francja notuje najwyższą temperaturę w swojej historii. Ponad 190 mil. Europejczyków żyje w temperaturach powyżej 35 stopni. Ponad 50 osób utonęło, próbując się ochłodzić w rzekach i jeziorach.

Tam, gdzie spotykają się susza i upał, prędzej czy później pojawia się również ogień. Według unijnego systemu monitoringu EFFIS od początku roku w Unii spłonęło już ponad 254 tys. hektarów. To ponad dwukrotnie więcej niż średnia odnotowywana o tej porze roku w poprzednich latach. 

Największy aktywny pożar trwa w hiszpańskiej Guadalajarze. Ogień strawił tam ponad 32 tys. hektarów, a z domów ewakuowano mieszkańców trzydziestu czterech miejscowości. We Francji, w rejonie Bordeaux, płoną lasy sosnowe na obszarze 3,7 tys. hektarów. We Włoszech, w kulminacyjnym momencie kryzysu, strażacy prowadzili jednocześnie akcje gaśnicze przy ponad 160 pożarach.

Moje pokolenie dorastało między dwoma skrajnie różnymi narracjami. Z jednej strony słyszeliśmy polityków, którzy z uśmiechem przekonywali, że globalne ocieplenie to mit, a opowieści o płonącej planecie są jedynie retoryką radykalnych aktywistów klimatycznych. Z drugiej wystarczy dziś spojrzeć na mapę pożarów w Europie, by odnieść wrażenie, że „płonąca planeta” przestała być metaforą. A jednak ani kolejne badania naukowe, ani doświadczenia odczuwane dosłownie na własnej skórze wciąż nie przekonują klimatycznych denialistów.

Więcej w tym temacie:

Oliwier Starczewski

Publicysta i dziennikarz młodego pokolenia, związany z GQ Poland. W swoich mediach społecznościowych komentuje politykę z perspektywy generacji, która odziedziczy skutki dzisiejszych decyzji. Autor podcastu Między Pokoleniami – rozmów, w których doświadczenie i wpływ spotykają się z pytaniami o przyszłość. Wierzy, że perspektywa młodych ludzi w debacie publicznej jest niezbędna.

Tagi

Czytaj więcej

Kantar-marki codzienne

Największe marki świata nie projektują produktów, ale codzienne życie

Dziś rano, jeszcze przed wyjściem z domu korzystałam z kilku rozwiązań, które dwadzieścia lat temu po prostu nie istniały. Sprawdziłam kalendarz w telefonie, poprosiłam sztuczną inteligencję o streszczenie raportu, zamówiłam nocleg na wyjazd do Austrii, a nawet obejrzałam odcinek serialu wtedy, kiedy miałam na to ochotę, a nie wtedy, gdy zaplanowała to telewizja. Nie zastanawiałam się nad tym. I właśnie na tym polega siła największych marek świata.

ILM Vonn Krastev Dalay Billari

Świat przyspiesza. Jak podejmować dobre decyzje, gdy przyszłość zmienia się z dnia na dzień?

Jeszcze kilka lat temu geopolityka, demografia czy bezpieczeństwo były tematami zarezerwowanymi głównie dla polityków i ekspertów. Dziś wpływają na życie każdego z nas – od cen energii i kosztów prowadzenia biznesu, po rynek pracy i decyzje inwestycyjne. Właśnie dlatego powstał Impact Leading Minds – nowy format twórców Impact, który 2. września zadebiutuje w warszawskim Teatrze Nowym.

ARTYKUŁ PARTNERSKI asko-kitchen-3_new_ambient_elements-pearl_black-hihd854mm_07.tif

Spokój, cisza i skandynawska precyzja: ASKO pokazuje, jak dobrze zaprojektowane urządzenia zmieniają codzienne życie

Spokój w domu nie jest przypadkiem. Jest efektem dobrego projektowania, przemyślanych wyborów i technologii, która pracuje dyskretnie, nie dominując przestrzeni. Marka ASKO, od ponad 75 lat, tworzy rozwiązania dla osób ceniących ciszę, estetykę, trwałość i funkcjonalność. W swoich urządzeniach łączy precyzję z codziennym komfortem, dzięki czemu skandynawska prostota staje się naturalną częścią dobrze urządzonego domu.

GettyImages-2252015746

STATUS QUO: Dwie minuty nienawiści. Podsumowanie ostatnich dni w polityce

Tydzień zaczął się od ataku na dzieci w autobusie w Bielsku-Białej, a skończył na wiadomości, że Ukraina i Polska może jednak dadzą radę się dogadać Po drodze obserwowaliśmy kolejne oznaki kryzysu w PiS, które może rozpadać się na naszych oczach, i prezydenta, oraz prezydenta, który zawetował ustawę, mimo że sam obiecywał jej podpisanie w kampanii wyborczej.

Jak zmieniają się kanony piękna?

Moda na ciało. Jak władza i pieniądze kreują kanony atrakcyjności

Zaglądają właściwie do każdej dziedziny naszego życia codziennego. Od tysiącleci kształtują nasze gusta. Od dekad bezpośrednio wpływają na to, co króluje na wybiegach, okładkach magazynów, a także w mediach społecznościowych. W jaki sposób polityka i gospodarka dyktują to, co jest „hot”? I dlaczego trendom ulegają nie tylko kobiety?

Kraków czy Barcelona? Jak Polscy turyści postrzegają dziś podróże?

Miasta przez (anty)lokalną soczewkę. Czy polscy turyści wciąż idealizują zagranicę?

Lato sprzyja zakochiwaniu się miejscach, których nie trzeba codziennie doświadczać. Czy wciąż ulegamy urokowi zagranicznych adresów, widzianych przez filtr wakacyjnej beztroski? A może coraz częściej dostrzegamy, że gdzie indziej trawa nie zawsze jest bardziej zielona niż u nas?

GettyImages-2284881886

STATUS QUO: Kto głośniej krzyknie. Podsumowanie ostatnich dni w polityce

Trump ingeruje w mundial. Trump ogłasza się celem zamachu. Trump znów bombarduje Iran. Trump zrywa handel z Hiszpanią. W tle - polska awantura pod pomnikiem, nowa rada przy prezydencie i pamięć o rocznicy zbrodni wołyńskiej.

1920x1080_meskosc_na_lajkach

Męskość na lajkach. Jak algorytmy definiują współczesnych facetów?

Dlaczego media społecznościowe wzmacniają konkretny ideał mężczyzny? Dlaczego wielu w to wierzy i do tego dąży? Dlaczego to nie daje im szczęścia?