PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Sylwetki

Niepojęty impuls. Sylwia i Piotr Krupowie o swoim zamiłowaniu do sztuki

Potrafią pięknie milczeć o swoich działaniach. Choćby o tym, co robią w Fundacji Zobacz Mnie. Ale o tym, dlaczego zbierają sztukę pełną napięcia i niepokoju, mówią z wielką pasją.

Udostępnij

1440x1080_Krupa_poziom (1)

Piotr i Sylwia Krupowie: „Sztuka jest po to, żeby wchodzić w interakcje z widzem” Autor zdjęcia: Jacek Poremba

Grzegorz_Kapla_GQ_RAMKA
26.07.2026

Ta historia zaczyna się w połowie lat 90., kiedy Piotr Krupa, młody absolwent studiów prawniczych, przystępuje do aplikacji sędziowskiej i równolegle zakłada z kolegą firmę doradztwa prawnego. Inwestuje w nią wszystkie pieniądze, jakie dostali z Sylwią w prezencie ślubnym. Tysiąc sześćset złotych, z czego połowę zaraz pochłania ZUS. 

Szło im zwyczajnie, aż nagle odkrył, że w literaturze prawniczej brakuje źródeł dotyczących problematyki zakładów pracy chronionej. Piotr Krupa z kolegą napisał więc poradnik i opublikował go w wydawnictwie, które stworzyli specjalnie w tym celu. Potrzebowało marki, więc wybrał słowo Kruk – najcenniejsze książki, to przecież białe kruki.

Na książkach właśnie zarobił pierwsze prawdziwe pieniądze. Kolejne na pomyśle, który rozwiązał w Polsce problem windykacji. Kiedy znajomy poskarżył się, że nie istnieje skuteczna i cywilizowana droga odzyskania należności od zadłużonych klientów, Piotr Krupa wspólnie z kolegą wymyślili sposób. 

Najcenniejszą umiejętnością przedsiębiorców jest dostrzeganie tego, czego potrzebuje świat, i szukanie sposobu, by to zrealizować. Krupa uważa, że chodzi o pewność siebie i zdolność do samokrytycznej oceny. Pierwsza cecha pozwala się odważyć. Druga stworzyć i wykonać plan. Sama pewność siebie to cecha hazardzistów. Plan był skuteczny. W ciągu kilku miesięcy Kruk odzyskał zadłużenie od 17 tysięcy klientów operatora telefonii komórkowej.

1080x1440_Krupa_pion (1)

Krupa Art Foundation, która organizuje wystawy, wspiera i kolekcjonuje sztukę – ma w swoich zbiorach kilkaset obiektów, głównie bardzo młodych twórców Autor zdjęcia: Jacek Poremba

W poszukiwaniu własnego miejsca

– Piotr już taki jest, że kiedy się czymś zainteresuje, to nigdy nie odpuszcza, nie ma pasji, ma obsesje – twierdzi Sylwia Krupa – co ja już musiałam z nim przeżywać… Kiedy postanowił pobiegać, to biegał maratony, triathlony, ironmany. Kiedy powiedział, że jedzie w góry, okazało się, że to Aconcagua, najwyższy szczyt obu Ameryk. Właściwie byłam jego publicznością, ale ze sztuką jest inaczej, to nasza wspólna wielka pasja.

Poznali się jeszcze w liceum. Na randki chodzili do Zamku Książ, bo to wszystko działo się w Wałbrzychu. Miłość do książek została im do dzisiaj. Mówią do siebie czasem tekstami z „Harry’ego Pottera”.

Książki to dobry przyjaciel na bezsenność. Piotr czasem musiał się z tym mierzyć. Trzynaście lat temu przeglądał w nocy internet i zobaczył pewien obraz. Jakiś niepojęty impuls kazał mu wcisnąć opcję „kup teraz”.

– Wciąż nas pytają, co to za obraz, ale postanowiliśmy, że nigdy nikomu tego nie ujawnimy – mówi. W każdym razie od tego obrazu zaczyna się jedna z najcenniejszych w Polsce kolekcji sztuki współczesnej. I dużo, dużo więcej. – Wkrótce kupiłem drugi obraz, potem kolejny. Przyjeżdżały do biura, nie chciałem niepokoić żony, zanim jej jakoś nie przygotuję na to wszystko.

– Kiedy zobaczyłam te obrazy, stały w domu pod ścianami. Piotr nie ma pasji do majsterkowania. Pomyślałam: OK, kolejna obsesja, trzeba to przeczekać. Jednak to nie jest duży dom, niewiele miejsca i w pewnym momencie to szaleństwo osiągnęło taki poziom, że zostały nam dwa wyjścia: dajemy sobie święty spokój albo tworzymy dla tych obiektów ich własne miejsce – mówi Sylwia Krupa.

– Powiedziałaś, że kupowanie do magazynu nie ma sensu, sztuka jest po to, żeby wchodzić w interakcje z widzem, pamiętasz?

Świat jakby na to czekał. Miasto Wrocław ogłosiło przetarg na zabytkową kamienicę w najbardziej prestiżowej lokalizacji – w samym Rynku. Pierwsze wystawy zespół organizował w przestrzeni, w której trwały remonty. Zwiedzający nosili kaski, a instalacje sąsiadowały z murami odartymi do gołej skóry. Karolina Bielawska zrealizowała część projektu „Pokój obok” w pomieszczeniu do połowy obitym płytą OSB. Jej biało-granatowe, abstrakcyjne plamy układające się w niedookreślony, antropomorficzny kształt są opowieścią o poszukiwaniu własnego miejsca.

– To było czyste wariactwo – uśmiecha się Sylwia. Tak narodziła się Krupa Art Foundation. Instytucja realizująca wystawy m.in. przy współudziale kolekcjonerów zapraszanych do współpracy.

Wkrótce Krupowie odkryli, że nie wystarczy, jeśli u młodej, wchodzącej do świata sztuki osoby kupią obraz czy dwa. – Ludzie kończą akademię z romantyczną wizją zawodu artysty i zderzają się z brutalną rzeczywistością, kiedy nagle okazuje się, że muszą zarejestrować działalność, zapłacić ZUS, odprowadzić podatki, żeby mieć ubezpieczenie – wylicza Sylwia Krupa. 

– Stwierdziliśmy, że musimy się zaangażować w pomoc młodym artystom, że same wystawy nie wystarczą. Piotr nie lubi słowa „galeria”, kojarzy się za bardzo z handlowaniem. Bliższe jest mu niemieckie „Kunsthalle”, przestrzeń, w której pokazuje się sztukę, opowiada o niej, zachęca do przeżywania związanych z nią emocji, wspiera artystów, edukuje odbiorców.

Schemat organizacyjny trochę się skomplikował. Kilka miesięcy temu Piotr, próbując wyjaśnić to wszystko mamie, sam musiał sięgnąć do rysunku. Z jednej strony jest Krupa Gallery z siedzibami we Wrocławiu i w Londynie. Z drugiej Krupa Art Foundation, która organizuje wystawy, wspiera i kolekcjonuje sztukę – ma w swoich zbiorach kilkaset obiektów, głównie bardzo młodych twórców. 

– Po 10 latach część tych artystów zyskała rozpoznawalność w obiegu instytucjonalnym i kolekcjonerskim, ale ich prace kupowaliśmy, kiedy byli na starcie – mówi Sylwia Krupa. Na tym działalność się nie kończy, bo jest jeszcze ich własna, prywatna, nazwijmy ją domową, kolekcja sztuki Krupa Collection. Sylwia and Piotr Krupa Collection to zbiór prac dojrzałych artystów, klasyków, wyselekcjonowanych tak, żeby pokazać relację polskiej sztuki w jej światowym kontekście. Dopiero od trzech lat można je oglądać we Wrocławiu.

Jaki jest klucz do kolekcji?

– Gromadzimy sztukę, która ujawnia napięcia między człowiekiem a systemem rozciągającym nad nim kontrolę władzą, normami społecznymi, językiem, technologią i historią, która opowiada o jednostce, której się mówi, co jest dobre, a co złe, co jest właściwe, a co nie – stwierdza Sylwia Krupa. 

– Zbieramy sztukę, w której jest obecny niepokój, wojna będąca codziennością świata. Wszyscy, nie do końca sobie to uświadamiając, żyjemy pośród norm i ograniczeń. Artyści potrafią te napięcia, pęknięcia wskazać, wyczuć, opowiedzieć. Takie właśnie prace zbieramy. 

Jak mówi Piotr, one wbijają szpilki pod paznokcie. Wystarczy popatrzeć na wojenną twórczość Kateryny Lysovenko, Nikity Kadana, Kateryny Aliinyk czy Vasyla Tkachenki. Krupowie są mocno zaangażowani w promowanie sztuki Ukrainy. Wystawę otwierającą przestrzeń fundacji we Wrocławiu, we wrześniu 2023 roku, przygotował duet kuratorski: Oleksandra Pogrebnyak ze sławnego kijowskiego Pinchuk Art Center oraz kurator i krytyk Antoni Burzyński. 

– Ja potrzebuję emocji wynikających z zupełnie innego sposobu patrzenia na świat niż ten, z którym mam do czynienia w rzeczywistości przedsiębiorców czy menedżerów. Potrzebuję, żeby mnie coś wyrwało w kompletnie inny obszar emocji, a sztuka doskonale się tu sprawdza – opowiada Piotr Krupa. 

Kiedyś, żeby to osiągnąć, musiał iść na Aconcaguę, dziś ten poziom adrenaliny przynosi mu rozstrzygnięcie konkursu KAF Young Art Prize. W pierwszej edycji zgłoszenia długo nie nadchodziły. Termin mijał z końcem marca. Pierwszego kwietnia zadzwonił do biura konkursu.

– Ile mamy zgłoszeń?

– Tysiąc pięćset dziewięćdziesiąt siedem.

– Świetny żart – uświadomił sobie, że to przecież prima aprilis. – Ale ile mamy naprawdę tych zgłoszeń?

– Tysiąc pięćset dziewięćdziesiąt siedem. Z całego świata: z Ukrainy, Meksyku, ze Stanów, z Indii, Europy, a nawet z Iraku...

W tegorocznej edycji zadbali już o preselekcję. Skład obu jury jest międzynarodowy. Zależy im, żeby konkurs dawał rozpoznawalność naszym artystom nie tylko w Polsce i otwierał nasz kraj na sztukę spoza granic. Pięcioosobowy zespół wyłoni z listy preselekcyjnej około 30 najlepszych prac do wystawy finałowej. Trójka laureatów wybranych z tej grupy zdobywa tytuł i po 12 tysięcy euro. W tym momencie już wiadomo, że w drugiej edycji zgłoszeń jest jeszcze więcej niż poprzednio – tysiąc sześćset dziewięćdziesiąt. 

Krupowie są dumni z tego konkursu, ale Piotr w przygodzie ze sztuką swoją osobistą satysfakcję znalazł jeszcze w innym obszarze. – Pewnego dnia miałem spotkanie z kolegą, przedsiębiorcą. W jego pięknym biurze zobaczyłem puste ściany. Zapytałem, dlaczego nie powiesi tam jakiegoś obrazu. Odpowiedział, że chętnie by to zrobił, ale się na tym nie zna. Nie wie, co kupić, gdzie, za ile i w ogóle obawia się, że mógłby powiesić coś, co wcale nie jest dobre, a nie chce usłyszeć, że wybrał jakiś kicz. 

Powiedziałem mu, że mam w magazynie 200 fantastycznych prac i zrobiliśmy u niego wystawę. Tak narodził się program Art Partner. Dziś magazyn fundacji jest pusty, bo dzieła znajdują się w 67 przestrzeniach biurowych 28 firm w całej Polsce. Art Partner we wszystkich swoich lokalizacjach gromadzi każdego dnia kilkunastotysięczną publiczność, a wystawy są oczywiście zmieniane. Pytam, dlaczego kupują właśnie młodą sztukę.

– To był impuls – wspomina Sylwia – wchodziliśmy do pracowni, kupowaliśmy osiem obrazów i okazywało się, że jesteśmy pierwszą instytucją, która to robi, bo do tej pory to byli tylko ciocia, wujek i dziadek. Tak się zaczęło. Przez kolejne 20, 30 lat będziemy budować wielką kolekcję sztuki współczesnej.

– Za 40 lat nas nie będzie – dodaje Piotr. – Mówię czasem, że budujemy to jak katedrę, a ich twórcy nigdy nie dożywali finału swojej pracy, widzieli go tylko w wyobraźni. W naszej katedrze będzie najważniejsza kolekcja polskiej sztuki z naszych czasów XXI wieku. Już dziś widać, jak sztuka się zmienia, jak reaguje na COVID-19, wojnę, sztuczną inteligencję, spory wokół tożsamości płciowej.

Wymiar poznawczy

Sylwia i Piotr rozumieją, że recepcja sztuki współczesnej wymaga przygotowania, edukacji, która pozwoli odbiorcom na nabycie odpowiednich kompetencji. Piotr żartuje, że na wystawach realizowanych w ramach Art Partner wciąż istnieje opór przed prezentacją malarstwa abstrakcyjnego, choć powinno być odwrotnie, bo ono pozostawia całkowitą wolność interpretacji.

W Krupa Art Foundation pojawiają się wystawy, w których przygotowaniu biorą udział dzieci. Uczestniczą w procesie od początku. – Jeden z chłopców powiedział mi, że praca kuratora jest bardzo trudna: „Jak dla mnie, bycie kuratorem nie jest łatwe. Podam to na przykładzie klocków Lego: jesteś w sklepie i jest kilka fajnych zestawów. Możesz wybrać tylko jeden, ale nie wiesz który” – wspomina Sylwia. 

– Opisy, które przygotowały dzieci, były genialne. O covidowej pracy czeskiej artystki Martiny Drozd-Smutnej jedna z dziewczynek napisała, że wygląda, jakby ktoś chciał się złapać, ale było już za późno.

Wielką wystawę Fangora obejrzało we Wrocławiu 25 tysięcy osób. To dla miasta niewiarygodny wynik. Piotr Krupa pomyślał, że to jest dobry temat dla PAP, ale usłyszał, że nie robią reklamy prywatnym instytucjom. Zrozumiał, że w naszym kraju jest jeszcze kawał drogi do przejścia. Gdyby jakieś amerykańskie muzeum robiło taką wystawę, napisałyby o niej wszystkie agencje. PAP ma w agendzie informowanie o wydarzeniach kultury.

Latem ubiegłego roku ważnym dla nas przedsięwzięciem było przeniesienie do przestrzeni Krupa Art Foundation z polskiego pawilonu na Biennale w Wenecji wystawy „Powtarzaj za mną” ukraińskiego kolektywu Open Group. To był trudny w odbiorze projekt, zbudowany z odgłosów wojny, które jej świadkowie odtwarzają w formule bliskiej kulturze karaoke. Za zderzenie z wojną w takiej formie odbiorcy musieli zapłacić poważnym wstrząsem emocjonalnym. 

– To był program misyjny, bardziej misyjnego już sobie nie umiem wyobrazić – ocenia Sylwia Krupa. Pytam, co przygotowują w nadchodzącym sezonie. 

– Zbliża się stulecie urodzin Marilyn Monroe. Wrocław posiada kolekcję ponad trzech tysięcy fotografii aktorki wykonanych przez Miltona Greene’a. Dwanaście lat temu miejska spółka Hala Stulecia zakupiła je za niemal sześć i pół miliona złotych. Kolekcja od dawna nie była prezentowana. Chcemy pokazać Marilyn może trochę przewrotnie jako tragiczną postać, która jak w soczewce skupia w sobie wszystkie problemy, z jakimi musiały mierzyć się kobiety w XX stuleciu. Fotografie Miltona Greene’a zestawimy z pracami współczesnych osób artystycznych. Ta wystawa przyciągnie publiczność większą niż Fangor.

Więcej w tym temacie:

Grzegorz_Kapla_GQ_RAMKA

Pisarz i podróżnik, autor ośmiu powieści i kilku innych książek reporterskich oraz podróżniczych. Pół życia zmarnotrawił na włóczęgę po świecie, utrzymując się z pisania reportaży do kobiecych magazynów albo m.in. prowadzenia ludzi po górach. Był redaktorem magazynów „Malemen” i „Elle Man”. Obszary zainteresowania – podróże, lifestyle, ludzie, rock i heavy metal.

Ma dar słuchania ze zrozumieniem.

Był w stu kilkudziesięciu krajach i jest bywalcem praskiego klubu bokserskiego Fenix. W dniu premiery GQ Poland świętuje premierę swojej najnowszej książki „Włóczęga z Archipelagu. Filipiny”.

Czytaj więcej

1440x1080_Valeriya

Gra o sukces w modzie według Valeriyi Musiny

O tym, co jest najważniejsze w realizowaniu siebie, relacjach z ludźmi i w budowaniu marek w grupie Modivo, rozmawiamy z dyrektorką kreatywną Valeriyą Musiną.

Roman i Jakub Gutkowie w sesji dla GQ Poland

Sceny z życia. Roman i Jakub Gutkowie o kinie, rodzinie i tym, co zostaje po napisach

Jakub Gutek przejmuje stery Gutek Film, choć Roman Gutek – ojciec i założyciel – wciąż pozostaje kluczową postacią tej historii. Razem sprawdzają, jak wygląda przyszłość kina autorskiego, gdy publiczność ogląda wszystko – tylko niekoniecznie w kinie.

Borja Iglesias

Pośród mizoginów, klakierów Trumpa i konformistów bądź jak Borja Iglesias

„Takich sojuszników potrzebujemy” – chciałoby się rzec, obserwując, jak piłkarz zwycięskiej mundialowej drużyny, angażuje się w sprawy, wobec których większość jego kolegów przechodzi obojętnie. Ale może Borja Iglesias nie tyle jest bohaterem, ile po prostu zachowuje się po ludzku?

Artur Dela w sesji dla GQ Poland

Artur Dela: „Nie trzeba znać się na sztuce, żeby z nią żyć”

Na emigrację uciekł bez bagażu. Trzy miesiące po upadku komuny odwiedził Polskę, by wrócić dopiero 25 lat później z kapitałem i planem, żeby wydać pieniądze we własnym kraju. Zbudował kilka przedsiębiorstw i znaczącą kolekcję sztuki. W zasadzie z tej samej branży, bo sztuka też jest energią.

Cezary Pazura jest kultowym aktorem

Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”

Kultowy aktor, a teraz gospodarz „LOL: Kto się śmieje ostatni” w Prime Video, opowiada o 40 latach kariery, cenie komediowej popularności i rolach, na które wciąż czeka.

NIGO

Ojciec chrzestny streetwearu. Jak Nigo zdefiniował modę i hype

Sprowadzenie biografii Nigo do stanowiska dyrektora kreatywnego Kenzo to duże niedopowiedzenie. Kolekcjoner, pasjonat mody, hip-hopu i wszystkiego, co vintage, od ponad 30 lat wyznacza kierunek, w którym podąża streetwear, nieustannie szukając twórczej i życiowej równowagi.

Jeremy Sochan

Jeremy Sochan. Władca pierścienia

W wieku 23 lat Jeremy Sochan jako pierwszy Polak został mistrzem NBA. Na ten sukces NY Knicks czekali aż 53 lata, a Sochan występuje w ich barwach dopiero pierwszy sezon. Czy to początek wielkiej kariery polskiego koszykarza? – Ten chłopak miał wielkie marzenia, które teraz się spełniają – mówi w rozmowie z GQ Poland Magdalena Tronina, koszykarka, trenerka i przyjaciółka rodziny Sochanów.

Masza Wągrocka z „Matek pingwinów” o odwadze

Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu

„Matki pingwinów” przyniosły jej przełom, a „Znieczulenie” otwiera kolejny rozdział kariery. W rozmowie Masza Wągrocka opowiada o nierównym traktowaniu aktorek w branży, lęku, który przez lata napędzał jej życie, i momencie, w którym przestała bać się dorosłości.