PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Psychologia i relacje

Nie dorastamy, bo nas na to nie stać?

Wielu z nas wychowali zupełnie niedojrzali i niegotowi do roli opiekunów rodzice, ale słyszymy, że to my jesteśmy zdziecinniali. A co powiedzieć o apologetach i architektach systemu, w którym ciężka, uczciwa praca nie gwarantuje stabilności?

Udostępnij

Dlaczego nie dorastamy?

Czy społeczeństwo naprawdę dziecinnieje? Autor zdjęcia: Getty Images/kolaż Klaudia Adamek

Paulina_Januszewska
28.05.2026

Pamiętacie jeszcze, jak podcastowy duet panów koło czterdziestki lamentował nad rzekomo powszechnym zdziecinnieniem dorosłych, którzy chodzą w krótkich spodenkach i trampkach, kupują LEGO i mówią młodzieżowym slangiem? Internetowy komentariat zdążył już na wszelkie sposoby obśmiać tę wątpliwej jakości diagnozę socjologiczną, słusznie wskazując, że strój, hobby i sposób mówienia bynajmniej nie rozstrzygają o czyjejś dojrzałości. Nie gwarantuje tego także wkładanie garnituru na każdą okazję i nieironicznie wplatanie „drzewiej” do wypowiedzi.

Kto jest dorosły?

Nie zamierzam jednak pastwić się nad publicystami, którym przeszkadza układanie klocków przez trzydziestolatków, choć zdumiewa mnie, że osoby deklarujące lewicowe, prosocjalne poglądy, nie pokusiły się o analizę finansowego zaplecza dorastania. A właśnie ten aspekt w dużej mierze determinuje to, w jaki styl życia inwestujemy pieniądze i czas. Nie wróciłabym pewnie myślami do tej inby albo hucpy – jak by zapewne powiedzieli tropiciele infantylizmu współczesnych dorosłych – gdyby nie to, że w mediach wszelkiej maści toczy się zażarta dyskusja o powodach, dla których ludzie nie łączą się w pary i nie zakładają rodzin, a więc nie zdobywają kamieni milowych dorosłości.

W komentarzach internautów czytam, że przyczyny należy szukać w beztrosce i rozbisurmanieniu zwłaszcza milenialsów i zetek, które chcą wygodnego życia. W prasie widać nieco więcej zniuansowania. „Tygodnik Powszechny” odnotowuje, że „o ile trzydzieści lat temu ludzie w ten dorosły świat po prostu wchodzili, dzisiaj się kilka razy zastanawiają, a nawet antycypują porażkę”. Ale najwięcej oliwy dolali do ognia tej dyskusji politycy Konfederacji. O ile nad słowami Sławomira Mentzena, który problem widzi w tym, że młodzi nie piją alkoholu i przez to nie randkują, nie biorą ślubów i nie płodzą dzieci, należy spuścić zasłonę milczenia, o tyle nad przekonaniem Krzysztofa Bosaka o tym, że „normalne, zdrowe dziecko potrzebuje głównie czasu i troski, a nie pieniędzy”, trudno przejść obojętnie.

Wszystko, co dziś jest nazywane unikaniem odpowiedzialności lub zdziecinnieniem dorosłych, w rzeczywistości zwykle stanowi skutek przemian społeczno-ekonomicznych, których przecież my, bezdzietni kolekcjonerzy kart Pokemon w szerokich jeansach sobie nie wybraliśmy. 

Przykładowo sama chciałabym wejść w związek małżeński, ale nie mogę tego zrobić, bo jestem z kobietą, a na dziecko, które w Polsce nie może mieć dwóch matek, (jeszcze) mnie nie stać. Z pozycji przywileju łatwo kogoś ocenić, zwłaszcza, gdy taka obserwacja zatrzymuje się na poziomie bardzo wąsko rozumianej powierzchowności. Tej samej, która nie musieć świadczyć o tym, jak bardzo niesamodzielni, zależni od innych czy niedojrzali emocjonalnie jesteśmy. Już sam fakt, że wymieniam tutaj kilka oblicz tego, co uważamy za przymiot bycia dużym pokazuje, jak niejednoznaczna może być definicja dorosłości.

Nie ma tu pytania o realne przyczyny życia w pojedynkę, na kocią łapę czy w otoczeniu kojarzących się z dzieciństwem atrybuty. Jest próba stworzenia monolitu z milenialsów i zetek (bo to o ich rzekomym syndromie Piotrusiów Panów i Wendys słychać najgłośniej), a także pominięcie aspektu klasowego i faktu, że nie jesteśmy już XX wieku, gdy dorosłość stanowiła coś więcej niż kategorię psychologiczną.

Co naprawdę się zmienia?

Rzeczywiście „kiedyś” moglibyśmy nazwać ją społeczną umową, której wypełnienie określał czytelny ciąg zdarzeń: zdobycie edukacji, znalezienie pracy, kupno mieszkania i  założenie rodziny. Oczywiście dekady wstecz świat także nie był sprawiedliwy. Nierówności odczuwały na przykład kobiety, ale czasy, w których były zmuszone do wejścia w małżeństwo, żeby ekonomicznie przetrwać lub móc awansować społecznie, minęły. 

Przy całej opresyjności systemu, miał on pewną mniej lub bardziej romantyzowaną przewidywalność. Dorosłość dla wielu materialne fundamenty, które dziś znikają choćby z tego powodu, że jedna pensja ledwie starcza na utrzymanie jednej osoby, stabilne formy zatrudnienia zaś zastępują umowy śmieciowe i prekariat. Rynek mieszkaniowy sprawia, że własne mieszkanie staje się luksusem wymagającym wieloletniego kredytu albo rodzinnego kapitału, a odkładanie na emeryturę t o marzenie ściętej głowy. W takich warunkach dorosłość przestaje być naturalnym etapem życia, a zaczyna przypominać luksus dostępny dla tych, którzy mają odpowiednie zasoby ekonomiczne.

Dlatego wielu ludzi nie mówi dziś: „nie chcę dorosnąć”, lecz: „nie czuję się dorosły, bo nie mam poczucia bezpieczeństwa”. To kluczowa różnica. W tym kontekście także kultura nostalgii przestaje być banalnym i lekkodusznym eskapizmem. Okazuje się raczej, że jest formą psychicznej regulacji w świecie permanentnego stresu ekonomicznego. Dzieciństwo dla wielu osób było ostatnim momentem względnego bezpieczeństwa, a przynajmniej – braku odpowiedzialności za przetrwanie. Powrót do estetyki kojarzonej z przeszłością może być więc (choć też wcale nie musi) próbą odzyskania poczucia komfortu, którego współczesna rzeczywistość nie daje.

Jednocześnie kapitalizm bardzo sprawnie nauczył się tę potrzebę monetyzować. Słowem: ten sam system, który odbiera ludziom możliwość osiągnięcia klasycznie rozumianej dorosłości, oferuje jej substytuty – dające chwilową gratyfikację czy poczucie kontroli gadżety czy usługi jakkolwiek kojarzone z dziećmi. 

Nie możesz kupić mieszkania, ale pościel z Czarodziejką z księżyca albo weekend w Disneylandzie – już prędzej. Starsze pokolenia albo bardziej uprzywilejowani rówieśnicy może i widzą infantylnego trzydziestolatka, ale ignorują fakt, że ten sam człowiek może pracować ciężej niż oni i jego rodzice, wykonywać wszystkie wymagane przez system kroki (edukacja, praca rozwój), a mimo to nie mieć zdolności kredytowej ani pewności jutra.

Zmiana, nie upadek

Jeśli do tego dodamy powszechny kult młodości, produktywności oraz obsesyjnej optymalizacji siebie, jednostka zaczyna wierzyć, że musi nieustannie ulepszać własne ciało, psychikę, produktywność i osobowość. Tak przeładowany projekt rozwoju w ramach narzucanego nam skrajnego indywidualizmu zwykle zostawia bardzo mało miejsca na dostrzeganie innych, budowanie wspólnot i związków, które ponoć powinny być priorytetem i z którymi wiążą się: społeczne uznanie i rytuały. Czy da się nie zwariować w obliczu tych sprzecznych komunikatów? Lekko nie jest, ale usłyszymy, że dziecinniejemy, mimo że wielu z nas wychowali zupełnie niedojrzali i niegotowi do roli opiekunów rodzice.

Wprawdzie istnieją badania naukowe sugerujące, że we współczesnych społeczeństwach zachodzą procesy określane jako opóźnienie dorosłości, jednak nauka nie potwierdza jednoznacznie tezy, że całe społeczeństwo przeżywa regres. Jednym z najlepiej opisanych zjawisk jest tzw. „emerging adulthood”, czyli wydłużona adolescencja, związana między innymi z dłuższą edukacją i wspomnianymi już warunkami socjoekonomicznymi (wysokimi kosztami mieszkań, niestabilnym rynkiem pracy) i zmianami obyczajowymi. Psychologowie i socjologowie zwracają również uwagę na to, że z jednej strony obserwujemy wywołaną głównie przez media społecznościowe większą potrzebę natychmiastowej gratyfikacji czy niższą tolerancję frustracji, a z drugiej większą otwartość emocjonalną, świadomość zdrowia psychicznego oraz mniejszą akceptację dawnych, bardziej surowych wzorców zachowania. 

W obu przypadkach należy mówić jednak o transformacji, a nie ulegać moralnemu wzmożeniu, że obserwujemy upadek dojrzałości, zwłaszcza, że pod nią dla każdego z nas kryje się zapewne coś zupełnie innego. Może prawdziwa dorosłość to ta, w której akceptujemy tę różnorodność, a nie krzywimy się na jej decorum, oceniając je wyłącznie z własnej perspektywy, ukrytej za połami nigdy niezdejmowanej publicznie marynarki.

Więcej w tym temacie:

Paulina_Januszewska

Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.

Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.

Czytaj więcej

1920x1080_ex

Nie pytaj, czy wracać do byłej. Zapytaj, co nowego możecie sobie dać

Ponad dwie dekady po rozstaniu Michał Wiśniewski i Mandaryna znów są razem. W międzyczasie każde z nich zdążyło przeżyć osobne życie, a w przypadku Wiśniewskiego także kolejne małżeństwa. Taka historia aż prosi się o romantyczną puentę o miłości, która przetrwała próbę czasu.

Glue Running – popularna, dynamicznie rozwijająca się społeczność biegowa, która skupia biegaczy w kilku największych miastach Polski, w tym w Krakowie i Warszawie

Czy Strava może okazać się nowym Tinderem?

Internet i aplikacje coraz częściej zastępują bezpośredni kontakt między ludźmi – także ten pierwszy. Pandemia dodatkowo przyspieszyła ten trend, a jednocześnie wywołała boom na aktywność fizyczną – szczególnie outdoorową i grupową. Wraz z popularnością sportowych społeczności rośnie liczba użytkowników aplikacji takich jak Strava, które dla wielu stały się nową przestrzenią poznawania ludzi – niczym Tinder dla aktywnych.

Niewerbalny Język ojcowskiej miłości

Niewerbalny język miłości ojców. Dlaczego łatwiej umyć samochód, niż powiedzieć „kocham”?

Okazywanie uczuć i emocji nie musi być wyłącznie werbalne. – W przypadku ojców to, co najważniejsze, częściej bywa wyrażane za pomocą gestów – mówi nam psychoterapeuta Michał Pozdał.

Czemu zdradzamy?

„I że cię nie opuszczę... aż do kolejnych motyli w brzuchu”. Czemu zdradzamy?

Skoro coraz bardziej kontestujemy monogamię, a prawo i obyczaje nie zmuszają nas do niej tak silnie, jak naszych przodków, to czemu wciąż wybieramy niewierność zamiast etycznej poliamorii?

Ewa Woydyłło

Czy szczęścia naprawdę można się nauczyć? Pytamy Ewę Woydyłło

Nie nazwałabym szczęścia kompetencją, ale jak najbardziej zgadzam się z tym, że ponosimy odpowiedzialność za jego osiągnięcie – mówi nam dra Ewa Woydyłło.

Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing

Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing. Jak wpadliśmy w pułapkę bycia lepszą wersją siebie?

Kult nieustanne samodoskonalenia trwa. Po jednej stronie mamy pogoń za lepszym wyglądem i próbą zatrzymania biologicznego zegara. Po drugiej – friction-maxxing, który ma przywracać nam sprawczość. Gdzie szukać rozwiązań i – co ważniejsze – jak nie stracić w tym siebie?

Eksperci radzą, jak być dobrym partnerem

Myślisz, że jesteś dobrym partnerem. Eksperci mają inne zdanie

Nie chodzi o wielkie gesty. Chodzi o to, czy naprawdę słuchasz, czy potrafisz odpuścić rację i czy wiesz, czego twój partner lub partnerka tak naprawdę potrzebuje – zanim sami ci o tym powiedzą.

Marta Niedźwiecka odpowiada o trudach w wychowaniu synów

Matki i synowie: co naprawdę jest trudnego w wychowaniu chłopca? Marta Niedźwiecka odpowiada

Czy matka może wychować syna tak samo jak córkę? Czy bez męskiego wzorca chłopiec sobie poradzi? I dlaczego nawet najbardziej świadome matki nieświadomie ustawiają synów na uprzywilejowanej pozycji? W Dniu Matki rozmawiamy z Martą Niedźwiecką o tym, co naprawdę różni wychowanie chłopców od dziewczynek.