Niewerbalny język miłości ojców. Dlaczego łatwiej umyć samochód, niż powiedzieć „kocham”?
PARTNERZY SERWISU
Psychologia i relacje
Niewerbalny język miłości ojców. Dlaczego łatwiej umyć samochód, niż powiedzieć „kocham”?
Okazywanie uczuć i emocji nie musi być wyłącznie werbalne. – W przypadku ojców to, co najważniejsze, częściej bywa wyrażane za pomocą gestów – mówi nam psychoterapeuta Michał Pozdał.
Udostępnij

To, czy możemy liczyć na obecność ojca, bezpośrednio oddziałuje na nasz styl przywiązania, a także sposób komunikacji potrzeb i uczuć Autor zdjęcia: Getty Images
Teoria języków miłości opisana przez Gary’ego Chapmana może być traktowana jako drogowskaz, pozwalający lepiej zrozumieć sposób, w jaki druga osoba wyraża swoje uczucia oraz zaangażowanie w relacje nie tylko w romantycznym aspekcie. Autor i psychoterapeuta wyróżnia pięć głównych metod okazywania emocji. Pierwszym są wyrażenia afirmatywne, a więc słowa uznania, wsparcia i komplementy. Jako drugi z języków miłości Chapman wyróżnia dobry czas oparty na wspólnych przeżyciach. W dalszej kolejności pisze o przyjmowaniu podarunków, drobnych przysługach i dotyku, który ma być wyrazem fizycznej bliskości. W przypadku ojcostwa tym, który jest najczęściej obierany, okazuje się akt działania, pomocy i zaangażowania w choćby drobne czynności, takie jak naprawa auta, wymiana żarówki czy pomoc w remoncie.
Czyny zamiast słów, czyli ojcowska definicja miłości
Jak podkreśla Michał Pozdał, psychoterapeuta, seksuolog oraz autor książek „Męskie sprawy” (wspólnie z Agatą Jankowską) oraz „Kobieta świadoma”, w czasach PRL dominował wzorzec mężczyzny, który wyrażał uczucia przede wszystkim czynnościami, mającymi zastąpić słowa. – Klinicznie nazywa się to normatywną aleksytymią męską, czyli brakiem zdolności do nazywania własnych stanów uczuciowych i emocji. Gorszą, bardziej uproszczoną nazwą jest emocjonalna ślepota – zauważa ekspert.
Naukowcy z Uniwersytet Oksfordzki potwierdzili kluczowy wpływ zaangażowania ojców na rozwój najmłodszych. Analizy wykazały, że ich aktywne uczestnictwo w życiu dziecka już od pierwszych miesięcy życia realnie redukują ryzyko wystąpienia trudności behawioralnych w późniejszych etapach ich rozwoju. Z kolei badania przeprowadzone przez Uniwersytet w Leeds wykazały, że nawet niewielka ilość – 10 minut dziennie – codziennego, ojcowskiego zaangażowania może okazać się znacząca w kontekście sukcesów w nauce. Jak zaznacza Michał Pozdał, to, czy możemy liczyć na obecność ojca, bezpośrednio oddziałuje na to, jak wygląda nasz styl przywiązania, a także w jaki sposób będziemy komunikować swoje potrzeby czy uczucia w relacjach romantycznych oraz platonicznych.
– Nie tylko dziedziczymy sposób metabolizowania uczuć, lecz także musimy pamiętać, że nie zawsze ten język miłości, który nam okazywano, będziemy w stanie przełożyć jeden do jednego. Tyczy się to zarówno miłości, jak i wyrażania oraz regulacji emocji w ogóle. Jeśli nie rozpoznamy tego i nie podejdziemy do tematu bardziej świadomie, może pojawić się trudność w relacjach. Żyjemy w czasach, w których przywiązanie unikające zaczyna być dominantą, więc tym bardziej potrzebujemy oswoić komunikację – zauważa seksuolog.
Psychoterapeuta podkreśla też, że pokolenie wychowywane w latach 70. i 80. to mężczyźni, którzy, chociaż z traumą wojenną nie spotkali się bezpośrednio, wciąż byli nią dotknięci. – Ich ojcowie mieli bardzo dużą trudność w nazywaniu swoich emocji. W ogóle powiedzenie, że czuje się lęk, smutek, złość, było wyzwaniem. Często słyszę też w procesie terapii od tych pokoleń, że ich ojcowie nigdy nie powiedzieli im, że ich kochają. Potem, gdy szukamy wzorców w terapii, okazuje się, że mówili to pośrednio, przez np. naprawę roweru, zrobienie czegoś praktycznego. Ale to słów brakowało najbardziej. Mimo że mogli czuć się kochani, nie mieli jasnego potwierdzenia – mówi specjalista i dodaje, że wyzwalaczem osobistych wyznań często okazywał się alkohol. W tego typu sytuacjach przekaz tracił jednak na autentyczności, a wręcz potęgował przeświadczenie, że „kocham” jest warunkowe i trzeba sobie na nie „zapracować”.
– To było pokolenie, które musiało zasłużyć na wiele. Wyrosło z powojennej traumy, często z potwornego głodu, ogromnego deficytu miłości, potwornej samotności i skazania na motyw kary i nagrody – wskazuje Pozdał.
Ojcowska (nie)obecność
Według szacunków GUS z 2021 roku przeszło co czwarta polska rodzina była tworzona przez jednego rodzica z dziećmi. Wówczas odnotowano 385,7 tys. samodzielnie wychowujących ojców oraz 1908,7 tys. samodzielnych matek. Jak podkreśla Michał Pozdał, nawet w przypadkach, gdzie ciepło domowe oferowała jedna ze stron, wyrównanie braków było niemożliwe.
– Te relacje nie są w stanie się równoważyć. U ojców i matek uaktywniają się dwie różne części mózgu – wskazuje psychoterapeuta i powołuje się na analizy antropolożki kultury, Anny Machin, która w swoich pracach analizuje sposoby przywiązania rodziców do dziecka. Jak zauważa, o ile u matek i dzieci pojawia się oksytocyna, gratyfikacja hormonalna przy porodzie oraz w bliskości bezpośredniej, tj. dotyku, przytulaniu, głaskaniu, tak u ojców przywiązanie następuje przez wspólną aktywność lub zabawę. Przywołując badania opublikowane na łamach czasopisma „Proceedings of the National Academy of Sciences”, Michał Pozdał wyjaśnia, że w przypadku par mężczyzn homoseksualnych, mózgi działają nieco inaczej. Dostosowują się do roli obojga rodziców, a ich ciało migdałowate odpowiedzialne za przetwarzanie emocji pracuje przez cały czas.
Tato.Net we współpracy z Ministerstwem Rodziny i Polityki Społecznej w ramach raportu „STATO’21. Czas na tatę” w 2021 roku postanowiło przyjrzeć się temu, jak wygląda współczesne ojcostwo. W badaniu ojcowie najczęściej zadeklarowali, że w zwykłe dni robocze spędzają ze swoimi dziećmi przeciętnie powyżej 2 godzin (36,2 proc.), a następnie – od 1 do 2 godzin (32,2 proc.). W przypadku weekendów czas powyżej 2 godzin wskazywało już ponad 77 proc. respondentów. W ramach analizy uwzględniono również punkt widzenia matek, które wskazywały na podobne zakresy czasu. Znacznie częściej jednak raportowały one o całkowitym braku spędzania czasu ojca z dzieckiem. Tu pojawia się pytanie o to, jak powinien on wyglądać i czy faktycznie da się jasno określić schemat, który pozwałby budować bliskość. Wielu z nas wolne chwile z ojcem spędzało w warsztacie, w pracy czy ogrodzie, przy praktycznych zadaniach. Michał Pozdał podkreśla, że to w pełni naturalne zachowanie, które znajduje odbicie w wielu domach.
– Mężczyźni na etapie wychowania są ukierunkowani na efekt. Robienie wspólnej rzeczy z ojcem w przeciwieństwie do rozmowy o uczuciach to czynność, a więc może dać obiektywny standard sukcesu. To się da zmierzyć. Jak naprawiam z ojcem silnik, widzę, czy zadziała, czy nie. Unikam też ryzyka, że chcąc przytulić, spotkam się z chłodem lub wycofaniem – wyjaśnia psychoterapeuta i zwraca uwagę na wciąż społecznie pokutujący schemat myślenia: – Mężczyzna, który trzy godziny spędzi, czyszcząc z synem auto, polerując lakier, czyszcząc siedzenia, będzie OK, ale ten, który tę samą tkliwość przez trzy godziny będzie okazywał dziecku, to już „creep”.
Tym, co niezbędne do tego, by wykonać przysłowiowy krok na przód, jest zbudowanie świadomości dotyczącej deficytów językowych, na jakie poniekąd byli skazani nasi rodzice. Równocześnie, jak sugeruje psychoterapeuta, powinniśmy wziąć pod uwagę, że często to na ojcach spoczywał obowiązek zapewnienia rodzinie odpowiednich warunków materialnych, co było skorelowane z ograniczoną obecnością.
– Trzeba mieć odwagę, by skonfrontować się z tym, że może nie dostawaliśmy tego „emocjonalnego pokarmu”, który chcieliśmy, ale dostawaliśmy mimo wszystko bardzo odżywczy pokarm – mówi Pozdał.
W przypadku relacji ojciec-córka i ojciec-syn języki miłości zwykle będą interpretowane inaczej, a co za tym idzie, w odmienny sposób oddziaływać na naszą dorosłość. – Mężczyźni są dużo bardziej czuli wobec kobiet, córek, potrafią je „ojojać”. Z synem jest nastawienie na konkret, co znowu odwołuje się do psychologii ewolucyjnej, bo jako faceci przywykliśmy do tego, że musimy przetrwać i nie możemy się żalić. Potrzebne jest zbalansowanie tego przekazu – sugeruje terapeuta. Przy czym warto odnotować, że psychologia ewolucyjna spotyka się z krytyką specjalistów ze względu na swój biologiczny redukcjonizm, słabości metodologiczne (trudność w falsyfikacji hipotez) oraz pomijanie roli kultury w kształtowaniu ludzkich zachowań.
W trosce o lepszą relację
Tym, co napawa optymizmem, jest szeroko rosnąca samoświadomość. Chociaż wciąż wiele zależy od społecznych baniek, w które jesteśmy uwikłani, chętniej, nawet w domowym zaciszu, badamy meandry naszej psychiki, tego, co nas definiuje i przez lata budowało naszą tożsamość. Wyciągamy wnioski, jesteśmy gotowi, by wdrażać zmiany do naszej codzienności.
Michał Pozdał, odwołując się do swoich obserwacji czy gabinetowych doświadczeń, podkreśla, że w dzisiejszym podejściu oraz definicji ojcostwa mamy do czynienia ze zdecydowanie większą otwartością, ale przy tym powinniśmy uważać, by zbyt szybko nie osiąść na laurach. Zwraca również uwagę na to, że szansa na zbudowanie emocjonalnej otwartości wcale nie musi być zaprzepaszczona po przekroczeniu konkretnego progu wiekowego. Pozdał przekonuje, że w wielu przypadkach, wymaga to zaangażowanej pracy, ale jest możliwe.
– Dziś wiemy, że nasze mózgi są neuroplastyczne, dlatego języka uczuć możemy się nauczyć. Oczywiście nie mówimy o skrajnych przypadkach, ale widać to dobrze w przypadku mężczyzn obierających rolę dziadków, którzy nagle stają się bardzo obecni i zaangażowani. Trudność polega na tym, że często rodzice zazdroszczą swoim dzieciom tej miłości – mówi ekspert.
Jak zainicjować temat emocji, komunikacji i uczuć? Michał Pozdał mówi jasno: – Nie oczekuj przeprosin. De facto nie masz prawa ich oczekiwać. Jeśli pójdziesz z pretensją, nic nie wskórasz. Jeśli chcesz, to powiedz, że go kochasz i potrzebujesz, żeby on też ci to powiedział. Wyraź swoją potrzebę, ale bez oczekiwań i zarzutów.
Psychoterapeuta zauważa, że niekiedy rozmowę niż twarzą w twarz jest łatwiej przeprowadzić, siedząc obok siebie, by sam kontakt wzrokowy nie paraliżował. Ważne też, by chęć dialogu komunikować, a jednocześnie pozwolić „kochać się w ciszy”. – Jeśli go kochasz, to powiedz, że go kochasz. Jeśli potrzebujesz, żeby cię przytulił, to się do niego przytul i wytrzymaj tę ciszę. To u wielu to będzie trudne, ale warto – podsumowuje nasz rozmówca.
Więcej w tym temacie:
- Ojcostwo na płonącej planecie. Rozmowa z Łukaszem Stankiem
- Tata w pracy czy w domu? Czy współcześni ojcowie mają wybór?
- „I że cię nie opuszczę... aż do kolejnych motyli w brzuchu”. Czemu zdradzamy?
- Zapomnij o klasycznych randkach. Choremance zamienia zwykłe obowiązki w prawdziwą bliskość
- Diagnoza to nie wyrok. Co naprawdę oznacza męska niepłodność?
- Starszy w oczach dzieci, młodszy – we własnych. Czy wiek to tylko liczba?
Dziennikarka związana z licznymi polskimi redakcjami. Regularnie publikuje w serwisie internetowym Vogue Polska, prowadzi dział mody magazynu „K Mag”. Od lat pisze dla portali wydawnictwa Ringier Axel Springer Polska (Onet, Noizz, Business Insider). Absolwentka London College of Fashion. Nie lubi się ograniczać, dlatego poza modą oddaje się tematyce społecznej, relacyjnej, a także kulinarnej i podróżniczej. Często porusza kwestie dotyczące pokolenia Z, którego sama jest przedstawicielką. Po godzinach oddaje się eksperymentom w kuchni, lepi ceramikę i planuje kolejne wyjazdy, w których odnajduje inspiracje nie tylko do zawodowej działalności.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Psychologia i relacje
„I że cię nie opuszczę... aż do kolejnych motyli w brzuchu”. Czemu zdradzamy?
Skoro coraz bardziej kontestujemy monogamię, a prawo i obyczaje nie zmuszają nas do niej tak silnie, jak naszych przodków, to czemu wciąż wybieramy niewierność zamiast etycznej poliamorii?
Psychologia i relacje
Czy szczęścia naprawdę można się nauczyć? Pytamy Ewę Woydyłło
Nie nazwałabym szczęścia kompetencją, ale jak najbardziej zgadzam się z tym, że ponosimy odpowiedzialność za jego osiągnięcie – mówi nam dra Ewa Woydyłło.
Psychologia i relacje
Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing. Jak wpadliśmy w pułapkę bycia lepszą wersją siebie?
Kult nieustanne samodoskonalenia trwa. Po jednej stronie mamy pogoń za lepszym wyglądem i próbą zatrzymania biologicznego zegara. Po drugiej – friction-maxxing, który ma przywracać nam sprawczość. Gdzie szukać rozwiązań i – co ważniejsze – jak nie stracić w tym siebie?
Psychologia i relacje
Myślisz, że jesteś dobrym partnerem. Eksperci mają inne zdanie
Nie chodzi o wielkie gesty. Chodzi o to, czy naprawdę słuchasz, czy potrafisz odpuścić rację i czy wiesz, czego twój partner lub partnerka tak naprawdę potrzebuje – zanim sami ci o tym powiedzą.
Psychologia i relacje
Nie dorastamy, bo nas na to nie stać?
Wielu z nas wychowali zupełnie niedojrzali i niegotowi do roli opiekunów rodzice, ale słyszymy, że to my jesteśmy zdziecinniali. A co powiedzieć o apologetach i architektach systemu, w którym ciężka, uczciwa praca nie gwarantuje stabilności?
Psychologia i relacje
Matki i synowie: co naprawdę jest trudnego w wychowaniu chłopca? Marta Niedźwiecka odpowiada
Czy matka może wychować syna tak samo jak córkę? Czy bez męskiego wzorca chłopiec sobie poradzi? I dlaczego nawet najbardziej świadome matki nieświadomie ustawiają synów na uprzywilejowanej pozycji? W Dniu Matki rozmawiamy z Martą Niedźwiecką o tym, co naprawdę różni wychowanie chłopców od dziewczynek.
Psychologia i relacje
Jak mieć lepszy seks w związku? To nie technika najczęściej wszystko psuje
Zanim odpowiemy sobie na pytanie, jak mieć lepszy seks, musimy zastanowić się nad tym, co to właściwie znaczy. – Jaki on ma być dokładnie? – precyzuje Maja Kumor, seksuolożka i terapeutka, która od wielu lat pomaga pacjentom w swoim gabinecie, a ponadto dzieli się poradami w mediach społecznościowych, gdzie tylko na Instagramie obserwuje ją blisko 70 tys. użytkowników i użytkowniczek.
Psychologia i relacje
Jak przestać mylić pożądanie z przyjemnością?
Na początku znajomości seks po prostu się wydarzał. Wystarczyło na siebie spojrzeć, a po chwili wszystkie ubrania leżały na podłodze. Minęło trochę czasu i okazało się, że spontaniczność wyparowała, a niepokonaną konkurencją dla łóżkowych harców stało się rozwiązywanie krzyżówek i oglądanie Netfliksa. Czy to znak, że czas się rozstać?