PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Psychologia i relacje

Sobie świecisz czy mi? Czyli o trudnej sztuce mówienia dzieciom, co czuje tata

Bycie ojcem to wspaniały wybór życiowy. To powód do dumy! Możemy powinniśmy się tym chwalić, ba, nawet się z tym obnosić! Z tej myśli zrodził się Warszawski Klub Ojców. Niech nas zobaczą!


Udostępnij

Sobie świecisz czy mi? Czyli o trudnej sztuce mówienia dzieciom, co czuje tata

Autor zdjęcia: Getty Images, kolaż GQ Poland

340A1130 (1)
26.11.2025

W polskim internecie obrodziło ostatnio memami o ojcach. Memy są, jak to memy, szydercze, ale jest w nich też pewna doza czułości. A co najważniejsze – jest i ziarno prawdy. Wszystkie obracają się wokół jednego motywu: ojcowie nie radzą sobie z okazywaniem uczuć dzieciom. W jednym z moich ulubionych tytułowe zdanie: „Sobie świecisz czy mi?”, wypowiadane przez ojca do syna podczas prac remontowych w garażu, gdy chłopiec nie do końca dobrze trzyma latarkę, jest przedstawione jako swoiste wyznanie miłości ojcowskiej. Inny mem mówi o tym, że naukowcy odkryli wreszcie „gen ojcostwa”. Jak czytamy, odpowiada on głównie za… gaszenie niepotrzebnie zapalonych świateł. Zdarzają się też przypadki odwrotne: wiralowe filmy pokazujące zaangażowanych ojców, którzy podchodzą do dzieci z autentyczną czułością. W jednym z nich na plaży ojciec uczy małego synka jazdy na rowerze, a gdy ten wreszcie samodzielnie rusza, tata podbiega do niego z radością i zaczyna przytulać. Niby nic, pewnie ten sam film z mamą w roli głównej nie zostałby wiralem. Ten z ojcem wypełnił widoczną lukę.

To tylko memy i filmy w internecie, nic wielkiego, ale we mnie – ojcu trójki dzieci – zarezonował ich główny motyw. Zacząłem się zastanawiać, czy rzeczywiście mamy problem z okazywaniem uczuć? A jeśli tak, to co nas blokuje? Odpowiedź na to drugie pytanie jest w zasadzie oczywista. My, mężczyźni, dużo mniej niż kobiety, rozmawiamy z sobą o uczuciach, nie okazujemy ich też swoim męskim przyjaciołom. Taco Hemingway napisał o tym świetną piosenkę „CichoSza”. Jest tam taka fraza: „Jak ci brakuje ziomka, to mu napisz: »Siema, tęsknię«, zrobisz mu dzień tym pewnie”. Wiecie, jest coś takiego jak „szorstka męska przyjaźń”, w której nie ma miejsca na wspieranie się nawzajem, otwieranie się przed sobą, bycie dla siebie miłym i uczuciowym. Kontakt fizyczny też ogranicza się do niezbędnego minimum, no chyba, że chodzi o jakieś takie samcze poszturchiwanie się. Nie wiem, czy mówię tu o czymś uniwersalnie męskim, czy może jednak specyficznie polskim, choć dobrze pamiętam, jaki szok przeżyłem, gdy podczas pobytu na studiach za granicą poznałem kolegów z Brazylii. Okazało się, że oni, będąc w męskim gronie, non stop się przytulają, dotykają, okazują sobie czułość i po prostu są z sobą bliżej. Mogłem się tylko domyślać, jakie reakcje wywołałoby to w Polsce, gdybym to ja zaczął się tak zachowywać wobec kolegów. Ale też czułem, że im tej bliskości i uczuciowości po prostu zazdroszczę.

To, czego mi wtedy brakowało, zrozumiałem w pełni dopiero wiele lat później, gdy zostałem ojcem. Okazało się, że bliskość, w tym fizyczna, okazywanie uczuć, przytulanie się – to jedna z ważniejszych rzeczy w tej całej zabawie, jaką jest rodzicielstwo. I to zarówno dla dziecka, jak i dla mnie. Sami powiedzcie, drodzy ojcowie, czy jest coś przyjemniejszego i bardziej relaksującego niż przewalanie się z dzieckiem po kanapie, te wszystkie łaskotki, przewrotki i fikołki? Wiem, że też to uwielbiacie. I nic dziwnego, bo wydzielają się u was wtedy oksytocyna i serotonina, a obniża poziom kortyzolu, jeżeli już potrzebujecie naukowego języka, żeby to sobie jakoś uzasadnić. A skoro tak, to może pora przestać się tej ojcowskiej czułości, w tym fizycznej, wstydzić? Niestety, mam wrażenie, że jako mężczyźni jesteśmy kulturowo zaprogramowani do powściągliwości w roli ojców. Żeby nie powiedzieć wprost: do chłodu. Tylko czy nie jest to maska, którą zakładamy, by oszukać otoczenie i siebie samych? Zgrywamy „twardzieli”, choć doskonale wiemy, że prawdziwa niezłomność i siła charakteru nie polega na wymuszonej powściągliwości. Zresztą kultura też się zmienia, czego najlepszym dowodem jest cytowany wyżej utwór Taco. Skoro jeden z czołowych raperów, idol setek tysięcy młodych mężczyzn, nagrywa piosenki o tym, że faceci muszą wreszcie zacząć z sobą otwarcie rozmawiać i dzielić się emocjami, to może coś jest na rzeczy? Powiedzmy to wprost: wzorzec męskości pozbawionej emocjonalności i czułości staje się po prostu boomerski. Może te wszystkie memy o ojcach robią przedstawiciele pokolenia Z, którzy chcą w ten sposób pokazać ojcom ślepą uliczkę w którą zabrnęli? 



Ten nieczuły wzorzec męskości to jedno, ale jest też druga strona medalu, związana stricte ze specyficzną rolą mężczyzny, jaką jest ojcostwo. Postrzegamy je wciąż jako poboczną, drugoplanową. Wiecie, definiować to nas może kariera, styl życia, wyniki sportowe i forma fizyczna, ale nie fakt, że wychowujemy dzieci. Ten sposób myślenia to kolejna zagrywka nieprzystająca do współczesności. Przecież w czasach zapaści demograficznej bycie ojcem to wspaniały wybór życiowy. To powód do dumy, że zdecydowaliśmy się na wychowywanie dziecka. Możemy powinniśmy się tym chwalić, ba, nawet się z tym obnosić! Przyznacie jednak, panowie, że z jakiegoś powodu matkom przychodzi to zdecydowanie łatwiej. Niekoniecznie? Mam na to prosty test. Porównajcie liczbę profili „parentingowych” w social mediach prowadzonych przez kobiety i przez facetów. Przepaść! A co więcej, te „męskie” często są utrzymane w szyderczo-memicznym tonie. Kobiety nie mają za to problemu, żeby przyznawać się do wyzwań związanych z macierzyństwem, wspierać się nawzajem i udzielać sobie porad. I nie wmówicie mi, że my, ojcowie, po prostu ze wszystkim doskonale sobie radzimy. Bo dobrze wiemy, że tak nie jest. Powiedzmy to wprost: wychowywanie dzieci to pioruńsko trudne zadanie. A jak coś jest trudne, to dobrym pomysłem jest posiłkowanie się doświadczeniem innych. Nie ze wszystkim musimy przecież poradzić sobie sami od razu. Nie ma nic złego w zasięganiu porad osób z większym doświadczeniem. Robimy to w takich lightowych sprawach jak sport czy technologia, to dlaczego nie zacząć w tak poważnej sprawie jak ojcostwo?

A teraz dobra wiadomość: wcale nie tak trudno zmienić swoje podejście. Można zacząć od tego, żebyśmy my, ojcowie, byli bardziej widoczni. Choćby w przestrzeni publicznej. Właśnie dlatego założyliśmy z Konradem Smocznym Warszawski Klub Ojców. Na razie polega on po prostu na wspólnych spacerach do parkach. I grupie w internecie, gdzie możemy się wymieniać doświadczeniami oraz polecać sobie miejskie aktywności i przestrzenie przyjazne rodzinom z dziećmi. Może to niewiele, ale od czegoś trzeba zacząć. Może jak się nawzajem zauważymy i okażemy sobie życzliwość, to też inaczej spojrzymy na tę konkretną rolę w życiu? Wiecie, coś jak kierowcy kultowych marek aut, którzy mijając się na drogach, pozdrawiają się przyjaznym gestem. Albo jak turyści na górskim szlaku. Od razu robi się raźniej i myślisz sobie, że jesteś częścią większej, fajnej społeczności. Tak się składa, że każdy tata jest częścią takiej niewidzialnej społeczności ojców. Może już czas, żeby przestała być taka niewidzialna? Dobrze nam zrobi zobaczenie się nawzajem, bo jest szansa, że będzie nam wtedy łatwiej dostrzec ojca w samym sobie. A wraz z nim całą piękną paletę emocji, które wiążą się z ojcostwem.

Więcej w tym temacie:

340A1130 (1)

Pisarz i działacz społeczny, autor książek „Betonoza” i „Hydrozagadka”. Radny w Warszawie. Ojciec 10-letnich bliźniaków i pięcioletniej córki.

Czytaj więcej

1920x1080_ex

Nie pytaj, czy wracać do byłej. Zapytaj, co nowego możecie sobie dać

Ponad dwie dekady po rozstaniu Michał Wiśniewski i Mandaryna znów są razem. W międzyczasie każde z nich zdążyło przeżyć osobne życie, a w przypadku Wiśniewskiego także kolejne małżeństwa. Taka historia aż prosi się o romantyczną puentę o miłości, która przetrwała próbę czasu.

Glue Running – popularna, dynamicznie rozwijająca się społeczność biegowa, która skupia biegaczy w kilku największych miastach Polski, w tym w Krakowie i Warszawie

Czy Strava może okazać się nowym Tinderem?

Internet i aplikacje coraz częściej zastępują bezpośredni kontakt między ludźmi – także ten pierwszy. Pandemia dodatkowo przyspieszyła ten trend, a jednocześnie wywołała boom na aktywność fizyczną – szczególnie outdoorową i grupową. Wraz z popularnością sportowych społeczności rośnie liczba użytkowników aplikacji takich jak Strava, które dla wielu stały się nową przestrzenią poznawania ludzi – niczym Tinder dla aktywnych.

Niewerbalny Język ojcowskiej miłości

Niewerbalny język miłości ojców. Dlaczego łatwiej umyć samochód, niż powiedzieć „kocham”?

Okazywanie uczuć i emocji nie musi być wyłącznie werbalne. – W przypadku ojców to, co najważniejsze, częściej bywa wyrażane za pomocą gestów – mówi nam psychoterapeuta Michał Pozdał.

Czemu zdradzamy?

„I że cię nie opuszczę... aż do kolejnych motyli w brzuchu”. Czemu zdradzamy?

Skoro coraz bardziej kontestujemy monogamię, a prawo i obyczaje nie zmuszają nas do niej tak silnie, jak naszych przodków, to czemu wciąż wybieramy niewierność zamiast etycznej poliamorii?

Ewa Woydyłło

Czy szczęścia naprawdę można się nauczyć? Pytamy Ewę Woydyłło

Nie nazwałabym szczęścia kompetencją, ale jak najbardziej zgadzam się z tym, że ponosimy odpowiedzialność za jego osiągnięcie – mówi nam dra Ewa Woydyłło.

Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing

Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing. Jak wpadliśmy w pułapkę bycia lepszą wersją siebie?

Kult nieustanne samodoskonalenia trwa. Po jednej stronie mamy pogoń za lepszym wyglądem i próbą zatrzymania biologicznego zegara. Po drugiej – friction-maxxing, który ma przywracać nam sprawczość. Gdzie szukać rozwiązań i – co ważniejsze – jak nie stracić w tym siebie?

Eksperci radzą, jak być dobrym partnerem

Myślisz, że jesteś dobrym partnerem. Eksperci mają inne zdanie

Nie chodzi o wielkie gesty. Chodzi o to, czy naprawdę słuchasz, czy potrafisz odpuścić rację i czy wiesz, czego twój partner lub partnerka tak naprawdę potrzebuje – zanim sami ci o tym powiedzą.

Dlaczego nie dorastamy?

Nie dorastamy, bo nas na to nie stać?

Wielu z nas wychowali zupełnie niedojrzali i niegotowi do roli opiekunów rodzice, ale słyszymy, że to my jesteśmy zdziecinniali. A co powiedzieć o apologetach i architektach systemu, w którym ciężka, uczciwa praca nie gwarantuje stabilności?