Jak mieć kanapkę i ją zjeść? O wypaleniu sandwich generation
PARTNERZY SERWISU
Społeczeństwo
Jak mieć kanapkę i ją zjeść? O wypaleniu sandwich generation
Generacyjne etykietki mają to do siebie, że bardziej służą marketingowcom i publicystom do zarządzania konsumencką i społeczną uwagą, niż rzetelnej analizie socjologicznej. Jednak określenie mianem „kanapkowego” tego pokolenia, które mierzy się z podwójną rolą opiekuńczą, jest dobrym tropem do rozmowy o realnym cierpieniu. Czy da się mu stawić czoła?
Udostępnij

Osoby należące do tzw. pokolenia kanapkowego podejmują się obowiązków zawodowych, domowych i opiekuńczych na szeroką skalę, często kosztem własnego czasu, potrzeb, a nawet zdrowia Autor zdjęcia: Getty Images/kolaż Klaudia Adamek
Zacznijmy od samej definicji sandwich generation (pokolenie kanapkowe), która nie jest nowa ani wymyślona przez redaktorów lifestyle’owych magazynów. W literaturze naukowej pojawiła się już w latach 80. ub. wieku i od tamtego czasu zdążyła przejść kilka aktualizacji. Początkowo w ten sposób nazywano przede wszystkim kobiety w wieku 30-40 lat, które jednocześnie zajmowały się małymi i dorastającymi dziećmi oraz starzejącymi się rodzicami, a także wykonywały pracę zawodową i domową. Słowem: zostały zamknięte w kanapce nadmiaru obowiązków.
Z biegiem lat, wraz ze zmianami demograficznymi, w tym wydłużeniem życia i sprawności fizyczno-intelektualnej, a także przesunięciem momentu założenia rodziny, zakres tego pojęcia się rozszerzył. Obejmuje dziś wszystkie płcie i osoby nawet po 60 roku życia (najczęściej wskazywanym przedziałem wiekowym sandwich generation jest 40-65). Współcześnie zjawisko to jest coraz częściej uwzględniane w badaniach i dyskusjach politycznych, ponieważ w starzejących się społeczeństwach rośnie liczba osób, które wymagają wsparcia w codziennym funkcjonowaniu. Jednocześnie kurczy się grupa w wieku produkcyjnym i to właśnie na nią spada ciężar godzenia wielu ról opiekuńczych oraz wynikające z tego przeciążenie psychofizyczne.
Płeć i przywilej
Choć modele relacji zmieniają się w kierunku bardziej partnerskich, wciąż w zdecydowanej większości pieczę nad dziećmi, wnukami oraz seniorami wykonują kobiety. Niektóre badania pokazują, że stanowią one nawet 81 proc. wszystkich opiekunów i poświęcają nawet o 50 proc. więcej czasu na codzienne czynności związane z opieką niż mężczyźni. Organizują podstawową pomoc, finansują leczenie, zajmują się domem, a przy tym nadal próbują robić kariery zawodowe. W efekcie funkcjonują w stanie ciągłego napięcia, starając się pogodzić sprzeczne oczekiwania różnych pokoleń, a nierzadko są zmuszone do całkowitego porzucenia własnych ambicji na rzecz dbałości o dobrostan pozostałych członków rodziny.
Wciąż pokutuje bowiem osadzone w stereotypach płciowych przekonanie, że – jak w książce „Szyjąc” oraz udzielonym GQ Poland wywiadzie wspomina dziennikarka i socjolożka Olga Gitkiewicz –„męska troska to cnota, a żeńska – oczywistość, powinność, naturalna i przyrodzona”.
Nierówne dysproporcje nie sprawiają jednak, że ci mężczyźni, którzy biorą czynny udział w opiece nad dziećmi i rodzicami czy teściami, znajdują się w uprzywilejowanej pozycji. To znaczy – tak samo, jak w przypadku kobiet – mierzą się z wyczerpaniem, które często wymyka się oczywistym podziałom klasowym.
Wprawdzie niepodważalne jest to, osoby o wyższym statusie majątkowym mają zdecydowanie najwięcej narzędzi do poradzenia sobie z tą sytuacją, jednak wspólne dla wszystkich pozostaje silne poczucie odpowiedzialności za bliskich. O ile w przypadku własnych dzieci wydaje się to oczywiste, o tyle w przypadku wnuków, rodziców czy teściów nie musi takie być. Mimo to osoby należące do tzw. pokolenia kanapkowego podejmują się obowiązków na szeroką skalę, często kosztem własnego czasu, potrzeb, a nawet zdrowia.
Paradoks całej sytuacji polega na tym, że choć wiele osób odczuwa zmęczenie i frustrację, rzadko postrzega swoją rolę jako coś problematycznego. Pomoc bliskim traktowana jest jako moralny obowiązek i naturalny element życia rodzinnego. Dopiero skrajne sytuacje – choroba, konieczność rezygnacji z pracy czy brak wsparcia instytucjonalnego – ujawniają skalę trudności. Wtedy „kanapka” przestaje być metaforą, a staje się doświadczeniem realnego przytłoczenia.
W szponach izolacji
Do opowieści o przeciążeniu sandwich generation warto dodać jeszcze jeden, często pomijany kontekst: strukturalną samotność. Dzisiejsza sytuacja opiekuńcza nie jest wyłącznie efektem starzenia się społeczeństw, ale także konsekwencją głębokiej zmiany form życia społecznego.
Wielopokoleniowość, czyli sytuacja, w której kilka generacji żyło razem lub w bliskim sąsiedztwie, dzieląc między sobą obowiązki i opiekę – przestała być standardem. Zastąpił ją model małej, nuklearnej rodziny, dostosowany do logiki nowoczesnej gospodarki i mobilności. W klasycznych ujęciach socjologicznych to właśnie industrializacja sprzyjała rozpadowi rodzin rozszerzonych na rzecz mniejszych jednostek lepiej dopasowanych do rynku pracy.
Taka mikrokonstelacja – choć pozornie wydawała się efektywna ekonomicznie – okazała się niezwykle wymagająca emocjonalnie i opiekuńczo i odbywała się kosztem wyeksploatowanych jednostek. W neoliberalnym porządku, który gloryfikuje indywidualizm, odpowiedzialność za opiekę została w dużej mierze sprywatyzowana: państwo i wspólnota wycofują się ze wsparcia, a jednostka i jej najbliższa rodzina muszą sobie radzić same. W praktyce oznacza to, że osoba z pokolenia sandwich nie funkcjonuje w „wiosce” (społeczności), gdzie obowiązki były rozproszone między krewnych i sąsiadów, lecz w anonimowej zazwyczaj miejskiej przestrzeni bez sieci wsparcia.
Tymczasem liczne badania nad kapitałem społecznym pokazują, że nie tylko bliskie więzi rodzinne, ale też szersze sieci relacji (np. sąsiedzkie) są kluczowe dla naszego dobrostanu. Problem współczesnych społeczeństw polega na tym, że choć pozornie nawiązujemy wiele kontaktów, często mają one charakter powierzchowny i nie przekładają się na realne wsparcie w sytuacjach kryzysowych. Innymi słowy: jesteśmy połączeni sieciowo, ale niekoniecznie wspólnotowo.
Z antropologicznego punktu widzenia można by powiedzieć, że znaleźliśmy się w okresie przejściowym: między dawnymi formami życia opartymi na wspólnocie a nowoczesnym indywidualizmem, który nie wytworzył jeszcze skutecznych instytucji zastępujących rodzinę rozszerzoną. To właśnie w tej szczelinie funkcjonuje pokolenie „kanapkowe” – pozornie otoczone ludźmi, a faktycznie często samotne w swojej odpowiedzialności. I być może to nie sama „kanapka” jest dziś największym problemem, ale to, że coraz rzadziej mamy z kim się nią podzielić.
Co dalej?
W obliczu starzejących się społeczeństw nie da się uniknąć pytania o przyszłość kanapkowych generacji. Jeśli systemy wsparcia – pochodzące nie tylko oddolnych inicjatyw, lecz przede wszystkim z miejsc pracy i instytucji publicznych – nie zostaną rozbudowane, ciężar opieki będzie nadal spoczywał głównie na rodzinach, które same stopniowo się starzeją
Zmiana musi zacząć się od przedefiniowania pracy. Nie wystarczy deklaratywna „elastyczność” rozumiana jako możliwość pracy z domu. Potrzebna jest nowe określenie norm: ograniczenie oczekiwania ciągłej dostępności czy pisania maili po godzinach, w weekendy lub podczas urlopu, sensowne planowanie zadań i przyzwolenie na czasowe wycofanie się z pracy w sytuacjach opiekuńczych bez poczucia winy. Brak równowagi między pracą a życiem prywatnym jest jednym z głównych źródeł przeciążenia, więc bez jego realnego adresowania inne rozwiązania pozostają powierzchowne.
Równie istotne jest normalizowanie korzystania ze wsparcia. Same polityki – urlopy, elastyczne godziny – nie działają, jeśli pracownicy obawiają się konsekwencji ich użycia. Kluczowe jest budowanie kultury, w której odpoczynek i „odłączenie się” nie są traktowane jako brak zaangażowania. Dla osób funkcjonujących jednocześnie w rolach opiekuńczych wobec dzieci i starzejących się rodziców ma to szczególne znaczenie, ponieważ często towarzyszy im poczucie, że zawodzą na wszystkich polach jednocześnie.
Nie bez znaczenia pozostaje także przełamywanie izolacji. Jednym z najtrudniejszych aspektów opieki nad dorosłymi jest jej niewidzialność i brak języka do opisywania tego doświadczenia. Otwartość – zarówno wśród współpracowników, jak i liderów – może zmniejszać poczucie osamotnienia i tworzyć przestrzeń, w której proszenie o pomoc nie wiąże się ze wstydem.
Jednocześnie konieczna jest realna redystrybucja opieki. Nawet w sytuacjach relatywnego przywileju – przy wsparciu partnera czy odpłatnej pomocy – przeciążenie nie znika. To pokazuje, że problem nie dotyczy wyłącznie indywidualnych wyborów, ale struktury odpowiedzialności. Rozproszenie opieki między członków rodziny, a także większe zaangażowanie instytucji publicznych i usług wspierających, jest warunkiem zmniejszenia presji spoczywającej na jednej osobie.
Równie ważne jest uznanie granic własnych zasobów. Unikanie wypalenia nie zawsze oznacza lepszą organizację czasu – czasem wymaga bardziej radykalnych decyzji, takich jak przerwa w pracy, zmiana zakresu obowiązków czy rezygnacja z funkcji, która przekracza aktualne możliwości. Wbrew dominującej kulturze produktywności nie jest to porażka, lecz konieczna forma regulacji obciążenia.
Ostatecznie jednak bez zmian strukturalnych te działania pozostaną niewystarczające. Współczesne modele pracy, zwłaszcza na wyższych stanowiskach, wciąż projektowane są tak, jakby ludzie nie mieli zobowiązań opiekuńczych. Długofalowe przeciwdziałanie wypaleniu wymaga więc ich przebudowy – w kierunku większej współodpowiedzialności, rotacyjności i uwzględnienia faktu, że opieka nie jest wyjątkiem, lecz powszechnym doświadczeniem w cyklu życia.
Uzupełnieniem tych zmian muszą być rozwiązania systemowe, które zdejmują z rodzin część odpowiedzialności za opiekę długoterminową. W polskim kontekście oznacza to przede wszystkim realne wzmocnienie i odciążenie instytucji takich jak Domy Pomocy Społecznej, które dziś często funkcjonują na granicy wydolności – z niedoborem personelu na czele. Równolegle konieczny jest rozwój usług środowiskowych: dziennych domów opieki, centrów wsparcia dla osób zależnych, opieki wytchnieniowej (czyli czasowego zastępstwa dla opiekunów rodzinnych) oraz profesjonalnej opieki domowej finansowanej ze środków publicznych. Ważnym elementem jest też integracja systemu zdrowia i pomocy społecznej, tak aby opieka nad osobami starszymi i niesamodzielnymi nie była rozproszona między różnymi instytucjami, lecz skoordynowana i dostępna lokalnie.
Z perspektywy polityki społecznej kluczowe są również narzędzia finansowe i prawne, które uznają opiekę za realną pracę. Należą do nich m.in. płatne urlopy opiekuńcze, świadczenia dla opiekunów nieformalnych, uelastycznienie czasu pracy na poziomie ustawowym czy rozwój ubezpieczeń pielęgnacyjnych na wzór rozwiązań funkcjonujących, np. w Niemczech. Istotne jest także inwestowanie w dostępność usług opiekuńczych na poziomie gmin oraz tworzenie lokalnych sieci wsparcia, które przywracają choć częściowo utraconą „wspólnotowość” opieki. Bez takich działań ciężar opieki będzie nadal prywatyzowany – przerzucany na jednostki i rodziny – co w dłuższej perspektywie prowadzi nie tylko do wypalenia, ale i pogłębiania nierówności społecznych.
Więcej w tym temacie:
- Tata w pracy czy w domu? Czy współcześni ojcowie mają wybór?
- Matki i synowie: co naprawdę jest trudnego w wychowaniu chłopca? Marta Niedźwiecka odpowiada
- Odłóż telefon, usiądź przy stole. Gessler i Chmura o sztuce bycia razem
- Diagnoza to nie wyrok. Co naprawdę oznacza męska niepłodność?
- Starszy w oczach dzieci, młodszy – we własnych. Czy wiek to tylko liczba?
- Zwyczajne życie się skończyło? Co robi ojciec, gdy dziecko mówi: „Jestem trans”?
Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.
Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Społeczeństwo
Tata w pracy czy w domu? Czy współcześni ojcowie mają wybór?
Pytanie o obecność ojców w życiu rodzinnym nie dotyczy wyłącznie indywidualnej woli. To, czy ktoś chce być zaangażowanym tatą, determinują warunki na rynku pracy i kulturowe oczekiwania względem płci. Jak radzą z nimi sobie współcześni mężczyźni? Zdecydowanie pytamy ich o to zbyt rzadko.
Społeczeństwo
STATUS QUO: Świat w klatce. Podsumowanie ostatnich dni w polityce.
Moje pokolenie dorastało słysząc, że polityka to poważna sprawa. W tym tygodniu oglądaliśmy walki w klatce na trawniku Białego Domu, nacjonalistów przyklejonych do krzyża w Berlinie i przywódców państw kłócących się o selfie. Na Status Quo zaprasza Oliwier Starczewski.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Społeczeństwo
Jedno urządzenie dające komfort cały rok
Jeszcze kilka lat temu klimatyzator był traktowany wyłącznie jako praktyczny dodatek do mieszkania, który chłodził pomieszczenia. Dziś coraz częściej staje się też elementem aranżacji wnętrza. Na dodatek nie tylko chłodzi, ale także ogrzewa mieszkanie.
Społeczeństwo
STATUS QUO: Nowe myśliwce, stare spory. Podsumowanie ostatnich dni w polityce
Na Status Quo mijającego tygodnia zaprasza Oliwier Starczewski.
Społeczeństwo
STATUS QUO: Drony nad Petersburgiem i wybory nad Araksem. Podsumowanie ostatnich dni w polityce
Polska świętuje piętnaście tysięcy dzieci urodzonych dzięki in vitro, Ukraina świętuje pożar terminalu naftowego w Petersburgu, a Armenia jutro zdecyduje czy chce świętować z Europą czy z Moskwą.
Społeczeństwo
STATUS QUO: Tydzień jałowych sporów. Podsumowanie ostatnich dni w polityce
Na Status Quo mijającego tygodnia zaprasza Oliwier Starczewski.
Społeczeństwo
Z czego (nie) wypada się śmiać? Polskie poczucie humoru przez współczesną soczewkę
Dystans i humor potrafią zupełnie odmienić to, jak widzą nas inni. Mogą stać się też remedium (choćby tymczasowym) na codzienne bolączki i osłodzić nam rzeczywistość, ale czy chętnie korzystamy z ich siły? Czy jako Polacy potrafimy śmiać się z siebie, a żart traktować jako społeczny komentarz?
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Społeczeństwo
Villa Bogoria – warszawski adres dla tych, którzy wybierają jakość życia
W samym sercu Warszawy, tuż przy Ogrodzie Krasińskich, powstaje inwestycja przypominająca miejską rezydencję. Villa Bogoria nie jest kolejnym apartamentowcem premium. To projekt dla ludzi przyzwyczajonych do najwyższych standardów.