PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Społeczeństwo

Z czego (nie) wypada się śmiać? Polskie poczucie humoru przez współczesną soczewkę

Dystans i humor potrafią zupełnie odmienić to, jak widzą nas inni. Mogą stać się też remedium (choćby tymczasowym) na codzienne bolączki i osłodzić nam rzeczywistość, ale czy chętnie korzystamy z ich siły? Czy jako Polacy potrafimy śmiać się z siebie, a żart traktować jako społeczny komentarz?

Udostępnij

Z czego można śmiać się w Polsce?

Humor to sprawa narodowa Autor zdjęcia: kolaż GQ Poland

IMG_2733
31.05.2026

W 2025 roku firma Remitly przepytała ponad sześć tysięcy osób z całego świata, by sprawdzić, które państwa znajdą się w czołówce najzabawniejszych. Polska poradziła sobie nie najgorzej. Zajęła ósme miejsce. „Naród często używa żartów do radzenia sobie z przeciwnościami, a jednocześnie potrafi ciepło angażować się w żartobliwe relacje z innymi” – uzasadniono w komunikacie. Jak to wygląda w praktyce i czy w kraju nad Wisłą poprawność polityczna ma się dobrze?


Polski humor pod lupą


To, z czego wypada, a z czego nie wypada nam się śmiać, to dość płynna i subiektywna kwestia, mocno uzależniona od społecznych baniek, do których przynależy każdy z nas. O receptę na „żart doskonały” raczej trudno. 

– Jestem zwolennikiem tego, że śmiać się można ze wszystkiego, że humor nie powinien mieć granic. Kwestia tego, w jaki sposób to robimy. Humor może być chamski i jeżeli jest coś, co śmieszy tylko ciebie, to chyba jest to ta granica, której nie należy przekraczać. Są też obszary, gdzie mam poczucie, humorek się trochę wyczerpał. Najczęściej chodzi o mniejszości czy osoby w kryzysie. Z jakiegoś powodu funkcjonuje takie przeświadczenie, że tzw. stereotypowy „menel” to najlepszy obiekt żartów. Trochę mnie to denerwuje. Wolałbym, żeby przerzucać to na ludzi, którzy mają władzę i wpływ na rzeczywistość. To w tym tkwi prawdziwa moc komedii – zauważa aktor, improwizator Klubu Komediowego i współtwórca podcastu „Samiec Beta”, Mateusz Płocha.

Hania Pawlik-Sroczyńska, założycielka instagramowego profilu Concept Talerzykowy, typuje bardzo konkretny temat, który mimo upływu lat wciąż w memosferze ma się świetnie.

– Są rzeczy, z których jednocześnie wypada i nie wypada się śmiać. Są to żarty z papieża (śmiech). Wszystko zależy od tego, gdzie oraz do kogo nimi strzelisz. Albo trafisz na bardzo podatny grunt, albo odbijesz się od ściany i spotkasz z kompletną pogardą. Co też wydaje mi się ciekawe to, że godzina 21:37 w żartach zaczęła funkcjonować praktycznie natychmiast. Z jednej strony mieliśmy żałobę narodową, ale z drugiej szybko chcieliśmy to obśmiać. To dość mocno nas spolaryzowało, ale prowadząc Concept Talerzykowy, praktycznie co chwila odkrywam nowe warstwy polaryzacji, nad którymi wcześniej się nawet nie zastanawiałam – mówi twórczyni internetowa i przytacza przykład aplikacji Papamapa, która umożliwiała użytkownikom lokalizowanie na mapie Polski rozsianych po kraju obiektów związanych z Janem Pawłem II. 

Jak podkreśla, to, co bawi, równie mocno potrafi dzielić bez względu na obszar życia, który zostanie wzięty na tapet. – Mam wrażenie, że wokół każdego tematu jest dokładnie ten sam mechanizm: albo bronimy czegoś bardzo mocno, albo bardzo mocno po czymś jedziemy. Nie ma nic pomiędzy. To dotyczy papieża, polityki, Lecha Wałęsy, żartów o Warszawie, o mieszczuchach, o historii, nawet potopu szwedzkiego. Wszystkiego. Nie wiem, czy istnieje coś, z czego absolutnie nie potrafimy się śmiać. Wydaje mi się, że jesteśmy po prostu bardzo krytycznym społeczeństwem – mówi Hania.


Tylko dystans nas uratuje

Mateusz Płocha regularnie pojawia się na deskach Klubu Komediowego, którego improwizowane spektakle są poświęcane różnym tematom. Wedle motywu przewodniego uczestnicy dzielą się swoimi historiami i doświadczeniami, a te następnie w nieco ubarwiony sposób inspirują krótkie formy balansujące między kabaretem, teatrem i stand-upem. Jak wskazuje, do zagadnień, przy których niemal każdy ma coś do opowiedzenia, śmiało możemy zaliczyć remonty, pracę, związki czy politykę.

– Mam takie przeświadczenie, że ogólnie potrafimy się z siebie śmiać. To, co trochę fałszuje ten obraz, to bardzo głośne osoby na sali, które nie mają poczucia humoru. Czasem nam się wydaje: „O Jezu, ktoś się oburzył”, ale często to drobny ułamek publiki. W Klubie Komediowym rzadko zdarza się, żeby ktoś był realnie obrażony tym, że jakiś temat został poruszony. Co więcej, mam taką obserwację, że w Polsce (może poza tematami kościelnymi), trudno jest powiedzieć coś takiego, żeby ktoś cię „scancelował”. Trochę nie wierzę w zjawisko cancelingu w naszym kraju. Nie wiem, czy w ogóle ktoś został faktycznie skutecznie wymazany z przestrzeni publicznej za humor – podkreśla aktor.

Założycielka konta Concept Talerzykowy jest nieco innego zdania. Zauważa, że kiedy żart o nas samych nie jest do końca spodziewany czy pod kontrolą, dużo trudniej o dystans. 

– Widzę to dobrze po reakcjach na mój profil w gastronomii. Z jednej strony po moim profilu widać, jakie rzeczy mnie bawią, że ironizuję, ale jednocześnie to jest taki rodzaj żartu jak z kimś dla nas bliskim, gdzie śmiejemy się z czyichś przywar. Obserwatorzy kilka razy zwrócili mi uwagę na różne rzeczy i to akurat przyjmuję. Zdarzały się jednak nieprzyjemne wiadomości od restauracji czy właścicieli w DM-ach. Jeśli mam poczucie, że rzeczywiście gdzieś przesadziłam albo coś zostało źle zrozumiane, to potrafię się wycofać i przeprosić, ale czasem te wiadomości to zwyczajnie wylew frustracji. Wtedy odpowiadam „OK” i nie wchodzę w dyskusję, bo wiem, że to już nie jest rozmowa o contencie, tylko komuś się po prostu ulało – opowiada. 

Chęć stworzenia konta komentującego głównie gastronomiczne i wielkomiejskie absurdy oraz trendy przyszła Hani dość spontanicznie. Jak mówi, „chciała znaleźć ujście dla swoich komentarzy”. Nie spodziewała się, że jej memy zyskają tak duży poklask, a tym bardziej że zaowocują współpracą z jedną z knajp przy aukcji dla WOŚP.


Gdzie zaczyna, a gdzie kończy się żart?

Jak podkreśla współprowadzący podcastu „Samiec Beta”, granica między ostrym żartem a chamstwem bywa krucha i w zdecydowanej mierze oparta na intuicji, wewnętrznym wyczuciu. – Humor jest subiektywny. Ja mogę mówić tylko o swoim doświadczeniu. Bardziej oceniam poziom „lenistwa” stojącego za żartem – czy ktoś faktycznie się postarał, czy poszedł w najprostsze skojarzenie albo gotowy obiegowy żart. To jedna kategoria. Moja druga zasada to „nie kopać leżącego”. Przez długi czas w amerykańskim stand-upie „chłopcem do bicia” były osoby trans. Teraz widać odwrót od tego, bo to często były najprostsze, wyeksploatowane skojarzenia. Nawet tak doświadczeni komicy jak Dave Chappelle czy Ricky Gervais w to wpadali – wyjaśnia.

Hania Pawlik-Sroczyńska punktuje, że tym, co wyjątkowo męczy ją w polskim humorze, szczególnie telewizyjnym czy kabaretowym, to poczucie wyższości. Jednocześnie przyznaje, że trudno całkowicie się go pozbyć. – Żart często trochę operuje narcyzmem czy poczuciem przewagi. Tylko mnie chyba najbardziej drażni taka absolutna pewność siebie. Ja, sama publikując rzeczy, nigdy jej nie mam. To jest wręcz bardzo stresujące. Nigdy nie wiem, czy ludzie to złapią – podkreśla.

Jak zauważa twórczyni internetowa, zwykliśmy obracać w żart to, z czym mamy dużo wspólnego, ale niewiele możemy zrobić. Nie od dzisiaj w psychologii mówi się o tym, że humor jako mechanizm obronny może pomóc nam oswoić się z niełatwą rzeczywistością i lepiej poradzić sobie z problemami. 

– To jest taki wentyl bezpieczeństwa, który pozwala rozładować napięcie. Oczywiście czasem ociera się to o granicę, gdzie coś jest „zaśmiewane”, ale z drugiej strony często nie mamy realnego wpływu na wiele rzeczy. Zostaje nam humor, który daje choćby iluzję sprawczości i jakiejś pozycji wobec świata – mówi Mateusz Płocha.


Żart na wyciągnięcie smartfona

Media społecznościowe zmieniły to, jak postrzegamy żart. Jak zauważają Hania i Mateusz, sprawiły, że stał się on bardziej dostępny i egalitarny. Otworzyły świat na swobodną wymianę myśli. Stworzyły odrębną przestrzeń na humor, której nie potrafiły zagospodarować media tradycyjne.

– Zmieniły sposób patrzenia na świat. Pomijając już to, że każdy z nas wpada w swoją bańkę, gdzie algorytm zaczyna nas coraz bardziej utwierdzać w konkretnym sposobie myślenia, to sama dostępność żartu zrobiła się moim zdaniem rewelacyjna. Naprawdę. Chyba nigdy wcześniej nie była tak ogromna. Kiedyś żart był ograniczony przez media. Nie każdy dowcip trafiał do telewizji, nie każdy był drukowany w gazecie, nie każdy miał szansę gdziekolwiek zaistnieć. Były konkretne kanały przekazu i filtry. Dziś właściwie każdy, kto ma coś do powiedzenia, może wrzucić coś do internetu i znaleźć odbiorców. Takiej obserwacyjnej ironii właściwie nie ma moim zdaniem poza internetem w przestrzeni publicznej i na taką skalę – zaznacza Pawlik-Sroczyńska.

Mem, który – jak zaznacza Płocha – ma swoje ograniczenia pod kątem formy, przez lata stał się prostym, graficznym rodzajem komentarza społecznego. Awansował na miano papierka lakmusowego napięć społecznych. Za pomocą pojedynczego zdania oraz zdjęcia potrafi opowiedzieć w skrócie to, o czym rozprawia felieton czy audycja. Tu jednak pojawia się też pułapka, bo – jak przypomina komik – „rzeczywistość jest dużo bardziej złożona niż prosty mem”.


Czy kabarety jeszcze nas śmieszą?

Transmitowany w telewizji kabaret od lat dzieli fanów rozrywki, budząc sporo wątpliwości, jeśli chodzi o tematykę czy oryginalność serwowanych nam żartów. Jeśli przyjrzymy się temu, co od lat pojawia się w skeczach, raczej trudno tu o „powiew świeżości”. Przysłowiowy chłop przebrany za babę, chwila dla segmentu o perwersyjnym i zseksualizowanym wydźwięku, trochę o kościele, a na koniec moment dla polityków oraz mniejszości seksualnych. Dla każdego coś dobrego. Czy aby na pewno?

– Kabaret jest w trudnym miejscu. Moim zdaniem w Polsce umiera. Nie pojawiają się praktycznie nowe grupy. Pamiętam czasy, kiedy były fajne. Załapałem się na końcówkę ciekawych, eksperymentalnych kabaretów. Improwizacja częściowo wywodzi się ze środowiska kabaretowego, ale część tego środowiska już wtedy nie zgadzała się z kierunkiem, w którym to zmierzało. Rozpad kabaretu wynikał z tego, że przeszedł do telewizji i zaczął być robiony pod dyktando ludzi, którzy mieli własne wyobrażenie, jak ma on wyglądać – opowiada Mateusz Płocha, a za przykład jakościowych kabaretów podaje Zielonogórskie Zagłębie Kabaretowe, niezależną wytwórnię filmową A’Yoy, Kabaret Potem i Kabaret Hrabi. Z czasem ich miejsce zaczęły przejmować stand-upy oraz kluby improwizacji. I chociaż te pierwsze, jak podkreśla Hania Pawlik-Sroczyńska, wciąż są mocno zdominowane przez mężczyzn i osadzone w patriarchalnym tonie, zmieniają branżę.

– Stand-up bardzo wpłynął na to, czym jest żart, który teraz często jest rozumiany jako cała anegdota, a nie krótki dowcip. Wprowadził też większą wulgarność. Nie mówię, czy to dobrze, czy źle, bo bywa różnie. Dziś mamy na to większe przyzwolenie i nie budzi to już takiego oburzenia jak kiedyś. Dziesięć lat temu przeklinanie na scenie było dużym tabu, kabaret tego unikał. Improwizacja ma mniejszy wpływ, bo wciąż jest niszowa – dodaje komik. 


Humor na receptę

Polski humor jest w procesie nieustannej zmiany, warunkowanej przez wydarzenia polityczne i społeczne. Mateusz Płocha podkreśla, że wbrew stereotypom nie jesteśmy krajem zamkniętym. Przeciwnie, to, co kiedyś było nietykalne, dzisiaj chętnie trafia nie tylko do „insiderskich” żartów, lecz także popkultury, czego przykładem może być serial „1670”. „Często żartujemy z rzeczy trudnych i traumatycznych, szybko przechodząc do humoru” – wskazuje. 

Hania Pawlik-Sroczyńska w przyszłość patrzy mniej optymistycznie. – Nie wydaje mi się, żebyśmy nabrali większego dystansu. Mam wrażenie, że osią wszystkich dyskusji w Polsce zawsze jest polityka i ona staje się punktem odniesienia właściwie do wszystkiego. A polityka zrobiła się obrzydliwa. Poziom dyskusji, język, chwyty poniżej pasa, sposób komunikacji – to wszystko staje się coraz bardziej brutalne. Jeśli istnieje na to społeczne przyzwolenie na poziomie elit, trudno oczekiwać, że do zwykłych rozmów społecznych będzie spływać coś lepszego. Nie wydaje mi się, żebyśmy zaczęli bardziej śmiać się z siebie. Raczej jeszcze mocniej się spolaryzujemy. Być może w większych miastach, gdzie jest większa różnorodność i więcej różnych perspektyw, ludzie będą się tego dystansu uczyć, ale w takim mainstreamowym obiegu humor, w dużej mierze napędzany przez algorytmy, będzie robił się coraz bardziej brutalny i bez trzymanki – prognozuje.

Więcej w tym temacie:

IMG_2733

Dziennikarka związana z licznymi polskimi redakcjami. Regularnie publikuje w serwisie internetowym Vogue Polska, prowadzi dział mody magazynu „K Mag”. Od lat pisze dla portali wydawnictwa Ringier Axel Springer Polska (Onet, Noizz, Business Insider). Absolwentka London College of Fashion. Nie lubi się ograniczać, dlatego poza modą oddaje się tematyce społecznej, relacyjnej, a także kulinarnej i podróżniczej. Często porusza kwestie dotyczące pokolenia Z, którego sama jest przedstawicielką. Po godzinach oddaje się eksperymentom w kuchni, lepi ceramikę i planuje kolejne wyjazdy, w których odnajduje inspiracje nie tylko do zawodowej działalności.

Czytaj więcej

GettyImages-2252015746

STATUS QUO: Dwie minuty nienawiści. Podsumowanie ostatnich dni w polityce

Tydzień zaczął się od ataku na dzieci w autobusie w Bielsku-Białej, a skończył na wiadomości, że Ukraina i Polska może jednak dadzą radę się dogadać Po drodze obserwowaliśmy kolejne oznaki kryzysu w PiS, które może rozpadać się na naszych oczach, i prezydenta, oraz prezydenta, który zawetował ustawę, mimo że sam obiecywał jej podpisanie w kampanii wyborczej.

Jak zmieniają się kanony piękna?

Moda na ciało. Jak władza i pieniądze kreują kanony atrakcyjności

Zaglądają właściwie do każdej dziedziny naszego życia codziennego. Od tysiącleci kształtują nasze gusta. Od dekad bezpośrednio wpływają na to, co króluje na wybiegach, okładkach magazynów, a także w mediach społecznościowych. W jaki sposób polityka i gospodarka dyktują to, co jest „hot”? I dlaczego trendom ulegają nie tylko kobiety?

Kraków czy Barcelona? Jak Polscy turyści postrzegają dziś podróże?

Miasta przez (anty)lokalną soczewkę. Czy polscy turyści wciąż idealizują zagranicę?

Lato sprzyja zakochiwaniu się miejscach, których nie trzeba codziennie doświadczać. Czy wciąż ulegamy urokowi zagranicznych adresów, widzianych przez filtr wakacyjnej beztroski? A może coraz częściej dostrzegamy, że gdzie indziej trawa nie zawsze jest bardziej zielona niż u nas?

GettyImages-2284881886

STATUS QUO: Kto głośniej krzyknie. Podsumowanie ostatnich dni w polityce

Trump ingeruje w mundial. Trump ogłasza się celem zamachu. Trump znów bombarduje Iran. Trump zrywa handel z Hiszpanią. W tle - polska awantura pod pomnikiem, nowa rada przy prezydencie i pamięć o rocznicy zbrodni wołyńskiej.

1920x1080_meskosc_na_lajkach

Męskość na lajkach. Jak algorytmy definiują współczesnych facetów?

Dlaczego media społecznościowe wzmacniają konkretny ideał mężczyzny? Dlaczego wielu w to wierzy i do tego dąży? Dlaczego to nie daje im szczęścia?

ARTYKUŁ PARTNERSKI grafika 1

Nowe życie zaczyna się za drzwiami domu. Holiday Dream by Zień x Esti&Esta

Jeszcze kilka lat temu ogród czy taras traktowaliśmy przede wszystkim jako dodatek do domu. Miejsce, z którego korzystało się głównie latem, przy okazji rodzinnego grilla lub słonecznego weekendu. Ot miły dodatek do domu lub mieszkania. Dziś coraz częściej pełnią znacznie ważniejszą rolę. Stają się przestrzeniami codzienności - miejscami porannej kawy, spotkań z bliskimi, chwil odpoczynku po pracy czy momentów, które pozwalają na chwilę zwolnić tempo.

1920x1080_marketing_sensoryczny (1)

Z warzywniaka do kampanii największych marek. Jak jedzenie sprzedaje nam modę?

To temat, który potrafi pobudzić nie tylko miłośników odkryć kulinarnych czy eksperymentów w kuchni. Jedzenie równie mocno zdaje się elektryzować branżę mody oraz wszystkich speców od sprzedaży. Czym jest i jak działa marketing sensoryczny?

ARTYKUŁ PARTNERSKI Projekt bez nazwy (91)

Dobra taksówka to dziś coś więcej niż przejazd z punktu A do B

Jak zmienia się miejska mobilność?