PARTNERZY SERWISU

apartpl nohoone

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl nohoone

Sylwetki

Mateusz Kmiecik i Kamil Szeptycki: dwóch rozrabiaków z „Morfeusza”

Serial „Morfeusz” przyniósł Kamilowi Szeptyckiemu pierwszą główną rolę, a Mateuszowi Kmiecikowi kolejnego twardziela. Jednak najciekawsze wydarzyło się poza kadrem – obaj odkryli, że mają ze sobą więcej wspólnego, niż przypuszczali.

Udostępnij

Mateusz Kmiecik i Kamil Szeptycki kradną sceny w „Morfeuszu”

Mateusz: kamizelka Levi’s / answear.com; longsleeve Ochnik; kapelusz Stars & Stripes Reno / westernowo.com, biżuteria Apart | Kamil: marynarka Versace / vitkac.com; tank top IUMAN; krawat kowbojski Western Lone Star of Texas / westernowo.com; kapelusz Stars & Stripes Reno / westernowo.com Autor zdjęcia: Mateusz Stankiewicz

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA
13.06.2026

Jest pochmurne, ciepłe popołudnie w Warszawie, tydzień przed premierą ich serialu „Morfeusz” dla SkyShowtime. Spotykamy się w modnej włoskiej knajpie na Woli. Z głośników dochodzi muzyka znad Tybru. Studiowanie menu raz po raz przerywają wybuchy śmiechu, gdy głowimy się nad obco brzmiącymi nazwami makaronów. Po pewnym czasie przy rosette al ragù, spaghettoni alla carbonara i lasagnette alfredo, kieliszku białego wina i piwie z Toskanii pytam ich o pokoleniowość. A przynajmniej się staram, bo chwilę zajmuje Kamilowi i Mateuszowi powstrzymanie przekomarzania się przy ustaleniu, czy faktycznie są rówieśnikami. 

– Jesteście z tego samego rocznika – zaznaczam.

– Jesteśmy? – Obaj chichoczą. – Niemożliwe.

– Według internetu urodziliście się w 1991 roku – donoszę.

Patrzą na siebie z udawaną drwiną, jakby starali się dojrzeć na swoich twarzach oznaki starzenia się. Oczy półprzymknięte. Ironiczne uśmieszki. Czy to pojedynek na spojrzenia?

– Kamil jest ze stycznia, a Mateusz z maja – doprecyzowuję.

Mam wrażenie, że świadomość bycia starszym sprawia, iż Kamil rozsiada się na kanapie jeszcze swobodniej. Wypina klatę. Dopiero teraz na jego białym T-shircie dostrzegam wypisane drobnymi różowymi literami: „Having Fun. Class of ’91” – niemal emblemat przynależności. Nie wiem, czy to świadomy żart, czy zwykły zbieg okoliczności, ale trudno o bardziej trafny komentarz do tej sceny.

Kamil Szeptycki i Mateusz Kmiecik grają główne role w „Morfeuszu”

Kamil: overshirt vintage; koszula Ami Paris / vitkac.com; tank top CDLP; spodnie COS; bandana Medicine; pasek Stars & Stripes / westernowo.com; kowbojki Ariat Heritage / westernowo.com | Mateusz: kurtka Ochnik; koszula Ariat Henry Retro / westernowo.com; tank top IUMAN; spodnie Versace / vitkac.com; bandana Hugo / answear.com; pasek i kowbojki Ariat / westernowo.com Autor zdjęcia: Mateusz Stankiewicz

W trakcie naszego spotkania Mateusz i Kamil klepią się po ramionach i dokazują. Czasami zbliżają się do siebie, jakby jeden drugiemu chciał zdradzić coś w tajemnicy. Jest między nimi wyraźna nić porozumienia. Aż dziw, że przed „Morfeuszem” nie spotkali się prywatnie, tylko „przecinali”, jak to każdy z każdym w polskiej branży aktorskiej. Tymczasem dziś mogliby być uważani, jeśli nie za przyjaciół, to na pewno za bliskich kumpli. 

Połączyły ich próby stolikowe, kiedy obsada spotykała się z reżyserem, Maciejem Migasem, i czytała swoje partie scenariusza. Zaczynali rano i kończyli późnym popołudniem. Dwukrotnie przechodzili w ten sposób przez wszystkie siedem odcinków. 

– Podczas takich prób często czytam tekst niemal „na biało” – nie próbuję od razu dodawać emocji ani niczego podkolorowywać – komentuje Kamil. – Chcę przede wszystkim usłyszeć sens tego, co jest napisane. Oczywiście szukam już jakiejś temperatury czy kierunku, ale wiem, że na emocje przyjdzie jeszcze czas.

Szeptycki w trakcie prób stolikowych obserwuje inne osoby z obsady, łapie z nimi kontakt wzrokowy, sprawdza, co sobie nawzajem aktorsko proponują.

– Powiem ci, że jak czytałeś „na biało”, pomyślałem sobie: „Jezus Maria, kogo oni obsadzili? Przecież to się w ogóle kupy nie trzyma” – żartuje Mateusz, po czym kolejny raz wybucha śmiechem. Kamil mu wtóruje. 

Kmiecik również ceni te spotkania. Nawet jeśli z częścią aktorów i aktorek nie przyjdzie mu później pracować przed kamerą, właśnie wtedy jest czas, by usiąść razem przy kawie, porozmawiać i wspólnie wsłuchać się w historię, którą reżyser chce opowiedzieć.

– Dzięki temu, kiedy przychodzisz na plan, od razu łapiesz klimat projektu. Nie zaczynasz od pytania: „Dobrze, ale co to właściwie jest za serial?”. Gdy dostajesz wyjaśnienia osobno, istnieje też ryzyko, że każdy inaczej odczyta pomysł – dodaje Mateusz.

W „Morfeuszu” moi rozmówcy rzadko dzielą ekran. Mimo to ich bohaterowie oddziałują na siebie. Są jak dwa końce tej samej historii – nawet gdy idą osobnymi ścieżkami, jeden nie przestaje wpływać na drugiego.

– Dlatego staraliśmy się z Mateuszem znaleźć coś, co da się zagrać między słowami. A najlepiej bez słów. Coś, co subtelnie zaznaczy relację między bohaterami i sprawi, że będzie ona odczuwalna nawet wtedy, gdy nic nie jest powiedziane wprost – komentuje Kamil.

Kmiecika i Szeptyckiego połączył serial SkyShowtime

Kamil: tank top CDLP; bandana Medicine; biżuteria własna | Mateusz: tank top IUMAN; bandana Hugo / answear.com Autor zdjęcia: Mateusz Stankiewicz

Mimo podobnej metryki Szeptycki, który w serialu gra główną rolę, docenta Piotra Leyera, wygląda na młodszego. Blond włosy filuternie skręcają mu się w ciasne loczki („fryzura na Włocha” – docina Mateusz), w uchu błyszczy kolczyk (pozostałość po roli Juliana Fontany w „Chopin, Chopin!”), na twarzy zadbana broda. Do tego wielkie błękitne oczy i chłopięcy urok – dokładnie to, czego potrzeba, byśmy bez wahania uwierzyli w niewinność jego bohatera, przynajmniej na początku.

Kmiecik jest odrobinę niższy, choć przez rozbudowaną muskulaturę może wydawać się inaczej. Tylko sylwetką przypomina ekranowego Moro, policjanta od środka rozpracowującego mafię (której bossem jest – niespodzianka! – ojciec Piotra). Charakterologicznie dzieli ich jednak przepaść. Serdeczny i żywiołowy Mateusz nie ma w sobie nic z posępności serialowego bohatera. Pewne podobieństwo widać za to w sposobie, w jaki się nosi – lubi prostotę. T-shirt w piaskowym kolorze, klasyczne spodnie, krótkie ciemnobrązowe włosy i kilkudniowy zarost składają się na wizerunek pozbawiony jakiejkolwiek ostentacji.

Fabuła „Morfeusza” rysuje się jak w klasycznym akcyjniaku. Piotr całe życie uciekał od rodzinnego mafijnego dziedzictwa – został prawnikiem, założył rodzinę. Kiedy jego brat ginie w brutalnym zabójstwie, los wciąga go dokładnie tam, skąd tak desperacko próbował się wyrwać. Nieoczekiwany zbieg okoliczności stawia go na czele gangu, którym wcześniej przewodził brat, a jeszcze wcześniej ojciec, Andrzej. 

Tu tak naprawdę zaczyna się historia serialu. Bo Piotr nie tyle odnajduje się w półświatku, ile w nim rozkwita. Jego prawnicza precyzja i zimna krew okazują się zabójczo skuteczne. Szacunek i władza przychodzą szybciej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Łącznie z nim samym. Pozornie wciąż jest tym samym mężem i ojcem, lecz każda przekroczona granica oddala go coraz dalej od człowieka, którym kiedyś był. Gdy na jego drodze staje Moro, spirala przemocy zaczyna się nakręcać w tempie, nad którym nikt – nawet Piotr – już nie panuje.

– Po raz pierwszy miałem okazję poprowadzić bohatera od początku do końca – mówi Kamil. Piotr Leyer to jego pierwsza główna rola. Ciągnie dalej: – W scenariuszu była zapisana metamorfoza człowieka. To właśnie jest fascynujące – śledzić historię, jak ta postać ewoluuje, i szukać sposobu, by tę zmianę oddać.

– Zazwyczaj czytam scenariusz na dwa razy. W tym wypadku też miałem taki zamiar. Tymczasem całkowicie wsiąkłem w historię. Już od trzeciego czy czwartego odcinka, kiedy wszystkie postacie zaczęły się między sobą zazębiać, a ja coraz lepiej poznawałem ich relacje, przeczytałem wszystko jednym ciągiem – zauważa Mateusz.

Mateusz Kmiecik jest aktorem Teatru Narodowego

Trencz Cathy Silvia Voget; tank top IUMAN; dżinsy Wrangler; kapelusz Stars & Stripes Houston / westernowo.com; krawat kowbojski Bull Head / westernowo.com; pasek Avalonia Vintage; sygnety Anna Samkow Autor zdjęcia: Mateusz Stankiewicz

Kiedy dzwonię do Andrzeja Grabowskiego, który wciela się w Leyera seniora, czyli – jak sam go nazywa – „ojca chrzestnego ze Szczecina”, próbuję wyciągnąć smaczki z planu. Mówi, że żadnych anegdot o Kmieciku i Szeptyckim nie pamięta. – Ale powiem panu, że zaskoczyło mnie przede wszystkim to, jak sprawnym aktorem jest Mateusz. Nie potrzebuje kaskadera – mówi. 

Z kolei Kamila chwali za to, że jest nie tylko przystojny i sympatyczny, lecz także bardzo utalentowany. 

Skoro jednak wcielają się w ojca i syna, a przed rozpoczęciem zdjęć byli dla siebie obcymi ludźmi, nasuwa mi się pytanie: jak buduje się ekranową więź, która ma za sobą całe lata wspólnych doświadczeń?

– Mozolnie, tak jak zwykle buduje się relacje między postaciami – słyszę w słuchawce głos Andrzeja Grabowskiego. – Zaczyna się od takiego „macania się” przy pierwszych spotkaniach i scenach, a kończy na bardzo dobrym porozumieniu po kilku miesiącach wspólnej pracy na planie.

Na włoskim jedzeniu Kamil uzupełnia tę historię: – Mieliśmy z Andrzejem Grabowskim zagrać scenę spotkania ojca i syna po 15 latach. Relację naznaczoną nieobecnością, żalem. Kluczem do tego jest otwartość na drugiego człowieka. Nie można grać wyłącznie swojego pomysłu na scenę. Najciekawsze rzeczy wydarzały się wtedy, kiedy partner wnosił coś, czego się nie spodziewałem. Nagle moje myślenie o postaci potrafiło zmienić się o 180 stopni pod wpływem jednego gestu, spojrzenia czy sposobu wypowiedzenia kwestii.

Praca przy „Morfeuszu” jest momentem przecięcia się biografii Kamila i Mateusza. Równie ciekawe są historie, które obaj przynieśli z sobą na plan. Bo choć są rówieśnikami, dorastali w dwóch różnych rzeczywistościach. A jednak więcej ich łączy, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Szeptycki i Kmiecik grają po dwóch stronach barykady

Kamil: kurtka Ochnik; tank top CDLP; spodnie Versace / vitkac.com; lapelusz Stars & Stripes Reno / westernowo.com; Buty Kazar Studio |Mateusz: kurtka Harley - Davidson / Avalonia Vintage; dżinsy Rag & Bone / answear.com; tank top IUMAN; kapelusz Stars & Stripes Reno / westernowo.com; sztyblety Kazar Studio Autor zdjęcia: Mateusz Stankiewicz

Śmieją się, że poszli w aktorstwo dla wielkich pieniędzy. Choć tak naprawdę, dlatego że byli szkolnymi rozrabiakami (czy też „najgorszymi ancymonami”, jak stwierdza Mateusz).

– Chcieli mnie wyrzucić z gimnazjum. Moja matka była w szkole częściej niż niektórzy nauczyciele. Musiała ubłagać panią dyrektor – wspomina Kmiecik. – Ostatecznie przenieśli mnie do innej klasy. Tam ktoś wpadł na pomysł, że skoro jestem taki rozbrykany i od zawsze byłem klasowym klaunem, to może da się to jakoś wykorzystać. Miałem naganne zachowanie. Wtedy usłyszałem: „Proszę bardzo, będziesz prowadził gale, robił kabarety, a my będziemy ci za to dodawać punkty do zachowania”.

Mateusz wychował się w Bożacinie, wiosce nieopodal Krotoszyna. W wywiadach opowiadał, że chciał robić wszystko, byleby nie być rolnikiem. Oglądane nałogowo filmy (w czasie naszego spotkania wymienia wiele tytułów z Cezarym Pazurą, klasyki z Van Damme’em, „Transporter” ze Stathamem) były odskocznią, hobby. 

– Kiedy wysłano mnie na szkolne kabarety, nagle okazywało się, że ludzie śmieją się z tego, co robię – kontynuuje. – Jeśli jesteś klasowym klaunem, lubisz, kiedy twoje żarty działają.

Stawał się odważniejszy przed publicznością niż pozostawiony sam sobie. Pomyślał więc, że aktorstwo to droga dla niego. Że będzie robił właściwie to samo co w liceum. Choć sam zawód nie wydawał mu się abstrakcyjny, wybór szkoły aktorskiej już tak.

– Nie wiedziałem nawet, ile takich szkół jest w Polsce! – woła.

Była jeszcze myśl o wojsku. Mateusz chciał iść do szkoły podoficerskiej albo lotniczej. Bardziej przygotowywał się do egzaminów sprawnościowych niż tych artystycznych.

– Trzeba było mieć bardzo dobre wyniki. Pamiętam, że np. kilometr trzeba było przebiec w mniej więcej trzy i pół minuty. To już jest tempo, do którego trzeba się naprawdę przyłożyć. Przygotowywałem się wiele miesięcy – komentuje. – Jednak egzaminy do szkoły teatralnej były wcześniej. Kiedy się dostałem, dałem sobie spokój z wojem.

Kamil wychował się we Wrocławiu. Jako berbeć biegał po teatrze jak po placu zabaw. Jego matka, Małgorzata Szeptycka, jest aktorką, więc tak mogła mieć syna na oku. Dorastając, w telewizji (a później na DVD) oglądał też „wszystko jak leci”.

Kamil Szeptycki grał w serialu „Kiedy ślub?”

Marynarka Versace / vitkac.com; spodnie Hugo / answear.com; tank top IUMAN; krawat kowbojski Western Lone Star of Texas / westernowo.com; kapelusz Stars & Stripes Reno / westernowo.com; sygnety Anna Samków Autor zdjęcia: Mateusz Stankiewicz

– Głównie sporo produkcji z lat 70. i 80. – wspomina Kamil. – Polskie klasyki, filmy Barei….

– Rozumiałeś Bareję jako dzieciak?! – wtrąca Mateusz. – Ja nie kumałem…

– Żyłem w otoczeniu, które wiele rozmawiało o czasach PRL. Jako dziecko miałem dużą potrzebę uczestniczenia w tym świecie, więc chłonąłem wszystko, co z nim związane. Dlatego do dziś bardzo dobrze czuję się w rozmowach o czasach, w których sam nigdy nie żyłem – tłumaczy. 

Gdyby go jednak wtedy zapytać, czy chciałby zostać aktorem, stanowczo by zaprzeczył. 

– Przez całą szkołę podstawową, kiedy trzeba było wyjść i powiedzieć wierszyk, byłem jedynym dzieckiem, które tak się trzęsło, że nie było w stanie wydobyć z siebie słowa. Mamie było zawsze przykro. Wszystkie dzieci tak pięknie recytowały – Kamil opowiada gawędziarskim tonem.

Przyznaje, że kompletnie odszedł od teatru i to na długie, długie lata. Ciągnęło go na dwór, do natury („Ładuję się w niej” – słyszę). W gimnazjum też sprawiał kłopoty. Był bliski wyrzucenia ze szkoły, ale niespodziewanie trafił… do kółka teatralnego. 

– Dzięki niemu jakoś utrzymałem się w tej szkole. Bo jak wyrzucić takiego chłopaka, który występuje na apelach i reprezentuje szkołę? Trzeba dać mu jeszcze szansę – Kamil śmieje się na to wspomnienie. Mateusz mu wtóruje, nie dowierzając, jak splatają się ich biografie. 

Co prawda w liceum Szeptycki trafił do klasy teatralnej, ale okazało się, że nie znosi jej nauczycielka matematyki i większość belfrów od przedmiotów ścisłych. Z klasy do klasy przechodził dzięki pomocy kolegów. Kiedy wszedł do składu jednego ze szkolnych przedstawień, odkrył, że gra sprawia mu przyjemność.

– Nie chodziło o oklaski, czy samo występowanie. Najważniejsze było dla mnie pokonanie własnego oporu. Ta wewnętrzna walka była wtedy najistotniejsza – stwierdza. Ten opór to stres, który automatycznie włącza się przed wyjściem na plan. Dodaje: – Po wielu latach jest mi oczywiście dużo łatwiej, ale do dziś mam całe rytuały.

Musi być zimny prysznic. Ma zestaw ziół, które pomagają mu utrzymać skupienie. Od zawsze Kamil miał problemy z nauką tekstu. Bardzo wolno wchodzi mu nowy materiał, za to zostaje na lata. – Mam techniki zwłaszcza na momenty, kiedy zaczynam czuć, że tracę kontrolę nad stresem. Dzisiaj pewnie nazwano by to atakami paniki. Choć ja pamiętam to raczej jako stan, w którym nie mogłem wydobyć z siebie głosu i miałem poczucie, że zaraz coś się ze mną stanie – konstatuje Szeptycki. 

– Ja piję kawę i jazda! – odpowiada Mateusz, kiedy go pytam, co robi przed wyjściem na plan lub scenę.

„Morfeusz” to klasyczny serial akcji

Kamil: kurtka Ochnik; tank top CDLP; spodnie Versace / vitkac.com; lapelusz Stars & Stripes Reno / westernowo.com; Buty Kazar Studio |Mateusz: kurtka Harley - Davidson / Avalonia Vintage; dżinsy Rag & Bone / answear.com; tank top IUMAN; kapelusz Stars & Stripes Reno / westernowo.com; sztyblety Kazar Studio Autor zdjęcia: Mateusz Stankiewicz

Obaj trafili do szkół teatralnych na wydziały aktorskie (Kamil do Wrocławia, Mateusz najpierw do Krakowa, a później do Warszawy). Dla Kmiecika było to jak „wylądowanie na innej planecie”.

– Słyszało się od profesorów historie o Łomnickim. Że potrafił wejść w postać tak, że wszystkim opadały szczęki. Że przyjeżdżali go oglądać ludzie z całej Europy – wspomina. – A ja po zajęciach musiałem wygooglować na swoim starym Samsungu, kim właściwie był Łomnicki.

Cokolwiek profesorowie by nie polecili – film, książkę, tom poezji, nagranie spektaklu – starał się do tego dotrzeć. – Jechałem przez te listy od początku do końca – zaznacza. – Dość szybko trafiłem do teatru (od 2017 roku jest w zespole Teatru Narodowego – przyp. red.). Tam z kolei spotkałem ludzi, którzy mieli wysokie wymagania. Nie w takim sensie, że robili komuś egzamin z wiedzy. Po prostu zakładali, że pewne rzeczy warto znać.

Mimo że Kamil wychowywał się w dużym mieście, a mama była aktorką, okazało się, że – jak stwierdza – „szewc bez butów chodzi”. – Wszyscy znali Klatę, Lupę i całą resztę. Dla mnie te nazwiska brzmiały jak nazwy egzotycznych owoców. – W jego głosie miesza się niedowierzanie z lekką ironią, jakby opowiadał historię kogoś innego. – Nie znałem nazwisk aktorów. Nie wiedziałem, o kim oni wszyscy mówią na tych studiach.

Po pierwszym roku chcieli wyrzucić Szeptyckiego ze szkoły. – Mamie koleżanki z pracy mówiły, że Kamil musi się wziąć w garść, bo inaczej z tej mąki chleba nie będzie – ciągnie. Cudem zaliczył, ale wraz z końcem drugiego semestru w półtorej godziny spakował plecak i bez kasy pojechał do Norwegii. 

– Ta podróż mnie zmieniła. Miałem już dosyć. Za dużo informacji, za dużo wymagań, za dużo presji. Tym bardziej że ja zawsze byłem swoim największym krytykiem – dodaje Szeptycki. Po miesiącu wrócił. – Powiedziałem sobie: albo robimy to na moich warunkach, albo to zostawiam.

Warunki były proste: aktorstwo nie może go tyle kosztować prywatnie. Nie chciał żyć z poczuciem, że kogoś rozczarowuje, że się dobrze zapowiadał, ale się nie udało. – Postanowiłem: „No pasarán!”. Koniec z takim myśleniem. 

Poszło. Co wcale nie oznacza, że było łatwo. 

– Pierwszy casting, który wygrałeś, był do „Kamieni na szaniec”, a przecież byłeś bliski wyrzucenia ze szkoły. Paradoks! – zauważa Mateusz, kiedy kończymy makarony.

Kamil Szeptycki skończył szkołę aktorską we Wrocławiu

Kapelusz Stars & Stripes Reno / westernowo.com, tank top CDLP, spodnie Dolce&Gabbana / vitkac.com
 Autor zdjęcia: Mateusz Stankiewicz

Szczęśliwie rektor pozostawił Kamila w szkole. Inaczej nie trafiłby na casting, który był w niej organizowany. W ekranizacji szkolnej lektury w reżyserii Roberta Glińskiego zagrał Alka.

– Kiedy unormowałem sobie relację ze szkołą teatralną, nagle zrobiła się przestrzeń na kolejne rzeczy. Tylko że dla chłopaka z Wrocławia samo wejście w świat Warszawy było momentami przytłaczające – stwierdza Szeptycki. 

Mimo dobrych ocen i wywiązywania się ze swoim obowiązków Kamil czasami usłyszał: „Panie Szeptycki, pan już się najeździł do Warszawy”. Nici z kolejnego dużego castingu. – Przez długi czas szukałem winy w sobie. Dopiero po latach zrozumiałem, że czasem była to po prostu zazdrość. Nie każdy dostał taką szansę – przyznaje. Dziś nie ma żalu. 

Po drodze do głównej roli w „Morfeuszu” pojawiał się na drugim planie. Na przykład w „Czarnej owcy”, klawym filmie z lesbijskim twistem Aleksandra Pietrzaka, grał niedojrzałego syna Magdaleny Popławskiej i Arkadiusza Jakubika. Albo w zgrabnym serialu „Kiedy ślub?” wcielił się w Patryka, przyjaciela geja. Orientacja jest tu ważna, bo choć produkcja w dużej mierze wychodziła poza stereotyp lalusia powiernika, koncentrowała się na traumie homofobicznego domu. Nie dano się Patrykowi rozwinąć. Serial skasowano po pierwszym sezonie. 

– Podobno już kilka razy wieszczono ci, że właśnie ta rola lub kolejna będzie przełomem i uczyni cię jednym z najbardziej rozchwytywanych aktorów. Nie udawało się? – pytam Kamila. 

– Faktycznie tak było! Miałem nawet taki moment, że koledzy przychodzili do mnie, klepali mnie po ramieniu i mówili: „Kurczę, zobacz, tak ci nie może zassać”! – Szeptycki zanosi się śmiechem, a Kmiecik natychmiast dołącza. Gdy ocierają łzy, Kamil kontynuuje: – Gdybym bardzo chciał, to miałem naprawdę sporo możliwości, żeby wyskakiwać z lodówki. 

Nie chciał tego. Nie miał rodziny na utrzymaniu, mógł pozwolić sobie na odmawianie. Rozmawiał z bliską mu osobą i razem decydowali, które role przyjąć, a które odrzucić. Słuchał też własnego instynktu. – Jak mówią Amerykanie: „Trust your gut”. Coś w tym jest – puentuje Kamil.

Do Teatru Narodowego Mateusza przyjął Jan Englert i zaczął obsadzać. Był Słowacki, kilkukrotnie Szekspir, Mickiewicz, Czechow i Goethe, a nawet Kieślowski i Brandys. Brzmi poważnie. Na drugą nóżkę – seriale. Ostatnio był najlepszą częścią „Prostej sprawy”, w której grał Czachę (do roli przeszedł fizyczną metamorfozę – sylwetką przypominał zawodowego kulturystę), łysego bandytę, prawą rękę gangusa o twarzy Piotra Adamczyka. Czacha jest blisko z innym zbirem, Słonikiem (Maciej Musiał). W serialu do końca nie wiadomo, czy to jeszcze przyjaźń, czy to już kochanie.

Mateusz Kmiecik został zatrudniony przez Jana Englerta

Overshirt i dżinsy Givenchy / vitkac.com; tank top CDLP; bandana Levi’s; pierścienie i bransoleta Apart, sygnety Anna Samków Autor zdjęcia: Mateusz Stankiewicz

Kmiecik ma na swoim koncie też role, które przyjął, bo musiał, np. w osadzonej na średniowiecznym dworze „Koronie królów”, która miała być polską odpowiedzią na „Grę o tron”, a była co najwyżej „Modą na sukces” w kieckach z muzeum.

– Idąc na casting, wiedziałem, czym jest ten serial. Produkcja już leciała. Ale potrzebowałem pieniędzy na pampersy (dziś ma dwóch synów – przyp. red.) – stwierdza. Dodaje, że wiele nauczył się na planie. – Z perspektywy czasu absolutnie nie żałuję. Choć nie jest to też coś, czym szczególnie się chwalę.

Włoska muzyka w knajpie staje się głośniejsza. Czy to znak, że czas naszej rezerwacji się skończył? 

– Przynajmniej kasa się zgodziła – zauważam.

– Wiesz, w życiu zdarzają się takie momenty, kiedy wydaje ci się, że złapałeś Pana Boga za nogi. A potem, z perspektywy czasu, okazuje się, że to nawet nie była noga. I nie Pana Boga. To był co najwyżej palec sąsiada… – rzuca Mateusz. 

– …a ty byłeś trochę pijany – dodaje Kamil.

Ponownie śmieją się w najlepsze, zagłuszając hit duetu Tonica & Dominante.

Dwóch kumpli z planu

Kamil: kurtka Avalonia Vintage; bermudy Levi’s; biżuteria Apart | Mateusz: koszula Versace / vitkac.com, dżinsy Wrangler Autor zdjęcia: Mateusz Stankiewicz

Obaj w trakcie naszego spotkania zarzekają się, że ważniejsze od nagród i popularności jest zainteresowanie widowni („Najpiękniejsze jest to, że na chwilę możesz zabrać człowieka z jego codzienności” – mówi Szeptycki). 

– Naprawdę niewiele potrzebuję – dodaje Kmiecik – Tylko na paliwo do fury, rachunki i zakupy w Lidlu. I żeby czasem pojechać z dzieciakami na all inclusive i popluskać się z nimi w basenie.

„Morfeusz” jest serialem gatunkowym, a te rzadko biorą udział w wyścigu o nagrody i uznanie krytyków. Ich siłę mierzy się raczej właśnie zainteresowaniem widzów i widzek – a pod tym względem produkcja nie ma powodów do narzekań (gdy piszę te słowa serial pozostaje najchętniej oglądanym tytułem na SkyShowtime). Być może okaże się też projektem, z którym Mateusz i Kamil spędzą najwięcej czasu w swojej dotychczasowej karierze.

– Właściwie do trzydziestki grałem Piotrusiów Panów, którzy nie do końca stanowią sami o sobie, tylko bardziej są rzucani przez los – mówi Szeptycki. – Wraz z „Morfeuszem” pożegnałem się z wizją mnie jako tego zagubionego, ale słodkiego chłopaka. 

Mateusz Kmiecik ma świetne wyczucie komedii

Overshirt i dżinsy Givenchy / vitkac.com; tank top CDLP; pasek Wrangler; bandana Levi’s; pierścienie i bransoleta Apart, sygnety Anna Samków; kowbojki Ariat / westernowo.com Autor zdjęcia: Mateusz Stankiewicz

Mateusz nigdy nie miał podobnego problemu. Przez budowę ciała na ekranie częściej trafiali mu się mężczyźni, którzy niewiele mówią, ale potrafią wzbudzić niepokój samą obecnością. Sam jednak nie przywiązuje do tego większej wagi.

– Może to, że jestem człowiekiem trochę ciężej stąpającym po ziemi, determinuje to, jakie role przychodzi mi grać. Ale wygląd tak naprawdę nie ma znaczenia – stwierdza Kmiecik – Don Corleone był przecież przerażającym typem, który raczej ani razu nie podniósł głosu, a przez większość czasu siedział i głaskał kota…

– Przerażające, zwłaszcza w Polsce! – podchwytuje Kamil. Nakręca się spirala chichotu.

– Głaskanie kota? – pyta Mateusz z bananem na ustach.

– Siedząc w fotelu! – wykrzykuje Kamil.

Obaj zaczynają się śmiać. A ja razem z nimi. Do rozpuku.

 

Zdjęcia Mateusz Stankiewicz
Stylizacje Marcin Brylski
Włosy Arkadiusz Ukleja 
Makijaż Anna Stykała 
Asystenci fotografa Bartłomiej Kuś, Krystian Strupieniuk 
Asystenci stylisty Julia Górska, Rafał Pasiak 
Produkcja Mila Zbińkowska

Więcej w tym temacie:

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA

Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.

Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.

Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.

Czytaj więcej

Ignacy Liss bohaterem okładki GQ Poland

Ignacy Liss. Duma i uprzedzenie

W konkursie głównym jednego z najważniejszych serialowych festiwali świata – Séries Mania – Grand Prix zdobył „Proud”, najnowsza polska produkcja HBO Max. Statuetkę dla najlepszego aktora odebrał odtwórca głównej roli – Ignacy Liss. Nagle, w ciągu jednego dnia, zrobiło się o nim głośno.

Jakub Józef Orliński

Jakub Józef Orliński i bogowie Olimpu

Co musi się wydarzyć, żeby zwyczajny chłopak, skejt z Żoliborza, zaśpiewał w Metropolitan Opera albo na otwarciu letnich igrzysk olimpijskich, albo wystąpił z ASAP Rockym na prestiżowej gali Des Pièces Jaunes w La Défense Arena?

Jacob „Kuba” Bojsza pracował z Paulem Thomasem Andersonem

Kim jest Jacob „Kuba” Bojsza? Polak z Los Angeles, któremu zaufał Paul Thomas Anderson

Jedna wiadomość od Paula Thomasa Andersona wystarczyła, żeby Jacob „Kuba” Bojsza znalazł się na planie „Jednej bitwy po drugiej”. Jednak historia operator obrazu o polskich korzeniach zaczęła się dużo wcześniej – od deskorolki, filmowania kolegów i pracy przy teledysku Radiohead. Dziś opowiada nam o Hollywood, rodzinie i o tym, jak wyglądało powstawanie jednego z najgłośniejszych filmów ostatnich lat.

Dlaczego tysiące kibiców wolały „kogokolwiek, byle nie Zwierew”?

Alexander Zverev: Sportowe niebo, marketingowe piekło

Dlaczego tysiące kibiców wolały „kogokolwiek, byle nie Zverev”? Choć Alexander Zverev jest jednym z najlepszych tenisistów świata, oskarżenia o przemoc domową i kontrowersje wokół jego osoby sprawiły, że jego wizerunek pozostaje jednym z najtrudniejszych do sprzedaży w sporcie.

Trzy historie Romów

Czym jest męskość dla współczesnych Romów? Trzy historie, trzy odpowiedzi

Jeden męskości nauczył się od dziadka. Drugi widzi jej fundament w przyjaźni, a za wzór uważa Jezusa. Trzeci twierdzi, że prawdziwy mężczyzna musi choć raz w życiu włożyć szpilki. Czym jest męskość dla współczesnych Romów? 

Adam Driver to aktor nieprzeciętny

Adam Driver: Aktor, który nie znosi oglądać siebie na ekranie. Czy dlatego jest najlepszy na świecie?

Scorsese nazwał go najwybitniejszym aktorem swojego pokolenia. Nolan go obsadził. Spielberg też. A on wciąż wymyka się z premier, gdy gasną światła – żeby nie musieć patrzeć na samego siebie. Adam Driver to najbardziej intrygująca sprzeczność współczesnego Hollywood.

ARTYKUŁ PARTNERSKI Mateusz Banasiuk zegarki

Nosi na nadgarstku swoje wspomnienia. Mateusz Banasiuk o swoich zegarkach

Jako nastolatek mijał go niemal codziennie w przejściu podziemnym. Patrzył, odkładał pieniądze, marzył. W końcu kupił. I stracił w miejscu, gdzie najmniej się spodziewał. Dziś Mateusz Banasiuk ma kolekcję zegarków, z których każdy nosi historię ważnego momentu. Aktor Opowiada, dlaczego bez zegarka na nadgarstku nie wyjdzie z domu i czemu żadnego nigdy nie sprzedał.

Livka na Orange Warsaw Festival

Livka: „Chciałabym, żeby ludzie dalej marzyli”

Marzenia są po to, żeby je spełniać. Tak głosi słynne powiedzenie, a kariera Livki, która marzyła o występowaniu na scenie od dziecka, jest żywym dowodem na to, że wszystko jest możliwe.