PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Filmy i seriale

Dlaczego nie mamy w Polsce prawdziwego late night show?


A może nie ma co płakać, że nie będzie jak w Ameryce. Najwyraźniej kody polskiego humoru tkwią gdzie indziej niż w bystrej, prowokującej satyrze. Nie trzeba się na ten stan spraw obrażać – lepiej zrozumieć i odwrócić na swoją korzyść, tak by wyszedł z tego format lokalny i własny.

Udostępnij

Dlaczego nie mamy w Polsce prawdziwego late night show?

Autor zdjęcia: Getty Images, kolaż GQ Poland

Olga Drenda
26.11.2025

‎„‎Polskiego Johna Olivera nie ma i nie będzie” – zdecydowanie stwierdził pisarz Piotr Stankiewicz po obejrzeniu „Make Poland Great Again”, czyli Make Life Harder w już niekontynuowanym wcieleniu wideo. Bartek Przybyszewski na blogu Liczne Rany Kłute dodawał, że „za każdym razem (po próbie stworzenia klasycznego late night show – przyp. O.D.) wyłazi, jak bardzo Polacy nie rozumieją, o co chodzi w powyższych formatach”. Ewa Lalik ze Spider’s Web dodawała, że dla niej dowodem na doszczętnie przegraną bitwę o polskie późne wieczory była spektakularna klęska niezapomnianego „Studia YaYo” (bęc!).

No i zapewne faktycznie nie będzie. Ale czy to źle? Może mimo wszystko lepiej rozwijać własny pomysł i osobowość, niż pakować energię w choćby najdoskonalszą imitację. Doskonale pamiętam czasy, gdy Edytę Górniak reklamowano jako to „polską Whitney Houston”, to „polską Céline Dion”, w zależności od tego, która diwa była najbardziej podziwiana, choć z pewnością sensowniej byłoby wypromować jedną i jedyną „światową Edytę”. Zapewne i w dziedzinie żartu może zadziałać podobna zasada – zastanówmy się nad tym wspólnie.

Oczywiście to nie jest tak, że w Polsce w ogóle nie przyjęły się pomysły bliskie late night show, czyli – przypomnijmy – talk show z elementem rozrywkowo-komediowym i nutą komentarza do spraw bieżących, taki, o którym dyskutuje się następnego dnia od rana. W połowie lat 90. i początku milenium, kiedy chyba wszyscy żyli telewizją, wiele takich porannych rozmów dotyczyło ostatniego odcinka „Wieczoru z Alicją”. Elegancja, ciepły ton głosu Alicji Resich, kulturalni goście, jazzik w czołówce i wielkomiejska, nocna panorama w tle – tego najwidoczniej właśnie potrzebowali ówcześni widzowie. Przez dłuższy czas popularność utrzymywał też zdecydowanie bardziej komediowy, a dokładniej parodystyczny program Szymona Majewskiego, odkrytego zresztą przez Alicję Resich. To programy i postacie swoich czasów, zakotwiczone w sympatii dla prowadzących, a także w nieco innych oczekiwaniach wobec telewizji: że można zapraszać do niej osoby ekscentryczne, opowiadać momentami suche żarty, ale jednocześnie posługiwać się ładną polszczyzną i łagodzić obyczaje. Kto wie, może przed laty Starsi Panowie, cieszący się przecież niezmiernie demokratyczną widownią, ustanowili złoty telewizyjny standard. Później podejmowano kolejne próby stworzenia polskiego late night show w stylu amerykańskim, włącznie z naszą lokalną wersją Saturday Night Live – i owszem, miały swoich widzów, na ogół także pozytywny odbiór, ale żadnemu nie udało się na dłużej zakotwiczyć w powszechnej pamięci. 

The Late Show with Stephen Colbert

The Late Show with Stephen Colbert Autor zdjęcia: Getty Images

Innego typu formaty komediowe mają się za to nie najgorzej. Zdecydowanie nie mogę się zgodzić z tezą, jakoby w Polsce na humor i żartobliwą rozmowę nie było popytu. Wygląda jednak na to, że kody polskiego humoru tkwią gdzie indziej niż w bystrej, a nawet momentami prowokującej satyrze na sprawy aktualne, z której słyną najbardziej znane programy późnowieczorne. Nie trzeba się na ten stan spraw koniecznie boczyć. Lepiej zrozumieć i odwrócić na swoją korzyść, tak by wyszedł z tego format lokalny i własny, ale jednocześnie wyposażony w tego ducha charyzmy, który wyróżnia naprawdę dobre programy late night: tę inteligentną ripostę, refleks i pozbawioną nadmiernej arogancji (tak, tak!) pewność siebie, która sprawia, że choć z prowadzącym możemy się nie zgadzać, mimowolnie kiwamy głową z respektem.

Moim zdaniem takie arcypolskie, sprawdzone formaty, zrozumiałe dla lokalnego widza – a także pewnie niemożliwe do wyeksportowania za granicę – dzielą się na dwie opcje: albo estradowo-babciną, albo czysto absurdalną. Wariant pierwszy jest nieco zachowawczy, ale w polskim humorze trwa uparcie tradycja komedii o teatralnym rodowodzie i to nie zmieni się nawet za sprawą setki petycji, by „zdelegalizować polskie kabarety”. Gdy weźmiemy pod uwagę tę niezniszczalną tradycję, nie dziwi fakt, że udało się stworzyć polską scenę stand-upową. Mogę się założyć, że współcześni polscy stand-uperzy, których plakaty widzę w chyba wszystkich odwiedzanych przeze mnie miejscowościach, to po prostu ludzie, których babcie naoglądały się Hanki Bielickiej. Nasz stand-up to raczej niesforny i lubiący poprzeklinać wnuk starego, dobrego monodramu, a nie pożyczka z Ameryki.

Scena budzi zaufanie, uczłowiecza humor telewizyjny. Stąd żelazne trwanie gal kabaretowych z nieodzownym roztańczonym chórkiem i skeczami w stylu, na który już ponad sto lat temu zżymał się Tadeusz Boy-Żeleński („Gdzie się ruszysz, o rety/Wszystko śpiewa kuplety”). Trzeba po prostu się z tym pogodzić: coś z teatru być musi. Jeden z najpopularniejszych nowszych sitcomów, „Miodowe lata”, sukces zawdzięczał m.in. obecności żywej publiczności, przed którą serial kręcono. A piosenka aktorska i poezja śpiewana przeżyją zapewne wszystkich podcasterów razem wziętych, a nawet sztuczną inteligencję. Być może należałoby przywołać tu na pomoc ducha talk show „Bezludna wyspa” ze swoją nieco nieporadną scenografią zupełnie jak z telewizyjnego kabaretu i staromodnym stylem? Babcine, owszem. Ale być może upodobanie do humoru współczesny Polak tylko częściowo wchłonął z internetu, a więcej odziedziczył po babci. Może dla poczucia swojskiego bezpieczeństwa warto zadbać, by w studiu znalazły się jakieś suszone kwiaty?

Late Night With David Letterman

Late Night With David Letterman Autor zdjęcia: Getty Images

Ale jest też wariant drugi, ten memu sercu bliższy. Chodzi oczywiście o radosny i niepowstrzymany absurd – w latach 90. czasami kontrkulturowy (i wówczas nazywany, po Totartowemu, zlewem), czasami poczciwszy, za każdym jednak razem całkowicie odpięty. Charakterystyczną cechą takiego humorku było założenie, że widzowi ze swoich odlotów nie trzeba się tłumaczyć i jeśli tylko ów widz zechce, dostroi się do tej fali i sam pojmie. I pojmował! Te programy, z niemal samobójczą beztroską emitowane przed laty w telewizji w godzinach wysokiej oglądalności, przeczyły czasem powtarzanemu i wysoce błędnemu przekonaniu, jakoby widz polski cenił tylko humor niewyrafinowany (skąd się to wzięło?). Metoda była prosta: nie pytać, czy widz aby rozumie, tylko skoczyć na główkę i zaufać. Czy to rockandrollowy spontaniczny flow z Lalamido, czy pogodne a mądre żarty Manna i Materny, których parodie wiadomości czy teleturniejów opierały się właśnie na umiejętnym wydobyciu komponentu absurdalnego, a nie grubo ciosanych skojarzeń o subtelności papieru ściernego. 

Nie ma zatem co płakać, że nie będzie jak w Ameryce. Mamy wystarczająco dobre przykłady z własnej historii. Najważniejsze pozostaje jednak co innego. Stanisław Barańczak pisał kiedyś, że można oglądać rzeczy różne – dla rozrywki, lecz naprawdę szczerze lubi się te programy, w których jasno widać szacunek dla widza. Jestem przekonana, że dotyczy to zwłaszcza komedii.

Tagi

Czytaj więcej

ARTYKUŁ PARTNERSKI KA518830_Peugeot_HighRes Light

Na ekranie i za kierownicą. Francuski świat Peugeota

Samochody i kino mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać.

"Katastrofa w duecie": Marcin Dorociński i Ryan Reynolds w jednym filmie

Marcin Dorociński i Ryan Reynolds, czyli „Katastrofa w duecie”. Polski aktor w nowym filmie Apple TV

Marcin Dorociński wraca do Hollywood. Apple TV pokazało pierwszy zwiastun filmu „Katastrofa w duecie” (Mayday), w którym polski aktor występuje obok Ryana Reynoldsa i Kennetha Branagha.

Matt Damon i Zendaya w filmie „Odyseja”

„Odyseja” to kino totalne. Christopher Nolan w znakomitej formie [RECENZJA]

Gdyby Christopher Nolan żył w starożytnej Grecji, dziś jego dramaty stałyby obok największych antycznych tragików. Zamiast ekranizować Homera, opowiedział trojański mit po swojemu. I zrobił to zjawiskowo.

Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach

Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach

Od pierwszego polskiego serialu Netfliksa „1983”, przez nagradzane „Boże Ciało”, po „Rojsta” i „Furiozę” – Łukasz Simlat opowiada o rolach, które wyznaczały kolejne etapy jego aktorskiej kariery. Z okazji 10-lecia Netfliksa w Polsce kontynuujemy cykl „Ikoniczne role”, w którym aktorzy wracają do najważniejszych postaci swojej kariery.

„Jedyna” zdobyła wiele nominacji do Emmy

Emmy 2026: Ogłoszono nominacje. Mamy polski akcent

Poznaliśmy nominacje do 78. nagród Emmy. Wśród wyróżnionych „The Pitt”, „Jedyna” i Zendaya. Oto kto jeszcze powalczy o statuetkę dla najważniejszych produkcji telewizyjnych.

Oto najlepsze seriale 2026 roku

Najlepsze seriale 2026 roku (jak dotąd). Nasze typy

Rok 2026 obfituje w seriale, o których będzie się mówić jeszcze długo. To produkcje zachwycające świetnie napisanymi bohaterami, odważnymi historiami i wysokim poziomem realizacji. Wybraliśmy najlepsze seriale 2026 roku – od głośnych premier po znakomite powroty. Jeśli zastanawiasz się, co warto obejrzeć, ta lista jest dobrym miejscem, żeby zacząć.

„Projekt Hail Mary” to nowość na Amazon Prime Video

Co obejrzeć w lipcu? Nowości na Prime Video

Od prequela „Legalnej blondynki”, przez widowiskowe science fiction z Ryanem Goslingiem, po pełen napięcia horror rozgrywający się w tajskich jaskiniach. Oto najciekawsze filmy i seriale, które Prime Video przygotowało dla swoich widzów na lipiec.

„Wielki Łuk” to film oparty na faktach

„Wielki Łuk” – film o cenie marzeń

Co się dzieje, gdy idealista dostaje szansę stworzenia pomnika epoki? „Wielki Łuk” to oparta na faktach historia architekta, który zamiast świętować życiowy sukces, musiał stoczyć wyniszczającą walkę o własną wizję. W rolach głównych Claes Bang, Xavier Dolan i Swann Arlaud.