PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Filmy i seriale

„Odyseja” to kino totalne. Christopher Nolan w znakomitej formie [RECENZJA]

Gdyby Christopher Nolan żył w starożytnej Grecji, dziś jego dramaty stałyby obok największych antycznych tragików. Zamiast ekranizować Homera, opowiedział trojański mit po swojemu. I zrobił to zjawiskowo.

Udostępnij

3a0d95ac-e8d4-4faf-b8b3-cf20bf1f669c

Matt Damon i Zendaya w „Odysei” Autor zdjęcia: materiały prasowe

Radek
15.07.2026

W niedawnym wywiadzie, którego Tom Cruise udzielił młodemu maniakowi sztuki operatorskiej, Patrickowi Tomasso, hollywoodzki gigant powiedział, że „dawniej filmy po prostu wyglądały jak filmy, ale dziś trzeba się bardzo postarać, by osiągnąć ten efekt”.

Cruise jest zdania, że od lat 80., gdy zaczynał karierę, narzędzia filmowe rozwinęły się tak bardzo, że twórców zaczęły przerastać oferowane przez nie możliwości. Na planach filmowych wciąż słychać „poprawimy to w postprodukcji”, ale zdaniem aktora to ślepa uliczka przemysłu. 

Jeśli twórca nie wie, jak ma wyglądać jego dzieło, żadne efekty specjalne tego nie naprawią. Już na planie trzeba podporządkować tej wizji pracę wszystkich pionów – od oświetlenia po charakteryzację. W przeciwnym razie cyfrowa obróbka tylko spotęguje chaos, zamiast nadać filmowi mityczny, „filmowy” wygląd.

Cruise opowiadał o tym, promując film „Digger”, nowy film Alejandro Gonzáleza Iñárritu, w którym zagrał główną rolę. Ale przykładem idealnie obrazującym jego słowa jest „Odyseja” Christophera Nolana – kinowa epopeja, jakiej świat jeszcze nie widział.

„Odyseja”. Prawdziwa magia kina

Film otwierają słowa: „w czasach, gdy rzekomo istniała magia”. Polskie tłumaczenie zaciera jednak tę dwuznaczność, zamieniając przypuszczenie w stwierdzenie. Szkoda, bo sama konstrukcja filmu pozostawia widzowi przestrzeń do interpretacji. Nadnaturalne wydarzenia można uznać za realne, ale równie dobrze można je zakwestionować.

Paradoks polega na tym, że podczas seansu znacznie łatwiej uwierzyć w istnienie magii, niż jej zaprzeczać. Przez blisko trzy godziny Nolan buduje świat tak przekonujący i namacalny, że wszystko, co widzimy na ekranie, wydaje się po prostu prawdziwe. A skoro wygląda tak realistycznie, to przecież musiało się wydarzyć… prawda?

Gdy Odyseusz (Matt Damon) i jego załoga zostają uwięzieni w jaskini cyklopa Plifema, ani przez chwilę nie kwestionowałem jego autentyczności. To nie komputerowy model ani mechaniczna lalka poruszana przez skomplikowany mechanizm linek i bloczków. Jak Nolanowi udało się uzyskać tak bliski rzeczywistości efekt bez posiłkowania się cyfrową technologią? Nie mam pojęcia.

Wiem natomiast, że początkowe zdanie o śmiało można utożsamić z magią kina. Kiedyś, w czasach, których nie pamięta nawet Tom Cruise, o sekrecie tak przekonującej iluzji można by powiedzieć, że to „dym i lustra”. Nolan już w „Prestiżu” (2006), filmie o pojedynku dwóch (czy na pewno?) ambitnych iluzjonistów, pokazał, że jest biegłym adeptem tej sztuki. Ale po „Odysei” śmiało można nazwać go czarodziejem z krwi i kości. 

Tyle tylko, że jego magia nie rodzi się z komputerowych sztuczek. Powstaje na planie, z kamer, światła, scenografii i precyzyjnie zaplanowanych efektów.

Spektakl totalny

To pierwszy film pełnometrażowy w całości nakręcony kamerą IMAX. Ogromna, głośna jak przenośny agregat kamera, musiała być zamknięta w jeszcze większym, specjalnie zaprojektowanym, dźwiękoszczelnym futerale, by aktorzy w ogóle mogli usłyszeć wypowiadane przez siebie dialogi.

Dodatkowo każde ujęcie przerywać trzeba było co trzy minuty, bo tylko na tyle pozwalała jedna szpula z filmem w formacie IMAX. Co chwilę więc akcja musiała zostać wstrzymywana, a kamera – uzupełniona o nowy wkład taśmy.

A teraz wyobraźmy sobie, że to wszystko dzieje się na pokładzie statku miotanego falami wzburzonego morza, płonącym mieście, w niedostępnej dla pojazdów jaskini na szczycie góry itd. Właśnie z takimi ograniczeniami mocować musiał się Nolan i jego ekipa na planie epopei, a mimo to, zakończył zdjęcia przed planem, nie przekraczając budżetu.

To osiągnięcie niemal tak imponujące jak sam film. A przecież jego oszałamiająca strona wizualna jest tylko jednym z powodów, dla których „Odyseja” zachwyca. Przed seansem spodziewałem się przede wszystkim uczty dla oczu i technicznego majstersztyku. Po wyjściu z kina doszedłem jednak do wniosku, że to być może najmniej istotny z atutów tego filmu.

Owszem, fakt, że niemal wszystko, co widzimy na ekranie, zostało uchwycone już na planie zdjęciowym, zamiast powstać w komputerze, sprawia, że świat przedstawiony wydaje się niezwykle autentyczny. Widz bez trudu zanurza się w tej rzeczywistości i na blisko trzy godziny niemal zapomina, że ogląda film. Znacznie większe wrażenie robi jednak to, co Nolanowi udało się wydobyć z „Odysei” jako adaptacji jednej z najstarszych opowieści w historii ludzkości.

Jak Odys wracał do domu

To historia, którą w naszym kręgu kulturowym znać powinien każdy: po toczonej przez lata wojnie trojańskiej, Odyseusz, król Itaki, stara się powrócić do domu na przekór nieprzychylnej woli bogów.

Po drodze on i jego załoga przeżywają liczne przygody. Spotykają cyklopa, uciekają przed olbrzymimi Lajstrygonami, zostają zaklęci przez wróżbitkę Kirke, schodzą do królestwa Hadesa czy umykają przed syrenim śpiewem.

W międzyczasie trwania tej wieloletniej tułaczki na dworze Odysa w Itace jego żona Penelopa (doskonała Anne Hathaway) i młody książę Telemach (Tom Holland) szukają sposobu na poradzenie sobie z grupą zalotników, którzy pod nieobecność króla starają się o rękę królowej. Wierzą, że ta najpewniej już została wdową.

Nolan podchodzi do oddania materiału źródłowego zaskakująco wiernie, ale nie ogranicza się jedynie do relacji Homera. Istotny dla fabuły jest choćby Sinon (Elliot Page), który w micie trojańskim pojawia się w wersjach Arktinosa z Miletu i później u Wergiliusza.

Wieszcz z Londynu

Widać, że przygotowując się do pisania scenariusza Nolan doskonale prześledził wszystkie możliwe źródła. Jego wersję „Odysei” z powodzeniem można by przyrównać, zresztą, do współczesnej reinterpretacji tego mitu stworzonego na takich samych prawach, jak robili to jeszcze antyczni Grecy.

Przecież już Arkitinos (ponoć uczeń Homera) reinterpretował opowieść Odysa po swojemu, a potem na potrzeby dramatu przerabiali ją Sofokles, czy – już w czasach rzymskich – Wergiliusz.

To samo w sobie powinno uciszać wyssane z palca argumenty domorosłych znawców antyku, którym nie podobają się choćby wybory obsadowe Nolana (wiele rasistowskich komentarzy padało pod adresem Lupity Nyong’o wcielającej się w bliźniaczki – Helenę i Klitajmestrę), czy jego swobodne podejście do umocowanego w realiach historycznych ubrania i uzbrojenia bohaterów.

Brytyjski reżyser nie tyle był zainteresowany ekranizowaniem Homera, ile opowiadaniem mitu po swojemu. Gdyby był mniej sprawnym twórcą, pewnie poległby z kretesem, ale odniósł zamierzony sukces. „Odyseja” Nolana jest jednocześnie kinowym hitem i mitem w pełnym znaczeniu tych słów. To dzieło sztuki filmowej oraz jeden z najważniejszych tekstów współczesnej kultury, jakie wydało kino. A być może – jeden z najważniejszych tekstów kultury współczesnej w ogóle.

Nolanowi udaje się bowiem opowiedzieć jedną z najstarszych historii świata w sposób przeszywająco współczesny. Nie w znaczeniu, który na myśl przychodzić może hejterom od miesięcy podżegającym przeciw obrazowi, bo nie chodzi tu o banały takie jak poprawność polityczna. „Odyseja” jest współczesna, bo tak samo jak o antycznej cywilizacji epoki brązu opowiada o naszej epoce krzemu.

Powrót do przyszłości

Podróż weterana do domu nagle okazać może się historią o PTSD, współczesnym koszmarze wojny i cichym, kulturowym przyzwoleniu na ludobójstwo w imię politycznego zysku. Historia kresu pradawnej cywilizacji i zbrukaniu antycznych praw wybrzmi, jak opowieść o zabiciu cywilizowanego dyskursu, przekroczeniu kulturowego Rubikonu, za którym – parafrazując Odyseusza – kultura pisma ustąpić będzie musiała pieśniom, tak jak wiedza i nauka dziś ustępują memom.

Brzmi to może równie złowróżbnie co enigmatycznie, ale każdy, kto z uwagą obejrzy finał filmu, zrozumie o co chodzi. Zbytnie wyjaśnianie tego kierunku interpretacji zaś odjęłoby zbyt wiele z przyjemności pierwszego seansu.

Pierwszego i zapewne nie jedynego, bo sam na „Odyseję” planuje wybrać się co najmniej jeszcze raz. To film na tyle nasycony znaczeniami i polami do ich rozszyfrowywania, że spodziewam się, że każda kolejna obejrzana projekcja pomoże zauważyć coś więcej.

Jest tu zresztą jeszcze sporo do powiedzenia o wątkach kobiecych – to chyba najbardziej „kobiecy” film w dorobku Nolana. Świetnie wypadają zarówno Penelopa, jak i Kalipso (Charlize Theron). Odważnie poprowadzone są również sceny z Heleną (Nyong’o) i Kirke (Samantha Morton). Nad całością unosi się zaś zjawiskowa Atena (Zendaya), której eteryczna obecność i relacja z Odyseuszem stają się lejtmotywem całego filmu.

Drugi seans nie przeszkodzi też z cieszenia się aktorskimi szarżami Roberta Pattinsona w roli Antinousa, jednego z zalotników Penelopy, czy zaskakująco czułą rolą Johna Leguizamo, który wciela się w niewidomego świniopasa Eumaeusa – wiernego sługi Odyseusza. No i jest jeszcze pies Argos. Dla niego mogę iść do kina i po raz trzeci.

Więcej w tym temacie:

Radek

Wieloletni dziennikarz kulturalny „Gazety Wyborczej” specjalizujący się w świecie kina, telewizji i szeroko pojętej popkultury. Współpracuje m.in. z radiową Trójką, portalami GQ Poland, Filmweb i Sprawdzamto.pl. Współprowadzący podcastu „Odcinek po odcinku” Polskiego Radia.

Czytaj więcej

Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach

Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach

Od pierwszego polskiego serialu Netfliksa „1983”, przez nagradzane „Boże Ciało”, po „Rojsta” i „Furiozę” – Łukasz Simlat opowiada o rolach, które wyznaczały kolejne etapy jego aktorskiej kariery. Z okazji 10-lecia Netfliksa w Polsce kontynuujemy cykl „Ikoniczne role”, w którym aktorzy wracają do najważniejszych postaci swojej kariery.

„Jedyna” zdobyła wiele nominacji do Emmy

Emmy 2026: Ogłoszono nominacje. Mamy polski akcent

Poznaliśmy nominacje do 78. nagród Emmy. Wśród wyróżnionych „The Pitt”, „Jedyna” i Zendaya. Oto kto jeszcze powalczy o statuetkę dla najważniejszych produkcji telewizyjnych.

Oto najlepsze seriale 2026 roku

Najlepsze seriale 2026 roku (jak dotąd). Nasze typy

Rok 2026 obfituje w seriale, o których będzie się mówić jeszcze długo. To produkcje zachwycające świetnie napisanymi bohaterami, odważnymi historiami i wysokim poziomem realizacji. Wybraliśmy najlepsze seriale 2026 roku – od głośnych premier po znakomite powroty. Jeśli zastanawiasz się, co warto obejrzeć, ta lista jest dobrym miejscem, żeby zacząć.

„Projekt Hail Mary” to nowość na Amazon Prime Video

Co obejrzeć w lipcu? Nowości na Prime Video

Od prequela „Legalnej blondynki”, przez widowiskowe science fiction z Ryanem Goslingiem, po pełen napięcia horror rozgrywający się w tajskich jaskiniach. Oto najciekawsze filmy i seriale, które Prime Video przygotowało dla swoich widzów na lipiec.

„Wielki Łuk” to film oparty na faktach

„Wielki Łuk” – film o cenie marzeń

Co się dzieje, gdy idealista dostaje szansę stworzenia pomnika epoki? „Wielki Łuk” to oparta na faktach historia architekta, który zamiast świętować życiowy sukces, musiał stoczyć wyniszczającą walkę o własną wizję. W rolach głównych Claes Bang, Xavier Dolan i Swann Arlaud.

Co oglądać latem w SkyShowtime

Wakacje w SkyShowtime. Co oglądać latem? Oto najciekawsze premiery

Nowe premiery SkyShowtime na wakacje 2026. „Lioness” sezon 3, „Star Trek: Nieznane nowe światy”, „Song Sung Blue”, „Americana” i inne filmy oraz seriale, które warto obejrzeć latem.

„Zaproszenie” to hit tych wakacji

„Zaproszenie”. Najbardziej niezręczna kolacja roku

Olivia Wilde bierze pod lupę współczesne związki i pyta, czy miłość może przetrwać, gdy codzienność zabija namiętność. Seth Rogen, Penélope Cruz i Edward Norton spotykają się przy kolacji, która wymyka się spod kontroli.

Netflix na lipiec 2026

Sezon ogórkowy na Netfliksie nie istnieje. Oto co oglądać w lipcu

Od perełki o golfie z Willem Ferrellem, przez filmową wersję Heartstoppera” i true crime najwyżej próby, po serial katastroficzny w lipcowej ramówce Netfliksa. Co jeszcze zobaczymy?