„Zaproszenie”. Najbardziej niezręczna kolacja roku
PARTNERZY SERWISU
Filmy i seriale
„Zaproszenie”. Najbardziej niezręczna kolacja roku
Olivia Wilde bierze pod lupę współczesne związki i pyta, czy miłość może przetrwać, gdy codzienność zabija namiętność. Seth Rogen, Penélope Cruz i Edward Norton spotykają się przy kolacji, która wymyka się spod kontroli.
Udostępnij

Olivia Wilde i Seth Rogen grają pierwsze skrzypce Autor zdjęcia: materiały prasowe, Monolith
„Zaproszenie” zostaje otwarte przez cytat: „Człowiek powinien być zawsze zakochany. Dlatego właśnie nigdy nie powinien się żenić”. Autorem słów jest z Oscar Wilde. Film wyreżyserowała Olivia Wilde (nazwisko przybrane). Przypadek? Nie sądzę. Ego trip? Na pewno. Chciałoby się powiedzieć: i dobrze! Go, girl! Po batach, które reżyserka dostała od krytyków za (podobno) przemocowe akcje na planie swojego poprzedniego – zmanierowanego i przewidywalnego dreszczowca, który wyglądał jak zbyt długi odcinek „Czarnego lustra” – „Nie martw się, kochanie” (2022), należy jej się chwila oddechu i szansa na połechtanie właśnie własnego ego. Po „Zaproszeniu” (remake’u hiszpańskiego „Sentimental” Cesca Gaya) może je łechtać do woli. Bowiem film (ze scenariuszem Willa McCormacka i Rashidy Jones), podążając satyrycznym tropem Oscara Wilde’a, który w swoich utworach lubił zamykać ludzi w czterech ścianach i opisywać relacje, wypada nad wyraz świeżo. Mimo że składa się z do cna ogranych klisz.

„Zaproszenie” to film czterech osób Autor zdjęcia: materiały prasowe, Monolith
Wszystkie pionki na szachownicy
Olivia Wilde ustawia bohaterów i bohaterki na swojej scenie. Jest nią świeżo wyremontowane mieszkanie w San Francisco, należące do nieszczęśliwego małżeństwa Joe (Seth Rogen) i Angeli (granej przez samą Wilde). Wychowują oni dwunastoletnią córkę Maggie, która akurat nocuje u koleżanki. Fakt nieobecności dziewczynki wykorzystuje Angela, zapraszając parę (niezamężną i szczęśliwą) z piętra wyżej – Piñę (Penélope Cruz) i Hawka (Edward Norton) – na wieczór przy winie i desce wędlin (wyśmienite żarty z wyobrażeń Amerykanów o hiszpańskim jedzonku).
Joe nie jest zadowolony z tego pomysłu. Twierdzi, że Angela go o nim nie poinformowała i ma jeszcze pretensje o brak wina. Mężczyzna wolałbym poleżeć na podłodze (cierpi na chroniczny ból pleców) i ponarzekać na życie (jest nauczycielem w podrzędnym konwersatorium, blisko 20 lat temu zaprzepaścił karierę muzyczną). W młodości Seth Rogen grał już podobnych bohaterów – bełkoczących ironistów, zjaranych malkontentów, nerwowo śmiejących się przy co drugim zdaniu (co zresztą jest charakterystyczne dla samego aktora) nieudaczników, a do tego nieludzko zabawnych. Tym razem jednak jest w Joe coś mrocznego, niebezpiecznego. Pod skórą znajdują się pokłady złości, która tylko czeka na erupcję. Rogen jest tu wybitny (jedynie szkoda, że koniec końców wychodzi na „śmiesznego grubasa”). Może bohatera dopisać do swoich najlepszych kreacji aktorskich.
Brak ratunku
Angela jest zdesperowana (Wilde w tej desperacji, a także w allenowskim rozedrganiu i humorze jest bardzo dobra). Siedzi zamknięta w mieszkaniu (fantastyczna praca scenografki Jade Healy – wierzymy, że ludzie zamieszkują tę przestrzeń) z nieużywanym dyplomem szkoły średniej, bez znajomych i poświęca się renowacji (od miesiąca nie potrafi wybrać odpowiedniego koloru do sypialni). Kolacja z sąsiadami wydaje się jej ostatnią deską ratunku, dzięki której zdobędzie nowych przyjaciół i odskocznię od codzienności. A tak naprawdę jej samotność odbija się w samotności męża – ich małżeństwo umiera (umarło?). Nie chcą się do tego przed sobą przyznać.
Parze niewiele trzeba do kłótni, która nawet po konsolidacyjnych technikach z podcastu (świetne!) nie wygasa, a wręcz przeciwnie – wybucha ze wzmożoną siłą. Wreszcie Joe stwierdza, że skoro Piña i Hawk przychodzą, wygarnie im, iż ich życie seksualne zakłóca ciszę nocną. Aż nadto znamy tę kliszę – tak naprawdę niechęć jest spowodowana zazdrością. Sąsiedzi z góry są (w wyobrażeniu) dla małżeństwa wszystkim tym, czym ono samo nie jest – metaforą wolności, minionych „straconych” lat. Oczywiście, jak to bywa kameralnych komediodramatach na osiem rąk, nie każde złoto, co się świeci.

Para z góry – Edward Norton i Penélope Cruz Autor zdjęcia: materiały prasowe, Monolith
Para z góry
I faktycznie, kiedy Hawk i Piña pojawiają się w mieszkaniu, początkowo sprawiają wrażenie wyluzowanych, pewnych siebie i swoich ciał oraz tego, jak oddziałują na innych. Bez skrępowania przyznają, że jeszcze zanim zadzwonili do drzwi, słyszeli, jak Joe i Angela głośno się kłócą. Co zawstydza główną parę bohaterską, a jednocześnie pokazuje, iż wcale nie muszą się krępować. Mogą wyłożyć kawę na ławę. Sąsiedzi nie z jednego pieca jedli chleb. On jest emerytowanym strażakiem, który po tragedii znalazł nową drogę ekspresji (zarówno życiowej, jak i seksualnej). Ona psycholożką i seksuolożką (choć zdecydowanie niezbyt dobrą, ale szczegółów nie zdradzę). Z marszu sąsiedzi zyskują przewagę – są cool dziećmi kwiatami, ale takimi na dzisiejsze czasy – kryzysów, przepracowań, wojen i całego tego shitu, który nas zalewa, gdy odpalamy media społecznościowe.
Olivia Wilde fantastycznie wykorzystała gwiazdorską personę Edwarda Nortona. Jest stworzony do roli wszystkowiedzącego pozoranta o dziwnym imieniu („hawk” to jastrząb, ptasie imię budzi podejrzenia Joe, co jest polem trafnych żartów). Przystojny, elokwentny i mimo wieku wciąż wyglądający młodo. Wierzymy, że może porwać tłumy swoim swagiem na gorącego tatuśka.
Penélope Cruz to inna bajka. Rewelacyjna aktorka, ale tylko w hiszpańskojęzycznych filmach. Hollywoodzcy reżyserzy i reżyserki widzą ją jako kipiącą seksem laskę z Europy, która jedynie pragnie zwabiać „naszych” (czytaj: amerykańskich) mężczyzn i robi to z kpiącym uśmieszkiem. Również w „Zaproszeniu”, przynajmniej na papierze, kierujemy się w te rejony. Na szczęście nie jest to karykatura jak w „Vicki, Cristina, Barcelona” Allena, a aktorka robi, co może, by zbalansować oczekiwania reżyserki, jednak wychodzi to z różnym skutkiem. Najlepsze sceny są te, w których pali trawę z Joe, rozmawiając o związkach, relacjach, codzienności. Wtedy jest najbliżej życia, a przez to – no cóż – prawdziwa.
Na dwoje babka wróżyła
Film Olivii Wilde zaczyna rozchodzić się mniej więcej w połowie, po „wielkim” (nie będę spoilerował) plot twiście, po którym zostaje ujawniony prawdziwy cel wizyty sąsiadów z góry. Każdy z bohaterów i bohaterek będzie miał moment na swój „oscarowy” monolog, w którym kawę na ławę wyłoży to, co leży mu na wątrobie. Mam też wrażenie, że twórczyni zbyt pośpiesznie zmierza ku zakończeniu, łatając dziury kolejnymi kliszami. Przykre (czytaj: filmowi do „Kto się boi Virginii Woolf?” daleko). Zaskakujące też, że „Zaproszenie” koniec końców jest obrazem bardzo zachowawczym, powiedziałbym nawet, że pruderyjnym (całe seksualne eksperymentowanie sąsiadów to tylko magnes).
Na osłodę dostajemy mocną godzinę z hakiem bardzo dobrze sfotografowanej (brawa dla Adama Newporta-Berry) opowieści o tym, co można zrobić, kiedy nasze oczekiwania czy marzenia nie spełniają się tak, jakbyśmy chcieli. Wilde łapie moment, w którym jej Joe i Angela właśnie sobie to uświadamiają, wynurzając głowę z topieli – zdawać by się mogło niekończącego się – smutku. Po tym nagłym olśnieniu (wywołanym wizytą Hawka i Piñy) mają dosłownie sekundę, by doszczętnie zniszczyć to, co do tej pory zbudowali, lub razem spróbować ratować to, co się da, i zrobić to z faktycznej potrzeby bycia w tym konkretnym związku, a nie, bo tak trzeba. Pytanie tylko: czy jest to wszystko warte zachodu? Czy może lepiej dać sobie spokój? Reżyserka nie podsuwa gotowej odpowiedzi, ale daje powód do debatowania nad – nawet jeśli tylko hipotetycznymi – rozwiązaniami.
Więcej w tym temacie:
- Czy Strava może okazać się nowym Tinderem?
- Libido na minusie. Kiedy brak ochoty na seks powinien niepokoić?
- „I że cię nie opuszczę... aż do kolejnych motyli w brzuchu”. Czemu zdradzamy?
- Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing. Jak wpadliśmy w pułapkę bycia lepszą wersją siebie?
- Myślisz, że jesteś dobrym partnerem. Eksperci mają inne zdanie
- Jak mieć lepszy seks w związku? To nie technika najczęściej wszystko psuje
Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.
Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.
Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Filmy i seriale
Sezon ogórkowy na Netfliksie nie istnieje. Oto co oglądać w lipcu
Od perełki o golfie z Willem Ferrellem, przez filmową wersję Heartstoppera” i true crime najwyżej próby, po serial katastroficzny w lipcowej ramówce Netfliksa. Co jeszcze zobaczymy?
Filmy i seriale
Dlaczego po „The Bear” nie patrzymy już na kuchnię tak samo?
Przez dekady kino romantyzowało gotowanie – raz jako sztukę dostępną tylko wybrańcom, innym razem jako źródło nostalgii. Finał „The Bear” pokazuje, że prawdziwa siła kuchni nie tkwi w geniuszu jednostki, lecz w zespole, komunikacji i pracy wykonywanej bez przemocy. To jedna z najciekawszych zmian we współczesnej popkulturze.
Filmy i seriale
Królują w „Rodzie smoka”. Bethany Antonia i Phoebe Campbell o siostrzanej więzi
Baela i Rhaena Targaryen wreszcie wychodzą z cienia. W trzecim sezonie „Rodu smoka” siostry stają przed decyzjami, które na zawsze zmienią ich życie. Bethany Antonia i Phoebe Campbell opowiadają o dorastaniu, wojnie i więzi, która zostaje wystawiona na najtrudniejszą próbę.
Filmy i seriale
„The Bear” dobiega końca. Lionel Boyce opowiada o pożegnaniu z Marcusem
Po pięciu sezonach „The Bear” dobiega końca. Lionel Boyce, odtwórca roli Marcusa, opowiada o emocjonalnym ostatnim dniu zdjęciowym, przemianie swojego bohatera i serialu, który z opowieści o gotowaniu stał się historią o ludziach.
Filmy i seriale
„Wędrówka na północ” – cichy buntownik we wrzeszczącym świecie
To prawda, że film Barta Schrijvera jest uważnym portretem męskiej przyjaźni, wystawionej na próbę nieuchronnych zmian. Przede wszystkim jednak „Wędrówka na północ” przypomina o wyjątkowości niespiesznego doświadczenia kinowego, które stawia opór kompulsywnemu i bezrefleksyjnemu pochłanianiu przebodźcowujących treści.
Filmy i seriale
„Ród smoka”: Olivia Cooke i Fabien Frankel zdradzają, co czeka Alicent i Cole’a
Jeszcze niedawno należeli do najpotężniejszych ludzi w Westeros. Dziś Alicent Hightower i Criston Cole próbują odnaleźć się w świecie, który sami pomogli doprowadzić do katastrofy. Olivia Cooke i Fabien Frankel opowiadają o traumie, poczuciu winy i trzecim sezonie „Rodu smoka”.
Filmy i seriale
Jest nowy zwiastun serialowej „Lalki”! Nadchodzi przewrotna odsłona klasyki
Netflix zaprezentował drugi zwiastun serialu opartego na ikonicznej książce Bolesława Prusa. Kiedy obejrzymy produkcję?
Filmy i seriale
„The Bear” smakuje lepiej bez Carmy’ego. Przedpremierowa recenzja
Jeremy Allen White nadal jest twarzą „The Bear”, ale piąty sezon udowadnia, że serial Christophera Storera nie potrzebuje już nieustannego skupiania się na jego bohaterze. Gdy Carmy schodzi z pierwszego planu, więcej miejsca dostają inni, a „The Bear” odzyskuje smak.