„The Bear” smakuje lepiej bez Carmy’ego. Przedpremierowa recenzja
PARTNERZY SERWISU
Filmy i seriale
„The Bear” smakuje lepiej bez Carmy’ego. Przedpremierowa recenzja
Jeremy Allen White nadal jest twarzą „The Bear”, ale piąty sezon udowadnia, że serial Christophera Storera nie potrzebuje już nieustannego skupiania się na jego bohaterze. Gdy Carmy schodzi z pierwszego planu, więcej miejsca dostają inni, a „The Bear” odzyskuje smak.
Udostępnij

„The Bear” wraca z piątym sezonem Autor zdjęcia: materiały prasowe, FX
Nie będzie to kontrowersyjnym stwierdzeniem, że „The Bear” właściwie nigdy nie był o jedzeniu. Może na początku, kiedy tytułowa knajpa nazywała się The Beef i serwowała pracownikom i pracowniczkom z okolicy włoskie kanapki ociekające smakowitym tłuszczem. Gdy – uwaga, znienawidzone słowo – koncept zmienił charakter i zaczęto serwować kleksy na talerzach, trudno było utrzymać – przynajmniej moje – foodowe zainteresowanie. Wtedy też fabularna szala serialu Christophera Storera przechyliła się na rzecz (bo przecież zawsze również ich dotyczyła) relacji między bohaterami i bohaterkami, a dokładnie tego, jak postacie próbują ułożyć się z rozkapryszonym dużym chłopcem, szefem kuchni Carmym Berzatto (Jeremy Allen White), który zamiast iść na terapię, woli zadręczać najbliższych. Końcówka poprzedniego, czwartego sezonu jeszcze mocniej to podkreśliła.
Co było?
Gwoli przypomnienia: kiedy The Bear już się otwiera, a Carmy’emu udaje się namówić Sydney (Ayo Edebiri), by została współwłaścicielką restauracji, ten rakiem wycofuje się ze swojej części umowy, bo postanawia zrezygnować z kucharzenia. „To nie dla mnie” – mówi nawet, jakby był na trzymiesięcznym okresie próbnym, a nie osobą, która miała to wszystko trzymać do kupy. Jeśli Sydney teraz podpisze umowę, zgodzi się zostać współwłaścicielką razem z Jimmym (Oliver Platt) i siostrą Carmy’ego, Natalie (Abby Elliott). Żadne z nich jednak nie kucharzy, tylko zarządza. Jest jeszcze licznik, który od pierwszego odcinka sezonu odlicza sekundy. Gdy zegar pokaże same zera, Jimmy (główny udziałowiec) ma przestać dokładać pieniądze do działalności kuchni, tym samym zmusić personel do sprawdzenia, czy jest w stanie utrzymać się wyłącznie z przychodów, które wypracowuje każdego wieczoru. The Bear ledwie startuje, do tego jest jeszcze Carmy zwijający manatki, więc nadchodzący czas ma się okazać być albo nie być knajpy. Tym większa niewiadoma, bo nikt prócz Sydney i zarządu nie wie, że szef kuchni daje nogę.

Ayo Edebiri jako Sydney Autor zdjęcia: materiały prasowe, FX
Co jest?
Sezon piąty zaczyna się od uderzenia pioruna. Jesteśmy w mieszkaniu kucharki Tiny (Liza Colón-Zayas). Przez stres cierpi na bezsenność, więc pichci kolejną potrawę (grillowaną brukselkę na zielonym purée – wygląda pysznie). Jesteśmy w momencie, w którym właściwie skończyła się „czwórka” serialu. W poprzednich sezonach poznaliśmy drogę zawodową Tiny – pięćdziesięcioparoletniej migrantki, którą zwolniono po 15 latach pracy i która cudem znalazła zatrudnienie jeszcze w The Beef. Domyślamy się, że nawet jak The Bear zwinie podwoje, kobieta sobie poradzi. Tym razem jest jednak inaczej. Wreszcie Tina pracuje w miejscu, gdzie się spełnia, rozwija, a przede wszystkim robi to z ludźmi, których kocha (wracając do mojego „kontrowersyjnego” stwierdzenia z początku). Chce wierzyć więc w dobrą passę.
Tonący eskalopek się chwyta
Szkoda tylko, że kapitan tonącego okrętu pierwszy wskakuje do szalupy. I to (niemal) dosłownie. Bowiem piorun z początku był nie tylko metaforycznym omenem zwiastującym kłopoty, jakie napotkają nasi bohaterowie i bohaterki, lecz także sygnałem załamania pogody. Chicago, gdzie rozgrywa się akcja, zostaje nawiedzone przez ogromną ulewę. Ulice są zalane, a media zalecają, by zostać w domu. Tymczasem zespół The Bear gromadzi się w knajpie jak Avengersi przed bitwą. Ale żeby nie było zbyt łatwo – knajpa fizycznie się wali. Ulewa niszczy dach, podmywa fundamenty, brakuje wody w rurach, kanalizacja jest zapchana (przez kiepy papierosów Carmy’ego, które setkami wpływają do studzienki – dobre!), zdarzają się przerwy w dostawie prądu. System rezerwacji wariuje, więc tak naprawdę nie wiadomo, ilu gości i gościń można się spodziewać. Do tego Jimmy zablokował karty kredytowe restauracji. A to oznacza, że dostawy zostały wstrzymane. Zatem Sydney komponuje menu z tego, co znajdzie w lodówkach. Operatorowi Andrew Wehdemu z przekonaniem udało się oddać wilgotność pomieszczeń. Nawet jeśli nie widzimy, że leje jak z cebra, niemal czujemy zapach mokrych ciuchów, mebli, sprzętów.

Ebon Moss-Bachrach jako Richie Autor zdjęcia: materiały prasowe, FX
Apokaliptyczno-potopowy klimat piątego (podobno ostatniego) sezonu – choć mało subtelny – dobrze robi serialowi. Podobnie jak osadzenie akcji (przynajmniej do piątego odcinka, bo tyle widziałem) w trakcie jednego dnia. Choć zaplecze (też pod względem interpersonalnym) dosłownie się wali, trzeba zachować pozory (marzenie o gwiazdce Michelin dalej jest w grze). Kondensacja akcji przynajmniej w teorii ma trzymać nas w większym napięciu. Bo może i mobilizacja (przygotowanie menu, potraw, ustawianie zastawy, briefing pracowników i pracowniczek) zdarza się w knajpie każdego dnia, przy tak dużej intensywności faktycznie sprawia wrażenie, że to być albo nie być restauracji. Czy bohaterom i bohaterkom się uda? Przecież mają do uratowania świat, jeśli nie cały, to na pewno swój własny.
Kto pozostał na Titanicu?
Nigdy nie byłem fanem ani Carmy’ego, ani „kuzyna” Richiego (wyśmienity Ebon Moss-Bachrach) – postaci żywcem wyjętych z gejowskiego koszmaru. Dwóch przemocowych hetero ziomków, którzy może i utalentowani (Carmy do gotowania, Richie – jak się okazało – do zarządzania i organizowania), ale wystarczy tylko popchnąć ich ku emocjonalnej granicy albo odurzyć ich używkami, by obaj wybuchnęli. Do rękoczynów niewiele im trzeba.
Z biegiem czasu to Richie wykonał największą robotę, co nie zmienia faktu, że aby się zmotywować, obraża swoje odbicie w lustrze (terapia, welcome!). Jednak to on powie do Carmy’ego: „Jesteś osobą o szczególnych potrzebach”, niepotrafiącą w ludzi. Jednak kiedy główny bohater, idąc za radą kuzyna, spróbuje zdopingować innych („Let’s fucking goooo!”), pracownicy i pracowniczki pomyślą, że to wszystko ściema. Tak bardzo „depresyjna” persona Carmy’ego zrosła się z jego emploi. Dlatego trudno mi uwierzyć, że ktokolwiek mógłby z nim wytrzymać. Choć może jest to dyskusja o tym, czy można oddzielić artystę od dzieła (poczekajcie, jak przygotowuje – pewnie przekręcę nazwę – jagnięcinę tonnatę – wszystkie grzechy wybaczone)?

Liza Colón-Zayas jako Tina Autor zdjęcia: materiały prasowe, FX
Sydney na pierwszym planie
W piątym sezonie Syd wychodzi – siłą rzeczy – z cienia Carmy’ego. Wreszcie może sama może podjąć decyzje, zaczyna ogarniać. Jednocześnie (do czasu) chroni tajemnicę o odejściu szefa kuchni. Siłaczka. Edebiri jest stworzona do gry tej bohaterki. Choć jest niewielka fizycznie, ma wielką wewnętrzną energię.
To usunięcie się Berzatto (mam wrażenie – również Allen White pałęta się po drugim planie) służy historii. Bowiem eksponuje relacje nieprzygaszone obecnością kulinarnego demiurga. W jednym z odcinków mamy świetną scenę, w której Syd ciśnie bekę (w końcu serial jest komedią, o czym bardzo łatwo zapomnieć) z romantycznych podchodów Richiego do jednej ze współpracowniczek. Mimo że Carmy dopytuje, z czego się śmieją, nie dostaje odpowiedzi. Jest już jedną nogą gdzie indziej. Nagle okazuje się, że nie jest niezastąpiony. Niech to w końcu chłop zobaczy!
Wreszcie „The Bear” stał się opowieścią nie o nieprzepracowanych traumach głównego bohatera, ale o grupie ludzi, których połączyła właśnie miłość do miejsca, do żywienia innych i przez posiłek dawania gościom i gościniom szczęścia. Szkoda tylko, że Strorer potrzebował tak wielu sezonów, by w końcu to zrozumieć.
Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.
Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.
Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Filmy i seriale
Jest nowy zwiastun serialowej „Lalki”! Nadchodzi przewrotna odsłona klasyki
Netflix zaprezentował drugi zwiastun serialu opartego na ikonicznej książce Bolesława Prusa. Kiedy obejrzymy produkcję?
Filmy i seriale
„Ród smoka” wraca. Harry Collett i Tom Glynn-Carney o nowym sezonie
„Ród smoka” właśnie powrócił z trzecim sezonem, a wraz z nim Aegon Targaryen, który próbuje poskładać się po własnym upadku, i Jacaerys Velaryon, coraz mocniej wchodzący w rolę przyszłego przywódcy. Tom Glynn-Carney i Harry Collett opowiadają o wojnie, traumach i o tym, dlaczego w Westeros największym zagrożeniem nigdy nie były smoki.
Filmy i seriale
Michał Sikorski o swoich ikonicznych rolach
Od przełomowej „Sonaty” po fenomen „1670” – Michał Sikorski opowiada o rolach, które ukształtowały jego aktorską karierę. Z okazji 10-lecia Netfliksa w Polsce rozpoczynamy cykl „Ikoniczne role”, w którym aktorzy wracają do najważniejszych postaci swojej kariery.
Filmy i seriale
Dlaczego świat oszalał na punkcie „Backrooms”?
21-letni Kane Parsons zamienił internetową obsesję w filmowy fenomen. „Backrooms. Bez wyjścia” zarabia miliony, przyciąga młodą widownię i pokazuje, że przyszłość kina rodzi się dziś na YouTubie.
Filmy i seriale
Tom Holland i Zendaya wkraczają w nowy rozdział. Jest zwiastun „Spider-Man: Nowego początku”
Trudno powiedzieć, co dziś elektryzuje fanów bardziej: rekordowo popularny „Spider-Man: Nowy początek” czy fakt, że Tom Holland i Zendaya znów pokazują się razem. Nowy zwiastun tylko podgrzewa atmosferę wokół filmu, a świeżo upieczeni małżonkowie właśnie rozpoczęli wspólną trasę promocyjną, która potrwa jeszcze wiele miesięcy.
Filmy i seriale
„Ród smoka” wreszcie przestał być gorszą „Grą o tron”. Recenzja
Trzeci sezon „Rodu smoka” przynosi to, czego brakowało serialowi od początku: stawkę, emocje i bohaterów, których decyzje naprawdę mają konsekwencje. Produkcja HBO Max wreszcie nie sprawia wrażenia kosztownej imitacji. Westeros znowu wciąga.
Filmy i seriale
„1670” wraca z trzecim sezonem. Jan Paweł chce wysłać chłopa na Księżyc
Netflix zapowiedział trzeci sezon hitowego serialu „1670". Premiera 5 sierpnia, a fabuła zabierze widzów z błotnistej Adamczychy na królewski dwór i do Warszawy.
Filmy i seriale
„Poszukiwacze zaginionej Arki” kończą 45 lat. Jak Spielberg i Lucas stworzyli arcydzieło kina przygodowego
Mija 45 lat od premiery „Poszukiwaczy zaginionej Arki” – filmu, który na nowo zdefiniował kino i uczynił Indianę Jonesa jedną z największych ikon popkultury.