PARTNERZY SERWISU

apartpl nohoone

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl nohoone

Filmy i seriale

„Ród smoka” wreszcie przestał być gorszą „Grą o tron”. Przedpremierowa recenzja

Trzeci sezon „Rodu smoka” przynosi to, czego brakowało serialowi od początku: stawkę, emocje i bohaterów, których decyzje naprawdę mają konsekwencje. Produkcja HBO Max wreszcie nie sprawia wrażenia kosztownej imitacji. Westeros znowu wciąga.

Udostępnij

Czy „Ród smoka” dogoni „Grą o tron”?

Emma D'Arcy w „Rodzie smoka” Autor zdjęcia: materiały prasowe, Warner Bros. Discovery

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA
17.06.2026

„Jeżeli tak wygląda zwycięstwo, nie chcę zobaczyć następnego” – mówi jedna z postaci w „Rodzie smoka” obserwując pole bitwy usłane trupami. 

Kolejny bohater w innym momencie stwierdza w podobnym duchu: „Kiedy smoki tańczą, ludzie zmieniają się w proch pod ich łapami. Śmierć przyniosłaby mi ulgę”. 

Tak wyglądają psychologiczne podwaliny sequelu „Gry o tron”, który po ponad dwuletniej przerwie wraca ze swoim trzecim sezonem (premiera 22 czerwca). Wreszcie jednak dostajemy pełnokrwisty serial (przynajmniej po czterech odcinkach udostępnionych do recenzji), nie wyglądający jak gorszy kuzyn osadzonej w Westeros ikonicznej (ekhm, bez ostatniego sezonu) produkcji Davida Benioffa i D.B. Weissa – a takie były dwie poprzednie odsłony. Co znamienne, „trójka” „Rodu…” nie tylko stacza bój o dusze z ekranizacją „Pieśni lodu i ognia” George’a R.R. Martina, lecz także z „Rycerzem siedmiu królestw”, tegoroczną komediowo-dramatyczną perełką z akcją osadzoną blisko sto lat przed wydarzeniami z „Gry o tron”. 

Czy „Ród smoka” doścignie „Grę o tron”?

Emma D’Arcy jako Rhaenyra Targaryen Autor zdjęcia: materiały prasowe, Warner Bros. Discovery

Łaska pańska na pstrym smoku fruwa 

Fabułę „Rodu smoka” można przedłożyć dość treściwie: oto wielka (biorą w niej udział potężne smoczyska) wojna domowa, która skłóca ze sobą rodzinę królewską w Westeros i doprowadza do rozłamu w całym kraju. Nikt z tej potyczki nie wychodzi bez szwanku. Drugi sezon produkcji Ryana J. Condala oberwał za pokracznie prowadzoną akcję – jakby wszyscy na ekranie spieszyli się do finału, porzucając satysfakcjonujące rozwiązania, zarówno emocjonalne, jak i dramaturgiczne. Bazowanie na sennych marach. Podporządkowanie każdej sceny głównemu wątkowi (ergo zero oddechu na zwykłe życie). „Dwójka” miała też satysfakcjonujące momenty – chociażby śmierć księżniczki Rhaenys Targaryen (najlepsza we wszystkim Eve Best) czy niemal sfajczenie żywcem głównego pretendenta do Żelaznego Tronu, Aegona (bardzo dobry Tom Glynn-Carney) przez jego jednookiego brata Aemonda (Ewan Mitchell) podczas pierwszego w serialu prawdziwego starcia smoków ze sobą. Mimo wszystko dotychczas „Ród smoka” dochrapał się reputacji namiastki „Gry o tron” z dużo większym budżetem za odcinek (co zresztą szło głównie na smoki) i – muszę przyznać – czasemi z zaskakująco słabym aktorstwem (Emma D’Arcy jako Rhaenyra Targaryen, czyli właściwie główna postać).


Żelazny Tron stoi przed tobą otworem

Jak to zwykle bywa w przypadku seriali tej skali, odcinki trzeciego sezonu udostępnione krytykom i krytyczkom zostały opatrzone długą listą spoilerów, których nie wolno ujawniać – tylko nieco krótszą od listy zarzutów kierowanych pod adresem polskiego rządu. Natomiast, tak jak wspomniałem, produkcja Condala wreszcie znalazła balans – wizualny i fabularny. Co prawda każda scena nadal jest podporządkowana konfliktowi Czarnych (za Rhaenyrą) z Zielonymi (za Aegonem/Alicent), a rozmowy dotyczą wyłącznie tego tematu (jakby na wojnie nie było miejsca na – dajmy na to – rozrywkę). Szczęśliwie w trzecim sezonie scenarzyści i scenarzystki znajdują rzadkie momenty odskoczni od nieustannego planowania kolejnych posunięć, jednocześnie bez utraty z pola widzenia głównego wątku.


Gdzie jesteśmy?

Pierwszy rozpoczyna się dokładnie w miejscu, w którym zakończyła się „dwójka”. W Dolinie Rhaena (Phoebe Campbell) ściga dzikiego smoka Owcokrada (sic!). Daemon (Matt Smith) z pomocą Oscara Tully’ego (Archie Barnes) bije wrogów w imieniu swojej żony, Rhaenyry. Na froncie mierzy się z poirytowanym na cały świat lordem Ormondem Hightowerem (wyśmienity James Norton, który debiutuje w „Rodzie…”). Aemond zasiada na Żelaznym Tronie po zaginięciu Aegona, a Rhaenyra z ulgą informuje swoją małą radę o obietnicy Alicent (Olivia Cooke), że podda Królewską Przystań i otworzy przed nią wrota do pełnej władzy. Nie spotyka się to jednak z aprobatą, szczególnie syna Rhaenyry – Jacaerysa (Harry Collett). Przez swoją decyzję Alicent będzie musiała zmierzyć się ze swoimi dziećmi (wielu rozwiązań się nie spodziewacie!). Z kolei mój ulubieniec, pionier manosfery, sir Criston Cole (Fabien Frankel), właściwie cierpiący na PTSD, obserwuje pożogę, którą niosą smoki (mogące zniszczyć świat z siłą podobną do wybuchu bomby atomowej), ze swoim nihilizmem coraz wyraźniej podkreślającym bezsens swojego położenia.

Steve Toussaint w wielkiej scenie akcji na morzu

Steve Toussaint na morzu Autor zdjęcia: materiały prasowe, Warner Bros. Discovery

Morze zapłonie

Pierwszy odcinek (a właściwie jego finał) już jest spektakularny. Obserwujemy długo wyczekiwaną, jedną z najbardziej krwawych potyczek w „Rodzie…”, bitwę w Gardzieli, podczas której naprzeciwko siebie stanęły siły morskie wierne Rhaenyrze, dowodzone przez admirała Corlysa „Węża Morskiego” Velaryona (Stephen Toussaint), i flota Triarchii, sojuszu miast-państw. Triarchia zgodziła się pomóc przełamać blokadę Królewskiej Przystani (gdzie na tronie zasiadają Zieloni) nałożoną przez Rhaenyrę. Konsekwencje zaskakującego (dla tych, którzy, jak ja, nie czytali pierwowzoru Martina) zakończenia pierwszego epizodu widzimy w dalszych rozwiązaniach fabularnych. Pojawiają się pytania o sens prowadzenia konfliktu, dealowanie z wyobrażeniami i tym, co faktycznie przynosi zwycięstwo (i czy ono tak naprawdę nie jest pyrrusowe). Wierzymy w psychologię postaci (fenomenalny trzeci odcinek, pisany jak thriller paranoidalny, pokazuje klasę aktorską D’Arcy. Rehabilitacja) i ich – coraz częściej – dyskusyjne, a nawet wręcz błędne decyzje oraz wydawane rozkazy. Co prawda Daemon (jak to facet) wierzy, że Targaryenowie, mogący dosiadać smoki, są bogami. Rzeczywistość jednak coraz częściej pokazuje zupełnie odmienną prawdę. Jak zatem pogodzić tradycję i oczekiwania z nagłą zmianą kursu? Trzeci sezon „Rodu smoka” sprawnie stara się rozegrać te kwestie. Na dodatek gdzieś w tle pobrzmiewają echa konfliktu biedni kontra bogaci (duch antykapitalistyczny nawiedził Westeros!). Wszystko to sprawia, że mimo sunących w przestworzach smoków (wyśmienite efekty specjalne!) fabuła pozostaje blisko ziemi.

Walka o dziedzictwo

Trzeci sezon to pozbawione radości doświadczenie. Trudno szukać światła, gdy świat wypełnia groza. Nie zrozumcie mnie jednak źle – „Ród smoka” ogląda się dobrze, bo postacie przestają być wydmuszkami albo w najlepszym wypadku – marnymi odpowiednikami bohaterek i bohaterów z „Gry o tron”. Choć daleko im do ideałów scenopisarstwa, dostają własne życia, rozterki i dramaty. Condal twierdzi, że jego serial zakończy się na czwartym sezonie. Teraz możemy liczyć tylko na to, iż twórcy dowiozą. Najważniejsze pytania nie dotyczą już tego, jak serial się zakończy, lecz tego, co po nim pozostanie. „Gra…” – mimo mocnego upadku w ostatnim sezonie – wraz ze swoim zakończeniem w 2019 roku, pozostawiła ogromną pustkę w serialowym krajobrazie. „Rycerz siedmiu królestw”, choć wyborny, przez swoją niewielką skalę fabularną zapewne nie ma szansy na pozostawienie podobnego dziedzictwa. Choć „Ród smoka” jest daleki od tego, piłka wciąż jest w grze. Sukces „Gry o tron” zawsze polegał na tym, że stawiano na dramat i knowania w komnatach zamiast tylko na morderczy spektakl na polach bitwy. Czyżby twórcy „Rodu…” to wreszcie dostrzegli? Smoki są jedynie efektownym dodatkiem – komputerowo wygenerowanymi latającymi jaszczurami, w które – spoiler alert! – tak naprawdę nikt z nas (mam nadzieję) nie wierzy. 

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA

Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.

Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.

Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.

Czytaj więcej

Tom Holland i Zendaya promują „Spider-Mana: Nowy początek”

Tom Holland i Zendaya wkraczają w nowy rozdział. Jest zwiastun „Spider-Man: Nowego początku”

Trudno powiedzieć, co dziś elektryzuje fanów bardziej: rekordowo popularny „Spider-Man: Nowy początek” czy fakt, że Tom Holland i Zendaya znów pokazują się razem. Nowy zwiastun tylko podgrzewa atmosferę wokół filmu, a świeżo upieczeni małżonkowie właśnie rozpoczęli wspólną trasę promocyjną, która potrwa jeszcze wiele miesięcy.

„1670” wraca z trzecim sezonem

„1670” wraca z trzecim sezonem. Jan Paweł chce wysłać chłopa na Księżyc

Netflix zapowiedział trzeci sezon hitowego serialu „1670". Premiera 5 sierpnia, a fabuła zabierze widzów z błotnistej Adamczychy na królewski dwór i do Warszawy.

Jak powstawał Indiana Jones?

„Poszukiwacze zaginionej Arki” kończą 45 lat. Jak Spielberg i Lucas stworzyli arcydzieło kina przygodowego

Mija 45 lat od premiery „Poszukiwaczy zaginionej Arki” – filmu, który na nowo zdefiniował kino i uczynił Indianę Jonesa jedną z największych ikon popkultury.

Ignacy Liss w serialu „Proud”

Czy Polska jest gotowa na „Proud”? Na szczęście ten serial nie pyta o zgodę

Problem reprezentacji osób LGBT+ nigdy nie polegał wyłącznie na ich nieobecności, bo równie kłopotliwa była obecność warunkowa. Polskim queerom na ekranie nie wolno było pozwalać sobie egoizm, błędy czy niejednoznaczność. „Proud” przyznaje im pełnię człowieczeństwa.

George Clooney wskazał idealnego Jamesa Bonda

George Clooney wskazał nowego Jamesa Bonda i nie jest to Jacob Elordi

Kto zostanie nowym Jamesem Bondem? Choć oficjalnej decyzji wciąż nie ma, własnego faworyta ma już George Clooney. Aktor nie ma wątpliwości, kto doskonale spraawdziłby się w roli następcy Daniela Craiga.

Jeremy Strong jako Zuckerberg

Jeremy Strong jako Zuckerberg – pierwszy zwiastun „The Social Reckoning" robi z niego potwora

Aaron Sorkin wraca do Facebooka z filmem „The Social Reckoning". Jeremy Strong wciela się w Marka Zuckerberga. Sprawdzamy, czy sequel „The Social Network" ma szansę powtórzyć sukces oryginału.

MV5BOTNiZGQyYjktNDYxOS00ZGU1LTg3NDMtOTE4ZTFiODBlODYyXkEyXkFqcGc@._V1_

„Obsesja” najbardziej dochodowym horrorem roku. Skąd fenomen filmu?

Wszyscy wpadli w „Obsesję” z zaskoczenia. Film, o którym słyszeli wcześniej wyłącznie oddani użytkownicy Letterboxd namieszał w branży filmowej na całego.

Ranking wszystkim filmów Stevena Spielberga

Wszystkie 35 filmów Stevena Spielberga, od najgorszego do najlepszego

Od „Szczęk” i „E.T.” po tegoroczny „Dzień objawienia”. Z okazji premiery 35. pełnometrażowego filmu Stevena Spielberga świętujemy ponad 55 lat twórczości jednego z najważniejszych reżyserów w historii kina. Oto definitywny ranking wszystkich jego filmów.