Czy Polska jest gotowa na „Proud”? Na szczęście ten serial nie pyta o zgodę
PARTNERZY SERWISU
Filmy i seriale
Czy Polska jest gotowa na „Proud”? Na szczęście ten serial nie pyta o zgodę
Problem reprezentacji osób LGBT+ nigdy nie polegał wyłącznie na ich nieobecności, bo równie kłopotliwa była obecność warunkowa. Polskim queerom na ekranie nie wolno było pozwalać sobie egoizm, błędy czy niejednoznaczność. „Proud” przyznaje im pełnię człowieczeństwa.
Udostępnij

Ignacy Liss jako Filip w serialu „Proud” Autor zdjęcia: materiały prasowe HBO Max
„Uderzające, jak bardzo narracja tycząca osób LGBT+ jest w Polsce oparta na celebrowaniu cierpienia. Jedni twierdzą, że cierpienie uszlachetnia, ja jednak uważam, że cierpienie przede wszystkim paraliżuje” – napisał na łamach „Dwutygodnika” Bartosz Żurawiecki w 2021 roku. Ten tekst mocno zapadł mi w pamięć, bo rzeczywiście w świecie polskiego kina i seriali długo było trudno o różnorodny i bliski rzeczywistości przekrój queerowych postaci.
Cnotliwe ofiary
Dopuszczalna figura geja? Jeśli nie epizodyczna i przegięta z subtelnością kabaretu, to najlepiej martwa albo taka, która może i żyje, ale jest nieskazitelnym moralnie męczennikiem w słusznej sprawie, przez co właściwie nie ma żadnych czysto ludzkich wad. No, może poza tą nieszczęsną gejozą, która – jeśli akurat nie wzbudza współczucia, to kłuje hetero widza, a częściej już samego twórcę i dotującego jego dzieło polityka, w oczy.
Problem reprezentacji osób LGBT+ nigdy nie polegał wyłącznie na ich nieobecności, bo równie kłopotliwa była obecność warunkowa. Polskim queerom na ekranie nie wolno było pozwalać sobie egoizm, błędy czy niejednoznaczność. Musieli być „dobrymi gejami” albo (choć znacznie rzadziej) „dobrymi lesbijkami” – ofiarami, nad którymi – jak pisał Żurawiecki – można się pochylić z troską. Żądania, a raczej nieśmiałe życzenia, by filmy i seriale były odważniejsze albo po prostu bliższe prawdzie, kończyły się jednak zawsze tym samym: powtarzaną nad Wisłą mantrą o społeczeństwie wiecznie niegotowym na wszystko, co nie mieści się w narodowo-katolickim wyobrażeniu świata. Być może nie sprzyjał temu wiejący z Belwederu i z Wiejskiej prawicowy wiatr, ale doświadczenie pokazuje, że bez względu na partyjne rozdania tu dmie stamtąd inny.
Kontekst ma znaczenie
Mamy jednak 2026 rok. Scenarzysta i reżyser Karol Klementewicz robi w Polsce „Proud” – serial, który z odświeżająco wspaniałą bezczelnością i pewnością siebie stawia queerowość w samym centrum opowieści. Seksualność i tożsamość głównego nie sprawiają jednak, że musi umrzeć, zostać dotkliwie pobity albo zamienić się w pomnik cnót, by zainteresować widza i zasłużyć na jego uwagę oraz sympatię. To samo w sobie brzmi jak tęczowa rewolucja, choć twórcy słusznie twierdzą, że opowieść o Filipie (w tej roli okładkowy bohater najnowszego numeru GQ Poland Ignacy Liss) można odczytywać uniwersalnie – jako historię coming of age albo po prostu o dojrzewaniu emocjonalnym w każdym wieku.
Nie da się jednak przeoczyć timingu premiery serialu, który na HBO Max można oglądać od 12 czerwca. Trwa przecież Miesiąc Dumy, a w Polsce wciąż toczy się batalia o możliwość faktycznej, a nie wyłącznie zadeklarowanej w ministerialnym rozporządzeniu, transkrypcji zagranicznych aktów zawarcia małżeństw przez pary jednopłciowe. Skoro w takim momencie debiutuje serial o młodym geju-hedoniście, który przechodzi przemianę i walczy o opiekę nad osieroconą siostrzenicą, trudno nie zadać pytania o to, czy w Polsce coś się jednak zmieniło.
Odpowiem: wszystko i nic. Sondaże opinii publicznej pokazują wysokie poparcie dla równości, osoby LGBT+ zakładają niewidzialne dla prawa rodziny, ale premier Tusk nadal nie dowiózł obietnicy wprowadzenia związków partnerskich, homofobia nie zniknęła z polskich ulic, a w rankingu ILGA-Europe wciąż szorujemy po dnie. Zarówno w realu, jak i w serialu zmiany nie czekają jednak na polityczne pozwolenie i po prostu się dzieją, a kultura ma najlepsze narzędzia do oswajania czegoś, co jeszcze niedawno wydawało się niewyobrażalne.
Gej też człowiek
Jestem przekonana, że „Proud” jest częścią tej transformacji nawet, jeśli wcale nie ma takich ambicji. Zamierzona lub nie polityczność serialu wygląda tu jednak zupełnie inaczej niż to, do przyzwyczaiły nas medialne debaty czy kampanie wyborcze. Dlaczego? Bo polega na przyznaniu queerowym bohaterom pełnoprawnego człowieczeństwa ze wszystkimi jego blaskami i cieniami. Prawdziwa równość to bowiem taka, w której można dotykać pełnego spektrum doświadczeń – dobrych i złych, chlubnych i wstydliwych.
W serialu Klementewicza zarówno Filip, jak i jego patchworkowa rodzina (świetna obsada z Kamilem Studnickim i Marią Sobocińską na czele) z wyboru, nie muszą więc niczego udowadniać. Pokazują się publice ze wszystkimi swoimi cechami – również tymi, które możemy uznać za skrajnie złe lub dziwaczne. Dostajemy pełen pakiet – tak, jak w życiu, co już okazuje się gestem bardziej wywrotowym, niż mogłoby się wydawać i mimo, że sama historia Filipa wydaje się stosunkowo prosta.
Oto bon-vivant musi dorosnąć i dotknąć swojej emocjonalności po latach ucieczki w narkotyki i płytkie relacje. Serial rozpoczyna się sceną grupowego gejowskiego chemseksu, a kończy… Nie będę zdradzać wiele. Wprawdzie nie Filip zdejmie swojej motocyklowej, skórzanej kurtki a la bad boy, ale będzie w niej pchał dziecięcy wózek, potykając się co chwilę o wyboje dorosłości. Niby schemat podróży bohatera jest tu oczywisty, a jednak ogląda się ją z ciekawością.
Największą zaletą „Proud” jest to, że twórcy unikają dydaktyzmu. Pokazują, że życiowe zwroty rzadko kiedy przebiegają idealnie. Nie znajdziemy tu też moralizatorskich wybiegów, które przekonywałyby, że imprezowanie jest kategorycznie złe, a wychowywanie dzieci – dobre. To wszystko po prostu stanowi część różnych etapów egzystencji, w której czasem decydujesz ty, a innym razem – los.
Twórcy oszczędnie dozują fabularne fajerwerki i szokujące zwroty akcji. Nie wydają się mieć ambicji, by na nowo wymyślić telewizję. A jednak „Proud” wciąga i jest dramaturgicznie niemal perfekcyjny. Niemal, bo ideały są nudne. Oczywiście serialowi można mu zarzucić, że koncentruje się wokół warszawskiej klasy kreatywnej (albo do niej aspirującej) i że ćpanie na rave’ach może nie jest czymś, z czym może utożsamić się każdy widz, ale jednocześnie oddaje prawdę o portretowanym wycinku społeczności. Zamiast komplikować rzeczywistość, uważnie przygląda się jej z bliska, a emocje, lęki, niepewność i niezręczność pokazuje w sposób, w którym z powodzeniem odnajdziemy siebie wszyscy. Nie jestem też fanką zatrudniania do ról gejów aktorów hetero, ale Liss sprawdza się w „Proud” tak dobrze, że nie mogę się przyczepić.
Większym niepokojem napawają mnie obserwowane właśnie zachwyty osób, które w 2026 roku odtwórcy roli Filipa przypisują niemal nadludzki heroizm za kręcenie odważnych scen seksu z mężczyznami. Taki zachwyt często nieświadomie sugeruje, że gejowski seks jest czymś tak szokującym, niekomfortowym czy wręcz odpychającym, że sam udział w takiej scenie wymaga nadzwyczajnej odwagi. Nie wymaga. Jest elementem aktorskiej pracy i nie udałby się bez potężnej pracy koordynatorów intymności
Chodzi o miłość
Wiem, że autentyczność jest dziś słowem odmienianym przez wszystkie przypadki, ale rzadko kiedy znajduje odzwierciedlenie na ekranie. „Proud” należy pod tym względem do wyjątków. Dotyczy to zarówno kreacji bohaterów, jak i didaskaliów. Warszawa nie udaje tu katalogu luksusowych apartamentów, lecz prezentuje galerię swoich różnych twarzy: od brzydkiej, przez chaotyczną, aż po wzruszająco wręcz piękną. Podobnie jest ze stylizacjami (brawa dla Zofii Komasy), które zamiast przebierać postaci, współgrają z nimi na każdym poziomie, a niekiedy – dowcipnie zmieniają właścicieli i same stają się bohaterami fabuły.
Mnie – miłośniczkę słowa – szczególnie uwiodło jednak w trakcie seansu to, że dialogi w „Proud” brzmią rzeczywiście jak wypowiadane przez współczesnych 20- i 30-latków, a nie jak wyobrażenia scenarzystów o młodych ludziach. Jest w nich niezręczność, poczucie humoru, czasem przesada, czasem chaos, ale też nad wyraz wymowna cisza.
Dawno nie widziałam tak uczciwie przedstawionych relacji ludzi, którzy, choć niekoniecznie są ze sobą spokrewnieni, potrafią o siebie nawzajem dbać. To miła odmiana w świecie fetyszyzującym rodziny nuklearne, które częściej niż bezpieczeństwo gwarantują traumę, o czym wiedzą doskonale wyklęte przez rodziców queery, wiedzą i ludzie, którzy – podobnie jak główny bohater – wychowali się w domu dziecka. Okazuje się jednak, że nie najlepsze dzieciństwo nie wyklucza happy endu w dorosłości. „Proud” przypomina bowiem prostą, może truistyczną, ale wartą ciągłego powtarzania prawdę, że każdy może odnaleźć miłość, troskę i rodzinę. Nawet, jeśli wciąż nie wygląda ona jak z obrazka.
Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.
Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Filmy i seriale
George Clooney wskazał nowego Jamesa Bonda i nie jest to Jacob Elordi
Kto zostanie nowym Jamesem Bondem? Choć oficjalnej decyzji wciąż nie ma, własnego faworyta ma już George Clooney. Aktor nie ma wątpliwości, kto doskonale spraawdziłby się w roli następcy Daniela Craiga.
Filmy i seriale
Jeremy Strong jako Zuckerberg – pierwszy zwiastun „The Social Reckoning" robi z niego potwora
Aaron Sorkin wraca do Facebooka z filmem „The Social Reckoning". Jeremy Strong wciela się w Marka Zuckerberga. Sprawdzamy, czy sequel „The Social Network" ma szansę powtórzyć sukces oryginału.
Filmy i seriale
„Obsesja” najbardziej dochodowym horrorem roku. Skąd fenomen filmu?
Wszyscy wpadli w „Obsesję” z zaskoczenia. Film, o którym słyszeli wcześniej wyłącznie oddani użytkownicy Letterboxd namieszał w branży filmowej na całego.
Filmy i seriale
Wszystkie 35 filmów Stevena Spielberga, od najgorszego do najlepszego
Od „Szczęk” i „E.T.” po tegoroczny „Dzień objawienia”. Z okazji premiery 35. pełnometrażowego filmu Stevena Spielberga świętujemy ponad 55 lat twórczości jednego z najważniejszych reżyserów w historii kina. Oto definitywny ranking wszystkich jego filmów.
Filmy i seriale
Potwór na miarę swoich czasów. „Przylądek strachu” jest historią amerykańskich lęków
Max Cady wraca po raz trzeci. Tym razem w serialu Apple TV z Javierem Bardemem jako ucieleśnieniem współczesnych amerykańskich lęków. „Przylądek strachu” pozostaje tą samą historią o zemście, ale jej stawka nigdy nie była bardziej aktualna.
Filmy i seriale
Netflix uruchamia kolekcję „Ekranizacje Twoich ulubionych książek”. To raj dla fanów literatury i seriali
Nie trzeba mieć karty bibliotecznej wypchanej pieczątkami ani regularnie przesiadywać między półkami księgarń, żeby czerpać przyjemność z nowego pomysłu Netfliksa. Wystarczy lubić dobre historie. A jeśli przy okazji należysz do tych osób, które po seansie natychmiast sprawdzają, jak bardzo ekranizacja odbiega od książki, nowa funkcja może szybko stać się jednym z twoich ulubionych zakątków platformy.
Filmy i seriale
Nie tylko „Tajemnica Brokeback Mountain”. Oto queerowe filmy, które zostają w głowie na długo
Czerwiec to Miesiąc Dumy osób LGBT+, ale dobre queerowe kino nie potrzebuje specjalnej okazji, żeby po nie sięgać. Zwłaszcza dziś, gdy historia nieheteronormatywności na ekranie jest znacznie bogatsza niż kilka najbardziej oczywistych tytułów, które regularnie wracają w rankingach i rekomendacjach. Są wśród nich thrillery, romanse, kino drogi, autobiograficzne opowieści i filmy, które na długo wyprzedzały swoje czasy.
Filmy i seriale
Jak „Euforia” ściemnia w sprawie pracy seksualnej?
Sam Levinson w trzecim sezonie „Euforii” niemal obsesyjnie wikła każdą bohaterkę w świadczenie usług seksualnych. Jak jego wizję oceniają osoby, które rzeczywiście wykonują tę pracę? O tym opowiada nam Sonia Nowak, która od lat walczy o prawa osób w branży.