PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Filmy i seriale

Potwór na miarę swoich czasów. „Przylądek strachu” jest historią amerykańskich lęków

Max Cady wraca po raz trzeci. Tym razem w serialu Apple TV z Javierem Bardemem jako ucieleśnieniem współczesnych amerykańskich lęków. „Przylądek strachu” pozostaje tą samą historią o zemście, ale jej stawka nigdy nie była bardziej aktualna.

Udostępnij

 „Przylądek strachu” to nowy serial Apple TV

Przy oblicza Maska Cady'ego Autor zdjęcia: kolaż GQ Poland

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA
05.06.2026

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Bogate małżeństwo w objęciach stoi przy swoim ogrodowym basenie i patrzy na pokaźną willę otoczoną zielenią. Ich dwoje nastoletnich dzieci krząta się w oszklonym salonie.

– Czy kiedykolwiek zastanowiłeś się, czy na to wszystko zasłużyliśmy? – pyta ona.

– Nie – odpowiada on.

Oto Anna i Tom Bowdenowie, zasłużeni prawniczka i prawnik, liberałowie i humaniści, idealne awatary wykształconej widowni z klasy średniej, która albo może się utożsamiać z ich dostatkiem, albo do takiego dąży codzienną harówką. Co, jeśli pewnego dnia, zupełnie niespodziewanie, pojawi się ktoś, kto za wszelką cenę będzie chciał z(a)burzyć wszystko to, co do tej pory udało się bohaterce i bohaterowi zbudować? Ten ktoś to Max Cady – destrukcyjna siła wymierzona w białą, uprzywilejowaną, amerykańską rodzinę. Jest kolejną filmową inkarnacją istoty z piekła rodem (niczym Mike Myers z „Halloween”, tylko inteligentny i bez maski), napędzanej jedynie żądzą zemsty i chęcią pogromu. W zależności jednak, w jakim czasie w Stanach Zjednoczonych się znajdujemy, tak zmienią się konwenanse, uwarunkowania społeczne, wartości, w które bohaterowie i bohaterki wierzą. Na ekran Max Cady wracał trzykrotnie. Każdorazowo zagrażał (trochę) innemu porządkowi, w którym egzystowali owi Bowdenowie. 

Anna i Tom (grani z pomarańczowym opalaczem na twarzach przez Amy Adams i Patricka Wilsona) to najnowsza odsłona postaci z „Przylądka strachu” („The Executioners”), pulpowej powieści Johna D. MacDonalda z 1957 roku. W książce Anna i Tom byli jedną postacią – Samem Bowdenem, adwokatem, który doprowadził do skazania Cady’ego za gwałt na nastolatce. Gdy wychodzi z więzienia na zwolnienie warunkowe, zaczyna prześladować Sama i jego rodzinę.


Po raz pierwszy

Pierwszy raz na ekran powieść została wiernie przeniesiona w 1962 roku przez J. Lee Thompsona, który obsadził aktorów po warunkach. Sama gra Gregory Peck, ucieleśnienie idealnego Amerykanina, postać podobną do Atticusa Fincha, równie idealistycznego prawnika, którego aktor zagrał w innej ekranizacji, „Zabić drozda” (oba filmy wyszły w tym samym roku, z tym że „Przylądek…” sześć miesięcy wcześniej), a który na dobre zdefiniował jego ekranową personę. Bowden jest szlachetnym mężczyzną, dobrym mężem i ojcem, ucieleśnieniem praworządności do tego stopnia, że gdy znajomi policjanci – kiedy wszystkie legalne metody zawodzą – proponują mu załatwienie Cady’ego na lewo, kategorycznie oponuje. W Maksa wcielił się inny ikoniczny aktor, Robert Mitchum, ekranowy prototyp antybohatera, który miał vibe’a seksualnego predatora, ociekał testosteronem, mówił, przeciągając głoski, niespiesznie chodził, a jego powieki zawsze były półprzymknięte. W „Przylądku strachu” budził odrazę, a jednak – co jeszcze bardziej niepokojące – przyciągało do niego ludzi (choć w filmach głównie kobiety, oczywiście).


Nie dla kozetki

Cady z pierwszej ekranizacji był zwyrolem pierwszej wody. Sadystyczny i arogancki, chce wziąć to, co mu się według niego należy. Jest kwintesencją istoty z piekła rodem, bo nie bawi się w rozkminy na temat własnej psychologii. To nie terapia, tylko rozpierducha. Max jest tym, czego wspomniana klasa średnia bała się w latach 60. – kogoś spoza utrzymanych w porządku miejskich uliczek – rednecka, niewykształciucha, robola (choć białego), który wejdzie w uwalonych buciorach do salonów i brudnymi łapskami zacznie dotykać „nasze wszystko”. Jak zagrożenie nie jest emocjonalnie i intelektualnie skomplikowane, tak ochrona przed nim została sprowadzona do pierwotnych instynktów. Wszystko – byleby przetrwać i ochronić najbliższych. W filmie Sam broni córkę i żonę, sprawczości mających tyle, co kot napłakał. W panią Bowden wcieliła się Polly Bergen, której grę jeden z ówczesnych krytyków pochwalił słowami „wiarygodnie roztrzęsiona”. Gdy się już uspokoiła, mogła z powrotem wrócić do swojej kuchni. 


Po raz drugi 

Martin Scorsese, przenosząc w 1991 roku powieść MacDonalda na ekran, nasycił ją w trwogi i strachy współczesnych mu ludzi. Prawość i uczciwość Sama Bowdena (Nick Nolte) można między bajki włożyć. Miał liczne romanse, co niemal doprowadziło do końca jego małżeństwa. Teraz zresztą też flirtuje ze swoją współpracownicą. Żona Bowdena, Leigh (Jessica Lange), jest wyraźnie nieszczęśliwa i (słusznie) nie ufa mężowi, podejrzewając go o kolejne zdrady. Co prawda nadal siedzi w domu, ale przynajmniej Scorsese dał jej pracę zawodową (teoretycznie jest graficzką). Jest jeszcze 15-letnia córka Danielle (Juliette Lewis), ponownie cel Cady’ego, emo lolita, której rodzice zupełnie nie rozumieją i głównie ignorują, a która wcale nie pogardziłaby (sic!) zalotami pedofila.


Robert De Niro zawodzi

W powieści i filmie z 1962 roku Bowden był świadkiem napaści Cady’ego na nastolatkę i zeznawał przeciwko niemu w sądzie. W wersji z 1991 roku nie widział przestępstwa. Był za to obrońcą Maksa w procesie o gwałt na czternastolatce i zataił dowody (dziewczyna okazała się pracownicą seksualną – klasyczna lepperszczyzna), które mogły doprowadzić do uniewinnienia jego klienta. Wierzymy, że popełnił zarzucane mu czyny, ale jednak Sam lekko nagiął prawo, by go skazać. Jednak to nie adwokat dzierży legitymację sprawiedliwości, tylko złoczyńca. 

Ziarna zła tkwią teraz w białej uprzywilejowanej rodzinie z klasy średniej, a Cady nie sprawia już wrażenia kogoś, kto pojawił się z piekielnych czeluści niczym nieprzewidywalna klęska żywiołowa. W wersji reżysera „Chłopców z ferajny” wygląda raczej na istotę uformowaną z nieczystego sumienia Bowdenów. Dlatego szkoda, że byłego więźnia gra Robert De Niro. Ubrany w pstrokate koszule, podpalający cygara zapalniczką w kształcie cycatej laski w bikini, zakłócający spokój ludzi w miasteczku, zwyczajnie niebezpieczny, gotowy zabijać na lewo i prawo. Niesie go czyste szaleństwo, nic poza tym. Jest jak Joker, ale jeszcze przed kąpielą w kwasie.


Po raz trzeci 

Jak wspomniałem na początku, Anna i Tom Bowdenowie to bohaterowie „Przylądka strachu” Anno Domini 2026. To 10-odcinkowy serial limitowany, który wpisuje się w niebezpieczny i irytujący trend telewizyjnych remake’ów filmów, podpieranych gwiazdorską obsadą i fabularnie rozwleczonych daleko poza granice wyznaczone przez samą historię (takim przykładem jest „Uznany za niewinnego” z 2024 roku). Tym razem adaptacja autorstwa Nicka Antoski jest przedstawiana jako bezpośrednia spadkobierczyni filmu Scorsesego (a ten wraz ze Stevenem Spielbergiem są producentami wykonawczymi). Spieszę donieść, że „Przylądek strachu” od Apple TV to serialowy rynsztokowiec najlepszego sortu.


Trash TV 

Tym razem Anna i Tom razem parają się prawem. Ona jest prawniczką dla organizacji non profit, która zajmuje się uwalnianiem z więzień niesłusznie osadzonych. On pracuje jako prawnik w firmie reprezentujących najbogatszych tego świata (tu już moralnie można mieć wątpliwości). Ich relacja zaczęła się jakby kręcona dla najbardziej śmieciowego reality show – na sali sądowej. Anna broniła Maksa Cady’ego (Javier Bardem), a Tom go oskarżał za zabicie ciężarnej żony. Kobieta namówiła swojego klienta, by poszedł na ugodę. 

Dziś Tom i Anna mają dwoje dzieci – Zacka (świetny Joe Anders, syn Kate Winslet i Sama Mendesa) zaburzonego nastolatka z depresją, który został wydalony ze szkoły za pewien incydent, oraz Natalie (Lily Collias), mającą dość bycia tą idealną córką, kiedy to brat może sobie pozwolić na więcej. A to i tak nie wszystko. Wystarczy tylko podpalić lont i wybuch gotowy. 

Zapałki ma Cady, który wychodzi z więzienia po 17 latach, po tym jak jego domniemana kochanka przyznaje się do morderstwa. Mężczyzna wkracza w życie Bowdenów zupełnie inaczej niż Mitchum i De Niro – staje się twarzą niesłusznie osadzonego, czyli de facto zaczyna być współpracownikiem Anny i głośno mówić o problemach systemu więziennictwa w USA. Co nie oznacza, że nie jest creepem (całe plecy ma pokryte wytatuowanymi oczami – metafora, gdyby ktoś miał wątpliwości). Ani przez moment nie przestajemy wierzyć (jak Anna) w zarzucane mu niegdyś czyny. 

Bardem jest stworzony do grania takich postaci. Może być przerysowanym maniakiem (jak w „Skyfall”), a także mieć bardziej psychologicznie doszlifowaną, równie niebezpieczną, ale subtelniejszą wersję („To nie jest kraj dla starych ludzi”). To aktor wybitny, więc gdy materiał pozwala, wszelkie traumy rozpracuje na ekranie (choć – nie oszukujmy się – „Przylądek strachu” to sensacyjna groteska).


Ich życie to sekret

Bowdenowie mają swoje tajemnice, które zostaną wywleczone na światło dzienne przez nagłą obecność zła (?) w ich życiu. Fasada idealnej rodziny zostanie zburzona. Fabułę „Przylądku…” rozwleczono do 10 godzin. Twórcy musieli wypełnić wszystko to, co dzieje się między kolejnym knowaniami Maksa. Mamy zatem cały wachlarz współczesnych tematów – od catfishingu i kryzysu męskości, przez odkrywanie własnej seksualności i czarną magię, po amatorskie śledztwa prowadzone przez internautów, miłość do true crime, nieustanną pogoń za kasą, a nawet sztuczną inteligencję. Mało? 

Najciekawsze jest jednak uczynienie z Cady’ego mówiącego z hiszpańskim akcentem migranta, który przecież mieszka w Karolinie Północnej, na amerykańskim Południu. Nieustanny strach Amerykanów i Amerykanek przed przybyszami „niewiadomego pochodzenia” został wtłoczony pod skórę najnowszej ekranizacji. Ekstrawagancka wszędobylskość Maksa razi Bowdenów, ale nic na nią nie mogą poradzić. Czy tylko do czasu? Idąc tropem poprzednich odsłon „Przylądka…”, należałoby przytaknąć. Ale czy nowe aliteracje starych przebojów nie uczą nas jednego – że nawet dobrze znana historia potrafi zmienić reguły gry?

Więcej w tym temacie:

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA

Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.

Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.

Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.

Czytaj więcej

ARTYKUŁ PARTNERSKI KA518830_Peugeot_HighRes Light

Na ekranie i za kierownicą. Francuski świat Peugeota

Samochody i kino mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać.

"Katastrofa w duecie": Marcin Dorociński i Ryan Reynolds w jednym filmie

Marcin Dorociński i Ryan Reynolds, czyli „Katastrofa w duecie”. Polski aktor w nowym filmie Apple TV

Marcin Dorociński wraca do Hollywood. Apple TV pokazało pierwszy zwiastun filmu „Katastrofa w duecie” (Mayday), w którym polski aktor występuje obok Ryana Reynoldsa i Kennetha Branagha.

Matt Damon i Zendaya w filmie „Odyseja”

„Odyseja” to kino totalne. Christopher Nolan w znakomitej formie [RECENZJA]

Gdyby Christopher Nolan żył w starożytnej Grecji, dziś jego dramaty stałyby obok największych antycznych tragików. Zamiast ekranizować Homera, opowiedział trojański mit po swojemu. I zrobił to zjawiskowo.

Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach

Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach

Od pierwszego polskiego serialu Netfliksa „1983”, przez nagradzane „Boże Ciało”, po „Rojsta” i „Furiozę” – Łukasz Simlat opowiada o rolach, które wyznaczały kolejne etapy jego aktorskiej kariery. Z okazji 10-lecia Netfliksa w Polsce kontynuujemy cykl „Ikoniczne role”, w którym aktorzy wracają do najważniejszych postaci swojej kariery.

„Jedyna” zdobyła wiele nominacji do Emmy

Emmy 2026: Ogłoszono nominacje. Mamy polski akcent

Poznaliśmy nominacje do 78. nagród Emmy. Wśród wyróżnionych „The Pitt”, „Jedyna” i Zendaya. Oto kto jeszcze powalczy o statuetkę dla najważniejszych produkcji telewizyjnych.

Oto najlepsze seriale 2026 roku

Najlepsze seriale 2026 roku (jak dotąd). Nasze typy

Rok 2026 obfituje w seriale, o których będzie się mówić jeszcze długo. To produkcje zachwycające świetnie napisanymi bohaterami, odważnymi historiami i wysokim poziomem realizacji. Wybraliśmy najlepsze seriale 2026 roku – od głośnych premier po znakomite powroty. Jeśli zastanawiasz się, co warto obejrzeć, ta lista jest dobrym miejscem, żeby zacząć.

„Projekt Hail Mary” to nowość na Amazon Prime Video

Co obejrzeć w lipcu? Nowości na Prime Video

Od prequela „Legalnej blondynki”, przez widowiskowe science fiction z Ryanem Goslingiem, po pełen napięcia horror rozgrywający się w tajskich jaskiniach. Oto najciekawsze filmy i seriale, które Prime Video przygotowało dla swoich widzów na lipiec.

„Wielki Łuk” to film oparty na faktach

„Wielki Łuk” – film o cenie marzeń

Co się dzieje, gdy idealista dostaje szansę stworzenia pomnika epoki? „Wielki Łuk” to oparta na faktach historia architekta, który zamiast świętować życiowy sukces, musiał stoczyć wyniszczającą walkę o własną wizję. W rolach głównych Claes Bang, Xavier Dolan i Swann Arlaud.