PARTNERZY SERWISU
Sylwetki
Wszystkie oblicza Daniela Craiga
Od Jamesa Bonda, przez detektywa z „Na noże” po próbę oddania gejowskiego szaleństwa w „Queerze”. Daniel Craig to aktor o wielu twarzach. Każda z nich jest piękna.
Udostępnij

Autor zdjęcia: Getty Images, kolaż GQ Poland
James Bond mnie nie grzeje. Cztery lata po ostatniej części franczyzy i zwinięciu aktorskich manatek przez Daniela Craiga w roli agenta 007 pozostała ziejąca pustka na filmowej mapie. Wolałbym, by tak pozostało. Zamknijmy nieobsadzonego na nowo bohatera w muzeum kinematografii i pokazujmy kolejnym pokoleniom, mówiąc: „Tutaj była i żyła największa ikona szowinizmu i seksizmu”. Niestety, kapitalizm tak nie działa. Przyszło nam czekać na finał castingu. Kolejne spekulacje podgrzewają atmosferę (i nabijają kabzę Amazona, nowego właściciela marki). Zatem Aaron Taylor-Johnson, Callum Turner czy Harris Dickinson? Czy może Theo James, James Norton albo Josh O’Connor?
Jeżeli już miałbym wybierać, poszedłbym w totalnie queerową osobę, najchętniej niebiałą. To żaden tokenizm, tylko zachęta do różnorodności. Niech Bondem będzie np. Ncuti Gatwa z „Sex Education”. Zamiast za spódniczkami oglądałby się też za portkami, a zamiast do kasyna chodziłby na drag show. Czujecie to? Totalny mindfuck. Rzecz nie do pomyślenia. Przecież patriarchat się obrazi i biletów nie kupi.
Agent 007
Musimy (lub nie – jak w moim przypadku) brać to, co dają. Ze wszystkich sześciu bondowskich wcieleń tylko Daniel Craig świadomie budował postać agenta w opozycji do uber męskości (widać to wyraźnie w zestawieniu np. z Seanem Connery'm). Ale i tak odbywało się to w bardzo sztywnych ramach.

„Skyfall" Autor zdjęcia: materiały prasowe, Forum Film Poland
Aktor przyznał w jednym z wywiadów, że nie mógł w Bondzie szczególnie zaszaleć. Musiał wejść w konwencję nie na śmieszno, nie z myślą o pełnej dywersji w kreowaniu postaci. Inaczej wypadłby nieprawdziwie. Pewnie wiele w tym racji. Inaczej fani nie przyjęliby go (zresztą po wielkich bojach i otwartych protestach) jak „swojego”. Wreszcie chóralnie uznali aktora za najlepszego Bonda w historii (ach, ci dorośli panowie, którzy nie odróżniają prawdy od fikcji). Mimo wszystko Craig robił, co mógł.
Zatem od pierwszej części, czyli od „Casino Royale”, jego Bond nie potrafił przepracować śmierć Vesper Lynd, którą pokochał, mimo że ta była zmuszona go zdradzić. W skądinąd wybitnym „Skyfall” płakał, gdy umarła M, czyli de facto jego przyszywana matka. Wreszcie też w ostatnim filmie z serii, fatalnym „Nie czas umierać”, sam James umiera, poświęcając się, by ocalić swoją rodzinę, partnerkę i córkę (!). Gdy spojrzymy na całą serię Craiga, wyłaniają się jednak raczej konserwatywne ciągoty jego Bonda. Tęskni za prawdziwym domem, rodziną. Przewrotne w portretowaniu bohatera jest to, że już nie chce przelecieć każdej napotkanej kobiety i delektować się wstrząśniętym, niemieszanym martini. Trochę mało.
Aktor do zadań wszelakich
Na szczęście Daniel Craig to nie tylko James Bond. Wraz z kolejnymi latami po zakończeniu jego przygody z tą franczyzą agent jej królewskiej mości jest tylko jedną z postaci w jego portfolio. Nie dominuje (czego nie można powiedzieć chociażby o Piersie Brosnanie), tylko wskazuje na jego różnorodne umiejętności (mówi się o nim pompatycznie „aktor szekspirowski”).

Żywy czy martwy: Film z serii „Na noże” Autor zdjęcia: materiały prasowe Netflix
Śmiało mogę stwierdzić, że grzeją mnie wybory aktorskie Craiga. Zwłaszcza te role, które pojawiły się wtedy, kiedy wspinał się po drabinie popularności podsuniętej mu przez Bondowską machinę. Już w „Dziewczynie z tatuażem” (2011) Finchera badał grunt. Grał Mikaela Blomkvista mocno fizycznie, ale inaczej niż najsłynniejszego szpiega świata. W ekranizacji hitu Larssona ciało Craiga nie jest symbolem siły. Jest przemęczone, kruche, narażone na atak nieprzychylnych mu szwedzkich bonzów nazizmu. Jest jak stereotypowy dziennikarz – żaden z niego superbohater, tylko bezradny pismak w pogoni za tematem. Dobrze, że nie musiał myśleć o clickbaitach.
Również w „Loganie Luckym” (2017) Soderbergha był zupełnie inny, jak gdyby przyjął propozycję jeszcze bardziej na przekór wypracowanemu wizerunkowi faceta z Omegą na ręku i za kierownicą Aston Martina. Jego Joe Bang (świetne nazwisko, tak w ogóle!) obok smokingu nawet nie stał. Jest tak samo ekscentrycznym, co niebezpiecznym skazańcem z platynowymi włosami. To kreacja zarazem komiczna i bezczelnie stylowa!
W wielu następnych filmach Craig rozpuszczał stereotypową męskość, jakby była tabletką musującą wrzuconą do wody. W jednym z wywiadów powiedział nawet:
„Czasem wydaje mi się to naprawdę zabawne – samo pojęcie męskości. Większość mężczyzn przechodzi przez życie, odgrywając pewną rolę. Ale to tylko rola”.
Queer i detektyw
Kończąc współpracę przy Bondzie, aktor dostał od Riana Johnsona propozycję zagrania w „Na noże” (2019), przewrotnej bece z historii o detektywach pokroju Herkulesa Poirota. Na pewno Benoit Blanc w wykonaniu Craiga jest ekscentrykiem pełną gębą, dla niektórych widzów, widzek nawet dumnym przedstawicielem niehetero społeczności. Tego nie jestem pewien, ale też (na szczęście!) jego orientacja nie ma znaczenia. Sam zaś Blanc mówi z akcentem z południa Stanów Zjednoczonych. I ten może i mija się z prawdą, ale w swej przesadzie jest cudowny.
Po premierze filmu Johnsona kąpał się w deszczu splendoru, chwały i oglądalności. Kolejne części były tylko kwestią czasu. Dwójka, „Glass Onion”, to nuda na resorach. A premierę właśnie ma trójeczka, „Żywy czy martwy”. Jak jest? Recenzje sugerują, że spoko.

„Queer" Autor zdjęcia: materiały prasowe Gutek Film
Na pełnym tęczowym motorku Craig wjechał w ubiegłym, 2024 roku. Wtedy premierę miała ekranizacja powieści Williama S. Burroughsa „Queer” w reżyserii Luca Guadagnino. Aktor wciela się w Williama Lee – melancholijnego pisarza i samotnika, który po Meksyku lat 50. błąka się w – dosłownie – narkotycznych halucynacjach. Tak jak Bond szukał uciech w kobiecych ramionach, tak Lee desperacko pożąda coraz to młodszych kochanków, a już najbardziej Gene’a jak spod dłuta Michała Anioła.
To marny film (do stworzenia przekonującej relacji daddy-twink nie wystarczą dobre chęci. Potrzeba chemii między bohaterami), choć ładnie zrobiony. Na pewno jednak dał asumpt Danielowi do eksplorowania nie(hetero)normatywnej ekspresji i – nie oszukujmy się – czerpania materialnych korzyści z queeru (słowem: biały hetero chłop bogaci się na barkach LGBT-ów – that’s life). Co najbardziej widać chyba w odjechanej kampanii marki Loewe. W sesji aktor ma blond grzywkę, żółte okulary, wzorzysty sweter i pozę na „dziwaka spod piątki, którego tylko ty się nie boisz”. W reklamie wygłupia się na całego. Na pewno fajnie to wygląda.
A wyobrażacie sobie takiego Bonda? Lekko pieprzniętego, ekstrawaganckiego typa w gwiazdkowym swetrze, w wielobarwnych spodniach i trampkach? Pewnie nie. Zakładam, że nie rozwiązałby też żadnej sprawy jako Benoit Blanc. Jednak ani Bond, ani detektyw z „Na noże” do niczego nie są już Craigowi potrzebni. To bardziej Craig jest potrzebny Johnsonowi, bo bez niego „Na noże” nie ma racji bytu. Z kolei dla Amazona aktor stanowi nie lada problem. Przecież muszą wybrać jego następcę. Nie mogą przy tym poszaleć. A biorąc pod uwagę konserwatywny społeczno-polityczny klimat, nawet pewnie nie chcą. Daję sobie rękę uciąć, że nie dostaniemy w roli 007 nikogo niebiałego, queer ani żadnej kobiety (a były i takie spekulacje). Prędzej producenci wskrzeszą Rogera Moore’a.
Tymczasem Daniel Craig może spać spokojnie. Po kolejnych „Na noże”, „Queerze” i ogólnie medialnej obecności, aktor jest uważany za crazy i cool, na pewno też za nieprzewidywalnego. W tym pozytywnym sensie, bo chodzi tu o różnorodność. Choć nie tożsamościową, ale aktorską. Gra mu się pięknie.
Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.
Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.
Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Sylwetki
Artur Dela: „Nie trzeba znać się na sztuce, żeby z nią żyć”
Na emigrację uciekł bez bagażu. Trzy miesiące po upadku komuny odwiedził Polskę, by wrócić dopiero 25 lat później z kapitałem i planem, żeby wydać pieniądze we własnym kraju. Zbudował kilka przedsiębiorstw i znaczącą kolekcję sztuki. W zasadzie z tej samej branży, bo sztuka też jest energią.
Sylwetki
Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”
Kultowy aktor, a teraz gospodarz „LOL: Kto się śmieje ostatni” w Prime Video, opowiada o 40 latach kariery, cenie komediowej popularności i rolach, na które wciąż czeka.
Sylwetki
Ojciec chrzestny streetwearu. Jak Nigo zdefiniował modę i hype
Sprowadzenie biografii Nigo do stanowiska dyrektora kreatywnego Kenzo to duże niedopowiedzenie. Kolekcjoner, pasjonat mody, hip-hopu i wszystkiego, co vintage, od ponad 30 lat wyznacza kierunek, w którym podąża streetwear, nieustannie szukając twórczej i życiowej równowagi.
Sylwetki
Jeremy Sochan. Władca pierścienia
W wieku 23 lat Jeremy Sochan jako pierwszy Polak został mistrzem NBA. Na ten sukces NY Knicks czekali aż 53 lata, a Sochan występuje w ich barwach dopiero pierwszy sezon. Czy to początek wielkiej kariery polskiego koszykarza? – Ten chłopak miał wielkie marzenia, które teraz się spełniają – mówi w rozmowie z GQ Poland Magdalena Tronina, koszykarka, trenerka i przyjaciółka rodziny Sochanów.
Sylwetki
Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu
„Matki pingwinów” przyniosły jej przełom, a „Znieczulenie” otwiera kolejny rozdział kariery. W rozmowie Masza Wągrocka opowiada o nierównym traktowaniu aktorek w branży, lęku, który przez lata napędzał jej życie, i momencie, w którym przestała bać się dorosłości.
Sylwetki
Najlepszy timing świata według Kyliana Mbappégo
Kapitan reprezentacji Francji Kylian Mbappe został najlepszym strzelcem w historii swojego kraju, strzelając 16 czerwca br. dwie bramki przeciwko Senegalowi na Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej 2026. Pobił tym samym rekord Oliviera Giroud, który zdobył 57 goli.
Sylwetki
Hugh Jackman: od Wolverine’a do Robin Hooda. Jak został człowiekiem od zadań specjalnych?
Niegdyś wuefista, dziś jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Hollywood. I choć swoją popularność zawdzięcza marvelowskim blockbusterom, portfolio 58-letniego Hugh Jackmana oferuje znacznie więcej niż akcję skrojoną pod fanów komiksów i przeznaczoną wyłącznie na duży ekran.
Sylwetki
Jeff Koons – geniusz czy król kiczu?
Od dekad budzi skrajne emocje. Dla jednych jest symbolem upadku sztuki, dla innych twórcą, który najlepiej uchwycił logikę współczesnej kultury wizualnej. W maju jako gość konferencji Impact’26 w Poznaniu przypomniał, że w jego przypadku granice sztuki nie istnieją. W końcu wysłał własne rzeźby na Księżyc.