PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Gwiazdy

Czy to koniec ery wielkich gwiazd filmowych?

Kiedyś wystarczyło jedno spojrzenie Roberta Redforda, żeby w kinie zapanowała cisza. Dziś nawet superbohaterowie muszą walczyć o uwagę widza. Czy to możliwe, że w świecie, w którym każdy ma swoją platformę, prawdziwe gwiazdy filmowe po prostu przestały istnieć?

Udostępnij

Timothée Chalamet, Denzel Washington, Robert Redford, Brad Pitt

Autor zdjęcia: Getty Images, kolaż GQ Poland

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA
26.11.2025

Gdy w 2001 roku na ekrany kin wchodził film „Zawód: szpieg” Tony’ego Scotta, był reklamowany jako aktorskie przekazanie pałeczki. Oto Robert Redford, gwiazdor zbliżający się do wieku emerytalnego, na swojego następcę miał mianować Brada Pitta, który – choć już wtedy doskonale znany – oficjalnie mógł zająć miejsce na hollywoodzkim firmamencie „prawdziwego” aktorstwa. 

W promocji pomogło podobieństwo aktorów – obaj blondyni i nieziemsko przystojni, jak gdyby stworzeni na podobieństwo kalifornijskich surferów, z rzeszą fanek i fanów, którzy kochali ich oglądać zarówno na wielkim ekranie, jak i na stronach kolorowej prasy. Gdy mówiono „gwiazda filmowa”, wielu przed oczami stawali Redford i Pitt (choć oczywiście nie tylko oni).
 

Charyzma, wyjątkowość i talent 

„Zawód: szpieg” jest ciekawym przykładem tego, co jeszcze do niedawna oznaczało bycie hollywoodzkim bożyszczem. Dużo bardziej od umiejętności aktorskich (w filmie Scotta możemy oglądać jedne z najgorszych scen w karierze obu aktorów) liczyła się nieuchwytna wyjątkowość, to mityczne „coś”. Prawdziwym talentem okazywały się błysk w oku, uśmiech, charyzma. Bez dwóch zdań wierzymy, że w „Trzech dniach Kondora” na jedno skinienie Redforda Faye Dunaway oleje swojego faceta i ruszy z nim w nieznane. Podobnie jak w to, że Geena Davis bez namysłu wpadnie w nagie i umięśnione ramiona Pitta w „Thelmie i Louise” (bo kto by nie chciał?).

Przekazanie pałeczki Pittowi wydarzyło się w ciekawym momencie. Początek lat 2000. to ekspansja marvelowskich bohaterów i bohaterek na wielki ekran. Wcielenie się w Iron Mana, Kapitana Amerykę czy Thora miało oznaczać nie tylko wzrost popularności, lecz także nieśmiertelność (przecież cały czas rosną nam miłośnicy komiksów, którzy będą chcieli zobaczyć ich ekranizacje). Co zresztą szybko okazało się złudne – gwiazdą filmową nie jest aktor, ale samo IP, własność intelektualna. Przesada? Otóż nie do końca.

GettyImages-112675302

Robert Redford Autor zdjęcia: Getty Images

Bez następców 

Oczywiście dziś Brad Pitt nadal pociąga za sobą widownię. Jest gwiazdą w starym stylu, tajemniczą i niedostępną. Pitt nadal mami nas swoimi urokiem. Na ekranie jest właściwie pozbawiony wieku. Tymczasem przekroczył sześćdziesiątkę, więc metrykalnie zbliża się do Redforda we wspomnianym „Zawodzie…”. Komu powinien przekazać pałeczkę?

W najnowszym badaniu National Research Study wyszło na jaw coś, co Hollywood wolałoby przemilczeć: wśród aktorów i aktorek, którzy wciąż potrafią ściągnąć Amerykanów i Amerykanki do kina, nie ma nikogo poniżej trzydziestki. Na szczycie listy króluje Denzel Washington, 71-letni dżentelmen z charyzmą większą niż budżet przeciętnego blockbustera. Najmłodsze w zestawieniu są Zendaya i Margot Robbie – ledwie po trzydziestce, ale żadna nie załapała się nawet do pierwszej piętnastki. Timothée Chalamet? Poza stawką. Florence Pugh, Jacob Elordi, Sydney Sweeney? Też nie. Młodość, jak się okazuje, już nie sprzedaje biletów. Przynajmniej nie w tej branży, która kiedyś żyła z obietnicy ciągłej świeżości.

Od lat 20. do 50. XX wieku fabryką gwiazd było hollywoodzkie imperium. Sztywny studyjny system trzymał wszystko (i wszystkich) w ryzach: kilka wytwórni rządziło przemysłem, a aktorzy i aktorki – błyszczący na ekranie herosi i heroiny – podpisywali cyrografy. Swobody mieli tyle, co statysta w scenie zbiorowej, ale w zamian stawiano ich w samym centrum produkcyjnej machiny: od pierwszych zdjęć próbnych, przez marketing, po kinowe premiery.

Wzrost znaczenia telewizji, zwiększające się koszty produkcji filmowych, a nawet antyestablishmentowe nastroje społeczno-polityczne powojennego pokolenia w latach 60. sprawiły, że stary system runął. Mimo to wielkie wytwórnie wciąż prowadziły aktorów i aktorki na krótkiej smyczy. Ale kiedy ich wpływy zaczęły się kruszyć, wraz z nimi zniknęła też wiara w konieczność prawdziwego rzemiosła. Potrzeba było wzmocnienia pozycji tych wszystkich Dustinów Hoffmanów, Alów Pacinów, Diane Keaton i Meryl Streep fabryki snów, by wyrównać ich szanse na hollywoodzkiej arenie i zburzyć stary układ sił, czyli hegemonię studiów filmowych posiadających grupę aktorów i aktorek na własny użytek. 
 

Wstrząs na firmamencie

I to się udało. Hollywoodzki olimp pozostał stały. Przez kolejne dekady dołączały do nich kolejne osobistości (z Tomami, Leo, Sandrą, Willem i Julią na czele). Jednak nikt nie przewidział tego, że świat rozrywki tak bardzo się rozrośnie. Oprócz kinowych produkcji mamy przecież na pęczki streamingów z bardziej lub mniej prestiżowymi serialami i filmami własnej produkcji, ekranizacje kolejnych IP, remaki i spin-offy, a do tego social media, które usuwają z gwiazdorskiego statusu jeden z głównych elementów – tajemniczość.  Do tego social media kreują własnych celebrytów i celebrytki.

Nadmiar mediów spowodował również, że blask gwiazd nie grzeje jak dawnej (pomyślmy o Nicole Kidman w kiepskich serialach, których rok rocznie ukazuje się na pęczki). A może inaczej – każdy ma swoją gwiazdę, która przyciąga nas przed ekran telewizorów i laptopów (przecież kina coraz częściej świecą pustkami).

Aktor Timothée Chalamet na kolacji Oscarowej

Timothée Chalamet Autor zdjęcia: Getty Images

Dla jednych obiektem westchnień będzie wspomniany Chalamet, który – za radą DiCaprio (à propos gwiazdorskich sztafet) – nie pojawia się w serialach i filmach o superbohaterach (czym jednak są „Diuna” i „Wonka”, jeśli nie kolejnymi IP?). Dla innych, ograniczających swoje hollywoodzkie przeżycia do streamingów, gwiazdą będzie Millie Bobby Brown, która popularność zawdzięcza serialowi „Stranger Things” Netfliksa, ale nie może liczyć na angaż w żadnej innej, zewnętrznej produkcji. Z kolei fanów i fanek niszowych klimatów będą zwabiać twórcy z wytwórni typu A24 (z filmami takimi, jak „Moonlight”, „Good time” czy „Lady Bird”), Roberty Pattisony tego świata, dziwaki, „gwiazdy-nie-gwiazdy”, dla których czerwone dywany na własne życzenie są rozwijane – paradoksalnie – w cieniu.

Być może nigdy nie zobaczymy już ikon kina, które potrafią zahipnotyzować przed ekranem miliony widzów. Ale nie dlatego, że owe gwiazdy zgasły, lecz dlatego, że niebo się rozrosło. Kino nie znikło, ale przestało być świątynią. Teraz każdy ma własny ołtarzyk w domu, a boskość przeszła w wersję na żądanie.

Więcej w tym temacie:

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA

Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.

Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.

Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.

Czytaj więcej

Taylor Swift i Travis Kelce wzięli ślub

Stało się. Taylor Swift i Travis Kelce są małżeństwem

Sakramentalne „tak” padło przed Adamem Sandlerem, a Madison Square Garden zamieniło się w najbardziej strzeżoną salę weselną w historii Manhattanu

Future, Jeremy Allen White, Hélène Mercier-Arnault i Bernard Arnault na pokazie Louis Vuitton

Raperzy, aktorzy i sportowcy – gwiazdy na pokazie Louis Vuitton w Paryżu

Letni pokaz Louis Vuitton przejdzie do historii. Po raz kolejny Pharrell Williams wspiął się na wyżyny kreatywności i dostarczył niesamowitą scenografię.

Jak aktorzy przygotowują formę do ról?

Od Spider-Mana po „Oppenheimera”. Jak aktorzy zmieniali swoje ciała do ról?

Za wielkimi rolami często stoją miesiące spędzone na siłowni i rygorystyczne diety przed pierwszym klapsem na planie. Dla jednych celem jest rozbudowa mięśni, dla innych wytrzymałość, a czasem największym wyzwaniem okazuje się utrata kilogramów.

Zalia na premierze GQ Poland 4

Premiera GQ Poland #4. Tego wieczoru byliśmy z wami u siebie

Trzy okładki, początek mundialu i dziesiątki powodów, by spędzić czerwcowy wieczór na warszawskim Placu Konesera. Tak wyglądała premiera czwartego numeru GQ Poland.

Paul Anthony Kelly – stylizacje

Czy Paul Anthony Kelly to najbardziej stylowy aktor nowego pokolenia?

Zapomnijmy na chwilę o Timothéem Chalamecie czy Jacobie Elordim. To czas Paula Anthony'ego Kelly'ego.

Top Model 15

„Top Model” przechodzi metamorfozę. 15. edycja przyniesie największe zmiany w historii

Powrót do programu po latach, debiut w jury i zupełnie nowa funkcja w historii formatu. Jubileuszowy sezon „Top Model” będzie inny niż wszystkie dotychczasowe. Na antenie zobaczymy nowe twarze w nowych rolach.

ALEX-23

Rekordowa zbiórka i międzynarodowa lista gości. Kto pojawił się na gali TOP Charity 2026?

Od Anji Rubik i Ewy Chodakowskiej po Vanessę Williams i Króla Asante. Gala TOP CHARITY 2026 po raz kolejny przyciągnęła do Warszawy znane nazwiska i zakończyła się rekordowym wynikiem zbiórki na cele charytatywne.

Homer Gere podbija Hollywood

Kolejne nepo baby podbija Hollywood. Tym razem nazwisko mówi samo za siebie

Ma 26 lat, słynne nazwisko i właśnie zagrał jedną z najbardziej dyskutowanych scen serialowego sezonu. Hollywood ma nowego aktora – czy tego chce czy nie.