PARTNERZY SERWISU

apartpl nohoone

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl nohoone

Filmy i seriale

Wszystkie 35 filmów Stevena Spielberga, od najgorszego do najlepszego

Od „Szczęk” i „E.T.” po tegoroczny „Dzień objawienia”. Z okazji premiery 35. pełnometrażowego filmu Stevena Spielberga świętujemy ponad 55 lat twórczości jednego z najważniejszych reżyserów w historii kina. Oto definitywny ranking wszystkich jego filmów.

Udostępnij

Ranking wszystkim filmów Stevena Spielberga

Oceniamy wszystkie filmy Steven'a Spielberga Autor zdjęcia: kolaż GQ Poland

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA
09.06.2026

W tym roku Steven Spielberg dopisał do swojej filmografii trzydziesty piąty pełnometrażowy film. „Dzień objawienia” to kolejny rozdział kariery, która trwa już ponad 55 lat i na dobre zmieniła oblicze współczesnego kina. Od telewizyjnego „Pojedynku na szosie”, przez „Szczęki”, „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”, „E.T.” i „Listę Schindlera”, aż po najnowsze dzieło – Spielberg nie tylko tworzył przeboje, ale też wyznaczał kierunki, którymi podążała cała branża.

Niewielu twórców potrafiło równie swobodnie poruszać się między kinem przygodowym, science fiction, wojennym dramatem czy thrillerem politycznym. Jeszcze mniej może pochwalić się tym, że przez ponad pół wieku pozostawali w ścisłej czołówce światowej kinematografii. Z okazji premiery „Dnia objawienia” wracamy do wszystkich 35 filmów Stevena Spielberga i układamy je od najsłabszego do absolutnych arcydzieł. Bo choć gust bywa kwestią sporną, wpływ Spielberga na kino pozostaje bezdyskusyjny.


35. „BFG: Bardzo Fajny Gigant” (2016)

Trudno sobie wyobrazić, że ktoś rozpoczyna swoją przygodę z filmami Stevena Spielberga od tego tytułu. Może nabawić się reakcji alergicznej. Ekranizacja powieści „Wielkomilud” Roalda Dahla o cierpiącej na bezsenność sierotce Sophie, która pewnego razu dostrzega tytułowego olbrzyma (Mark Rylance). Ten – teoretycznie dla bezpieczeństwa swojego i innych wielkorosłych, ale tak naprawdę z niezrozumiałych powodów – porywa dziewczynkę i zabiera ją do olbrzymogrodu (czy jakkolwiek się ta kraina nazywa). Film został zatopiony w katastrofalnie złym CGI, a przez to, że w dużej mierze jest od niego zależny (ambicja Spielberga), wygląda jak zapomniana gra demo z płyty dodawanej do CD Action z początku lat 2000. Największym grzechem jest jednak nuda, która wieje z ekranu w każdej scenie. Również fabuły tu tyle, co nic. Finał to – no cóż – pochwała przyjaźni, odwagi, sprytu. Do zapomnienia.


34. „1941” (1979)

Choć żarty Stevenowi Spielbergowi się udają (o tym później), nie jest on królem komedii. Najbardziej widać to w „1941”, quasi-musicalu i filmie akcji, choć przede wszystkim slapstickowej farsie z akcją tuż po ataku Japończyków na Pearl Harbor. Spanikowani Kalifornijczycy postanawiają własnymi siłami powstrzymać inwazję wroga. Rzadko zdarza się tak wielka ilość bezsensownych scen ułożonych jedna po drugiej, tym bardziej w filmografii tak sprawnego, wręcz erudycyjnego reżysera. Nie wystarczyło nagromadzenie ikon amerykańskiej komedii – Dana Aykroyda, Neda Beatty’ego i Johna Belushi’ego – by uzyskać choć minimalnie satysfakcjonujący efekt. Każdy żart wieńczy cisza, którą aktorów i aktorki na ekranie musieli najwidoczniej przewidzieć podczas kręcenia.


33. „Player One” (2018)

Tak, jak Spielberg nie umie w komedię, tak nie powinien tykać tematów wirtualnej rzeczywistości i fandomu. Wyjdę na ejdżystę, ale gość po 70. (a tyle miał kręcąc „Player One”) nie powinien tykać się niektórych tematów. Akcja osadzona jest w 2045 roku w smutnym świecie, w którym ludzie od prawdziwego życia wolą wirtualne, zwane OASIS (sic!). Trochę jak „Second Life”, trochę jak „World of Warcratf”, choć dla Spielberga cyfrowy bezkres wypełniają postaci głównie z filmów (tutaj zasłużone oklaski za rozkminianie własnej pozycji na firmamencie popkultury. Po co się krygować?). Niestety – wracając do wieku – nie taki diabeł straszny, jak się starszyźnie wydaje. Dlatego zwyczajnie „Player One”, traktowany jako ostrzeżenie, marnie się zestarzał. Podobnie, jak cyfrowo wygenerowane postaci (a z nimi spędzamy większość czasu). Nuda.


32. „Terminal” (2004)

Dość pokraczna próba komentarza na temat alienacji, bezwzględności Stanów Zjednoczonych tuż po ataku na WTC, ale podane – po spielbergowemu – z nutą sentymentu, subtelnego humoru (tu żart również jest miałki) i – tym razem – jednowymiarowych postaci. Tom Hanks nie jest przekonujący w roli wschodnioeuropejskiego wysiedleńca z rosyjskim (no, bo jakim?) akcentem, zamkniętym na lotnisku – swoistej ziemi „niczyjej” – bez możliwości wejścia do Stanów i powrotu do rodzinnej Krakozii (przez nagły konflikt zbrojny). Aktor, jak i cały film, nieumyślnie wpadają w sidła ksenofobii, które Spielberg stara się skrytykować.


31. „Na zawsze” (1989)

Sentymentalny i ckliwy ulep o pilocie samolotu gaśniczego o imieniu Pete (Richard Dreyfuss), który ginie podczas jednej z akcji. Na Ziemi pozostawia Dorindę (Holly Hunter) starającą się przebrnąć przez żałobę. Może to miłość, a może to seksizm (wszak mówimy o Dreyfussie), bowiem Pete, nie potrafiąc pozostawić byłej samej sobie, nawiedza ją i obserwuje, jak zaczyna związek z nowym facetem. Melodramat Spielberga nigdy nie jest na tyle przekonujący, by złapać za serducho. Jeśli działa na to na zasadzie ciekawski – kolejna współpracy reżysera ze świetnym, choć z renomom chodzącej toksyny Drefussem czy nieumiejętnego pisania postaci kobiecych. Silnie zaznacza się w filmie element duchowy – nie kto inny, jak Audrey Hepburn gra tu anioła stróża (sic!) imieniem Hap. Dlaczego? Któż wie.


30. „Czas wojny” (2011)

Polski tytuł nie oddaje o czym Spielberg w tym dziele opowiada. A opowiada o koniu – dokładnie koniu wojennym (dlatego „War Horse”). Być może ten błąd w przekładzie wynika z pobudek marketingowych? Może ktoś po obejrzeniu filmu doszedł do wniosku, że wszyscy bohaterowie pałają niezdrową fascynacją tytułowym koniem, i uznał, że lepiej nie afiszować się z tym zanadto?Koń ma na imię Joey i jest najlepszym przyjacielem młodego rolnika, Alberta. Kiedy Joey trafia na front I wojny światowej, jego człowiek z tęsknoty nie spocznie, nim się z nim nie spotka. Co tam wojna! Co na plus? Spielberg ma rozmach. Okopy, ataki gazu i prymitywne karabiny maszynowe rozrywające ludzi i generalnie cały horror wojny przedstawia z typową dla siebie wirtuozerią. 


29. „Zaginiony Świat: Jurassic Park” (1997)

Seans kontynuacji „Parku Jurajskiego” boli tym bardziej, że „jedynka” jest arcydziełem (o tym później). Fabuła jest pretekstowa. Na wyspę, na której po tytułowym parku zostały tylko mroczne powidoki, ponownie zostaje wysłana grupa naukowczyń i naukowców. Prócz gadów zagrożenie będą stanowić także przemytnicy chcący zarobić na handlu dinozaurami. Nie ma tu efektu zaskoczenia, który towarzyszył zarówno widowni, jak i bohaterom oraz bohaterkom „Parku Jurajskiego”, ani dziecięcej ciekawości, z którą kojarzymy najlepsze filmy Spielberga. Jest za to Jeff Goldblum z idiotycznym wątku pobocznym chcący pojednać się ze swoją nastoletnią córką. Nawet dinozaury niczego nie ratują.


28. „Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki” (2008)

Nigdy nie byłem wielkim fanem serii Harrsionem Fordem w roli ironicznego seksi wujcia archeologa w kapeluszu i z batem przy boku. Mimo wszystko doceniałem, że akcja każdej części pozostawała bardziej przy religijnych zagadkach, a nie odpływała w ufologiczne rejony. Tym razem stało się inaczej, co może nie byłoby najgorszym rozwiązaniem, gdyby nie zmęczenie materiału (choć od poprzedniej części minęło blisko dwadzieścia lat). Nawet ponowne pojawienie się Karen Allen (Marion, ulubienicy fanów i fanek) i Cate Blanchett w roli rosyjskiej telepatki i głównej villainki filmu nie reanimowało Indiego. 


27. „Amistad” (1997)

Steven Spielberg ma dobre chęci. Jak wiemy jednak dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Po prostu czasami białe uprzywilejowanie zasłania mu ogląd sytuacji. W tym wypadku mówi za grupę czarnoskórych niewolników sprowadzonych z jednego z krajów Afryki. Osoby stają przed sądem po tym, jak urządziły bunt na pokładzie statku. W scenariuszu David Franzoni upupia niebiałych i wielkich przemów, które zmieniają ludzką perspektywę (choć doskonale wiemy, że tylko do momentu napisów końcowych). 


26. „Przygody Tintina” (2011)

Może przemawia do mnie niechęć do animacji, bo „Przygody Tintina” mają swoją zagorzałą fanowską rzeszę. Nie ruszają mnie przygody reportera Tintina, który wraz ze swoim kreskówkowym psem i kapitanem Baryłką (sic!) wyruszają na poszukiwania zatopionego okrętu ze skarbem. Jest jeszcze wróg – niegodziwy Sacharyna. W filmie wykorzystano technologię przechwytywania ruchu do stworzenia realistycznych postaci, która po piętnastu latach od premiery wygląda staroświecko. 


25. „Hook” (1991)

Gdy film miał swoją premierę, spotkał się z miażdżącą krytyką. Po latach dorobił się kultu. Czy słusznie? Wątpię. Podobno nawet sam Spielberg wyparł się tego filmu. Opowieść o dorosłym Piotrusiu Panie (Robin Williams), który wraca do Nibylandii, aby przypomnieć sobie, czym jest radość z życia i luz (w realu jest zapracowanym karierowiczem). No i stoczyć walkę z Kapitanem Hakiem (Dustin Hoffman w pysznym dragu). Głównie nuda na resorach i Julia Roberts jako nikczemnie rozerotyzowany Dzwoneczek. 


24. „Indiana Jones i Świątynia Zagłady” (1984)

Druga część przygód Indiany Jonesa ocieka ohydą, smutą i ponurością. Kategorycznie też jest rasistowski – przypomnijmy sobie, jak Spielberg portretuje Indie! Niby struktura filmu przygodowego została zachowana, ale cała „egzotyczna” aż bije po oczach. Głównemu bohaterowi przyjdzie doświadczyć kultu śmierci, wykorzystującego dziecinnych niewolników w poszukiwaniach cennego religijnego artefaktu.


23. „West Side Story” (2021)

Być może za nisko lokuję tę reinterpretację kultowego musicalu z 1961 roku, ale nic nie mogę poradzić, że najbardziej lubię piosenki (a te w większości były już napisane) i rewelacyjny występ Ariany DeBose (gra Anitę) do utworu „America” – ciekawa w żółtej kiecy po ulicach i wyśpiewuje nadzieje i udręki życia imigrantów i imigrantek w Stanach Zjednoczonych. Opowieść koncentruje się na Tonym (marny Ansel Elgort), członku białego gangu Jetsów, oraz Marii (Rachel Zegler), siostrze przywódcy portorykańskiego gangu Sharksów. Spielberg ponownie współpracował z Tonym Kushnerem, aby odświeżyć klasyczny musical. Zachowano realia roku 1957, ale do inspirowanej „Romeem i Julią” historii tragicznych kochanków wprowadzono współczesne spojrzenie na napięcia rasowe.


22. „Most szpiegów” (2015)

Coraz lepiej! Idealny film dla twojego taty. Osadzony w czasach zimnej wojny, pełen szpiegów i nieczystych intencji, który w pewnym momencie zmienia się w dramat sądowy. Koncentruje się na dwóch protagonistach – brytyjskim obywatelu i radzieckim szpiegu (Mark Rylance) i jego amerykańskim prawniku (Tom Hanks) – będących częścią zakulisowych negocjacji dotyczących wymiany więźniów. Znamy takich bohaterów – wiedzących więcej o świecie niż inni, sprzeciwiający się machinie tak jednych rządów, jak i drugich. Może jest to koncertowo zagrane, ale mimo wszystko zbyt optymistyczne i jednowymiarowo. Słowem: amerykańsko.


21. „Imperium Słońca” (1987)

Niezależnie, jak wygląda portretowany świat, w każdym – według Spielberga – możliwe jest przeżycie przygody. Młody Christian Bale wciela się w chłopca, który podczas II wojny światowej zostaje oddzielony od rodziców w Szanghaju. To opowieść o przetrwaniu, ale w mniej wstrząsającym wydaniu (bowiem prowadzona oczami głodnego wrażeń i akceptacji dzieciaka).„Imperium…” nie dorównuje głębią i wizualnym rozpasaniem innym drugowojennym produkcjom Spielberga. Natomiast ma w sobie elementy charakterystyczne dla pracy reżysera, które później na dobre zdominowały jego styl pracy. 


20. „Kolor purpury” (1985)

Porządna ekranizacja prozy Alice Walker, ale wykastrowana z queerowych wątków. Spielberg nie należy do mistrza w tym temacie. Ekranizacja osłabiła wątek seksualnej relacji między nieśmiałą Celie (Whoopi Goldberg) a bardziej żywiołową Shug (Margaret Avery). Film powinien nakręcić Czarny reżyser, a najlepiej reżyserka, by lepiej oddać relacje między bohaterkami i bohaterami, a także zgłębić temat rasizmu w Stanach. Jednak na podstawie percepcji „Koloru…” jak na dłoni widać zmianę społecznej perspektywy. Wraz z premierą film postrzegany był jako wielki sukces Spielberga. Pisano, że wziął się za „dorosłe kino”. Posypały się znakomite recenzje, był sukces kasowy i nominacje do Oscara (ale – co znaczące – nie za reżyserię). Dziś odbiór jest już chłodniejszy. 


19. „Czwarta władza” (2017)

Zbyt bezpośrednie zestawienie współczesnych ataków na prasę – prowadzonych przez Trumpa i innych skrajnie prawicowych przywódców – z aferą wokół wycieku akt Pentagonu za prezydentury Nixona. Niemniej jednak z dobrodziejstwem przyjmuję opowieści, które składają hołd działaniom klasycznej prasy (gdzie risercz i sprawdzone źródła są kluczowe). Bena Bradlee’ego, redaktora naczelnego „The Washington Post”, gra Tom Hanks i robi to solidnie. Jest w nim zaskakująco mało „tatusiowego Hanksa”, co odczytuję za zaletę. Jest też Meryl Streep, wcielająca się w wydawczynię gazety, Katherine Graham. Nie jedzie na autopilocie swoich klasycznych westchnień i monologów (poza jednym). To fantastyczna rola. Zresztą jest to jeden z nielicznych filmów Spielberga, w których to kobieta gra pierwsze skrzypce.


18. „Sugarland Express” (1974)

Mało znany rarytas reżysera, nie będący zupełnie w klimacie jego innych obrazów. Oto małżeństwo – Lou (Goldie Hawn) i Clovis (William Atherton) – bierze za zakładnika policjanta, mając nadzieję, że dzięki temu odzyska syna. W dużej mierze jest to powolny (bo bohaterowie poruszają się niespiesznie) pościg za parą przez Teksas. Może nie ma tu zbyt wiele głębi (Lou i Clovis nie należą do najbystrzejszych), ale w „Sugarland Express” wyraźnie widać pasję młodego filmowca, który dopiero stawia pierwsze kroki w branży.


17. „Pojedynek na szosie” (1971)

Debiut – co prawda telewizyjny – do którego Spielberg przez lata się nie przyznawał. Nie miał ku temu powodów. To opowieść o mężczyźnie podróżującym służbowo po amerykańskich drogach. Szybko jednak zaczyna go ścigać „śmiercionośna” ciężarówka ze swoim psychopatycznym kierowcą (którego nigdy nie widzimy). Sytuacja zmusza bohatera do stoczenia tytułowego pojedynku. Z łatwością można dostrzec w filmie elementy późniejszych dzieł Spielberga, przede wszystkim „Szczęk”. Ogląda się go znakomicie.


16. „Złap mnie, jeśli potrafisz” (2002)

Hit z młodym Leonardo DiCaprio w roli Franka, oszusta, który w latach 60. podszywał się pod pilotów, lekarzy i profesorów, wyłudzając z banków ponad 2,5 mln dolarów. Zabawę w kotka i myszkę z agentem FBI (Tom Hanks) oraz kolejne przekręty bohatera Spielberg realizuje z precyzją mistrza kina sensacyjnego. Przeszkadzają jednak dobrze znane spielbergizmy, jak daddy issues – Frank chce, by ojciec był z niego dumny, a z czasem nawiązuje niemal ojcowską relację z postacią graną przez Hanksa. Można powiedzieć: tego się spodziewaliśmy! Tak, ale od kina (para)kryminalnego oczekuję mniej czułości, a więcej suspensu i pazura.


15. „Poszukiwacze zaginionej Arki” (1981)

Narażam się, ale pierwsza część Indiana Jonesa nigdy mnie nie grzała. Doceniam jednak jej spuściznę. Uczyniła z Harrisona Forda megagwiazdę. Pokazała, że można stworzyć przemyślane kino rozrywkowe, które przyciąga miliony do kina, a jednocześnie zmusza do wielopoziomowych rozkmin. Przypomniała, że naziści są najlepszymi czarnymi charakterami ever. Dużo tu humoru, ironii, ale też świetnych scen walki. Scena, w której wielka kula toczy się za Indym w jaskini przeszła do klasyki kina.


14. „Lincoln” (2012)  

Zasłużony i hołubiony reżyser musiał wziąć się za bary z najpotężniejszym amerykańskim prezydentem. Zaangażował do roli Daniel Day-Lewis, który znany jest ze swojej zupełnego przeobrażania się w odgrywaną postać. Aktor dominuje i wypełnia ekran, jak gdyby był na niego za wielki. Jego metamorfoza – w chodzie, chrapliwym głowie, mamrotaniu – jest niesamowita. Gra mężczyznę robiącego wszystko, by przekonać członków Kongresu do uchwalenia XIII poprawki mającej znieść niewolnictwo w Stanach Zjednoczonych. Skończy marnie. Film ma świetny drugi plan – Tommy Lee Jones, James Spader i Sally Field w roli żony Lincolna, Mary Todd.


13. „Indiana Jones i ostatnia krucjata” (1989)

Kolejny Indiana, tym razem mój ulubiony, bo najsprawniej operujący mechanizmami niezobowiązującego kina akcji (bez ciężaru filmu zmieniającego oblicze kinematografii). Nawet w grze Forda wyczuwam większy luz. Wreszcie pojawia się też ojciec Indy'ego, Henry (Sean Connery) – obaj mają ze sobą chemię, co tylko służy obrazowi. Sama fabuła jest tu pretekstem do smacznej rozgrywki między aktorami. 


12. „A.I. Sztuczna inteligencja” (2001)

Niewątpliwie jeden z najbardziej osobistych filmów Spielberga. Haley Joel Osment wciela się w chłopca-robota, zaprogramowanego tak, by bezwarunkowo kochać swoich ludzkich „rodziców” – a właściwie przede wszystkim matkę. Kiedy przestają potrzebować zastępstwa dla własnego dziecka, jego miłość przeradza się w tragiczną, obsesyjnie ukierunkowaną misję. Po „Fabelmanach” (o nich zaraz) trudno nie czytać obrazu przez pryzmat rozstania rodziców samego reżysera, a także tego, jak ta sytuacja na niego wpłynęła. „A.I.” jest pokazem nieskrępowanej wyobraźni Spielberga i nawiązań do klasyki tak literackiej, jak i filmowej. Świetne kreacje Osmenta i Juda Law.


11. „Fabelmanowie” (2022)

Film-klucz do kinematografii Spielberga. Historia nastoletniego Sammy’ego Fabelmana (mistrzowski debiut Gabriela LaBelle’a), który odkrywa, czym w jego życiu są (i mogą być) filmy. Jednocześnie jednak zmaga się z rozpadem relacji rodziców. Ale to nie jest prosta coming-of-age story, lecz głęboka refleksja nad reżyserowaniem, kreowaniem rzeczywistości oraz tym, jak kamera potrafi wynosić jednych ludzi na piedestał, a innych niszczyć. „Fabelmanów” można czytać jak otwartą księgę, bo wreszcie dostajemy niemal gotowy spis inspiracji i motywów przewijających się przez wcześniejsze filmy Spielberga, choćby nieustanne poszukiwanie aprobaty ojca.


10. „Raport mniejszości” (2022)

Jesteśmy w roku 2054, tak odległym, że wyobraźnia może swobodnie poszaleć. I rzeczywiście szaleje Spielberg, przedstawiając świat, w którym zbrodnie można przewidywać (za sprawą bladych bliźniaków zanurzonych w wodzie). Wszystko idzie świetnie do czasu, gdy detektyw John Anderton (świetnie obsadzony Tom Cruise) zostaje oskarżony o morderstwo, którego dopiero ma się dopuścić. To pełna fantazji i rozmachu zabawa konwencją kryminału, naszpikowana spektakularnymi scenami – od transplantacji oczu po pościg na autostradzie pełnej samojezdnych samochodów. O takie kino akcji walczyliśmy!


9. „Dzień objawienia” (2026)

Tak, najnowszy film Stevena Spielberga jest aż tak dobry. Bez spoilerów: oto ludzkość znalazła się w przełomowym momencie – może dowiedzieć się, że nie jest sama we wszechświecie. Czy ta wiedza faktycznie powinna być powszechnie dostępna? A może mogłaby zagrozić porządkowi społecznemu na tyle, że lepiej pozostawić ją w wirtualnym archiwum? Na te pytania będą musieli odpowiedzieć Margaret (Emily Blunt w najlepszej roli w karierze) i Daniel (Josh O’Connor). Dawno Spielberg nie był tak polityczny. Komentuje współczesność, ale robi to w sposób całkowicie nienachalny. To dopiero drugie, jeśli nie trzecie, odczytanie filmu. A wisienką na torcie jest fenomenalny finał, który potrafi nawet usprawiedliwić użycie kiepskich, komputerowo wygenerowanych zwierząt pojawiających się w środkowej części „Dnia…”.


8. „Lista Schindlera” (1993)

Jak to możliwe, że koleś od rekina ludojada nakręcił arcydzieło o Holokauście? Może i nakręcił, choć – mam wrażenie – do arcydzieła trochę brakuje. To, co udało się Spielbergowi, to pokazanie niekończącej się trwogi Żydów i Żydówek z likwidowanego krakowskiego getta oraz niespodziewanej pomocy, którą niósł im tytułowy Schindler (Liam Neeson). Stworzone przez reżysera obrazy na długo wgryzają się w pamięć widowni – choćby scena, w której Amon Goeth (Ralph Fiennes) strzela z balkonu do więźniów obozu. Mimo wszystko przeszkadza mi sentymentalizm, który chwilami niebezpiecznie zbliża się do bajkowości i poczucia magiczności. To zresztą bardzo charakterystyczne dla Spielberga. Tutaj jednak nie pasuje.


7. „Wojna światów” (2005)

Rewelacyjna odpowiedź reżysera na 11 września i ataki na World Trade Center, po których dla wielu – zwłaszcza przeciętnych Amerykanów i Amerykanek – świat się skończył. Tom Cruise w brawurowej roli zwykłego Kowalskiego próbuje ochronić swoje dzieci przed najeźdźcami z kosmosu. Nie ma tu widowiskowości klasycznego kina akcji ani przemiany od zera do bohatera. To nie Marvel, lecz faktyczna walka o przetrwanie. Spielberg znakomicie uchwycił też niemal natychmiastowy zmierzch cywilizacji, kiedy wszystko, co do tej pory zbudowaliśmy, nagle przestaje mieć znaczenie.


6. „Szeregowiec Ryan” (1998)

Mistrzostwo reżyserskie Spielberga najlepiej widać w trwającej blisko trzydzieści minut sekwencji lądowania amerykańskich żołnierzy na plaży Omaha podczas II wojny światowej. Chyba żaden film nie pokazał horroru konfliktu z taką dbałością o detale i w równie immersyjny sposób. Mimo ohydy, strachu i zszarganych nerwów nie potrafimy odwrócić wzroku. Jednak „Szeregowiec Ryan” to przede wszystkim kino drogi. Oddział przemierza Francję w poszukiwaniu tytułowego żołnierza. Choć skala wydarzeń staje się znacznie mniejsza niż podczas desantu na plażę, Spielbergowi udaje się ukazać wojnę niemal w całej jej złożoności. Co przeszkadza? Oczywiście patetyczne tony, ale od nich u reżysera nie uciekniemy.


5. „Monachium” (2005)

Ten film jest jak wino. Trzymający za gardło thriller o agentach Mosadu (na czele z Erikiem Baną), którzy potajemnie dokonują aktów zemsty za porwanie i zamordowanie izraelskich sportowców podczas igrzysk olimpijskich w Monachium. Spielberg podejmuje dyskusję o skutkach przemocy – zarówno tej sankcjonowanej przez państwo, jak i wynikającej z pobudek jednostki. Mocno pesymistyczny finał wgniata w fotel, również dlatego, że reżyser rzadko bywał aż takim defetystą. Tak naprawdę jedynie scena seksu pod koniec nadaje się do wycięcia.


4. „E.T.” (1982)

Muszę przyznać, że historię rodzeństwa, które zaprzyjaźnia się z cudownym, acz pokracznym kosmitą, noszę głęboko w sercu. Rozczula mnie morał płynący z tej opowieści – że można kochać drugą istotę niezależnie od jego pochodzenia. Do tego jest to historia niezwykle zabawna (młodziutka Drew Barrymore już wtedy dawała radę!). Oczywiście „E.T.” zmienił oblicze kinematografii. Tyle że po nim wszystko musiało być większe, szybsze i bardziej skomplikowane (wystarczy spojrzeć na „Stranger Things”). Tymczasem film Spielberga bazuje na prościutkiej historii o odesłaniu kosmity do domu, rozgrywa się w zaledwie kilku lokalizacjach, a mówi – uwaga, patetyzm – więcej o ludziach niż niejeden bardziej skomplikowany obraz.


3. „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” (1977)

Nic nie poradzę na to, że uwielbiam oglądać, jak Richard Dreyfuss bawi się jedzeniem, stopniowo odkrywając, że obcy faktycznie odwiedzili Ziemię i zamierzają przybyć raz jeszcze. To opowieść o szaleństwie, które może i jest uprawomocnione (bohater przecież ma rację), ale jednocześnie niszczy rodzinę i relacje międzyludzkie. W szalonej pogoni Roy’a za kosmitami i jego pragnieniu nawiązania z nimi kontaktu jest wiele z samego Spielberga, którego nic nie powstrzyma przed nakręceniem kolejnego filmu. Całość wieńczy kultowa muzyka Johna Williamsa. Wystarczy kilka nut, by przypomnieć sobie całe sekwencje.


2. „Park Jurajski” (1993)

Pierwszy film, który zobaczyłem w kinie. Miałem siedem lat i cały seans spędziłem pod fotelem. Wtedy zrozumiałem, jaką siłę ma kino – podobnie jak kilkuletni Spielberg podczas seansu „Największego widowiska świata”. Trzymająca w napięciu do samego końca fabuła została misternie skonstruowana i dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Obsada została dobrana perfekcyjnie, z naciskiem na charakter i temperament aktorów, a nie na ich gwiazdorski status (Sam Neill i Laura Dern, come on!). No i przede wszystkim dinozaury, które całkowicie zawładnęły zarówno bohaterami na ekranie, jak i widownią w kinie. Trudno o lepszy przykład niż scena, w której Sam Neill i Laura Dern podnoszą się z siedzeń jeepa, by ujrzeć cud. Razem z nimi uwierzyliśmy, że wielkie gady naprawdę powróciły do życia. Mistrz!


1. „Szczęki” (1975)

Arcydzieło, które stworzyło blockbuster i odmieniło karierę Spielberga. To nie tylko historia ataku rekina, ale także galeria wielowymiarowych postaci – od zakochanego w kapitalizmie burmistrza Amity Island, gdzie rozgrywa się akcja, przez przytłoczonego obowiązkami szefa policji Brody’ego, granego przez Roya Scheidera, po ambitnego oceanografa Matta Hoopera (Richard Dreyfuss). Ich wiarygodność sprawia, że kibicujemy im w walce z żarłaczem białym. Trwoga – mimo upływu lat wciąż obecna w filmie – jest uczuciem tak uniwersalnym, że nie sposób nie ulec napięciu, które buduje Spielberg. Wreszcie sam rekin – fizycznie skonstruowany i pozbawiony ciężaru współczesnych, często zawodnych efektów specjalnych – oddziałuje na widza właśnie dzięki swojej namacalności. „Szczęki” są emblematycznym filmem Spielberga, bo zawierają wszystko, co w jego kinie najlepsze.

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA

Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.

Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.

Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.

Czytaj więcej

 „Przylądek strachu” to nowy serial Apple TV

Potwór na miarę swoich czasów. „Przylądek strachu” jest historią amerykańskich lęków

Max Cady wraca po raz trzeci. Tym razem w serialu Apple TV z Javierem Bardemem jako ucieleśnieniem współczesnych amerykańskich lęków. „Przylądek strachu” pozostaje tą samą historią o zemście, ale jej stawka nigdy nie była bardziej aktualna.

Netflix uruchamia kolekcję „Ekranizacje Twoich ulubionych książek”

Netflix uruchamia kolekcję „Ekranizacje Twoich ulubionych książek”. To raj dla fanów literatury i seriali

Nie trzeba mieć karty bibliotecznej wypchanej pieczątkami ani regularnie przesiadywać między półkami księgarń, żeby czerpać przyjemność z nowego pomysłu Netfliksa. Wystarczy lubić dobre historie. A jeśli przy okazji należysz do tych osób, które po seansie natychmiast sprawdzają, jak bardzo ekranizacja odbiega od książki, nowa funkcja może szybko stać się jednym z twoich ulubionych zakątków platformy.

 Oto queerowe filmy, które są warte polecenia

Nie tylko „Tajemnica Brokeback Mountain”. Oto queerowe filmy, które zostają w głowie na długo

Czerwiec to Miesiąc Dumy osób LGBT+, ale dobre queerowe kino nie potrzebuje specjalnej okazji, żeby po nie sięgać. Zwłaszcza dziś, gdy historia nieheteronormatywności na ekranie jest znacznie bogatsza niż kilka najbardziej oczywistych tytułów, które regularnie wracają w rankingach i rekomendacjach. Są wśród nich thrillery, romanse, kino drogi, autobiograficzne opowieści i filmy, które na długo wyprzedzały swoje czasy.

Praca seksualna w „Euforii”

Jak „Euforia” ściemnia w sprawie pracy seksualnej?

Sam Levinson w trzecim sezonie „Euforii” niemal obsesyjnie wikła każdą bohaterkę w świadczenie usług seksualnych. Jak jego wizję oceniają osoby, które rzeczywiście wykonują tę pracę? O tym opowiada nam Sonia Nowak, która od lat walczy o prawa osób w branży. 

Kareem Rahma to twórca „Subway Takes”

Kareem Rahma: twórca „Subway Takes”, który z metra zrobił trybunę ludzi

Egipski imigrant wyrzucony z przedszkola za płakanie, po rozwodzie i upadku start-upu – w wieku 33 lat postanowił zostać komikiem. Kim jest Kareem Rahma, twórca „Subway Takes” śledzonego przez cztery miliony osób, człowiek który odmówił opublikowania odcinka z Kamalą Harris i trafił na listę TIME100 Creators?

„Odyseja” Christophera Nolana to najbardziej wyczekiwany film 2026 roku

„Odyseja” Christophera Nolana – wszystko, co wiemy o najbardziej wyczekiwanym filmie 2026 roku

Christopher Nolan po sukcesie „Oppenheimera” bierze na warsztat jedno z najważniejszych dzieł literatury - „Odyseję” Homera. Wiemy już, kto zagra Odyseusza, jak powstaje widowisko kręcone kamerami IMAX i dlaczego produkcja wzbudza tyle emocji. Zebraliśmy wszystko, co do tej pory ujawniono o nowym filmie brytyjskiego reżysera.

Nicolas Cage jako Spider-Man

Nicolas Cage, Spider-Man i jeden z najoryginalniejszych seriali ostatnich lat – w czerni i bieli

Nicolas Cage wciela się w Spider-Mana Noir – prywatnego detektywa z mroczną przeszłością, whisky w szklance i mocami nabytymi w obozie jenieckim. Serial Amazon Prime jest dostępny w dwóch wersjach: kolorowej i czarno-białej. Właśnie w tej drugiej Cage jest najlepszy.

SKYSHOWTIME_DuttonRanch_2

„Ranczo Duttonów”: Najbardziej nieoczywista para telewizji, czyli Beth i Rip, powraca

Nie są idealni. Są gwałtowni, poranieni, często trudni w odbiorze, a mimo to dla milionów widzów stali się jedną z najbardziej kochanych ekranowych par ostatnich lat. Beth i Rip powracają w serialu „Ranczo Duttonów”.