PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Sztuka i design

Oznajmiamy koniec płci. Artystka Filipka Rutkowska o wystawie „Gender is Over”

Czy naprawdę zbliżamy się do świata bez płci – czy to tylko kolejna utopia, którą chcemy w siebie uwierzyć? Artystka Filipka Rutkowska przekonuje, że to już się dzieje – a sztuka jest miejscem, w którym można ten kres zobaczyć.

Udostępnij

Oznajmiamy koniec płci. Artystka Filipka Rutkowska o wystawie „Gender is over”

Filipka Rutkowska w drodze na szczyt Autor zdjęcia: Karolina Zajączkowska

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA
13.04.2026

W knajpce w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie spotykamy się z Filipką Rutkowską w momencie, w którym kategorie zaczynają się rozmywać, a język – tracić grunt pod nogami. „Gender is Over” nie jest tylko tytułem wystawy, ale komunikatem: kończy się epoka, w której płeć była czymś oczywistym, stabilnym, nienaruszalnym. Za chwilę zaczniemy rozmowę, ale już teraz wiadomo, że nie będzie ona o tożsamości w znanym nam sensie – raczej o jej rozpadzie i o tym, co pojawia się w pustce (?) po niej.

Rutkowska traktuje własne życie jak materiał performatywny i archiwum sprzeczności. Na pierwszej instytucjonalnej wystawie w Galerii Studio proponuje gest radykalny, ale podszyty intuicją czasu: płeć nie znika dlatego, że ktoś ją unieważnia – znika, bo przestaje być potrzebna.

Oznajmiamy koniec płci. Artystka Filipka Rutkowska o wystawie „Gender is over”

Filipka Rutkowska Autor zdjęcia: Karolina Zajączkowska

Na wystawie stwierdzasz: „Gender is Over”. Dlaczego to znaczące?
To ważny komunikat, nie tylko dla mężczyzn, czytelników GQ Poland, ale dla wszystkich. Opresyjność płci wynika z narzuconych oczekiwań i schematów, które przypisuje się ludziom właśnie wyłącznie ze względu na płeć, choć wcale nie jest to konieczne. Zatem za tytułem stoi przekonanie, że płeć może być dla każdego źródłem wyzwolenia. Przecież sztywny wzorzec męskości jest opresyjny przede wszystkim dla samych mężczyzn i mówią oni o tym coraz bardziej otwarcie. Poza tym mam też poczucie, że wiele osób w ogóle nie ma refleksji nad tym, czym gender jest w ich własnym życiu. Nie chodzi o to, żeby kogokolwiek do czegokolwiek namawiać, ale wydaje mi się, iż samo rozpoczęcie takiego myślenia jest wartościowym doświadczeniem. Trochę jak ze świadomością jedzenia. Kiedyś ludzie jedli, co popadnie, a dziś więcej uwagi poświęcamy temu, co ląduje na naszych talerzach. Podobnie jest ze sportem czy z podróżowaniem. W każdej dziedzinie życia można rozwijać większą świadomość. Od pewnego czasu podobny proces dotyczy także płci i traktuję to jako znak, że nasze społeczeństwo się rozwija. 

Tyle tylko, że gdy rozmowa zejdzie na gender, zaczyna się wrzawa…
Zastanawiam się, czy to nie wynika po prostu z tego, że wokół tego pojęcia toczy się intensywna debata publiczna. Żyjemy w czasie, kiedy kategorie są kwestionowane, redefiniowane, więc ta wrzawa wybucha, bo pojawiają się głosy niezgody. Ale pewnie przyjdą też momenty, kiedy zainteresowanie płcią osłabnie i pojawią się inne wątki, które będą bardziej absorbujące. To nie jest przecież pojęcie, które nieustannie magnetyzuje ludzi przez całą historię cywilizacji. Dlatego moja wystawa wydaje mi się trochę takim podsumowaniem dekady, w której ten temat był szczególnie intensywnie maglowany. Mam jednak wrażenie, że ta kulminacja dobiegła końca. Zwłaszcza patrząc na młodsze osoby – nie jestem pewna, czy mają jeszcze potrzebę tak dużo rozmawiać o płci, orientacji czy tożsamości jak my w ich wieku. Jakby ten moment największego zaangażowania już minął.

Mówiąc o „podsumowaniu dekady”, masz na myśli czasy rządów PiS?
Tak. Sama naprawdę intensywną queerowość zaczęłam przeżywać dopiero wtedy, kiedy przeprowadziłem się z Katowic do Warszawy. To były jeszcze ostatnie miesiące rządów PO. Miałam 23 lata. Wydawało mi się, że wszystko będzie szło w stronę coraz większej wolności, że nie napotkam w swoim życiu większych problemów związanych z tym, kim jestem. Stolica będzie coraz bardziej proeuropejska i otwarta. Nie miałam wtedy zbyt dużej świadomości politycznej. Kiedy zaczęły się rządy PiS, okazało się, że kwestie płci i seksualności stają się jednym z głównych tematów politycznego sporu. 

Coś, co wcześniej było raczej na peryferiach, nagle znalazło się w samym centrum.
Dokładnie. Sama zaczęłam się też interesować tym, co czuję. Moja świadomość i tożsamość zaczęły kształtować się w dużej mierze w kontrze do politycznej narracji „dobrej zmiany”. Gdybym miała dwadzieścia parę lat w innej rzeczywistości, moja aktywność poszłaby w zupełnie innym kierunku. Byłabym zdecydowanie inną osobą. Ale przez to, że PiS nieustannie atakował mnie i moją społeczność, zaczęliśmy walczyć, i to na różnych frontach. To umocniło mój charakter.

Oznajmiamy koniec płci. Artystka Filipka Rutkowska o wystawie „Gender is over”

Filipka Rutkowska „Rare beauty” Autor zdjęcia: materiały prasowe

Między innymi na polu sztuki?
Tak, choć być może złote lata mojej twórczości przypadły na czas, kiedy byłam nastolatkiem i mieszkałam z rodzicami. Wiele dróg rozwoju własnej tożsamości, rozmysłu nad orientacją było dla mnie po prostu niedostępnych. Wtedy mogłam doświadczać innego życia głównie przez sztukę. Prowadziłam rozległe pamiętniki i szkicowniki, w których rysowałam to, co się wydarzyło, albo to, co mogłoby się wydarzyć. Sytuacje, o których nie mogłam nikomu powiedzieć. Na przykład o doświadczeniach homoerotycznych. Nie znałam wtedy osób LGBT+. Miałam poczucie, że za „takie rzeczy” grozi kara. Nastoletnie rysowanie to moment założycielski mojej twórczości. Z czasem zaczęłam jednak znajdować nowe sposoby życia z tą sztuką. Poszłam na historię sztuki i tam trafiłam na kanon… w którym właściwie nie było artystek. Później pracowałam w galerii, więc pojawiła się konfrontacja z innymi twórcami, nieporównywalnie bardziej profesjonalnymi niż ja. Moje skromne, intymne pamiętniczki zaczęły się zderzać z bardzo konkretnymi, dopracowanymi pracami z „oficjalnego” świata sztuki. Byłam zawstydzona, dlatego chowałam je głęboko do szuflady. Potem pojawiały się kolejne etapy – weszłam w performance. Moja praktyka cały czas się zmienia. 

Skoro na wystawie znajdziemy też twoje prace z dzieciństwa, zastanawiam się, jaką siebie widzisz, kiedy na nie dziś patrzysz?
To raczej skrawki, urywki doświadczeń. Tak naprawdę język, którym mogłabym nazwać się w pełni, pojawił się dopiero w ostatnich latach. Przyszedł razem z teorią queer – przeczytanymi książkami, odwiedzonymi wystawami i przeprowadzonymi rozmowami. Zaczęłam się tym językiem posługiwać, oswajać go. Wcześniej wszystkie moje tożsamościowe rozmyślenia były zupełnie nieprzefiltrowane.

Były intuicyjne?
To była intuicja, ale też potrzeba rejestrowania. Przez to, że nie mogłam z nikim swobodnie rozmawiać o tych pierwszych queerowych przeżyciach, potrzebowałam czegoś, co zastąpi rozmowę. I to właśnie ulokowałam w sztuce. Dlatego zaczęłam się nią interesować. Jestem w gruncie rzeczy bardzo praktyczną osobą. Czasem myślę, że gdybym jako nastolatka mogła mówić o wszystkim otwarcie, może wybrałabym fizykę albo chemię. Tymczasem opresja potrafi być niesamowicie twórcza. Nagonka PiS przyczyniła się do renesansu queeru w Polsce. Ten atak sprawił, że zaczęło powstawać bardzo wiele oddolnych inicjatyw, protestowaliśmy na ulicach miast, pojawiała się sztuka w różnych odmianach… Wiele osób zaczęło się tym interesować, robić coming outy. Bez tej presji to wszystko pewnie nie wydarzyłoby się w takiej skali.

Polskie społeczeństwo musiało się do tego ustosunkować.
Musiało zająć stanowisko: czy jestem za, czy przeciw. Nie można było udawać, że społeczności LGBT+ nie ma. Na tym polega rewolucja. Sama wdziera się do twojego życia.

Oznajmiamy koniec płci. Artystka Filipka Rutkowska o wystawie „Gender is over”

Performance Filipki Rutkowskiej „Co zostaje po przemianie takie samo” Autor zdjęcia: materiały prasowe Fundacja Galerii Foksal, Wojciech Sobolewski,

Działasz w sztuce, w teatrze, w modzie, filmie, napisałaś książkę. Wszędzie queer pokazujesz podobnie?
W każdej dziedzinie próbuję zrozumieć, czym właściwie może być inność, ale coraz częściej już niekoniecznie w odniesieniu do takiego klasycznego rozumienia queeru, związanego z płcią czy określoną estetyką. Mam poczucie, że skoro definicje cały czas się zmieniają, a sztuka jest pewnego rodzaju laboratorium, to łącząc te dwie rzeczy, można za jej pomocą próbować przewidywać, co w przyszłości będziemy uznawać za queerowe. Nie sądzę, żeby to była płeć. Temat wybrzmiał. Będą się pojawiać oczywiście konserwatywne backlashe, na które będą głównie reagować młode osoby, które wchodzą w dorosłość, ale największe starcie w polskim życiu politycznym mamy już za sobą. Głównie dlatego, że słabnie rola Kościoła w Polsce, który przez lata napędzał homofobię. 

Jak nie płeć, to co?
Pojawią się inne obszary. Być może związane z tym, jak definiujemy człowieka. Będziemy musieli konfrontować się z rozwojem technologii – sztucznej inteligencji, robotyki, kolejnych przemian cywilizacyjnych. I wydaje mi się, że to właśnie tam może się przesunąć pole queerowości – w te miejsca, gdzie granice tego, co uznajemy za ludzkie, podmiotowe, uprawnione, zaczną się rozmywać. Istnieje duże ryzyko, że czeka nas przyszłość, w której roboty będą miały więcej praw niż wielu ludzi na świecie. Ten problem będzie głęboko „queerowy”, czyli pojawią się nowe rodzaje napięć między uprzywilejowanymi a opresjonowanymi. Dlatego przewiduję, że w przyszłości queer będzie walką przeciwko dyskryminacji ludzi przez technologię, ponieważ nowa fala rewolucji przemysłowej zostawi wiele osób w tyle. Jednocześnie płeć będzie funkcjonować w nowych kontekstach. Na przykład zostanie oddzielona od prokreacji z powodu rozwoju sztucznych macic i ektogenezy, co ostatecznie podważy zasadność podziału na płeć. 

Co jeszcze jest dziś dla ciebie queerowe?
Na przykład ostatnio w jednym z performance’ów zdekonstruowałam Margaret Thatcher. Interesują mnie konkretne, siermiężne postacie kobiet z historii – takie, które mają wyraźną rysę, wzbudzają emocje, są w jakiś sposób sensacyjne, wykazują się charyzmą i uporem, mocno przesuwają granice. Biorę je na warsztat, bo czuję, że można wydobyć z nich coś, co ubogaci emancypacyjny język. W przypadku Thatcher – kobiety, która jako jedna z nielicznych w swoim czasie stała w parlamencie i mówiła mężczyznom, jak ma być. W tym jest dla mnie jakaś szczypta czegoś, co dziś możemy odczytywać jako queerowe. Zwłaszcza jeśli spojrzeć na estetykę lat 80., na te wszystkie stylizacje, które 50 lat temu były zachowawcze, a dzisiaj wyglądają na kampowe. Jej lakierowane włosy, wyraziste garsonki, dekoracyjna biżuteria. Co prawda dla ludzi z tamtej epoki niekoniecznie jest to queerowe, bo pamiętają jej konkretne decyzje polityczne czy nawet homofobiczne wypowiedzi. Ale dla kogoś, kto nie ma tego bezpośredniego doświadczenia, to już może być odczytywane inaczej. W Wielkiej Brytanii zostały wydane ostatnio dwie książki napisane przez gejów, którzy odczytują Thatcher jako queerową figurę. W jednej jest mowa o tym, że jej polityka zmusiła ludzi do migracji do dużych miast, a tam łatwiej osobom LGBT+ było znaleźć wspólnotę. W drugiej autor wspomina, że w dzieciństwie, w którym brakowało mu matki, w codziennych wieczornych wystąpieniach Thatcher w telewizji widział postać opiekunki – można na nią liczyć, bo zawsze się pojawi. Czyli z tą Thatcher jest podobnie jak z PiS – nienawidzą osób LGBT+, jednak finalnie ich działania umacniają naszą społeczność.

Oznajmiamy koniec płci. Artystka Filipka Rutkowska o wystawie „Gender is over”

Filipka Rutkowska Autor zdjęcia: Karolina Zajączkowska

Porozmawiajmy o ubraniu. Na wystawie prezentujesz m.in. pracę „HIS Basic”, która powstała na podszewce starej kurtki noszonej wcześniej jako rodzaj kamuflażu. Strój ten pozwalał ci wtopić się w codzienne otoczenie. 
Wiesz, ubrania stały się dla mnie ważne, trochę paradoksalnie. W codziennym życiu właściwie nie przywiązuję do nich dużej wagi. Jednak w momencie, kiedy pojawia się występ czy jakieś wydarzenie, nagle zaczynam je bardzo lubić. Tak też zgromadziłam dwie zupełnie różne garderoby. Jedną bardziej elegancką, „kobiecą”, dopracowaną. Drugą – totalnie zwykłą: znoszoną, spraną, niemodną, taką codzienną do bólu. Ten kontrast zaczął mnie interesować. Miałam też poczucie, że za bardzo skupiam się tylko na tych ubraniach, które są klasycznie kojarzone z queerowością, a zatem efektownych, wyrazistych, „widocznych”. Chciałam do tego świata wciągnąć też te bardziej niepozorne rzeczy. W efekcie zaczęłam je przerabiać i włączać do swoich prac. Zaangażowałam ten materiał, bo wydawało mi się to po prostu uczciwe. Przecież queerowość to nie jest tylko spektakl. Ona jest też w tej zwykłej, czasem wręcz nieatrakcyjnej codzienności. Mam wrażenie, że ten wymiar queerowości szczególnie interesuje osoby z pokolenia młodszego ode mnie. 

W tekście kuratorskim stawiasz pytanie: „W jaki sposób osoby z innych środowisk mogą dostrzec siebie w doświadczeniu ludzi queer?”. Masz na nie odpowiedź?
Osoby LGBT+ w Polsce mocno polepszyły swoją sytuację w ostatnich latach. Innym też to się uda.


Wystawia Filipki Rutkowskiej „Gender Is Over” w Galerii Studio w Warszawie
13.04.2026-5.07.2026

Więcej w tym temacie:

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA

Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.

Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.

Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.

Czytaj więcej

Robert Majkut w sesji dla GQ Poland

Historia pewnego designu i fortepianu. Rozmowa z Robertem Majkutem

Robert Majkut stworzył polski język designu, zanim to słowo weszło do słowników. Autor słynnego fortepianu Whaletone opowiada, skąd czerpie inspiracje i dlaczego najlepiej mu się pracuje wśród drzew.

wiecej_niz_muzyka_cover

Więcej niż muzyka. Jak widać festiwale?

Przelotne miłości, koncertowe uniesienia czy po prostu dobry czas spędzony z przyjaciółmi. Podczas kilku dni festiwalu można nazbierać wspomnień i zainspirować się na cały rok. Zwłaszcza gdy z muzyką współgra warstwa wizualna.

David Hockney zmarł w wieku 88 lat

David Hockney nie żyje. Malarz, który nauczył świat patrzeć inaczej, miał 88 lat

Brytyjski artysta David Hockney zmarł w wieku 88 lat. Przez ponad sześć dekad zmieniał sposób, w jaki patrzymy na obrazy, nieustannie uciekając przed zaszufladkowaniem. Malował baseny, portrety i krajobrazy, eksperymentował z Polaroidem i iPadem, a przy łóżku trzymał kartkę z napisem: „Wstań i natychmiast zacznij pracować”.

ARTYKUŁ PARTNERSKI Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Teatr Słowackiego odzyskuje blask. Zakończyła się wielka modernizacja krakowskiej perły

Nie tylko smok wawelski jest symbolem stolicy Małopolski, ale także to wyjątkowe miejsce, jakim jest Teatr im. Juliusza Słowackiego. Swoją działalność rozpoczął w 1893 roku i trwa do dziś.

Nowe zawody w sztuce

Kto jest kim? Nowe zawody i zjawiska w sztuce

Świat sztuki zmienia dynamikę. Już nie tylko kurator, kolekcjoner i artysta, nowe zawody i sposoby działania tworzą bardziej demokratyczny porządek. Lepiej dopasowany do rzeczywistości wokół nas.

Azu Nwagbogu

Gierowski i Nwagbogu. Wspólnota eteru

Wybitny kurator wystaw i juror liczących się konkursów fotograficznych od World Press Photo po Leica Oskar Barnack Award, jedna ze stu najważniejszych osób w świecie sztuki, przyjechał do Polski. Azu Nwagbogu przygotowuje wystawę Stefana Gierowskiego.

10_Photo_Tomasz_Ginter-2

Architekt Wnętrz 2026: kreatywność bez chaosu, więcej biznesu, neuronauki i narzędzi AI

Po co architektowi wnętrz neuronauka? Jak uczciwie wyceniać swoją pracę? Gdzie prowizja generuje konflikt interesów? I czy AI rzeczywiście zmienia sposób projektowania? O tym rozmawiano podczas drugiej edycji Next Design Summit, który 29 maja odbył się w Muzeum Historii Polski w Warszawie.

screen-ambushed-en

Polacy się nie zatrzymują – rodzima gra nagrodzona przez Apple!

Cytując klasyka: „Polska gurom!”. Jedna z najlepszych produkcji w historii wirtualnej rozrywki z kolejnym sukcesem.