PARTNERZY SERWISU
Sztuka i design
Gierowski i Nwagbogu. Wspólnota eteru
Wybitny kurator wystaw i juror liczących się konkursów fotograficznych od World Press Photo po Leica Oskar Barnack Award, jedna ze stu najważniejszych osób w świecie sztuki, przyjechał do Polski. Azu Nwagbogu przygotowuje wystawę Stefana Gierowskiego.
Udostępnij

Azu Nwagbogu w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie Autor zdjęcia: Filip Piotrowicz
Zacznijmy od Stefana Gierowskiego. Był jednym z najważniejszych polskich malarzy XX wieku, miał swoje wielkie chwile w czasie Biennale Młodych w Paryżu, wystawę w MoMA i Muzeum Sztuki Nowoczesnej w São Paulo. Pokazywał światu swoje prace na Biennale w San Marino i Wenecji. Był dziekanem Wydziału Malarstwa ASP w Warszawie i wybrano go na rektora, ale junta stanu wojennego nie pozwoliła mu objąć tego stanowiska. Były akowiec angażował się wówczas w działalność Solidarności.
Nie znałem jego malarstwa. Do czasu spotkania z Azu Nwagbogu. Umówiliśmy się w siedzibie Fundacji Stefana Gierowskiego w Warszawie. Czekał na mnie Łukasz Dybalski – malarz, wnuk Gierowskiego. Szliśmy między obrazami, rozmawiając o sztuce i wszechświecie, który w anglojęzycznym słowie „universe” zawiera ten wspólnotowy pierwiastek w stopniu bardziej uniwersalnym, niż potrafi to wyrazić polszczyzna. Spieraliśmy się, ale ustaliliśmy, że malarstwo Gierowskiego i mojego ulubionego abstrakcjonisty Marka Rothko są na przeciwległych biegunach sztuki. Ta ostatnia jest czystą emocją przelaną na płótno. Ta pierwsza – czysto intelektualną spekulacją. Momentami obie drogi zdają się prowadzić do tego samego rezultatu. – Nic dziwnego. Malarstwo to przecież opowieść o świetle. A światło jest jedyną energią, która potrafi bezkarnie przemierzyć wszechświat – powiedział Dybalski. Sam Gierowski traktował słowo „wszechświat” jako klucz do swojej malarskiej opowieści.
Wtedy na scenę wkroczył Azu Nwagbogu z ujmującym uśmiechem amanta, wystylizowany w najdrobniejszym szczególe. Afrykańczyk, Nigeryjczyk, Londyńczyk, absolwent Cambridge, erudyta. Twórca benińskiego pawilonu na Biennale w Wenecji. Usiedliśmy pośród obrazów Gierowskiego i pogadaliśmy o tym, czym jest sztuka w czasach zagłady. Zapytał, czym się zajmuję. – Ja, w świecie Instagrama i TikToka, w którym wszyscy mówią, a nawet krzyczą, jestem tym, który słyszy – odparłem. Spodobała mu się ta odpowiedź. – Ja też jestem zawodowym słuchaczem. Profesja kuratora wymaga aktywnego słuchania, to element uważności – powiedział. Oto kilka refleksji, którymi Azu podzielił się z nami.

Azu Nwagbogu: „Nie można ufać kuratorowi, który nie ma wyczucia stylu” Autor zdjęcia: Filip Piotrowicz
O pracy kuratora
Każdy patrzy, ale nie każdy potrafi dostrzec. Akt bezgranicznego skupienia uwagi, zaangażowanie wszystkich zmysłów w konkretnym momencie to intelektualna praktyka, która nas wyróżnia. Uczymy się, medytujemy, myślimy, piszemy, przekazujemy doświadczenia umysłu. Inne istoty tego nie potrafią. Mogą być uważne, zestroić się ze swoimi zmysłami bardziej niż my, ale zdolność do transmisji idei to coś unikatowego. Dla kuratora to podstawowa umiejętność.
O benińskim pawilonie w Wenecji
Tę misję powierzył mi prezydent Beninu. Znam współczesnych artystów z tego kraju, z wieloma współpracowałem. Mogłem zaprosić najsłynniejszych czy najbardziej uznanych, ale to byłoby zbyt proste. Cztery miesiące podróżowałem, by poznać benińskie tradycje i ich wpływ na współczesnych artystów. Chciałem zrozumieć kulturę tego kraju, zanim zdecyduję o temacie wystawy. Najważniejsze okazało się spotkanie w Kétou – kolebce feministycznej idei Gèlèdè. To zakorzeniony w tożsamości Beninu system filozoficzny kultury Joruba, poświęcony kultowi matek, przodkiń. Pomyślałem, że feminizm to dobry temat. Każdy, kto odwiedził Benin, musiał poznać maski Gèlèdè, są piękne, ale niewielu rozumie ich znaczenie. Gdy dotarłem do siedziby strażniczek Gèlèdè, przywitało mnie... pięciu facetów.
„Przyjechałem spotkać się z kobietami” – mówię. Oni w śmiech: „Sądzisz, że skoro prezydent powierzył ci tę pracę, to możesz ot tak spotkać strażniczki?”. Zapytałem, kim są. „Jesteśmy ich ochroniarzami. Obserwują nas i jeśli uznają, że jesteś godzien, może będziesz mógł je spotkać” – wyjaśnili. Dostałem lekcję. Przyszedłem tam z europejskim rozumieniem feminizmu. Byłem przekonany, że ci faceci izolują te kobiety, tłamszą je i uciskają. A one miały tam realną władzę. Przeprosiłem. Powinienem był to rozumieć. Wywodzę się z Igbo, z kultury Onitsha. To inny język niż Joruba, ale matriarchalna tradycja jest podobna: kobiety są depozytariuszkami wiedzy. A jednak pojechałem na to spotkanie nie z moją afrykańską świadomością, tylko z tą zachodnią. Jeden z żołnierzy powiedział mi, że wiedzą, że studiowałem w Cambridge, ale to nie robi na nich wrażenia, bo on ma dyplom z Yale, a kolega z Harvardu. Usłyszałem: „Azu, błąd który popełniłeś, jest powszechny. Wszystko, co cenne, jest kruche”. Wtedy odpowiedziałem, że taki będzie właśnie tytuł pawilonu Beninu na biennale. I tak się stało.

Azu Nwagbogu: „Język abstrakcji i idea piękna są potężnym antidotum na zło” Autor zdjęcia: Filip Piotrowicz
O modzie
Nie można ufać kuratorowi, który nie ma wyczucia stylu. Musi umieć myśleć o nim w odniesieniu do siebie, bo jeśli tego nie potrafi, jak miałby rozumieć temat w kontekście innych? Jeśli dbasz o wygląd, sprawisz, że ludzie będą chcieli na ciebie patrzeć. Znaczenie mody jest ogromne. To jedyna forma sztuki, w której uczestniczą wszyscy – każdy wybiera koszulę, T-shirt czy cokolwiek innego. Za niektórych robi to żona albo matka, ale pośrednio jednak ty, bo to ludzie, którym ufasz.
Jeśli kogoś kochasz, chcesz, żeby decydował za ciebie. Ja pytałem swoją byłą, czy powinienem coś kupić, kiedy tylko zaczęliśmy się spotykać. Mówiła: „OK, w porządku”, a po pewnym czasie: „Nie, nie wkładaj tego”. Kiedy zapytałem, dlaczego, przecież zgodziła się na zakup, powiedziała, że nie chciała zranić moich uczuć. W relacjach oddajemy władzę partnerom, bo ufamy, że podejmą właściwą decyzję. W pracy kurator ma do czynienia z ludźmi, których nie zna, wykorzystuje modę, styl, żeby tworzyć iluzję. A ludzie oceniają cię, czy tego chcesz, czy nie. Moda jest narzędziem, które pozwala tą oceną sterować. Żołnierz zawsze wygląda jak żołnierz, a ksiądz jak ksiądz.
O tożsamości
Bycie Afrykańczykiem, a także synem, ojcem, potomkiem konkretnej rodziny, kultury i języka jest częścią mojej tożsamości. Wpływa na nią również muzyka, której potrzebuję, żeby żyć. Bez niej bym nie przetrwał. Z mojej afrykańskiej tożsamości jestem dumny. Niezależnie od tego, czy jestem w Zimbabwe, czy w Maroku, zawsze czuję się jak w domu. Zjechałem całą Afrykę i po prostu to wiem. Gdybyśmy teraz szli ulicą i spotkali Afrykańczyka, pozdrowiłby mnie skinieniem głowy i położeniem dłoni na sercu. Ten gest oznacza, że dostrzegamy swoją obecność, mimo że wcześniej się nie widzieliśmy ani się nie znamy.
Afryka to wielki kontynent, ale jest wiele wartości, które nas łączą, i nie chodzi tylko o postkolonialną historię. Chodzi o uznanie: „Ja widzę ciebie, a ty widzisz mnie”. To działa, gdziekolwiek się udamy. Uwielbiam to. Europejska tożsamość jest inna, co wynika z przekonania, że aby odnieść sukces, musimy być indywidualistami. Neoliberalizm stawia jednostkę ponad wspólnotę. Na końcu takiej drogi jest epidemia narcyzmu. Problem w tym, że nie da się przetrwać w pojedynkę. W afrykańskiej kulturze przetrwanie jest zbiorowe – z rodziną, szczepem, wspólnotą. Musisz wspierać swoich ludzi, tak żeby każdy mógł wyrazić siebie.
O restytucji dzieł sztuki
Moralny aspekt wskazuje, że zatrzymywanie tego, co się ukradło, jest złe, i nie wystarczy zwrócić skradzionych rzeczy. Jeśli się na nich zarabiało, trzeba dokonać zadośćuczynienia. Mówią o tym nawet święte pisma – za grzech trzeba zadośćuczynić. Należy to zrobić tak, by społeczność, której oddasz jej własność, mogła stworzyć bezpieczne środowisko do jej przechowywania. Tyle aspekt moralny. Intelektualny z kolei oznacza, że musimy połączyć wysiłki wszystkich, by stworzyć odpowiednie warunki i umożliwić realizację kwestii moralnych. Chodzi o to, by nie dopuścić do tworzenia kolejnej kolonialnej opresji, bo jeśli przedmioty znajdą się w muzeum niedostępnym dla lokalnej społeczności, to znaczy, że przeniosłeś problem z jednego miejsca w drugie.
O obcowaniu ze sztuką abstrakcyjną
Kiedy ktoś mnie o to pyta, proponuję, by przeszedł trzy proste kroki. Najpierw postaraj się skupić uwagę, patrzeć. Potem opisz to, co widzisz, własnym językiem. Jeśli potrafisz, rozszerzaj tę opowieść i wprowadzaj ją do swojej świadomości. Zobacz, co się stanie. Obcowanie ze sztuką w bezpiecznej przestrzeni, takiej jak dobrze przygotowana wystawa, daje mnóstwo oddechu. Nie męczysz się, możesz po prostu nauczyć się patrzeć i rozumieć kolory. Zadawaj sobie proste pytania: „Na co patrzę?”, „Co widzę?”, i pozwalaj płynąć wyobraźni. Obcowanie z rzeczywistością mediów społecznościowych jej nie rozwija, ale ze sztuką – bardzo.
O Stefanie Gierowskim
Zaangażowałem się w tę wystawę, bo twórczość Gierowskiego jest bardziej aktualna niż dokonania Kandinsky’ego, Rothko, wszystkich tych abstrakcjonistów o konceptualnym zacięciu. Źródła ich sztuki są zakorzenione w jakiejś utracie duchowości lub jej poszukiwaniu. Gierowski patrzy na sztukę okiem naukowca; buduje, bada, szuka światła, a szukanie światła jest poszukiwaniem prawdy. Ekscytuje mnie to, bo w czasach chaosu, gdy świat jest tak podzielony, nie potrzebujemy więcej polityki tożsamościowej. Nie potrzebujemy rzeczy, które nas dzielą. Potrzebujemy tego, co nas łączy. Abstrakcji o tak niesamowitym pięknie, ponieważ piękno jest sposobem na zło. Gdy spotykasz tak nieprawdopodobny talent, to cię wzrusza i zmienia. Zwłaszcza jeśli nikt nie próbuje cię pouczać.
Ostatnie 20 lat w świecie sztuki było naznaczone utylitarnością, sztuka miała nas ulepszać, instruować, sprawiać, żebyśmy czuli się winni z powodu kolonializmu, rasizmu, tego czy tamtego. Dzisiaj potrzebujemy innego języka, a język abstrakcji i idea piękna są potężnym antidotum na zło. Może to tylko marzenie, ale jak często marzymy? Budzimy się rano i czytamy wiadomości o wojnie, o chaosie. Słyszymy o tym w szkole, w pracy, a gdy kładziemy się spać, jest dokładnie tak samo. Kiedy mamy czas na marzenia, na piękno? A przecież sztuka jest otwarta dla wszystkich – każdy może w niej uczestniczyć, ale niektórzy są szczególnie obdarowani: mają talent i połączenie z tym, co duchowe, z dodatkową warstwą człowieczeństwa, społeczeństwa i świadomości. W metafizyce mówi się dziś o idei panpsychizmu. To pogląd głoszący, że świadomość istnieje powszechnie i pojawiła się przed człowiekiem, że jest nią przeniknięty każdy aspekt wszechświata. I to ona emanuje z dzieł sztuki stworzonych przez artystów obdarowanych talentem.
O samej wystawie
Twórczość Stefana Gierowskiego silnie łączy się z myśleniem wielu artystów współczesnych. Jego prace na wystawie pokażemy w dialogu z dziełami Esther Mahlangu, Olafura Eliassona, Ela Anatsui czy Williama Kentridge’a. Chcę postawić mistrza obok mistrzów. Chcę zobaczyć reakcję publiczności. Mamy np. pracę Mony Hatoum – małą, ze szklanych koralików – i pracę Stefana Gierowskiego, którą widziałem dziś w jego domu. One z sobą współbrzmią. Stefan stworzył swoją w latach 50., Mona w zeszłym roku. Nigdy się nie spotkali. Ona nie widziała jego prac.
Bycie artystą to umiejętność odczytywania wszechświata. Wystawa będzie nosić tytuł: „Aether Commons: Refracted Cosmologies” (Wspólnota eteru: załamane kosmologie). Bohaterem jest światło, energia, która może przemierzać wszechświat w stanie nienaruszonym. Myślę, że to będzie radykalne. Czasami ludzie patrzą na jego prace i myślą: „Och, to takie ładne”, ale kiedy zobaczysz te dzieła w dialogu z twórczością artystów z Danii, RPA, Nigerii, Korei – zrozumiesz, że wszyscy jesteśmy częścią wszechświata.
Asystent fotografa Mateusz Wiśniewski
Produkcja Mila Zbińkowska
Podziękowania dla Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie za pomoc w realizacji sesji.
Materiał oryginalnie ukazał się w specjalnym wydaniu The Art Issue GQ Poland.
Więcej w tym temacie:
- „Japonka” Józefa Pankiewicza wraca do Warszawy. Obraz trafia na aukcję
- Dwurnik spotyka Tokio. Artyści dwóch pokoleń i regionów świata patrzą na człowieka
- Sztuka inwestycji. Nowoczesny kolekcjoner wybiera świadomie
- Między Polską a Ghaną: Pawilon, który połączył światy i wygrał Malta Biennale 2026
- Czy Pablo Picasso stał za kradzieżą „Mony Lizy”?
- Dobiesław Gała: Gra światła, przestrzeni i ruchu
Pisarz i podróżnik, autor ośmiu powieści i kilku innych książek reporterskich oraz podróżniczych. Pół życia zmarnotrawił na włóczęgę po świecie, utrzymując się z pisania reportaży do kobiecych magazynów albo m.in. prowadzenia ludzi po górach. Był redaktorem magazynów „Malemen” i „Elle Man”. Obszary zainteresowania – podróże, lifestyle, ludzie, rock i heavy metal.
Ma dar słuchania ze zrozumieniem.
Był w stu kilkudziesięciu krajach i jest bywalcem praskiego klubu bokserskiego Fenix. W dniu premiery GQ Poland świętuje premierę swojej najnowszej książki „Włóczęga z Archipelagu. Filipiny”.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Sztuka i design
Architekt Wnętrz 2026: kreatywność bez chaosu, więcej biznesu, neuronauki i narzędzi AI
Po co architektowi wnętrz neuronauka? Jak uczciwie wyceniać swoją pracę? Gdzie prowizja generuje konflikt interesów? I czy AI rzeczywiście zmienia sposób projektowania? O tym rozmawiano podczas drugiej edycji Next Design Summit, który 29 maja odbył się w Muzeum Historii Polski w Warszawie.
Sztuka i design
Polacy się nie zatrzymują – rodzima gra nagrodzona przez Apple!
Cytując klasyka: „Polska gurom!”. Jedna z najlepszych produkcji w historii wirtualnej rozrywki z kolejnym sukcesem.
Sztuka i design
Hollywood podpala świat, Zachód pragnie spokoju, a ciało nie daje o sobie zapomnieć. Na jakie wystawy warto wyjść w ten weekend?
Jeśli szukacie pomysłu na kulturalny weekend, warto zwrócić uwagę na trzy wyjątkowe wystawy w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. „Szapocznikow. Osobista” opowiada o ciele, pamięci i przemijaniu, „Wschód słońca na Zachodzie” o życiu pomiędzy kulturami i potrzebie wewnętrznego spokoju, a warszawski „Oddech” bez filtrów rozprawia się z modą na „estetyczne” palenie wracające do popkultury. To wystawy, które nie tylko świetnie się ogląda, ale też długo zostają w głowie.
Sztuka i design
„Japonka” Józefa Pankiewicza wraca do Warszawy. Obraz trafia na aukcję
Przez dekady pozostawała poza zasięgiem publiczności, obecna bardziej w opowieściach niż w rzeczywistości. Dziś ponownie można ją zobaczyć w Warszawie, zanim znów zniknie w prywatnej kolekcji. „Japonka” Józefa Pankiewicza, jedno z najbardziej tajemniczych i najbardziej pożądanych dzieł polskiego modernizmu, trafia na aukcję z estymacją sięgającą 20 milionów złotych.
Sztuka i design
Dwurnik spotyka Tokio. Artyści dwóch pokoleń i regionów świata patrzą na człowieka
W dawnym warsztacie samochodowym na warszawskiej Sadybie spoglądają na siebie głowy z dwóch różnych światów. Jedne namalował Edward Dwurnik – kronikarz polskich napięć i politycznych przemian. Drugie tworzy Rikako Kawauci z Tokio, szukając raczej emocji niż konkretnych bohaterów.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Sztuka i design
„Odbierz sztukę” – w tej akcji codzienność spotyka estetykę
Sztuka od zawsze miała swoje naturalne środowisko – galerie, muzea, prywatne kolekcje, miejsca, do których chodzimy, kiedy chcemy obcować z czymś wyjątkowym. Ale czy sztuka musi czekać za drzwiami instytucji? Czy nie może pojawić się tam, gdzie jesteśmy na co dzień – w rytmie miasta, między obowiązkami, w miejscach, które zwykle mijamy bez zastanowienia?
Sztuka i design
Facet w galerii sztuki? Borys Szyc o emocjach, których się obawiamy
Porusza go sztuka Mariny Abramović, od dzieciństwa ma słabość do Józefa Chełmońskiego. – Wybieram wystawy, które mnie kręcą – mówi Borys Szyc, aktor, który namawia innych mężczyzn do częstszego odwiedzania muzeów i galerii.
Sztuka i design
Polska filantropia podbija świat. TOP CHARITY ze złotem Eventex Awards 2026
Polska inicjatywa łącząca biznes, sztukę i filantropię została doceniona na arenie międzynarodowej. TOP CHARITY zdobyło trzy złote oraz jedną brązową nagrodę podczas Eventex Awards 2026 – jednego z najbardziej prestiżowych konkursów branży eventowej i experiential marketingu na świecie.