PARTNERZY SERWISU

apartpl

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl

Filmy i seriale

Michał Sikorski o swoich ikonicznych rolach

Od przełomowej „Sonaty” po fenomen „1670” – Michał Sikorski opowiada o rolach, które ukształtowały jego aktorską karierę. Z okazji 10-lecia Netfliksa w Polsce rozpoczynamy cykl „Ikoniczne role”, w którym aktorzy wracają do najważniejszych postaci swojej kariery.

Udostępnij

Michał Sikorski rozmawia o swoich ikonicznych rolach

Jakie są ikoniczne role Michała Sikorskiego? Autor zdjęcia: kolaż GQ Poland

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA
20.06.2026

Z okazji 10-lecia Netfliksa w Polsce rozpoczynamy cykl „Ikoniczne role”. W jego ramach aktorzy i twórcy wracają do przełomowych dla nich postaci, a także do tych mniej oczywistych, które na stałe pozostawiły ślad w ich życiu zawodowym.

Nieprzypadkowo zaczynamy właśnie od Michała Sikorskiego. Choć dziś jest kojarzony przede wszystkim z księdzem Jakubem z „1670”, jego historia z platformą zaczęła się wcześniej, od serialu „Otwórz oczy”. „Większość rzeczy, które do tej pory zrobiłem, powstała właśnie dla Netfliksa. Czasami zastanawiam się nawet, czy gdyby nie te produkcje, byłbym dziś w stanie utrzymać się w zawodzie” – mówi. Dodaje, że pojawienie się streamingu zmieniło rynek na lepsze, dając szansę całej generacji młodych aktorów i aktorek, jak Zofia Jastrzębska czy Hubert Miłkowski.

– Bycie częścią tej netfliksowej rodziny wcale nie jest zamykające. Mogę równolegle pracować w innych miejscach, robić filmy i rozwijać się w różnych kierunkach – zauważa w trakcie naszej rozmowy. – Mam też wrażenie, że (dzięki Netfliksowi – przyp. red.) jednak zmienił się układ sił w polskiej branży. Kiedy słucham opowieści starszych aktorów o czasach, gdy niemal wszystko zależało od jednego reżysera czy producenta, widzę, że dziś odpowiedzialność jest bardziej rozłożona. 

Właśnie ostatnia dekada streamingu sprawiła, że – jak sam Michał przyznaje – „po prostu tej pracy jest więcej”, a wielu aktorów i aktorek mogło nie tylko zostać odkrytych, lecz także pozostać w zawodzie.

Sam Sikorski na dobre ulokował się na polskim serialowo-filmowym firmamencie. Oto role, które mu w tym pomogły.


Grzegorz Płonka w „Sonacie” (2021), reż. Bartosz Blaschke

W „Sonacie” zagrał bardzo fizyczną rolę

Grzegorz Płonka w „Sonacie” Autor zdjęcia: Jarosław Sosiński, TVP

Byłem jeszcze na studiach, kiedy po drugim roku pojawiła się szansa zagrania w „Sonacie”. Reżyser Bartosz Blaschke prowadził bardzo szeroki casting do swojego debiutanckiego filmu i szukał odpowiedniej osoby do głównej roli. Wiedziałem, że to nie będzie zwykłe spotkanie. Przez całe wakacje oglądałem archiwalne materiały z Grześkiem Płonką, który był pierwowzorem mojej postaci. Tak mocno wszedłem w ten świat, że kiedy przyjechałem z Krakowa na casting do Warszawy, reżyser początkowo mnie nie poznał. Później mnie za to przepraszał.

Ta rola od początku była moim wielkim marzeniem, a także ogromnym wyzwaniem. Grzesiek był bardzo złożonym człowiekiem, a jego niepełnosprawność była tylko jedną z wielu cech. Miałem okazję go poznać i to jeszcze bardziej uświadomiło mi, jak trudne zadanie przede mną stoi.

Dodatkowo od początku wiedzieliśmy, że nie będzie żadnego voice-overu. Nie chcieliśmy tłumaczyć widzowi, co bohater czuje i czego pragnie. Wszystko miało zostać opowiedziane emocjami, spojrzeniem i relacjami. Zależało nam na tym, żeby widz był dokładnie w tej samej sytuacji co bohaterowie filmu – żeby rozumiał tyle, co oni.

Mieliśmy komfort długich przygotowań. Bardzo dużo próbowaliśmy, improwizowaliśmy, nagrywaliśmy sceny i później wspólnie analizowaliśmy materiał. To była wręcz koronkowa robota. Dzięki temu, kiedy już weszliśmy na plan, nawet jeśli zmieniały się założenia, byliśmy gotowi. Największą trudnością było jednak to, że film nie powstawał chronologicznie. Jednego dnia musiałem grać Grześka na zupełnie różnych etapach jego życia, dlatego cały czas miałem w głowie mapę rozwoju tej postaci.

Choć poznałem Grześka osobiście, przede wszystkim opierałem się na rodzinnych archiwach. Do dziś jestem pełen podziwu dla jego bliskich, że z takim zaufaniem podzielili się swoją historią. Największym wzruszeniem było dla mnie to, jak Grzesiek obejrzał film. Powiedział wtedy: „To jestem ja”. Za każdym razem dodawał jednak jedną uwagę – że on przecież nie gra tak słabo na fortepianie.

Przed zdjęciami razem z Łukaszem Simlatem i Małgorzatą Foremniak, którzy grali filmowych rodziców Grzesia, spędziliśmy kilka dni w domu państwa Płonków. To był niezwykły czas i ogromna lekcja. Patrzyłem, jak pracują bardziej doświadczeni aktorzy, i bardzo dużo się od nich uczyłem. Kiedy później zobaczyłem gotowy film, poczułem, że emocje i serce, które wszyscy włożyliśmy w tę historię, naprawdę zostały na ekranie.

Nagroda za debiut na Festiwalu Filmowym w Gdyni była dla mnie przede wszystkim potwierdzeniem, że dobrze wybrałem zawód. Dała mi poczucie, że warto było zaufać sobie kilka lat wcześniej. Oczywiście takie wyróżnienie pomaga również bardzo praktycznie, bo finansowo.

Paradoksalnie sama nagroda nie sprawiła, że nagle wszystko się zmieniło. Nie było lawiny nowych propozycji. A przez długi czas wielu widzów tak mocno utożsamiało mnie z tą postacią, że byli zdziwieni, kiedy odkrywali, że poza ekranem jestem zupełnie innym człowiekiem.


Ojciec Jakub w „1670” (od 2023 roku), reż. Maciej Buchwald i Kordian Kądziela

Kultowa seria Netfliksa

Ojciec Jakub w „1670” Autor zdjęcia: Jarosław Sosiński, Netflix

Kręciłem wtedy zupełnie inny film, kiedy na planie koleżanka opowiadała mi o serialu, który właśnie powstaje. Mówiła o mockumencie z akcją w XVII wieku, wymieniała nazwiska twórców i wspominała, że trwają wielomiesięczne castingi. Jakiś czas później dostałem prośbę o nagranie self-tape’a i byłem przekonany, że chodzi o jakąś trzecioplanową rolę.

Okazało się, że trafiłem już na końcowy etap castingu. Początkowo przygotowywałem się do roli Stanisława, ale podczas spotkania zapytano mnie, czy mam jeszcze kwadrans, żeby nauczyć się innej sceny i nagrać ją od razu. Na szczęście miałem ten kwadrans. Kiedy kilka dni później zadzwoniła agentka z informacją, że dostałem rolę, zapytałem tylko: „Ale którą?”. Odpowiedziała: „Tego księdza”.

Prawdziwe emocje przyszły później. Byłem wtedy w Korei na festiwalu z „Sonatą”. Nie mogłem spać przez zmianę czasu i w środku nocy, gdzieś pod Seulem, otworzyłem scenariusz „1670”. Nigdy nie zapomnę tej chwili. Czytałem kolejne strony i nagle dotarło do mnie, że trafiła mi się naprawdę wyjątkowa rola. Pomyślałem tylko jedno: oby tego nie zepsuć. Wszystko było tak dobrze napisane, że miałem wrażenie, iż jedyne, co można zrobić źle, to przeszkodzić temu tekstowi.

Nikt z nas nie spodziewał się jednak, że serial odniesie taki sukces. Co prawda wszyscy czuliśmy, że robimy coś wyjątkowego, na planie panowała atmosfera wolności twórczej, ekipa dostała od Netfliksa dużą swobodę, co pozwoliło pracować w pełnym zaufaniu. Jednak raczej myśleliśmy, że robimy coś, co trafi głównie do miłośników gatunku. O sukcesie na taką skalę nie myślał chyba nikt.

Przy pracy nad Jakubem nie chciałem ingerować w samą treść, bo scenariusz był świetnie napisany. Dużo pomysłów miałem za to na sposób mówienia. Już podczas czytania niektórych kwestii słyszałem w głowie konkretne inspiracje i szukałem charakterystycznego rytmu tej postaci. Reżyserzy, Maciej Buchwald i Kordian Kądziela, dawali mi dużą swobodę, a ja od początku miałem bardzo wyraźne poczucie, w którą stronę chcę pójść. Jeszcze przed zdjęciami nagrywaliśmy próbne sceny i wtedy utwierdziłem się, że właśnie tak wyobrażam sobie Jakuba.

Po sukcesie serialu zacząłem dostawać więcej propozycji komediowych i rzeczywiście, jeśli bardzo upraszczać, mogę powiedzieć, że czuję się aktorem komediowym. Chyba dlatego, że sam w codzienności dostrzegam mnóstwo humoru. Śmieszą mnie małe rzeczy, ludzka nieporadność i sytuacje, w których człowiek najbardziej chce być poważny, a życie i tak robi z niego bohatera komedii. To daje mi dystans i pomaga nie traktować wszystkiego śmiertelnie serio.

Drugi sezon był dla mnie szczególny, bo pierwszy raz wracałem do tej samej postaci. Trochę się tego obawiałem. Nie chciałem zakładać, że wszystko samo wróci. Przypominałem sobie sposób mówienia, zachowania, analizowałem pierwszy sezon. Finalnie bezcenna okazała się oczywiście ekipa i reszta obsady, którzy od pierwszego dnia na planie pozwolili poczuć ten jedyny w swoim rodzaju klimat Adamczychy. Dopiero wtedy poczułem, że znów mam Jakuba w rękach, mogłem wejść w nowe emocje i problemy, które scenariusz przygotował dla niego tym razem. 

Większy budżet drugiego sezonu odczułem bardzo konkretnie. Jakub awansował społecznie razem z rodziną Adamczewskich, a ja dostałem sutannę autorstwa kostiumografki Katarzyny Lewińskiej i projektanta Tomasza Ossolińskiego oraz szyte na miarę buty. Kostium naprawdę pomagał w budowaniu postaci. To nie były już tylko ubrania, ale element opowieści o człowieku, który sam zaczął czuć się kimś ważniejszym.

Przy kolejnych sezonach najważniejszy jest dla mnie scenariusz. Staram się zawsze odpowiedzieć sobie na pytanie, jaki jest największy problem mojego bohatera i jaką drogę musi przejść. W trzecim sezonie dzieje się z Jakubem bardzo dużo. Zaczyna od konfliktu z ojcem, ale pojawi się też wątek, na który wielu widzów długo czekało. Mam poczucie, że może być naprawdę zaskakujący.


Czarek w „Życiu dla początkujących” (2025), reż. Paweł Podolski

Film o wampirach, ale na śmiesznie

Czarek w „Życiu dla początkujących” Autor zdjęcia: Aurora Films

Otrzymałem tę propozycję właściwie chwilę po tym, jak wybuchła popularność pierwszego sezonu „1670”. Zacząłem być rozpoznawany na ulicy i jednym z pierwszych pytań, jakie zadałem przy rozmowach o nowej roli, było zupełnie przyziemne: czy będę mógł zmienić kolor włosów. Pomyślałem wtedy, że nie chciałbym zostać więźniem tej charakterystycznej grzywki do końca życia.

Paradoksalnie sukces „1670” mógł nawet trochę przeszkadzać. Reżyser wspominał później, że kiedy zaproponował mnie producentowi, ten obawiał się, że mogę być za drogi jak na mikrobudżetową produkcję. Dla mnie jednak pieniądze nie miały żadnego znaczenia. Bardzo chciałem wziąć udział w tym projekcie. Znałem twórczość Lynn Kucharczyk, współscenarzystki „Życia dla początkujących”, jeszcze ze szkoły filmowej i zawsze imponowało mi jej poczucie humoru oraz sposób pisania. Kiedy przeczytałem scenariusz, wiedziałem, że po prostu chcę być częścią tej historii.

Nie myślę o kolejnych rolach jako o próbie udowadniania, że nie jestem tylko Jakubem z „1670”. Staram się po prostu za każdym razem zaczynać od innego miejsca i szukać nowych rozwiązań. Oczywiście najbardziej ekscytują mnie rzeczy, których jeszcze nie potrafię sobie wyobrazić. Takie, które mnie zaskoczą. Ale jednocześnie nie odrzucam propozycji tylko dlatego, że są podobne do wcześniejszych. Kocham grać i zawsze wybiorę granie zamiast czekania na idealną okazję.

W postaci Czarka najbardziej zainteresowała mnie sama idea życia wiecznego i związanej z nim udręki. Ciągle mówimy, że brakuje nam czasu, że jesteśmy zabiegani i żyjemy w niedoczasie. A jednocześnie, kiedy ten czas mamy, często nie potrafimy go wykorzystać i przecieka nam przez palce.

Mój bohater również ciągle narzeka, że ma za mało czasu, choć w rzeczywistości niewiele z nim robi. I właśnie ta perspektywa wydała mi się niezwykle ciekawa. Czy naprawdę chcielibyśmy żyć wiecznie, razem z całym cierpieniem, które jest częścią życia? Czy może ważniejsze jest to, żeby zatrzymać się i nauczyć doceniać to, co jest tu i teraz?

Ta uniwersalna opowieść była dla mnie najciekawsza. Wampiry były tylko pretekstem, inną optyką, dzięki której można było opowiedzieć coś bardzo ludzkiego o czasie, przemijaniu i naszym nieustannym przekonaniu, że prawdziwe życie wydarzy się później.

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA

Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.

Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.

Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.

Czytaj więcej

„Backrooms” rozbił bank

Dlaczego świat oszalał na punkcie „Backrooms”?

21-letni Kane Parsons zamienił internetową obsesję w filmowy fenomen. „Backrooms. Bez wyjścia” zarabia miliony, przyciąga młodą widownię i pokazuje, że przyszłość kina rodzi się dziś na YouTubie.

Tom Holland i Zendaya promują „Spider-Mana: Nowy początek”

Tom Holland i Zendaya wkraczają w nowy rozdział. Jest zwiastun „Spider-Man: Nowego początku”

Trudno powiedzieć, co dziś elektryzuje fanów bardziej: rekordowo popularny „Spider-Man: Nowy początek” czy fakt, że Tom Holland i Zendaya znów pokazują się razem. Nowy zwiastun tylko podgrzewa atmosferę wokół filmu, a świeżo upieczeni małżonkowie właśnie rozpoczęli wspólną trasę promocyjną, która potrwa jeszcze wiele miesięcy.

Czy „Ród smoka” dogoni „Grą o tron”?

„Ród smoka” wreszcie przestał być gorszą „Grą o tron”. Przedpremierowa recenzja

Trzeci sezon „Rodu smoka” przynosi to, czego brakowało serialowi od początku: stawkę, emocje i bohaterów, których decyzje naprawdę mają konsekwencje. Produkcja HBO Max wreszcie nie sprawia wrażenia kosztownej imitacji. Westeros znowu wciąga.

„1670” wraca z trzecim sezonem

„1670” wraca z trzecim sezonem. Jan Paweł chce wysłać chłopa na Księżyc

Netflix zapowiedział trzeci sezon hitowego serialu „1670". Premiera 5 sierpnia, a fabuła zabierze widzów z błotnistej Adamczychy na królewski dwór i do Warszawy.

Jak powstawał Indiana Jones?

„Poszukiwacze zaginionej Arki” kończą 45 lat. Jak Spielberg i Lucas stworzyli arcydzieło kina przygodowego

Mija 45 lat od premiery „Poszukiwaczy zaginionej Arki” – filmu, który na nowo zdefiniował kino i uczynił Indianę Jonesa jedną z największych ikon popkultury.

Ignacy Liss w serialu „Proud”

Czy Polska jest gotowa na „Proud”? Na szczęście ten serial nie pyta o zgodę

Problem reprezentacji osób LGBT+ nigdy nie polegał wyłącznie na ich nieobecności, bo równie kłopotliwa była obecność warunkowa. Polskim queerom na ekranie nie wolno było pozwalać sobie egoizm, błędy czy niejednoznaczność. „Proud” przyznaje im pełnię człowieczeństwa.

George Clooney wskazał idealnego Jamesa Bonda

George Clooney wskazał nowego Jamesa Bonda i nie jest to Jacob Elordi

Kto zostanie nowym Jamesem Bondem? Choć oficjalnej decyzji wciąż nie ma, własnego faworyta ma już George Clooney. Aktor nie ma wątpliwości, kto doskonale spraawdziłby się w roli następcy Daniela Craiga.

Jeremy Strong jako Zuckerberg

Jeremy Strong jako Zuckerberg – pierwszy zwiastun „The Social Reckoning" robi z niego potwora

Aaron Sorkin wraca do Facebooka z filmem „The Social Reckoning". Jeremy Strong wciela się w Marka Zuckerberga. Sprawdzamy, czy sequel „The Social Network" ma szansę powtórzyć sukces oryginału.