PARTNERZY SERWISU

apartpl

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl

Filmy i seriale

Dlaczego świat oszalał na punkcie „Backrooms”?

21-letni Kane Parsons zamienił internetową obsesję w filmowy fenomen. „Backrooms. Bez wyjścia” zarabia miliony, przyciąga młodą widownię i pokazuje, że przyszłość kina rodzi się dziś na YouTubie.

Udostępnij

„Backrooms” rozbił bank

„Backrooms” to jeden z najpopularniejszych horrorów ostatnich lat Autor zdjęcia: materiały prasowe, Monolith

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA
19.06.2026

Zaczyna się jak hołd oddany „Blair Witch Project”. Co prawda wystraszony facet w pośpiechu nie pałęta się po lesie, tylko po korytarzach obitych taką samą żółtą tapetą i wyłożonych poplamioną wykładziną w kolorze moczu, ale klimat jest podobny. Mężczyzna jest wyraźnie przestraszony, dyszy. Czy coś go ściga? Wszędzie walają się fragmenty mebli, przeleci też mewa. Co kluczowe, pole widzenia jest ograniczone okiem oldskulowej (Anno Domini lata 90.) kamery wideo, przez którą obserwujemy świat, a w którą bohater jest uzbrojony. Odwracamy się, kiedy on się odwraca. Tak jak i on nie wiemy, co kryje się za rogiem. Na pewno nie jest to nic dobrego. Wygenerowane napięcie jest silne, ślina zasycha w gardle, zaczyna się wiercenie w fotelu, by po chwili móc skoczyć w przestrachu. Niestety, wraz z biegiem akcji „Backrooms. Bez wyjścia” podobnego straszenia nie uda się już wykrzesać. Nadal jednak film ogląda się przednio.

Rewolucja

Podobnie jak Curry Barker, 26-letni twórca kinowego fenomenu „Obsesja”, 21-letni reżyser „Backrooms…”, Kane Parsons, jest dzieckiem internetu. Oba filmy nakręcone za „grosze” („Backrooms” za 10 milionów dolarów) przyciągnęły do kin młodą widownię (znającą już youtube’ową twórczość Barkera i Parsonsa), co przełożyło się na niebotyczne wyniki kasowe („Backrooms” już zarobił ponad 200 milionów dolarów). W Stanach mówi się o rewolucji kinowej. Nazywając twórczość obu reżyserów (a także np. Evy Victor od ubiegłorocznego „Sorry, Baby”) nową Dogmą (od Dogmy 95, czyli artystycznego manifestu duńskiej awangardowej grupy twórców filmowych z Vinterbergiem i von Trierem na czele). „Backrooms” jest też najlepiej zarabiającym filmem debiutanta w 14-letniej działalności studia A24, które wyprodukowało film.

Studio zwróciło uwagę na serię wiralowych filmów Parsonsa, czerpiących inspirację z tytułowego Backrooms – internetowej mitologii (creepypasta) wyobrażającej niemożliwy kalejdoskop pustych biur, opuszczonych pokojów i labiryntów korytarzy, do których można się „ześlizgnąć” niczym przez szczelinę między światami. „Backrooms. Bez wyjścia” (ze scenariuszem Willa Soodika) – można rzec – jest swoistym orgin story szalenie popularnych części serialu na YouTube. 

Kane Parsons reżyseruje, Chiwetel Ejiofor gra główną rolę

Kane Parsons i Chiwetel Ejiofor na planie Autor zdjęcia: materiały prasowe, Monolith

Ekranizacja YouTube’a

Akcja filmu została osadzona w Kalifornii w 1990 roku. Clark (bardzo dobry Chiwetel Ejiofor, choć to postać z papieru) to niespełniony architekt, który utrzymuje się z prowadzenia sklepu meblowego Cap’n Clark’s Ottoman Empire (przebiera się na pirata). Choć tak naprawdę usiłuje się utrzymać, bo całkowity brak klienteli sugeruje, że dyskont stoi na skraju bankructwa. Jego życie stało się na tyle nieszczęśliwe, iż zaczął uczęszczać na terapię do Mary (źle obsadzona Renate Reinsve, której akcent wybija z filmowego rytmu. Zresztą jej bohaterka również nie grzeszy głębią), próbując poradzić sobie z rozpadem swojego małżeństwa. Klasyczny chłop w średnim wieku – co złego to nie ja, wszystkiemu winni są inni.

Mary, terapeutka i autorka poradnika „Wewnętrzne okno”, nie jest zbyt dobra w swojej pracy. Patrzy na Clarka z litością, choć z czasem zaczyna zauważać jego zachowania, budzące coraz to większe wątpliwości. Ma też mocne mummy issue, ale więcej nie zdradzę.

Bohater Ejiofora, odkąd żona kazała mu wyprowadzić się z domu, sypia na jednym z łóżek w swoim sklepie. Każdej nocy jest tak samo smutny, co pijany. Pewnego razu schodzi na poziom -1 swojego dyskontu, by pogrzebać przy bezpiecznikach. Wtedy odkrywa, że może po prostu prześlizgnąć się przez jedną ze ścian. Dzieli się odkryciem z terapeutką. Ta oczywiście mu nie wierzy. 

Renate Reinsve gra Mary

Renate Reinsve w roli Mary Autor zdjęcia: materiały prasowe, Monolith

Jak opisanie psa

Clark nie zraża się, tylko coraz bardziej eksploruje nieskończoną – wydawać by się mogło – przestrzeń (widownia dostała jej przedsmak w przytoczonym prologu à la „Blair Witch Project”). Zapuszcza się w głąb tego miejsca, znajdując jedynie kolejne pokoje, korytarze, schody, drzwi i ciasne przejścia. Tytułowe „Backrooms” to hołd (?) oddany liminalnym miejscom – opuszczonym centrom handlowym, starym kinom z seansem przed południem, podupadłym hotelom, tym wszystkim przestrzeniom, w których bardziej niż prawdziwe życie widzimy jego powidoki. 

Pokoje są wypełnione przez hałdy ubrań, zatopione w podłodze buty, piramidy mebli (czasami nienaturalnej wielkości, rozczłonkowane), znaki drogowe w lustrzanym odbiciu, sterczy też kartonowa figura mówiąca we wszystkich języka świata („Witajcie istoty z zaświatów”). Przestrzenie tak naprawdę nieopisywalne („To tak, jakby próbować opisać psa komuś, kto nigdy żadnego nie widział, a potem poprosić go, żeby go narysował” – odpowiadają bohaterowie, gdy ktoś prosi ich o wyjaśnienie, czym one są). Trochę to też escape room, a trochę kolejna wystawa polskiej sztuki najnowszej w warszawskim Zamku Ujazdowskim. 

Horror

Podczas „zwiedzania” „Backrooms…” gęsia skórka pojawia się wraz z dziwną pewnością, że za rogiem czai się coś lub ktoś. Ta niewiedza paraliżuje. Gdy do tego dodamy oko kamery (jak na początku, a w filmie pojawi się po raz drugi), wrażenie jest piorunujące. Mógłbym spędzić kolejne cztery godziny, wałęsając się z bohaterami po tym upiornym labiryncie (wielkie brawa za scenografię Danny’ego Vermette’a). 

Nie dajcie się jednak zwieść. To nie nawiedzona przestrzeń, tylko nasze, ludzkie, traumy. Współczesny horror bardziej lub mniej umiejętnie bierze je na warsztat i przerabia na swoje straszaki. Na szczęście Parsons odrobił tę lekcję. „Backrooms…” można czytać jako schowek na to wszystko, co wypieramy lub ukrywamy, wszystko to, co chcielibyśmy zapomnieć lub z czym się nie zgadzamy, całe zło, które nas spotkało lub które komuś wyrządziliśmy, ale którego – uwaga: moje ulubione słowo – przepracowania unikamy. Może i nie byłoby w tym temacie niczego nadzwyczajnego, gdyby nie osadzenie filmu w latach 90. Czyżby młody reżyser na cel brał wcześniejsze pokolenie/a? I starał się opowiedzieć, jak ich nieradzenie sobie wpływa na jego rówieśników?


Druga strona (lustra)

Trudno uciec od skojarzeń z „Alicją w Krainie Czarów”. Trochę szkoda, bo to ograna klisza. Tak, Parsons każe Clarkowi i Mary odbijać się w ekranie wyłączonego telewizora czy spoglądać w lustro, lecz nie dostrzegać – idąc za moją interpretacją – siebie samych i swojego nierozpakowanego bagażu emocjonalnego na plecach. 

To rozliczeniowe odczytanie bierze jednak w łeb, gdy film skupia się na jednej postaci. Napięcie ulatuje, a widownia zostaje zmuszona do przejęcia się jej losami (a to, jak wspomniałem, z psychologicznego punktu widzenia grzęźnie na mieliźnie). Pojawia się też instytut Async Research (żaden spoiler – znajduje się on także w internetowym pierwowzorze) z przedstawicielem o twarzy Marka Duplassa. Tak tworzy się całe uniwersum, które dobrze grało w necie, a w filmie jest gotowcem na kolejne części, prequele i sequele, spin-offy… Zresztą Parsons w wywiadach nie ukrywa, że traktuje „Backrooms…” jako kolejny – choć prestiżowy – odcinek (internetowej serii). Bo choć film spowodował pokoleniowe trzęsienie ziemi w Hollywood, ambicje jego twórcy pozostają aż nad to klasyczne, bo kapitalistyczne. Po prostu chce zarabiać. Debiut fabularny pokazuje, że ma ku temu najlepsze warunki. 

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA

Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.

Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.

Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.

Czytaj więcej

Tom Holland i Zendaya promują „Spider-Mana: Nowy początek”

Tom Holland i Zendaya wkraczają w nowy rozdział. Jest zwiastun „Spider-Man: Nowego początku”

Trudno powiedzieć, co dziś elektryzuje fanów bardziej: rekordowo popularny „Spider-Man: Nowy początek” czy fakt, że Tom Holland i Zendaya znów pokazują się razem. Nowy zwiastun tylko podgrzewa atmosferę wokół filmu, a świeżo upieczeni małżonkowie właśnie rozpoczęli wspólną trasę promocyjną, która potrwa jeszcze wiele miesięcy.

Czy „Ród smoka” dogoni „Grą o tron”?

„Ród smoka” wreszcie przestał być gorszą „Grą o tron”. Przedpremierowa recenzja

Trzeci sezon „Rodu smoka” przynosi to, czego brakowało serialowi od początku: stawkę, emocje i bohaterów, których decyzje naprawdę mają konsekwencje. Produkcja HBO Max wreszcie nie sprawia wrażenia kosztownej imitacji. Westeros znowu wciąga.

„1670” wraca z trzecim sezonem

„1670” wraca z trzecim sezonem. Jan Paweł chce wysłać chłopa na Księżyc

Netflix zapowiedział trzeci sezon hitowego serialu „1670". Premiera 5 sierpnia, a fabuła zabierze widzów z błotnistej Adamczychy na królewski dwór i do Warszawy.

Jak powstawał Indiana Jones?

„Poszukiwacze zaginionej Arki” kończą 45 lat. Jak Spielberg i Lucas stworzyli arcydzieło kina przygodowego

Mija 45 lat od premiery „Poszukiwaczy zaginionej Arki” – filmu, który na nowo zdefiniował kino i uczynił Indianę Jonesa jedną z największych ikon popkultury.

Ignacy Liss w serialu „Proud”

Czy Polska jest gotowa na „Proud”? Na szczęście ten serial nie pyta o zgodę

Problem reprezentacji osób LGBT+ nigdy nie polegał wyłącznie na ich nieobecności, bo równie kłopotliwa była obecność warunkowa. Polskim queerom na ekranie nie wolno było pozwalać sobie egoizm, błędy czy niejednoznaczność. „Proud” przyznaje im pełnię człowieczeństwa.

George Clooney wskazał idealnego Jamesa Bonda

George Clooney wskazał nowego Jamesa Bonda i nie jest to Jacob Elordi

Kto zostanie nowym Jamesem Bondem? Choć oficjalnej decyzji wciąż nie ma, własnego faworyta ma już George Clooney. Aktor nie ma wątpliwości, kto doskonale spraawdziłby się w roli następcy Daniela Craiga.

Jeremy Strong jako Zuckerberg

Jeremy Strong jako Zuckerberg – pierwszy zwiastun „The Social Reckoning" robi z niego potwora

Aaron Sorkin wraca do Facebooka z filmem „The Social Reckoning". Jeremy Strong wciela się w Marka Zuckerberga. Sprawdzamy, czy sequel „The Social Network" ma szansę powtórzyć sukces oryginału.

MV5BOTNiZGQyYjktNDYxOS00ZGU1LTg3NDMtOTE4ZTFiODBlODYyXkEyXkFqcGc@._V1_

„Obsesja” najbardziej dochodowym horrorem roku. Skąd fenomen filmu?

Wszyscy wpadli w „Obsesję” z zaskoczenia. Film, o którym słyszeli wcześniej wyłącznie oddani użytkownicy Letterboxd namieszał w branży filmowej na całego.