„The Bear” dobiega końca. Lionel Boyce opowiada o pożegnaniu z Marcusem
PARTNERZY SERWISU
Filmy i seriale
„The Bear” dobiega końca. Lionel Boyce opowiada o pożegnaniu z Marcusem
Po pięciu sezonach „The Bear” dobiega końca. Lionel Boyce, odtwórca roli Marcusa, opowiada o emocjonalnym ostatnim dniu zdjęciowym, przemianie swojego bohatera i serialu, który z opowieści o gotowaniu stał się historią o ludziach.
Udostępnij

Lionel Boyce gra piekarza Marcusa Autor zdjęcia: Getty Images
Choć twarzą „The Bear” pozostaje Jeremy Allen White, z sezonu na sezon coraz więcej miejsca dostają bohaterowie i bohaterki, którzy dotąd funkcjonowali na drugim planie. Jednym z nich jest Marcus Brooks – cukiernik, który z nieśmiałego pracownika The Beef wyrósł na jedną z emocjonalnych osi całego serialu. W piątym sezonie mierzy się nie tylko z presją prowadzenia restauracji walczącej o przetrwanie, lecz także z osobistą żałobą i pytaniem o własną przyszłość. O tej przemianie opowiada Lionel Boyce, aktor wcielający się w Marcusa.
Jak pisałem w recenzji serialu, „The Bear” już dawno przestał być serialem o gotowaniu. Owszem, kuchnia wciąż pozostaje jego naturalnym środowiskiem, ale równie ważne – jeśli nie ważniejsze – są relacje między bohaterami, ich ambicje, lęki i próby odnalezienia własnego miejsca. W najnowszym sezonie, o czym pisałem również w przedpremierowej recenzji, Carmy schodzi na dalszy plan, dzięki czemu więcej przestrzeni dostają Sydney, Tina, Richie i właśnie Marcus. To sprawia, że serial Christophera Storera odzyskuje równowagę i pozwala lepiej poznać swoich bohaterów.
Marcus od początku był jedną z najbardziej empatycznych postaci w restauracji. Zanim trafił do The Beef, pracował m.in. w telefonii i McDonaldzie. To Michael Berzatto dostrzegł jego talent i zatrudnił go jako piekarza. W kolejnych sezonach Marcus rozwija swoje umiejętności, wyjeżdża do Kopenhagi, uczy się od słynnego cukiernika Luki, a po śmierci matki próbuje odnaleźć równowagę między żałobą a zawodową pasją. W piątym sezonie zostaje doceniony jako jeden z najbardziej obiecujących młodych szefów cukierni, ale sukces zawodowy nie oznacza, że uporządkował własne życie.
To właśnie ta wewnętrzna przemiana najbardziej interesowała 35-letniego Lionela Boyce’a. Zanim trafił do „The Bear”, współtworzył komediowy program „Loiter Squad”, był członkiem kolektywu Odd Future, pracował jako scenarzysta i producent, a za rolę Marcusa otrzymał nominację do nagrody Emmy. Przed rozpoczęciem zdjęć do serialu szkolił się w piekarniach w Los Angeles i Kopenhadze, by jak najlepiej oddać codzienność zawodowego cukiernika.

Lionela Boyce’a na premierze piątego sezonu serialu Autor zdjęcia: Getty Images
Czas nie jest ani przyjacielem, ani wrogiem
Już pierwsze minuty piątego sezonu przypominają, że jednym z głównych bohaterów „The Bear” pozostaje czas. Odliczanie do końca finansowania restauracji ponownie wyznacza rytm całej historii. Zapytany o to, czym jest dla niego czas, Boyce odpowiada w sposób zaskakująco filozoficzny.
– Myślę, że czas nie jest ani sprzymierzeńcem, ani wrogiem. Jest neutralny. To coś, co sami wymyśliliśmy, żeby mierzyć rozwój i przemijanie. W pewnym sensie właśnie czas czyni nas ludźmi – mówi.
Ta odpowiedź dobrze oddaje sposób, w jaki aktor patrzy na cały serial. W „The Bear” każda sekunda ma znaczenie, ale nie dlatego, że ktoś odmierza ją zegarkiem. Liczy się to, jak bohaterowie wykorzystują czas, który dostali, i czy potrafią się zmieniać.
Restauracja przypomina plan filmowy
Jednym z powodów, dla których relacje w „The Bear” wydają się tak autentyczne, jest chemia między aktorami i aktorkami. Boyce przyznaje, że pod tym względem plan filmowy bardzo przypomina prawdziwą restaurację.
– Wszyscy pracujemy na jeden efekt końcowy. W restauracji każdy wykonuje swoją część pracy, żeby goście dostali wyjątkowe doświadczenie. Na planie jest podobnie. Przez wiele godzin funkcjonujemy właściwie tylko we własnym gronie. Reszta świata przestaje istnieć. To sprawia, że rodzi się ogromne zaufanie, które później przenosi się również poza plan. W końcu zaczynacie być rodziną.
To zresztą jedna z największych sił „The Bear”. Choć bohaterowie nieustannie się kłócą, popełniają błędy i ranią nawzajem, trudno nie uwierzyć, że naprawdę tworzą zespół ludzi, którzy spędzają z sobą niemal każdą godzinę dnia.
Marcus na tonącym statku
Piąty sezon przypomina film katastroficzny. Restauracja dosłownie zaczyna się rozpadać, pieniądze się kończą, a Carmy wycofuje się z projektu. W mojej recenzji porównałem The Bear do Titanica, który powoli idzie na dno. Boyce uważa, że Marcus od początku czuje nadciągającą katastrofę.
– Jeśli ten statek tonie, Marcus stoi w miejscu, gdzie woda sięga mu już do kostek. Widzi, że wszystko zaczyna się rozpadać. Carmy odchodzi, Luca znika, jego matka nie żyje, restauracja się wali, a dodatkowo pojawia się jego ojciec. To wszystko sprawia, że presja tylko rośnie.
Co ciekawe, zdaniem aktora największa walka nie rozgrywa się już w kuchni.
– Przy swoim stanowisku Marcus radzi sobie bardzo dobrze. Prawdziwa walka odbywa się w jego głowie. Próbuje nie ulec presji, którą sam na siebie nakłada. Chce być perfekcyjny, ale coraz bardziej rozumie, że nie o perfekcję tutaj chodzi.
Najważniejszy jest rozwój
Zapytany o motyw, który najbardziej przemawia do niego osobiście, Boyce nie wskazuje ani ambicji, ani presji.
– Najbardziej rezonuje ze mną rozwój. Wszystkie pozostałe elementy są tylko paliwem. Życie polega na tym, że nieustannie się zmieniamy. Bohaterowie „The Bear” pozostają tymi samymi ludźmi, ale jednocześnie są zupełnie inni niż na początku serialu. To właśnie najbardziej lubię w tej historii.
W podobny sposób opisuje również ewolucję Marcusa.
– Na początku był cichy i praktycznie niewidoczny. Bardziej spajał grupę, niż zajmował własne miejsce. Teraz zaczyna funkcjonować na własnych zasadach. Nie próbuje już nikomu niczego udowadniać. Po prostu wie, kim jest.
To chyba największa zmiana tej postaci. Marcus nie przestaje być spokojny ani empatyczny, ale pierwszy raz pozwala sobie być również stanowczym.
Pożegnanie z „The Bear”
Choć twórcy długo nie potwierdzali przyszłości serialu, Boyce opowiedział również o swoim ostatnim dniu zdjęciowym. Jak przyznaje, dopiero wtedy dotarło do niego, jak ważną częścią jego życia stał się „The Bear”.
– Wiedziałem, że to mój ostatni dubel. W pewnym momencie wszyscy zaczęli bić brawo. Nie jestem osobą, która wygłasza przemówienia, ale tym razem powiedziałem kilka słów. Musiałem wyrazić wdzięczność wszystkim ludziom, z którymi pracowałem.
Najtrudniejsze okazało się jednak pożegnanie z ekipą.
– Starałem się podejść do każdego, przytulić go i powiedzieć coś miłego. Bo wiedziałem, że już nigdy nie spotkamy się w dokładnie takim składzie. Może jeszcze kiedyś będziemy razem pracować, może miniemy się na ulicy. Ale ta wersja naszej wspólnej historii właśnie się skończyła.
A czego będzie mu najbardziej brakowało?
– Ludzi. Odcinki zostaną na zawsze i zawsze będę mógł do nich wrócić. Ale najbardziej będę tęsknił za samym procesem. Za pierwszym dniem zdjęciowym po roku przerwy, za czytaniem scenariuszy, za wspólnym budowaniem tego świata.
Może właśnie dlatego Marcus pozostaje jedną z najciekawszych postaci „The Bear”. Nigdy nie był najgłośniejszy ani najbardziej efektowny. Zamiast spektakularnych monologów dostajemy bohatera, który uczy się żyć z własnymi stratami i powoli odnajduje pewność siebie. A Lionel Boyce przekonuje, że właśnie takie niemal niewidoczne zmiany są w tym serialu najcenniejsze.
Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.
Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.
Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Filmy i seriale
Królują w „Rodzie smoka”. Bethany Antonia i Phoebe Campbell o siostrzanej więzi
Baela i Rhaena Targaryen wreszcie wychodzą z cienia. W trzecim sezonie „Rodu smoka” siostry stają przed decyzjami, które na zawsze zmienią ich życie. Bethany Antonia i Phoebe Campbell opowiadają o dorastaniu, wojnie i więzi, która zostaje wystawiona na najtrudniejszą próbę.
Filmy i seriale
„Wędrówka na północ” – cichy buntownik we wrzeszczącym świecie
To prawda, że film Barta Schrijvera jest uważnym portretem męskiej przyjaźni, wystawionej na próbę nieuchronnych zmian. Przede wszystkim jednak „Wędrówka na północ” przypomina o wyjątkowości niespiesznego doświadczenia kinowego, które stawia opór kompulsywnemu i bezrefleksyjnemu pochłanianiu przebodźcowujących treści.
Filmy i seriale
„Ród smoka”: Olivia Cooke i Fabien Frankel zdradzają, co czeka Alicent i Cole’a
Jeszcze niedawno należeli do najpotężniejszych ludzi w Westeros. Dziś Alicent Hightower i Criston Cole próbują odnaleźć się w świecie, który sami pomogli doprowadzić do katastrofy. Olivia Cooke i Fabien Frankel opowiadają o traumie, poczuciu winy i trzecim sezonie „Rodu smoka”.
Filmy i seriale
Jest nowy zwiastun serialowej „Lalki”! Nadchodzi przewrotna odsłona klasyki
Netflix zaprezentował drugi zwiastun serialu opartego na ikonicznej książce Bolesława Prusa. Kiedy obejrzymy produkcję?
Filmy i seriale
„The Bear” smakuje lepiej bez Carmy’ego. Przedpremierowa recenzja
Jeremy Allen White nadal jest twarzą „The Bear”, ale piąty sezon udowadnia, że serial Christophera Storera nie potrzebuje już nieustannego skupiania się na jego bohaterze. Gdy Carmy schodzi z pierwszego planu, więcej miejsca dostają inni, a „The Bear” odzyskuje smak.
Filmy i seriale
„Ród smoka” wraca. Harry Collett i Tom Glynn-Carney o nowym sezonie
„Ród smoka” właśnie powrócił z trzecim sezonem, a wraz z nim Aegon Targaryen, który próbuje poskładać się po własnym upadku, i Jacaerys Velaryon, coraz mocniej wchodzący w rolę przyszłego przywódcy. Tom Glynn-Carney i Harry Collett opowiadają o wojnie, traumach i o tym, dlaczego w Westeros największym zagrożeniem nigdy nie były smoki.
Filmy i seriale
Michał Sikorski o swoich ikonicznych rolach
Od przełomowej „Sonaty” po fenomen „1670” – Michał Sikorski opowiada o rolach, które ukształtowały jego aktorską karierę. Z okazji 10-lecia Netfliksa w Polsce rozpoczynamy cykl „Ikoniczne role”, w którym aktorzy wracają do najważniejszych postaci swojej kariery.
Filmy i seriale
Dlaczego świat oszalał na punkcie „Backrooms”?
21-letni Kane Parsons zamienił internetową obsesję w filmowy fenomen. „Backrooms. Bez wyjścia” zarabia miliony, przyciąga młodą widownię i pokazuje, że przyszłość kina rodzi się dziś na YouTubie.