PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Filmy i seriale

„Studio” bije rekordy. Hollywood nie może przestać mówić o tym serialu

„Barry”, „Hacks” i „Wielki powrót” – Hollywood od lat lubi śmiać się z samego siebie. Ale dopiero „Studio” Setha Rogena zamieniło tę branżową autoironię w największy serialowy sukces sezonu.

Udostępnij

Serial „Studio” wyśmiewa Hollywood

„Studio” jest jednym z najbardziej popularnych serialów Apple TV Autor zdjęcia: materiały prasowe, Apple TV

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA
12.05.2026

Hollywood to epicentrum egotyzmu, a pobłażanie sobie gwiazd i gwiazdeczek to chleb powszedni branży filmowej. Oczywiście to żadna nowość, wszak składową częścią aktorskiego (czy szerzej: artystycznego) DNA jest narcyzm, choćby nawet w śladowych ilościach. Celebryci i celebrytki żywią się naszym uwielbieniem (czy skromniej: zainteresowaniem), a odwzajemniają się, jeśli nie filmami i serialami, to dramatami, które śledzimy na plotkarskich portalach, kręcąc z dezaprobatą głową i w sekrecie marząc o podobnym statusie.


„How’s the peeping, Tommy?”

Inną formą podglądactwa – pewnie już bardziej dla zagorzałych fanek i fanów branży filmowej – jest zaglądanie za kulisy. Lubimy dowiedzieć się, jak to „wszystko” jest robione. Hollywood zdaje sobie sprawę z naszych voyeurystycznych ciągot, dlatego co rusz snuje to nowe narracje na swój temat. Kiedy te często autoironiczne, „odsłaniające”, a do tego w gruncie rzeczy bałwochwalcze filmy i seriale przyciągają widownię, branża zaspokaja swoją potrzebę poklasku. Jednocześnie też co popularniejsi (i odważniejsi) twórcy i twórczynie mogą też wbić – chociażby niewielką – szpilę w byłych współpracowników i współpracowniczki, reżyserów, którzy okazali się przemocowcami, albo we wszelkiej maści diwy i w egomaniaków. Kiedy jeszcze produkcja nie jest tylko plującym jadem paszkwilem, lecz koniec końców sprawnie zrealizowaną laurką dla miejsca pracy, jakim studia filmowe przecież są, i ludzi z nim związanych – szansa na sukces rośnie.

Serial „Studio” zgarnia nagrodę za nagrodą

Ekipa serialu „Studio” rozbiła bank na tegorocznych nagrodach BAFTA Autor zdjęcia: Getty Images

Serial pełen sukcesu

Wiele wskazuje na to, że Seth Rogen i jego stały kreatywny kompan Evan Goldberg znaleźli złoty środek, by o swojej robocie opowiadać z (auto)ironią, ale jednocześnie na tyle słodziutko, że nikt się nie obraża. Ich „Studio” (nakręcone dla Apple TV) święci sukces za sukcesem. W minioną niedzielę podczas gali BAFTA Television Awards w Londynie serial zdobył ostatnie z najważniejszych wyróżnień, wieńczących jeden z najbardziej dominujących sezonów nagród w historii współczesnej telewizji – zwyciężając w kategorii międzynarodowej (jako pierwsza komedia od dekady, która zdobyła tę nagrodę). Po zgarnięciu najważniejszych nagród Emmy (łącznie 13 statuetek!) i Złotych Globów (za najlepszy serial komediowy i najlepszego aktora komediowego dla Rogena), a także The Actor Awards (w tym za najlepszą obsadę, najlepszego aktora dla Rogena i za najlepszą rolę kobiecą – pośmiertna nagroda dla Catherine O’Hary), PGA, DGA i WGA, „Studio” umocniło swoją pozycję jako najbardziej hype’wana debiutancka komedia w historii telewizji. Portal imdb.com zanotował, że serial był nominowany do 74 (mniejszych i większych) nagród, z czego zdobył 62.

Produkcja z Sethem Rogenem w roli głównej została również najczęściej nagradzanym serialem całego sezonu branżowego, kończąc 12-miesięczny okres triumfów praktycznie we wszystkich najważniejszych amerykańskich i międzynarodowych organizacjach branżowych oraz krytyków. Mój redakcyjny kolega Lech Podhalicz tak pisał o produkcji: „Wywołuje szczerą, niepohamowaną bekę, jest hołdem dla kina przez duże »K«. Operatorski kunszt i montaż, który stał się wiralem i odbił się echem dosłownie wszędzie. Do tego postacie, z którymi chcesz się ziomować. Albo udusić je gołymi rękami”. Słowem: szał!


O czym?

W „Studiu” Rogen wciela się w Matta Remicka, nowo mianowanego szefa pogrążonego w kryzysie Continental Studios. W czasach, gdy kino walczy o przetrwanie i zachowanie swojej pozycji, Matt oraz jego zespół skłóconych z sobą producentów i dyrektorów zmagają się z własnymi kompleksami, próbując jednocześnie okiełznać narcystycznych artystów i bezwzględnych korporacyjnych przełożonych w nieustannej pogoni za tworzeniem wielkich filmów. Pod turboeleganckimi i szytymi na miarę garniturami kryje się niekończące się poczucie paniki, a każda impreza branżowa, wizyta na planie, decyzja castingowa, spotkanie marketingowe czy gala rozdania nagród może przynieść zarówno olśniewający sukces, jak i katastrofę kończącą karierę. Dla Matta, który żyje i oddycha kinem, to stanowisko było spełnieniem marzeń, do którego dążył przez całe życie i które może go całkowicie zniszczyć (bo przecież liczą się kokosy, a tych nie zbije na artystycznych i przeintelektualizowanych Bergmanach wanna be). 

Studio to nie tylko fantastyczne kreacje głównych aktorów i aktorek (wspomniani Rogen i O’Hara, a także Ike Barinholtz, Kathryn Hahn czy Bryan Cranston), lecz także sznureczek cameos pierwszej wody: Martin Scorsese, Zoë Kravitz, Dave Franco czy Charlize Theron, grających wersje samych siebie. Najprawdopodobniej jeszcze w tym roku będziemy mogli się zobaczyć drugi sezon „Studia”. Miejmy nadzieję, że nie obejdziemy się smakiem.


Hollywood o sobie

Oczywiście Rogen i Goldberg nie byli pierwsi, którzy obśmiewają Hollywood. Przed nimi równie (jak nie bardziej) udanie robiło to wielu twórców. Przykłady można mnożyć. Przede wszystkim Altman i jego wyśmienity „Gracz” (do którego zresztą „Studio” nawiązuje) z mocarnym Timem Robbinsem w roli zimnego jak lód producenta filmowego. „Adaptacja” Jonze’a z Nicolasem Cage’em. Również bracia Coen brali branżę za rogi w „Bartonie Finku” i „Ave Cezarze”. Mamy też cudowne „Dawno temu w… Hollywood” z DiCaprio i Pittem od Tarantino. A także totalne klasyki, czyli „Deszczową piosenkę” Gene’a Kelly’ego i Stanleya Donena oraz „Bulwar Zachodzącego Słońca” Billy’ego Wildera.


Co oprócz „Studio”?

Co prawda „Studio” jest dziś najpopularniejszą produkcją spod szyldu „beka z Hollywood”, ale ostatnio nie jedyną. Niedawno ikona Lisa Kudrow wróciła z trzecim sezonem swojego (wypuszczanego z wieloletnimi przerwami) serialu „Wielki powrót” o ekscentrycznej byłej celebrytce z najwyższej półki, Valerie Cherish, która za każdym razem próbuje wrócić na szczyt i wymyślić siebie na nowo. Dużo tu zasadnego krindżu i wyżyn egotyzmu. Jednocześnie jednak produkcja HBO Max celnie obśmiewa obsesję Hollywoodu na punkcie młodości (zwłaszcza u kobiet), a także łatwość, z jaką można spaść z piedestału. Kudrow – jak nasza Rodowicz – nie z jednego pieca jadła chleb, więc doskonale wie, o czym w „Wielkim powrocie” mówi.

O starzeniu się

Na HBO Max z piątym sezonem wróciły również „Komediantki” („Hacks”) o perypetiach standuperki Deborah Vance (Jean Smart) oraz autorki jej skeczy, przyjaciółki i reprezentantki Avy (Hannah Einbinder). Serial nie opowiada „tylko” o Hollywood, tylko się o nie ociera. W poprzedniej odsłonie Deborah starała się wrócić do łask jako pierwsza kobieta prowadząca late night talk show, czyli formatu wyjątkowo uzależnionego od hollywoodzkiej machiny promocji, gdzie celebryci, celebrytki i nowe premiery napędzają się wzajemnie. Piąty sezon też nie jest wolny od blichtru Hollywoodu. Vance z zespołem knują, jak mogłaby wygrać… Oscara, który zrehabilitowałby ją w oczach widowni. Serial porusza też temat trudności w zachowaniu równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. Główną przeszkodą na drodze głównej bohaterki do sukcesu są oczekiwania wobec jej wyglądu jako starzejącej się kobiety.

Uroczy morderca

Jeśli wam mało albo chcecie bardziej facecki punkt widzenia, cofnijmy się o kilka lat. Rewelacyjny serial „Barry” łączy przestępczość mafię i szołbiz. Bill Hader, alumn „SNL-a”, wciela się w Barry’ego Berkmana, płatnego zabójcę, który odkrywa pasję do aktorstwa. Początkowo fabuła opiera się na staraniach głównego bohatera, by brutalna przeszłość nie zniszczyła jego powołania. Jednak im dalej w las, tym większe pole do manewru dla Hadera, więc jego serial staje się postlynchowską eskapadą po mrokach ludzkiej psychiki. Mimo to nadal celnie wyśmiewa branżę rozrywkową i krytykuje gloryfikację przemocy. 

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA

Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.

Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.

Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.

Czytaj więcej

ARTYKUŁ PARTNERSKI KA518830_Peugeot_HighRes Light

Na ekranie i za kierownicą. Francuski świat Peugeota

Samochody i kino mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać.

"Katastrofa w duecie": Marcin Dorociński i Ryan Reynolds w jednym filmie

Marcin Dorociński i Ryan Reynolds, czyli „Katastrofa w duecie”. Polski aktor w nowym filmie Apple TV

Marcin Dorociński wraca do Hollywood. Apple TV pokazało pierwszy zwiastun filmu „Katastrofa w duecie” (Mayday), w którym polski aktor występuje obok Ryana Reynoldsa i Kennetha Branagha.

Matt Damon i Zendaya w filmie „Odyseja”

„Odyseja” to kino totalne. Christopher Nolan w znakomitej formie [RECENZJA]

Gdyby Christopher Nolan żył w starożytnej Grecji, dziś jego dramaty stałyby obok największych antycznych tragików. Zamiast ekranizować Homera, opowiedział trojański mit po swojemu. I zrobił to zjawiskowo.

Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach

Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach

Od pierwszego polskiego serialu Netfliksa „1983”, przez nagradzane „Boże Ciało”, po „Rojsta” i „Furiozę” – Łukasz Simlat opowiada o rolach, które wyznaczały kolejne etapy jego aktorskiej kariery. Z okazji 10-lecia Netfliksa w Polsce kontynuujemy cykl „Ikoniczne role”, w którym aktorzy wracają do najważniejszych postaci swojej kariery.

„Jedyna” zdobyła wiele nominacji do Emmy

Emmy 2026: Ogłoszono nominacje. Mamy polski akcent

Poznaliśmy nominacje do 78. nagród Emmy. Wśród wyróżnionych „The Pitt”, „Jedyna” i Zendaya. Oto kto jeszcze powalczy o statuetkę dla najważniejszych produkcji telewizyjnych.

Oto najlepsze seriale 2026 roku

Najlepsze seriale 2026 roku (jak dotąd). Nasze typy

Rok 2026 obfituje w seriale, o których będzie się mówić jeszcze długo. To produkcje zachwycające świetnie napisanymi bohaterami, odważnymi historiami i wysokim poziomem realizacji. Wybraliśmy najlepsze seriale 2026 roku – od głośnych premier po znakomite powroty. Jeśli zastanawiasz się, co warto obejrzeć, ta lista jest dobrym miejscem, żeby zacząć.

„Projekt Hail Mary” to nowość na Amazon Prime Video

Co obejrzeć w lipcu? Nowości na Prime Video

Od prequela „Legalnej blondynki”, przez widowiskowe science fiction z Ryanem Goslingiem, po pełen napięcia horror rozgrywający się w tajskich jaskiniach. Oto najciekawsze filmy i seriale, które Prime Video przygotowało dla swoich widzów na lipiec.

„Wielki Łuk” to film oparty na faktach

„Wielki Łuk” – film o cenie marzeń

Co się dzieje, gdy idealista dostaje szansę stworzenia pomnika epoki? „Wielki Łuk” to oparta na faktach historia architekta, który zamiast świętować życiowy sukces, musiał stoczyć wyniszczającą walkę o własną wizję. W rolach głównych Claes Bang, Xavier Dolan i Swann Arlaud.