Zwyczajne życie się skończyło? Co robi ojciec, gdy dziecko mówi: „Jestem trans”?
PARTNERZY SERWISU
Społeczeństwo
Zwyczajne życie się skończyło? Co robi ojciec, gdy dziecko mówi: „Jestem trans”?
Nie chodzi tylko o akceptację. Chodzi o to, żeby nauczyć się słuchać własnego dziecka, nawet kiedy mówi rzeczy, których nie jesteśmy gotowi usłyszeć. Piotr Jacoń i Piotr Koncewicz opowiadają o popełnionych błędach, swoim strachu i o tym, czego nauczyły ich własne transpłciowe dzieci.
Udostępnij

Co robi ojciec, gdy dziecko mówi: „Jestem trans”? Autor zdjęcia: Kolaż GQ Poland
Zdystansowany do świata, skoncentrowany na harówce i zarabianiu hajsu – tradycyjny model mężczyzny jako głowy rodziny, który zawsze siada u szczytu stołu podczas niedzielnych obiadów, przeszedł (przynajmniej w mainstreamie) do lamusa. Dziś ojcostwo to złożona rola – obejmuje zarówno odpowiedzialność za wychowanie dziecka, jak i silne zaangażowanie emocjonalne. „Obecność”, „troska” i „wspólne przeżywanie” każdego momentu z życia córki albo syna to hasła, które faceci chętniej biorą na tatusiowe transparenty.
Oczywiście ojcostwo to temat szeroki (pomińmy choćby temat urlopu ojcowskiego i stereotypów z nim związanych) i trudno zamknąć go w jednym artykule. W patriarchalnej i cispłciowej kulturze, w której żyjemy, łatwo przyjąć za pewnik, że nasze dzieci też będą cisheteronormatywne. A jeśli wydarzy się inaczej, nawet przy deklaracjach otwartości i akceptacji może budzić to w nas ambiwalentne emocje.
Większość ojców nie akceptuje tego, że ich dzieci są transpłciowe
W raporcie „Sytuacja społeczna osób LGBTA w Polsce 2019–2020” opublikowanym przez Kampanię Przeciwko Homofobii i Stowarzyszenie Lambda Warszawa czytamy, że tylko 39,6 proc. ojców wie o nieheteronormatywności swoich dzieci. Może wraz ze zwiększeniem świadomości coraz częściej potrafią sobie wyobrazić, że ich syn będzie gejem czy córka lesbijką. Trudniej, gdy wchodzimy na grząski grunt tożsamości. Co prawda próba badawcza nie jest reprezentatywna dla ogółu osób transpłciowych w Polsce, ale daje pewne wyobrażenie na temat akceptacji przez najbliższe środowisko. Spośród tych, którzy zrobili coming out przed rodzicami, w pełni aprobującego ojca posiada 40,4 proc. badanych. Zatem większość ojców osób trans nie akceptuje w pełni tożsamości płciowej swoich dzieci. Idąc pod prąd tak powszechnego transfobicznego ojcostwa, rozmawiam z dwoma mężczyznami, których podejście do tego tematu znacznie się różni. Mimo że początkowo trudno było im pogodzić się z całą sytuacją.

Co robi ojciec, gdy dziecko mówi: „Jestem trans”? Autor zdjęcia: kolaż GQ Poland
Pierwsze chwile po coming oucie
– Niezależnie od wszystkiego moje dziecko zawsze będzie dla mnie najważniejsze i zawsze będę przy nim. Jednak ogromnym wyzwaniem było zrozumienie samego tematu. Nie miałem pojęcia, czym w ogóle jest transpłciowość, z czym się wiąże, co oznacza w codziennym życiu – opowiada Piotr Koncewicz, bohater książki „Jak wspierać traspłciowe dziecko” Pauli Szewczyk. Przyznaje, że jest osobą zadaniową. Jeśli dziecko złamałoby rękę, wiedziałby, do kogo się zgłosić. W chwili coming outu nie miał pojęcia, jak ma pomóc. – To przerażające widzieć, że dziecko źle się czuje, że cierpi, że przeżywa coś bardzo trudnego, a ja mimo szczerych chęci nie jestem w stanie nic zrobić. Miałem poczucie, że cokolwiek uczynię, i tak będzie źle.
Piotr czuł bezradność podsycaną lękiem o przyszłość, która czeka syna. Marcin, bo takie imię sobie wybrał, zaczął wymykać się wyobrażeniom ojca, który myślał: „Pewnie mu przejdzie”. Pojawiły się słowa bezpieczniki, które pozwalały nie wnikać głębiej: „chwilowe zainteresowanie”, „etap”. – Marcin niczego jasno nam nie zakomunikował – wspomina Piotr. – To były raczej drobne, nieoczywiste sygnały. Zresztą samo dziecko wtedy jeszcze nie wiedziało, co się z nim dzieje.
– Chyba wszyscy lubimy wybierać sobie cechy u innych ludzi – te, które uznajemy za ważne, charakterystyczne. Gorzej, gdy poza nimi nie widzimy już nic więcej – wtedy nie ma szans zobaczyć całości. Sam tak miałem – mówi Piotr Jacoń, dziennikarz, kiedy spotykamy się na Zoomie. – Gdy Wiktoria się wyoutowała, ze zrozumiałych względów komunikat, z którym przyszła, stał się centralny, najważniejszy. Życie zaczęło się kręcić wokół tego jednego faktu. A przynajmniej wtedy tak nam się wydawało. Mieliśmy poczucie, że nic już nie będzie takie samo. Że teraz wszystko będzie transpłciowe – opowiada.
Kilka dni po coming oucie córki mieli z żoną zaplanowany weekendowy wyjazd do Juraty. Po rozmowie z Wiktorią pojawiła się jednak myśl, która – jak dziś przyznaje Jacoń – wydawała się wtedy oczywista: nie mogą jechać, bo przecież mają transpłciową córkę. Z perspektywy czasu ocenia ją jako absurdalną, ale wtedy miała dla nich całkowity sens. Zwyczajne życie właśnie się skończyło. Na szczęście szybko się otrząsnęli. – Uznaliśmy, że tym bardziej powinniśmy pojechać, bo musimy trochę odetchnąć i poukładać sobie to wszystko w głowie – kontynuuje dziennikarz. I tak to zaczęło później wyglądać. – Co prawda ciągle transpłciowość była obecna, bo Wiktoria przecież jest transpłciowa, ale poza tym była proza życia: trzeba iść po zakupy, do pracy, do lekarza itp. Zwykłość, zwyczajność. Nie straciliśmy jej – mówi.
W trybie działania
Kiedy Piotr Koncewicz wraz z (byłą już) żoną zorientowali się, że nie mogą dłużej ignorować słów i zachowania dziecka, zaczęli się angażować. – Przełom nastąpił w zasadzie w kilka dni. Trafiłem bardzo szybko na grupę wsparcia dla rodzin (osób transpłciowych – przyp. red.) i w ciągu jednej doby dostałem ogrom informacji: historie podobnych przypadków, konkretne wskazówki, doświadczenia innych rodziców. Z kompletnie zagubionego, bardzo szybko stałem się ojcem działającym. Pojawiły się pierwsze rozmowy z synem, wizyty u psychologa, seksuologa, spotkania, konsultacje – wspomina. Zmiana nastąpiła w momencie, kiedy naprawdę dotarło do niego, że „transpłciowość Marcina to poważna sprawa”. Kupno bindera (mocno uciskającej części garderoby, by spłaszczyć klatkę piersiową), początek terapii hormonalnej, zainteresowanie syna zarostem i inne – na pierwszy rzut oka nieistotne – momenty queerowego szczęścia utwierdziły Koncewicza w przekonaniu o słuszności obranej drogi. – Pojawiły się uśmiech, spokój, radość – mówi. – Były to dla mnie kolejne „sprawdziany”, które zastępowały ten nieistniejący test (na transpłciowość – przyp. red.) z krwi – opowiada.
– Wsparcie rodzica wydaje się jednym z kluczowych elementów w procesie tranzycji osób nieletnich - komentuje Nika Świtalska, psychoterapeutka pracująca z osobami w trakcie i po tranzycji. - Jest ono wyrazem zaufania, bliskości oraz gotowości do towarzyszenia dziecku tam, gdzie potrzebuje ono pomocy. Oznacza uważne i adekwatne reagowanie na potrzeby, które pojawiają się w trakcie tego procesu.
– Po pół roku wyoutowałem się jako ojciec transpłciowej dziewczyny. Nagle okazało się, że ja też mam jakąś „ekstra” cechę. Że nagle jestem „tym” ojcem – zauważa Piotr Jacoń. Zaczął działać aktywistycznie na rzecz osób transpłciowych, pisać książki (reportaż „My, trans” dotyczący sytuacji osób transpłciowych w Polsce oraz „Wiktoria. Transpłciowość to nie wszystko”).

Co robi ojciec, gdy dziecko mówi: „Jestem trans”? Autor zdjęcia: kolaż GQ Poland
Dobry ojciec, czyli jaki?
– Jest wiele cech, które dostajesz od ludzi – stwierdza Piotr Jacoń. – Mówią na przykład: „Jesteś takim dobrym ojcem”. Kiedy to słyszysz, raczej nie dementujesz, bo to miła informacja. Co więcej, sam zaczynasz myśleć o sobie w tych kategoriach. I to może być zgubne.
Piotr przyznaje, że w czasie, gdy uchodził już za „wspierającego ojca Wiktorii”, bywał też nienajlepszym tatą. Zdarzało mu się mówić i robić rzeczy, których jego córka nie chciała ani słyszeć, ani doświadczać. Jak podkreśla, dla dziewczyny była to dodatkowo niełatwa sytuacja, bo niezwykle trudno przebić się przez „dobro” rodzica. Co to znaczy? – „Dobry” ojciec to zdeklarowany sojusznik dziecka – wyjaśnia Jacoń. – Ma tzw. dobre intencje, bo przecież kocha. Jak mu powiedzieć: „Krzywdzisz mnie, choć kochasz”? W naszym przypadku dochodzi też publiczna etykietka, którą dostałem – byłem takim dobrym ojcem, pisanym wielkimi literami. Jak z tym dyskutować w intymnej relacji rodzic–dziecko? I to dyskutować tak, żeby niczego nie zepsuć, żeby z tego kochającego ojca nie zrobić sobie wroga? To bardzo delikatne kwestie.
Na szczęście, jak podkreśla Jacoń, udało im się z Wiktorią o tym wszystkim szczerze rozmawiać. Dobrym pretekstem okazała się praca nad wspólną książką. Dzięki tej sytuacji –jednocześnie terapeutycznej i zawodowej – łatwiej było im zachować potrzebny dystans. To wtedy usłyszał od córki o chwilach, w których nie czuła się przy nim dobrze. Przyznaje, że było to dla niego bardzo trudne doświadczenie. Spróbował spojrzeć na siebie jej oczami. Jak mówi, to jedne z najważniejszych momentów opisanych w książce: niewygodna, ale niezwykle pouczająca prawda.
Pytam Piotra Koncewicza, czy za sprawą tego, że jego syn dotarł do siebie i może żyć pełnią życia, on stał się lepszym ojcem. – Na pewno jestem innym ojcem – mówi po chwili zastanowienia. – Bardziej świadomym. Na pewno stałem się lepszym człowiekiem. Poznałem ten bardzo szeroki i głęboki „tęczowy” temat. Spotkałem wielu świetnych ludzi i zdobyłem wiedzę.
Piotr Jacoń również czuje się dużo bardziej świadomym nie tyle ojcem, ile człowiekiem. – Tranzycja Wiktorii uruchomiła we mnie coś, co na szczęście gdzieś w sobie miałem, ale co w innych okolicznościach mogłoby już zardzewieć – gotowość do kwestionowania utartych prawd, uciekanie od łatwego samozadowolenia w myśleniu o świecie – stwierdza. Dziś zdecydowanie częściej przyznaje, że czegoś nie wie, niż twierdzi, że wie. Ta umiejętność jest jedną z najważniejszych rzeczy, jakie zyskał. – Daje mi to większą otwartość na to, że za zakrętem natknę się na coś, czego się nie spodziewam. Nie odrzucę tego tylko dlatego, że nie pasuje do mojej wizji świata. Stałem się też odważniejszy, a przecież często to „nowe” odrzucamy ze strachu – dodaje Jacoń.
Droga do dystansu
Piotr Koncewicz jest policjantem i kibicem warszawskiej Legii. „Sprawy tęczowe” nie pasują do tego równania. – Życie pełne kontrastów – śmieje się podczas naszego spotkania. – Oczywiście nie wszyscy reagują idealnie, ale poza moimi rodzicami, z którymi ta walka wciąż trwa, choć mam poczucie, że ją wygrywam, nie przypominam sobie, żeby ktoś z bliskiego otoczenia jawnie zareagował wrogo w stosunku do Marcina. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że rozmowy na ten temat mają ogromne znaczenie. Ludzie często boją się tego, czego nie znają. Ale kiedy rzecz dotyczy kogoś konkretnego, znajomego i szanowanego, reakcje są zupełnie inne.
Piotr Jacoń za największą zdobycz ostatniego czasu uznaje nabranie rezerwy do cech-
określeń, które dostał w pakiecie z transpłciowością córki. – Ojca „wspierającego”, „odważnego”, „aktywisty”. A także negatywnych etykiet: ojca „przewrażliwionego”, „kancelującego ludzi, którzy nie akceptują jego dziecka” – wymienia. Po czym dodaje: – W trakcie własnej terapii uczyłem się dystansu do tych wszystkich opinii na mój temat – by z jednej strony umieć ocenić ich prawdziwość, a z drugiej odciąć się od pochlebstw i hejtu, uczyłem się zrozumieć samego siebie.
Jacoń jest ojcem, który w relacji z córkami, bo dotyczy to nie tylko Wiktorii, lecz także młodszej Heleny, cały czas czegoś się uczy. – Nasza więź jest procesem. Każde z nas ciągle trochę się zmienia – i one, i ja. Może to i banalna prawda, ale zdarza się o niej zapominać na co dzień – mówi.
Piotr Koncewicz podkreśla, że jego syn Marcin jest bardzo wrażliwą osobą, co miało ogromny wpływ na uwrażliwienie jego jako ojca. To z kolei spowodowało wzrost jego tolerancji wobec tego, czego nie rozumie.
Jacoń nie oczekuje rewolucji. – W przeciwnym wypadku łatwo stracić poczucie sensu, spalić się z ambicji – mówi. – Jak mam w planach wyjazd na spotkanie w gminnej bibliotece, to nie zakładam, że zmienię tam wszystkich, liczę, że kilkadziesiąt osób, które przyjdą, wyniesie z tego coś dla siebie. Tyle i aż tyle.
Oczywiście miło jest poczuć, że trafia się do ludzi. Dobrze jest czasem, jak mówi Jacoń, „podkarmić” miłość własną, ale niezdrowo jest ją przekarmić. I nie zapomina, dlaczego działa aktywistyczne. Zaznacza przy tym wyraźnie, że jako cispłciowy mężczyzna nie ma prawa mówić w imieniu osób transpłciowych. – Mam za to prawo do opowiedzenia mojej rodzicielskiej perspektywy, mogę dzielić się także dziennikarskim doświadczeniem. Ale doświadczenia transpłciowości przecież nie mam. Jedynie z transpłciowością się spotkałem, a to zasadnicza różnica – konstatuje. Na szczęście od początku tej aktywistycznej drogi ma obok siebie Wiktorię, swoją supervisorkę.
– Powiedziałem w książce, że jeśli nikt nie zaakceptuje Marcina i mnie, będziemy sobie żyli we dwóch na tym świecie – stwierdza Koncewicz. – I to nie była metafora.
Na koniec raz jeszcze podkreśla, że tłumaczenie ludziom, czym jest transpłciowość, to działanie przeciw ignorancji. – Nawet jeśli nie zmieniają poglądów od razu, to przynajmniej przestają mówić głupoty. A to już bardzo dużo – podsumowuje.
Patriarchalna kultura nauczyła wielu ojców, że powinni wiedzieć wszystko i mieć odpowiedź na każde pytanie. Historie tych dwóch pokazują coś odwrotnego: że czasem najważniejsze w ojcostwie ma swój początek w prostych słowach: „Nie wiem, ale chcę zrozumieć”. Bo prawdziwe rodzicielstwo zaczyna się właśnie tam, gdzie kończą się nasze wyobrażenia i faktycznie słuchamy swoich dzieci. Jak zauważa psycholożka Nika Świtalska, przez wsparcie należy rozumieć również pozwolenie dziecku na życie w sposób, który jest dla niego najbardziej autentyczny i sprzyjający jego dobrostanowi.
Więcej w tym temacie:
- Niewerbalny język miłości ojców. Dlaczego łatwiej umyć samochód, niż powiedzieć „kocham”?
- Ojcostwo na płonącej planecie. Rozmowa z Łukaszem Stankiem
- Tata w pracy czy w domu? Czy współcześni ojcowie mają wybór?
- Matki i synowie: co naprawdę jest trudnego w wychowaniu chłopca? Marta Niedźwiecka odpowiada
- Jak mieć kanapkę i ją zjeść? O wypaleniu sandwich generation
- Odłóż telefon, usiądź przy stole. Gessler i Chmura o sztuce bycia razem
Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.
Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.
Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Społeczeństwo
Tata w pracy czy w domu? Czy współcześni ojcowie mają wybór?
Pytanie o obecność ojców w życiu rodzinnym nie dotyczy wyłącznie indywidualnej woli. To, czy ktoś chce być zaangażowanym tatą, determinują warunki na rynku pracy i kulturowe oczekiwania względem płci. Jak radzą z nimi sobie współcześni mężczyźni? Zdecydowanie pytamy ich o to zbyt rzadko.
Społeczeństwo
STATUS QUO: Świat w klatce. Podsumowanie ostatnich dni w polityce.
Moje pokolenie dorastało słysząc, że polityka to poważna sprawa. W tym tygodniu oglądaliśmy walki w klatce na trawniku Białego Domu, nacjonalistów przyklejonych do krzyża w Berlinie i przywódców państw kłócących się o selfie. Na Status Quo zaprasza Oliwier Starczewski.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Społeczeństwo
Jedno urządzenie dające komfort cały rok
Jeszcze kilka lat temu klimatyzator był traktowany wyłącznie jako praktyczny dodatek do mieszkania, który chłodził pomieszczenia. Dziś coraz częściej staje się też elementem aranżacji wnętrza. Na dodatek nie tylko chłodzi, ale także ogrzewa mieszkanie.
Społeczeństwo
STATUS QUO: Nowe myśliwce, stare spory. Podsumowanie ostatnich dni w polityce
Na Status Quo mijającego tygodnia zaprasza Oliwier Starczewski.
Społeczeństwo
STATUS QUO: Drony nad Petersburgiem i wybory nad Araksem. Podsumowanie ostatnich dni w polityce
Polska świętuje piętnaście tysięcy dzieci urodzonych dzięki in vitro, Ukraina świętuje pożar terminalu naftowego w Petersburgu, a Armenia jutro zdecyduje czy chce świętować z Europą czy z Moskwą.
Społeczeństwo
STATUS QUO: Tydzień jałowych sporów. Podsumowanie ostatnich dni w polityce
Na Status Quo mijającego tygodnia zaprasza Oliwier Starczewski.
Społeczeństwo
Z czego (nie) wypada się śmiać? Polskie poczucie humoru przez współczesną soczewkę
Dystans i humor potrafią zupełnie odmienić to, jak widzą nas inni. Mogą stać się też remedium (choćby tymczasowym) na codzienne bolączki i osłodzić nam rzeczywistość, ale czy chętnie korzystamy z ich siły? Czy jako Polacy potrafimy śmiać się z siebie, a żart traktować jako społeczny komentarz?
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Społeczeństwo
Villa Bogoria – warszawski adres dla tych, którzy wybierają jakość życia
W samym sercu Warszawy, tuż przy Ogrodzie Krasińskich, powstaje inwestycja przypominająca miejską rezydencję. Villa Bogoria nie jest kolejnym apartamentowcem premium. To projekt dla ludzi przyzwyczajonych do najwyższych standardów.