Czy szczęścia naprawdę można się nauczyć? Pytamy Ewę Woydyłło
PARTNERZY SERWISU
Psychologia i relacje
Czy szczęścia naprawdę można się nauczyć? Pytamy Ewę Woydyłło
Nie nazwałabym szczęścia kompetencją, ale jak najbardziej zgadzam się z tym, że ponosimy odpowiedzialność za jego osiągnięcie – mówi nam dra Ewa Woydyłło.
Udostępnij

Ewa Woydyłło: „Jednym z fundamentów spełnienia jest wdzięczność” Autor zdjęcia: Michal Wozniak/East News
Dla jednych szczęście jest pojęciem przereklamowanym. Inni twierdzą, że to współczesny święty Graal – cel, za którym gonimy przez całe życie. A może nie jest ani nagrodą, ani przypadkowym darem losu, lecz umiejętnością, którą można rozwijać dzięki świadomej pracy nad sobą? O tym rozmawiam z drą Ewą Woydyłło – psycholożką, psychoterapeutką, pionierką terapii uzależnień w Polsce i autorką książek, które od lat pomagają Polakom lepiej rozumieć siebie. Jej publikacje, m.in. „Buty szczęścia”, „Droga do siebie. O poczuciu wartości”, „W zgodzie ze sobą” czy najnowsza książka o wiele mówiącym tytule „Szczęścia można się nauczyć”, sprzedały się w setkach tysięcy egzemplarzy, czyniąc Ewę Woydyłło jedną z najchętniej czytanych autorek nad Wisłą. W rozmowie wyjaśnia, czym naprawdę jest szczęście, dlaczego tak często szukamy go w niewłaściwych miejscach i czy można je odnaleźć nawet wtedy, gdy życie nie układa się po naszej myśli.
Paulina Januszewska: Jakie pytania powinien zadać sobie ktoś, kto na poważnie zastanawia się nad poziomem szczęścia w swoim życiu?
dra Ewa Woydyłło: Najlepiej najprościej, czyli: „Czy jestem szczęśliwa?”.
Pani pyta o to w swoim gabinecie?
Nigdy, bo do mnie ludzie przychodzą z problemami: rozwodem, stratą, zdradą. Rozmawiamy o cierpieniu, nie o szczęściu.
Terapia nie jest przestrzenią do takich rozmów?
Może być, ale nie wtedy, gdy nierozwiązane sprawy spędzają nam sen z powiek, niszczą zdrowie, sprawiają, że sięgamy po używki albo musimy przyjmować leki uspokajające. Najpierw trzeba zadbać o podstawy – dobre samopoczucie, pracę, relacje, chęć wstawania rano z łóżka. Dopiero wtedy można pomyśleć o szczęściu indywidualnie – jako mierzalnym stanie, który da się określić poprzez zestaw konkretnych refleksji.
Na przykład jakich?
„Czy o swoich sekretach rozmawiam co najmniej z trzema osobami w swoim życiu?” – to jedno z podstawowych pytań, które warto sobie zadać. Odpowiedź twierdząca oznacza, że potrafimy w zdrowy sposób uwalniać się od spraw wywołujących poczucie winy, wstyd, zażenowanie czy cierpienie. To właśnie one, ukrywane i pielęgnowane w samotności, najczęściej obniżają poczucie własnej wartości. Osoba dążąca do szczęścia to taka, która jest wolna od „brudnych” tajemnic – nie dlatego, że musi być idealna, lecz z uwagi na to, że potrzebuje wewnętrznej lekkości i uczciwości wobec siebie oraz innych. Równie ważne jest inne pytanie: „czy zamieniłabym się na życie z kimś innym?”.
Czy to źle, że pragniemy cudzych sukcesów?
Tkwiąc w przeświadczeniu, że współpracownikowi czy Kowalskiej z domu obok wiedzie się lepiej niż mnie i wolałabym być na ich miejscu, raczej trudno będzie mi poczuć spełnienie. Klucz do zrozumienia, skąd to się bierze, stanowi namierzenie własnych braków. Szczęście nie spada z nieba. Polega na znajdowaniu zadowolenia z realnych elementów naszego życia – relacji, pracy, miejsca zamieszkania. Jeśli w tych podstawowych obszarach dominuje niezadowolenie, o czym tu rozmawiać?
Niektórzy twierdzą, że szczęście jest kompetencją, której można się nauczyć. Pani podziela taką tezę?
Nie nazwałabym szczęścia kompetencją, ale jak najbardziej zgadzam się z tym, że ponosimy odpowiedzialność za jego osiągnięcie, czyli zadbanie o to, co stanowi fundament naszego systemu wartości. Te trzeba jednak najpierw rozpoznać.
Jak wyznaczyć granicę między konstruktywną odpowiedzialnością za własne życie a nadmiernym obciążaniem się winą, zwłaszcza w sytuacjach, na które obiektywnie nie mamy wpływu?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie, ale dobrym punktem wyjścia jest wnikliwe przyjrzenie się własnej sytuacji. Jeśli w moim życiu widzę jakieś braki – na przykład nie mam przyjaciół – to w pewnym sensie mogę wziąć za to odpowiedzialność, ale nie w znaczeniu obwiniania się, tylko zatrzymania się i zadania sobie pytania: „dlaczego tak jest?”. Być może nie lubię ludzi, a być może to inni nie lgną do mnie – warto to sprawdzić. W końcu żyjemy w przeludnionym świecie, więc sam brak innych osób nie jest obiektywnym problemem.
A jednak wielu z nas doświadcza samotności.
Dlatego zamiast od razu uznawać, że „tak już jest” albo że „mam pecha do przyjaźni”, lepiej spróbować zweryfikować przyczyny. Czasem oznacza to zdobycie się na odwagę i zapytanie innych o ich perspektywę wprost. Może się okazać, że powody są bardzo przyziemne, konkretne i możliwe do zmiany, tylko wcześniej ich nie dostrzegaliśmy. Może sąsiad nie mówi nam „dzień dobry”, bo zbyt głośno słuchamy muzyki w mieszkaniu, a nie dlatego, że coś jest z nami nie tak. I tu pojawia się ważne rozróżnienie: to nie zawsze jest kwestia odpowiedzialności w sensie winy czy zasługi. Częściej chodzi o uważność, ciekawość i gotowość do konfrontacji z rzeczywistością. Odpowiedzialność zaczyna się dopiero wtedy, gdy – mając tę wiedzę – decyduję, co z nią zrobię.
Jakie powszechne nawyki sabotują zdolność do bycia szczęśliwym?
Skłonność do narzekania, a także – do pouczania innych i nadmiernego wtrącania się w cudze sprawy. To nie są zachowania, które pozwalają nam zjednywać sobie sympatię i zdobywać przyjaciół. Mogłabym tak długo wymieniać, napisałam o tym wiele książek, więc powiem inaczej: wszystko to, co idzie w poprzek życzliwości i troski skazuje nas na samotność, która zwykle skutecznie pozbawia nas poczucia szczęścia. Jeśli chcemy żyć lepiej, nie możemy jednocześnie pogrążać się w zmartwieniach, bo one nigdy nie poprawiają jakości życia, lecz ją pogarszają. Działają jak autosabotaż: chcemy, by było lepiej, ale postępujemy w sposób, który temu przeczy.
Czy do szczęścia można wychowywać?
Fryderyk Nietzsche – może nie najszczęśliwszy, ale mądry filozof – pozostawił po sobie myśl, która najlepiej odpowiada na to pytanie: „Szczęśliwe dzieci wychowują tylko szczęśliwi rodzice”. Słowem: drugiej osobie nie możesz dać tego, czego w sobie nie masz. Jeśli chcemy, by ludzie wokół nas byli uśmiechnięci, życzliwi, troskliwi i radośni, sami musimy tacy być. Dlatego szczęśliwego człowieka może wychować przede wszystkim ktoś, kto sam doświadcza szczęścia – tak jak zawodu uczy ktoś, kto go wykonuje. Najskuteczniej przyswajamy wiedzę czy postawy życiowe poprzez przykład. Warto więc świadomie kierować uwagę na to, co budzi w nas radość, wzruszenie i zachwyt. Dla wielu osób będzie to dziecko. Jeśli jest kochane i chciane, może stać się niewyczerpanym źródłem szczęścia. Obserwowanie jego rozwoju i kolejnych osiągnięć daje głębokie poczucie sensu i spełnienia. Ostatecznie jednak wszystko sprowadza się do przyjęcia odpowiedzialności rozumianej nie jako ciężar, lecz świadome kierowanie własnym życiem. Decyzja o rodzicielstwie powinna być tego częścią.
Jak szczęśliwe dzieci mają wychować rodzice, którzy pochodzą z nieszczęśliwych rodzin?
Trzeba odrzucić koncepcję, że dzieci są skazane na powtórzenie losu nieszczęśliwych rodziców. Tak mogło być w czasach, gdy ludzie żyli w jednej izbie bez dostępu do edukacji i możliwości życia po swojemu. Dziś mamy szkoły, książki, podręczniki, tysiące wzorców i teksty kultury pokazujące wspaniałe przykłady rodzicielstwa. Jakiś czas temu obejrzałam „Hamneta”, który opowiada o pięknej miłości matki do dzieci i może być inspirującym przykładem dla osób pozbawionych pozytywnych doświadczeń z domu. W takich przypadkach lubię stosować analogię do nauki języków obcych. Uczymy się ich pomimo tego, że od rodziców przyswoiliśmy mowę ojczystą. Nie jesteśmy zdani tylko na to, co otrzymaliśmy na początku, więc doceńmy dar nauki, pielęgnując w sobie wdzięczność – jeden z fundamentów szczęścia.
Da się ją wyćwiczyć? Polecane przez psychoterapeutów dzienniczki wdzięczności naprawdę działają?
Tak, praktyka codziennego zapisywania rzeczy, za które jesteśmy wdzięczni zarówno innym, jak i sobie, utrwala pamięć o pozytywnych wydarzeniach z naszego życia, a także uczy życzliwości i uwalnia od rozliczeniowego podejścia. Większość ludzi ma tendencję do ciągłego kalkulowania, czy coś im się należało, czy dostali wystarczająco dużo. Wdzięczność to przeciwieństwo takiej postawy i bardzo szlachetne, wyjątkowe uczucie.
Dlaczego wyjątkowe?
Bo nie towarzyszą jej negatywne emocje jak choćby w przypadku miłości, która może wiązać się z zazdrością czy niepokojem. Poza tym wdzięczność nie jest natarczywa, nie trzeba jej nikomu ogłaszać – można ją po prostu czuć. Stanowi też przeciwieństwo bezrefleksyjnej postawy, w której ktoś kosztem zaniedbywania siebie nadmiernie uszczęśliwia innych. Integralną częścią treningu wdzięczności są: asertywność, wyznaczanie własnych granic, ale także – umiejętność przebaczania i zadośćuczynienia. Niestety, w naszej kulturze często brakuje tej praktyki – ludzie żyją w zaciętości i oczekują odwetu, mimo, że nawet religia, którą w większości wyznają, nakazuje inaczej. Sama nie zajmuję się wprawdzie kwestiami wiary, ale trudno byłoby mi znaleźć lepszą receptę na życie, niż ta biblijna.
Konkretnie jaka?
„Miłuj bliźniego swego, jak siebie samego” – ta prosta, odwieczna prawda odpowiada na większość pytań o to, jak znaleźć szczęście, bo każe zacząć od polubienia siebie. Ten proces zarówno w wymiarze osobistym, jak i społecznym, jest jednak długi i wymaga czasu. Skoro jednak zmieniają się nasze nawyki żywieniowe czy standardy życia, to można liczyć również na to, że zmieni się i kultura, w której życzliwość wyprze narzekactwo.
Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.
Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Psychologia i relacje
Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing. Jak wpadliśmy w pułapkę bycia lepszą wersją siebie?
Kult nieustanne samodoskonalenia trwa. Po jednej stronie mamy pogoń za lepszym wyglądem i próbą zatrzymania biologicznego zegara. Po drugiej – friction-maxxing, który ma przywracać nam sprawczość. Gdzie szukać rozwiązań i – co ważniejsze – jak nie stracić w tym siebie?
Psychologia i relacje
Myślisz, że jesteś dobrym partnerem. Eksperci mają inne zdanie
Nie chodzi o wielkie gesty. Chodzi o to, czy naprawdę słuchasz, czy potrafisz odpuścić rację i czy wiesz, czego twój partner lub partnerka tak naprawdę potrzebuje – zanim sami ci o tym powiedzą.
Psychologia i relacje
Nie dorastamy, bo nas na to nie stać?
Wielu z nas wychowali zupełnie niedojrzali i niegotowi do roli opiekunów rodzice, ale słyszymy, że to my jesteśmy zdziecinniali. A co powiedzieć o apologetach i architektach systemu, w którym ciężka, uczciwa praca nie gwarantuje stabilności?
Psychologia i relacje
Matki i synowie: co naprawdę jest trudnego w wychowaniu chłopca? Marta Niedźwiecka odpowiada
Czy matka może wychować syna tak samo jak córkę? Czy bez męskiego wzorca chłopiec sobie poradzi? I dlaczego nawet najbardziej świadome matki nieświadomie ustawiają synów na uprzywilejowanej pozycji? W Dniu Matki rozmawiamy z Martą Niedźwiecką o tym, co naprawdę różni wychowanie chłopców od dziewczynek.
Psychologia i relacje
Jak mieć lepszy seks w związku? To nie technika najczęściej wszystko psuje
Zanim odpowiemy sobie na pytanie, jak mieć lepszy seks, musimy zastanowić się nad tym, co to właściwie znaczy. – Jaki on ma być dokładnie? – precyzuje Maja Kumor, seksuolożka i terapeutka, która od wielu lat pomaga pacjentom w swoim gabinecie, a ponadto dzieli się poradami w mediach społecznościowych, gdzie tylko na Instagramie obserwuje ją blisko 70 tys. użytkowników i użytkowniczek.
Psychologia i relacje
Jak przestać mylić pożądanie z przyjemnością?
Na początku znajomości seks po prostu się wydarzał. Wystarczyło na siebie spojrzeć, a po chwili wszystkie ubrania leżały na podłodze. Minęło trochę czasu i okazało się, że spontaniczność wyparowała, a niepokonaną konkurencją dla łóżkowych harców stało się rozwiązywanie krzyżówek i oglądanie Netfliksa. Czy to znak, że czas się rozstać?
Psychologia i relacje
Te nawyki pogarszają twoje zdrowie psychiczne
Nie chodzi tylko o palenie papierosów czy zaleganie na kanapie, ale o inne z pozoru nieszkodliwe przyzwyczajenia, które sabotują naszą codzienną kondycję i nastrój.
Psychologia i relacje
Dlaczego narzekanie buduje przyjaźń? Psychologia negatywności i więzi międzyludzkich
Nie, to nie jest kolejny poradnik o „toksycznych ludziach”. Przeciwnie – jeśli twoje relacje składają się z narzekania, plotek i wspólnego przewracania oczami, możesz być bliżej prawdziwej przyjaźni, niż myślisz.