PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo
Skąd się biorą pieniądze?

Praca i pieniądze

Dlaczego wszyscy jesteśmy zadłużeni? Cała prawda o pieniądzach

W Stanach już dekadę temu było więcej filii firm pożyczkowych niż Starbucksów i McDonaldów razem wziętych. Ale i w Polsce biznes ten rośnie jak na drożdżach, co wbrew powszechnym opiniom nie wynika z impulsywności czy niewiedzy pożyczkobiorców – mówi nam Jędrzej Malko, autor książki „Porachunki. Polityczna historia pieniędzy”.

Udostępnij

Wciąż większość z nas wciąż nie ma pojęcia, skąd na świecie biorą się pieniądze Autor zdjęcia: Getty Images/kolaż: Klaudia Adamek

AWAL0502 (1)(1)
17.03.2026

Mateusz Demski: Henry Ford, twórca znanego koncernu samochodowego, miał powiedzieć już 100 lat temu, że gdyby ludzie w końcu zrozumieli, skąd na świecie biorą się pieniądze, rewolucja wybuchłaby jeszcze przed następnym rankiem.

Jędrzej Malko: Minęło 100 lat i nic się nie zmieniło. Wciąż większość z nas wciąż nie ma pojęcia, skąd na świecie biorą się pieniądze. To jakoś frapujące, że zasada działania wynalazku, którym posługujemy się codziennie i z którego uczymy się korzystać już jako dzieci, stanowi tak wielką tajemnicę.

W swojej książce „Porachunki. Polityczna historia pieniędzy” piszesz, że nawet najbardziej podstawowe pytania pozostają dla nas bez odpowiedzi.

Ludziom często wydaje się na przykład, że pieniądze tworzy rząd albo że banki to skarbonki, w których jedni ludzie składają swoje oszczędności po to, żeby inni mogli je pożyczać. Mówię tu nie tylko o nas – zwykłych obywatelach – lecz także o politykach. Przeprowadzone dekadę po kryzysie finansowym 2008 roku badanie stanu wiedzy brytyjskich parlamentarzystów pokazało, że tylko co ósmy wie coś o tym, jak wygląda proces tworzenia pieniędzy. Nawet kryzys niewiele nas nauczył, mimo że mieliśmy wtedy dobrą okazję, żeby przyjrzeć się działaniu systemu finansowego, a w telewizji można było oglądać amerykańskich kongresmenów, oburzonych odkryciem tego, jak działają banki prywatne oraz jak potężną i niedemokratyczną instytucją jest bank centralny. Wciąż proces tworzenia pieniędzy jest dla ludzi zagadką.

Na czym polega ten proces?

Zdecydowana większość pieniądza powstaje w bankach komercyjnych, w momencie udzielenia klientowi bądź klientce kredytu. Przedstawmy to schematycznie: składasz wniosek o kredyt, pracownik banku go zatwierdza, dopisuje na twoim koncie odpowiednią kwotę, naciska klawisz „enter” i już – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki na świecie pojawiają się nowe, stworzone w tej samej sekundzie pieniądze. A potem co miesiąc, wraz z każdą spłaconą ratą, pieniądze te przestają istnieć.

To nie jest powszechna wiedza?

Może taka, którą z jakiegoś powodu szybko zapominamy? Amerykański ekonomista John Kenneth Galbraith, doradca Franklina D. Roosevelta i Johna F. Kennedy’ego, pisał, że „proces tworzenia pieniędzy jest tak prosty, że umysł go odrzuca”.

To podam jeszcze jeden cytat, tym razem z historyka Glyna Daviesa: „Nastąpiło całkowite zwycięstwo abstrakcji nad konkretem, triumf fikcji nad prawdą”.

Tego rodzaju nostalgia jest powszechna wśród części krytyków współczesnego systemu finansowego. Ci tak jak Davies, mówią, że żyjemy dziś w świecie pełnym abstrakcji i syntetycznych instrumentów pochodnych, których nikt nie rozumie. Twierdzą, że kiedyś było prosto, normalnie, konkretnie. Historia uczy, że nigdy nie było „starych dobrych czasów”. Opowieść o uczciwej przeszłości pieniędzy to bajka. Nawet w erze srebrnych i złotych monet sama zawartość kruszcu w monecie była przedmiotem nieustannej gry politycznej. Wygląda wręcz na to, że w erze kruszcowych monet większa część handlu odbywała się na kredyt i za pomocą różnych instrumentów dłużnych. A każdy taki instrument – np. weksel – był zakotwiczony w systemie prawnym, a więc i politycznym.

Pieniądz od zawsze był więc uwikłany w politykę. Jednocześnie nie jest wcale prawdą, że pieniądz kredytowy to czysta abstrakcja, która „bierze się z powietrza”. Powstaje on przecież jako zapis prawdziwej obietnicy oraz pod zastaw majątku, zazwyczaj nieruchomości, którą bank zajmie, jeśli obietnica kredytobiorcy nie zostanie dotrzymana. Jeśli więc XIX-wieczny banknot miał często pokrycie w jakimś szlachetnym kruszcu, XXI-wieczny pieniądz ma pokrycie w stali i betonie.

I w konkretnych liczbach. Przytaczasz dane z kwietnia 2022 roku. Banki wytwarzały w tym czasie średnio 478 mln zł dziennie, czyli 20 mln na godzinę lub 300 tys. na minutę. Dlaczego akurat tyle?

Pamiętajmy, że to nie jest żadna stała w gospodarce. Banki codziennie tworzą i niszczą pieniądze – ich suma w obiegu może więc rosnąć lub spadać. Gdybyśmy z jakiegoś powodu przestali zaciągać kredyty i tylko spłacalibyśmy te już zaciągnięte, prędko zaczęłoby nam brakować pieniędzy. Być może, zamiast mówić, że współczesny pieniądz „bierze się z powietrza”, lepiej byłoby powiedzieć, że jest on jak powietrze, którym oddycha kapitalistyczna gospodarka. Tworzenie i niszczenie pieniędzy jest jak wdech i wydech – powinno odbywać się w sposób adekwatny do potrzeb organizmu, jakim jest gospodarka. Ciągnąc tę metaforę, możemy powiedzieć nie tylko, że zarówno niedotlenienie, jak i hiperwentylacja będą szkodliwe, lecz także ma to niebagatelne znaczenie, czy tlen jest pompowany do właściwych organów czy sektorów gospodarki. Nieprzypadkowo mówi się, że system finansowy stanowi krwiobieg kapitalizmu.

9233527d-f495-4639-ac18-42319e8e2705

Jędrzej Malko – historyk idei, ekonomista, publicysta. Inicjator i wieloletni koordynator Projektu Spięcie, inicjatywy na rzecz debaty ponad podziałami politycznymi. Autor koncepcji kredytu powszechnego – publicznej linii kredytowej dostępnej dla wszystkich obywateli i obywatelek Autor zdjęcia: Jakub Szafrański

Czy to znaczy, że banki rządzą światem?

Bankierzy – tak samo jak wszyscy inni ludzie – chcą zarabiać pieniądze i robią to, na co pozwala im prawo. Kreacja pieniądza odbywa się w prywatnych bankach, ale w warunkach wyznaczonych przez państwo i w jakimś stopniu pod dyktando państwowego banku centralnego. Nie chodzi więc o to, żeby teraz robić z bankierów „banksterów”, tylko o pytanie, czy system finansowy odpowiada na realne potrzeby społeczne i czy wszyscy obywatele mają w nim równe prawa.

Sam jednak wskazujesz w książce, że ta relacja między pożyczającym a zaciągającym pożyczkę nigdy nie jest do końca równa. Jak pisała ekonomistka Mehrsa Baradaran: „Im mniej masz pieniędzy, tym więcej musisz płacić na jego używanie”.

Baradaran zajmuje się zjawiskiem wypychania z sektora finansowego klientów i klientek o niskiej zdolności kredytowej. Banki nie są nimi zainteresowane, bo trudno na takich klientach zarobić. W efekcie miliony Amerykanów nie mają konta w żadnym banku, a co za tym idzie – nie mają dostępu do podstawowych usług finansowych, nie są w stanie zrobić przelewu, a żeby zapłacić rachunki, muszą iść na pocztę. Niska zdolność kredytowa oznacza też, że w razie potrzeby człowiek jest skazany na wysokooprocentowane pożyczki gotówkowe – tzw. chwilówki. W Stanach już dekadę temu było więcej filii firm pożyczkowych niż Starbucksów i McDonaldów razem wziętych. Ale i w Polsce biznes ten rośnie jak na drożdżach – w ciągu ostatnich trzech lat wartość takich pożyczek wzrosła trzykrotnie!

Burzysz więc stereotyp, że korzystanie z chwilówek wynika z impulsywności czy niewiedzy. A z czego?

Nieraz można usłyszeć takie opinie, że z chwilówkami można byłoby sobie poradzić za pomocą edukacji finansowej. Tyle tylko, że według CBOS-u trzy pierwsze kategorie wydatków, na które chwilówki są zaciągane, to koszty zakupu jedzenia, opłacenia rachunków i leczenia, czyli podstawa bytu. Niestety, wciąż tkwimy w upupiającym podejściu, że typowy chwilówkowicz to człowiek, który wpadł w sidła konsumpcjonizmu, zobaczył reklamę smartfona i chociaż go nie stać, to sobie go kupił. Takie sytuacje na pewno mają miejsce, ale nie z powodu impulsywnych zakupów ten biznes żyje. Badania pokazują, że osoby zaciągające pożyczki gotówkowe świetnie zdają sobie sprawę z ryzyka i próbują podejmować racjonalne decyzje. Gdy znajdą się w trudnej sytuacji, porównują dostępne dla nich oferty i wybierają najkorzystniejszą dla siebie. Większe pole do popisu od edukatorów ma państwo, ale sektor ten niełatwo jest uregulować.

Dlaczego?

Regulacje są potrzebne, żeby eliminować najbardziej drapieżne praktyki, ale jeśli wytniemy z rynku wszystkie Providenty i Bociany, to co zrobi osoba, która potrzebuje środków na podstawowe potrzeby? Od kogoś i tak pożyczy. Proces zostanie wypchnięty do szarej strefy, gdzie nie obowiązuje żadne prawo chroniące konsumenta. Dlatego są potrzebne inne rozwiązania.

Kilka lat temu zaproponowałeś koncepcję kredytu powszechnego – jako alternatywę dla wysoko oprocentowanych pożyczek konsumenckich. Na czym ona polega?

 Mówiąc żargonem ekonomicznym – przy tak nieelastycznym popycie rozwiązania problemu należy szukać po stronie podaży. Pod hasłem kredytu powszechnego kryje się propozycja ustanowienia niewielkiej linii kredytowej dostępnej dla każdego obywatela i każdej obywatelki kraju. Wartość kredytu mogłaby być ograniczona do wysokości pensji minimalnej netto, a oprocentowanie byłoby np. równe inflacji. Stworzenie takiej linii kredytowej, technicznie rzecz biorąc, nie jest skomplikowane, a dałoby ono minimalną poduszkę bezpieczeństwa kilkunastu milionom ludzi w Polsce, którzy nie mają dziś żadnych oszczędności.

A co z ryzykiem?

Jasne, należy być ostrożnym. Każda akcja kredytowa tworzy nowy pieniądz, a kiedy w gospodarce jest za dużo pieniędzy, pojawia się inflacja, za którą płacimy wszyscy przy sklepowych kasach. Jednak kwoty, o których teraz rozmawiamy, są zbyt małe, żeby się tego bać. Naprawdę stać nas na to, żeby państwo wysłało jasny sygnał, że każdy w naszym kraju zasługuje na minimalny kredyt zaufania. Nawet gdyby co drugie gospodarstwo domowe w Polsce wzięło taką pożyczkę i nigdy jej nie spłaciło, zwiększyłoby to podaż pieniądza o niecały procent. To są pomijalne wartości. Tymczasem państwo ma wiele narzędzi, żeby egzekwować spłatę zadłużenia – a więc usuwać pieniądz z obiegu. Oczywiście należałoby zacząć od uruchomienia programu pilotażowego, bo czym innym jest projektowanie czegoś na papierze, a czym innym – zderzenie go z rzeczywistością.

Porachunki. Polityczna historia pieniędzy – Jędrzej Malko

Książka „Porachunki. Polityczna historia pieniędzy” ukazała się nakładem wydawnictwa Karakter Autor zdjęcia: materiały prasowe

Wróćmy jeszcze na chwilę do historii. Główna teza twojej książki mówi o tym, że pieniądz jest tworem, który nigdy nie był wolny od polityki. Co to dokładnie oznacza?

Historia pieniądza pokazuje, że władza nad nim może być sprawowana na wiele sposobów. Tysiące lat temu w starożytnym Babilonie funkcję bankierów pełnili kapłani. W imperium Inków rachunki były prowadzone za pomocą węzełków wiązanych na sznurkach kipu. W Wielkiej Brytanii jeszcze kilkaset lat temu ludzie częściej niż za pomocą monet rozliczali się z poborcą podatkowym za pomocą rewaszy, czyli… odpowiednio oznaczonych kawałków leszczyny. Każdy z tych systemów premiował pewne grupy, sprzyjał czyimś interesom, a w czyjeś godził. Przy czym nie trzeba sięgać do historii – również dzisiaj inaczej skonstruowany jest amerykański dolar, inaczej chiński juan, a inaczej polski złoty.

Nawet samo przyjęcie pieniędzy w znanej nam formie monet nie wynikało wcale z potrzeb ekonomicznych, lecz z militarnych. Monety w starożytnej Grecji rozpowszechniły się wraz z zastąpieniem tradycyjnych armii przez najemników. Każdy z nich, który mógł w ciągu roku walczyć na terenach rozciągających się od Krymu aż po wybrzeża Afryki, potrzebował zapłaty, którą mógł schować do kieszeni i powędrować z nią dalej. To dlatego wielkie starożytne imperium handlowe – Kartagina – wybiła pierwsze szekle setki lat po przyjęciu ich przez sąsiadów właśnie dlatego, że była zmuszona zatrudnić sycylijskich najemników. Handlować można było bez monet, wojować już nie.

Jan Coen, na którego się powołujesz, mówił: „Nie da się prowadzić handlu bez wojny ani wojny bez handlu”. Dziś nie ma dnia, żebyśmy nie słyszeli o widmie potencjalnego konfliktu, o kolejnych nakładanych sankcjach.

Fraza, którą przytaczasz, pochodzi z epoki kolonialnej, ale kiedy widzimy, jak Amerykanie konfiskują rosyjskie tankowce albo Chińczycy demonstrują, że mogą zablokować ruch wokół Tajwanu, widać, że to pytanie wciąż jest aktualne. Jeśli załadujesz towar na statek w porcie X, to czy dotrze on bezpiecznie do portu Y? Wracają stare sposoby myślenia mówiące o tym, że ten kto panuje nad oceanami, panuje nad światem. Dzisiaj istotne jest jednak nie tylko to, czy statek dopłynie do celu, lecz także w jakiej walucie zostanie zrobiony przelew za przewożony na nim towar. Amerykanie od dekad twierdzą, że ktokolwiek na świecie rozlicza się za pomocą dolarów, podlega amerykańskiej jurysdykcji, a więc może być obiektem amerykańskich sankcji. Administracja Donalda Trumpa korzysta z tych mechanizmów na tyle intensywnie, że ostatnio premier Kanady mówił w Davos, że globalny system finansowy zamienił się w „infrastrukturę przymusu” zagrażającą światowemu porządkowi.

Czytając „Porachunki”, można z defetyzmem uznać, że niewiele się zmieniło.

Na pewno niewiele się zmieniło w tym sensie, że to uwikłanie pieniądza w geopolitykę nie jest niczym nowym. Na przykład kwestia tego, w jakiej walucie ma być rozliczana ropa naftowa, od ponad pół wieku jest podstawą sojuszu saudyjsko-amerykańskiego, ustawia relacje między Stanami a państwami Bliskiego Wschodu. Ale sam fakt, że pieniądz ma wymiar polityczny, nie jest niczym złym. Problemem jest raczej to, kiedy nie chcemy tego widzieć. Weźmy np. pytanie, czy Polska powinna przyjąć euro. Głupotą byłoby twierdzić, że taka decyzja ma wymiar wyłącznie ekonomiczny, ale uznanie jej politycznego wymiaru powinno otwierać dyskusję, a nie ją zamykać.

Na końcu piszesz jeszcze o tym, że historia pokazuje, iż po każdym kryzysie finansowym rośnie poparcie dla partii skrajnie prawicowych.

To jest bardzo interesujące, że o ile – ogólnie rzecz biorąc – po kryzysach gospodarczych w siłę rosną zarówno lewicowe, jak i prawicowe alternatywy dla statusu quo, to po kryzysach związanych z systemem finansowym wzrost notują znacznie częściej ugrupowania prawicowe. To jest oczywiście otwarte pytanie, dlaczego tak się dzieje. Być może kryzys finansowy to moment, w którym widzimy, jak podstawowe symbole, którymi się posługujemy, żeby funkcjonować w nowoczesnym społeczeństwie, z dnia na dzień tracą swoją moc i znaczenie. Niedziwne, że rośnie wtedy nieufność, że stajemy się bardziej podatni na obietnice porządku opartego na symbolach rzekomo ponadczasowych, takich jak wspólna krew czy pochodzenie.

Więcej w tym temacie:

AWAL0502 (1)(1)

Dziennikarz, krytyk filmowy, filmoznawca. Publikuje m.in. w „Przekroju", „Przeglądzie", a także w portalach dwutygodnik.com, culture.pl, mintmagazine.pl, onet.pl. Ponadto gościnnie pisze na łamach „Gazety Wyborczej”, miesięcznika „Kino” i wielu innych tytułów. Do ubiegłego roku prowadził cotygodniową audycję w OFF Radiu Kraków. Autor kilkuset rozmów i wywiadów z nagradzanymi na światowych festiwalach twórczyniami i twórcami filmowymi, m.in. z Jonathanem Glazerem („Strefa interesów”), Laurą Poitras („Całe to piękno i krew”), Bong Joon-ho („Parasite”), duetem Daniels („Wszystko wszędzie naraz”), Arim Asterem („Bo się boi”).

Czytaj więcej

ARTYKUŁ PARTNERSKI rozkoszny

Rozkoszny stawia na smart home

Michał Korkosz, czyli Rozkoszny, od lat kojarzy się z dopracowanymi przepisami i kulinarną kreatywnością. Teraz po raz pierwszy został twarzą marki z kategorii smart home.

55268417005_4f5c34ba37_k

Co „jara" w biznesie Rafała Brzoskę?

Prowadzenie firmy porównuje do zawodów sportowych. – Biznes jest dopalaczem, który sprawia, że jesteś gotowy na duże poświęcenia, byle tylko osiągnąć cel – mówi Rafał Brzoska, przedsiębiorca, założyciel InPost, inwestor i mecenas startupów.

ARTYKUŁ PARTNERSKI 1920x1080_mcdonald

Sztuka prowadzenia biznesu

O spełnianiu marzeń w życiu zawodowym i prywatnym, o budowaniu biznesu z wielkim zaangażowaniem przy zachowaniu balansu porozmawialiśmy z Anną Kiełczewską-Włodarczyk, Senior Director w McDonald’s Polska odpowiadającą za obszar Franczyzy.

ARTYKUŁ PARTNERSKI Maciej i Łukasz (2)

To nie jest męski biznes. Historia marki Sensum Mare

Zdarzyło im się to zdanie usłyszeć, ale każdego dnia udowadniają, że jest inaczej. Maciej Tęsiorowski i Łukasz Kołodziejek stworzyli jedną z najbardziej lubianych polskich marek beauty – Sensum Mare. Nam opowiadają, jak wygląda prowadzenie takiego biznesu i jak sami dbają o pielęgnację.

Kradzież czasu pracy

Kradniesz czas w pracy? To nie złodziejstwo

Robisz pranie, pracując zdalnie? Pozwalasz sobie na drzemki? A może spędzasz dużo czasu na lunchu lub przerwie na papierosa? Jeśli na któreś z tych pytań odpowiedziałeś: „tak”, to wcale nie musi oznaczać, że jesteś złym pracownikiem. Po prostu próbujesz przetrwać w systemie, który oczekuje nieustannej dyspozycyjności i produktywności.

ARTYKUŁ PARTNERSKI arhuaco-rogelio-walking-nature-JPG

Rituals: W drodze do harmonii. Wywiad z Niki Schilling, Executive Director of Impact

Rituals przeznacza 10% zysków netto na działania wspierające dobrostan ludzi i kondycję planety, na nowo definiując sens luksusu w branży beauty. O tym, jak prowadzić biznes odpowiedzialny i dalekowzroczny, opowiada Niki Schilling, Executive Director of Impact.

Czym jest bańka AI?

Bańka AI. Pękła, pęka czy pęknie?

Czy gorączka wirtualnych tulipanów się kończy? Czy rynek AI przeżywa właśnie krach? W pewnym sensie tak – ale to nie jest najważniejsze. 

Apple obchodzi 50 lat. Jaką firmę zostawia Tim Cook?

Apple ma 50 lat. Oto pięć lekcji od Tima Cooka

Apple kończy 50 lat, a Tim Cook po 15 latach sterowania firmą ustępuje ze stanowiska, zostawiając po sobie technologiczne imperium warte biliony dolarów. Jakie decyzje i zasady pozwoliły Apple nie tylko przetrwać po erze Steve’a Jobsa? Oto pięć kluczowych lekcji, które definiują sukces jednej z najpotężniejszych firm świata.