PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Książki

Kiedy kryminolog pisze kryminały. Rozmowa Piotrem Chomczyńskim

– Na każdym miejscu zbrodni zostaje ślad psychologiczny sprawcy – mówi kryminolog oraz autor reportaży i powieści kryminalnych, prof. Piotr Chomczyński, z którym rozmwiamy o tajemnicach ludzkiej natury, mechanizmach zła, świecie karteli narkotykowych i o tym, dlaczego rzeczywistość często okazuje się bardziej mroczna niż fikcja.

Udostępnij

Piotr Chomczyński

Piotr Chomczyński: „Człowiek »z gruntu zły« zdarza się bardzo rzadko” Autor zdjęcia: Przemek Górczyk

Logo
09.07.2026

Piotr Chomczyński jest profesorem uniwersyteckim, specjalizuje się w kryminologii i socjologii. Bada przestępczość narkotykową w Ameryce Łacińskiej i pisze książki, w których z naukową precyzją oraz literacką wrażliwością przybliża czytelnikom świat przemocy, lojalności, władzy i moralnych pęknięć. 

W swoich powieściach kryminalnych „Kucharz”, „Statysta” i „Malarz”, a także w najnowszym reportażu „Taniec z Santa Muerte. Kobieca twarz narkobiznesu”, przygląda się ludziom funkcjonującym na granicy prawa, strachu i własnych wyborów. Nam opowiada, jak wiedza o prawdziwych zbrodniach

 

Redakcja GQ Poland: Gdyby miał pan jednym zdaniem powiedzieć, o czym są Pana książki, jak by ono brzmiało?

prof. Piotr Chomczyński: Piszę o człowieku rozdartym pomiędzy różnymi namiętnościami i zmuszonym do wyborów, które zawsze mają swoja cenę.

 

Po latach badań przestępczego świata bardziej wierzy Pan w istnienie „złych ludzi”, czy raczej w okoliczności, które potrafią wydobyć z człowieka najgorsze cechy?

Człowiek „z gruntu zły” zdarza się bardzo rzadko. W zdecydowanej większości przypadków to okoliczności sprawiają, że dojrzewa w nas zło. Wpływ rodziny, wyposażenie genetyczne, miejsce zamieszkania, a zwłaszcza środowisko rówieśnicze, mogą stanowić czynniki ryzyka prowadzące do wyboru kryminalnej drogi. Czasami ludzie wierzą, że nie mieli wyboru, że strach, bieda lub konieczność wyrównania rachunków pchnęły ich do zbrodni. 

Kilka razy miałem jednak okazję poznać osoby, z których przebijał mrok i które nie dawały mi szansy na znalezienie „okoliczności łagodzących” dla czynów, jakich się dopuściły. Rozmawiałem o tym z personelem poprawczaków i więzień. Oni także przyznawali, że zdarzało im się trafiać na osoby uosabiające „wcielone zło”. W mojej prywatnej definicji są to ludzie, którzy odnajdują przyjemność w krzywdzeniu innych, zwłaszcza słabszych od siebie.

 

Realizm wynikający z doświadczenia nie przeszkadza panu jednak w tworzeniu bardzo filmowego świata w książkach. Czy w trakcie pisania scen widzi pan je jako kadry?

Zawsze miałem bogatą wyobraźnię ukształtowaną przez słuchowiska i książki, które pochłaniałem w dzieciństwie i wczesnej młodości. Wszystko, o czym czytałem, nauczyłem się widzieć. To bardzo pomaga mi teraz w pisaniu. 

Współpracuję także ze świetną scenarzystką Katarzyną Dudziak, która podpowiada mi, jak ubarwić niektóre sceny i sprawić, by także czytelnicy mogli je „zobaczyć”. Kiedy piszę, to – podobnie jak w popularnych grach, w których patrzymy oczami bohaterów – staram się maksymalnie wczuć w ich rolę, by doświadczać tego samego, co oni. Kiedy parzę kawę, trzymam ją w jednej ręce, a wykonując coś drugą, czasem zdarza mi się rozlać zawartość filiżanki. W książkach musi być podobnie – bohaterowie również muszą odczuwać i doświadczać rzeczywistości w sposób wiarygodny.

Widziałem także sekcję zwłok i jej poszczególne etapy, aby później móc oddać w książce realizm, oczywiście z pominięciem zbyt drastycznych szczegółów. Opisując konkretne przestępstwo, na przykład w „Kucharzu”, przypominam sobie rozmowy z meksykańskimi kartelowymi kucharzami, aby lepiej oddać istotę i atmosferę zbrodni.

 

„Kucharz”, „Statysta”, „Malarz” – już same tytuły brzmią jak role w teatrze przemocy. Czy każdy z tych bohaterów jest kimś, kto coś ukrywa za swoją funkcją?

Rzadko kiedy funkcja, którą pełnimy, „przykrywa” nas całkowicie. Zazwyczaj nasze role zawodowe, prywatne, mniej i bardziej formalne, pozostawiają nam pewien margines, dzięki któremu zachowujemy własne sekrety. Gdy gasną światła, a my schodzimy z publicznej sceny, stajemy się bardziej prawdziwi – nie musimy już niczego grać. Wtedy do głosu dochodzą nasze tajemnice. Najczęściej są one niewinne, a nawet urocze, jak w przypadku Marcina Kocha, bohatera „Kucharza” i „Malarza”. 

To postać z dość specyficznym, można powiedzieć – boomerskim – poczuciem humoru, która kocha muzykę z lat 80. Czasami jednak te tajemnice bywają znacznie bardziej mroczne, jak w przypadku głównej bohaterki „Statysty”, prokuratorki Majki Nowickiej. Majka daje się ponieść tłumionej przez lata seksualności, która staje się kluczem do rozwiązania wyjątkowo złożonego śledztwa. Pisząc kryminały, wychodzę z założenia, że bohaterowie nie mogą być stworzeni na jedno kopyto. Muszą się od siebie różnić, aby zachować wyrazistość i wiarygodność.

 

Co w tych trzech powieściach interesowało pana bardziej: akcja kryminalna czy mechanizm psychologiczny, decydujący o tym, jak zwykły człowiek zostaje wciągnięty w świat, z którego nie ma prostego wyjścia?

Psychiczne dyspozycje ludzi mają wpływ na to, w jaki sposób angażują się w przestępstwa i czy w nich trwają. Mechanizmy psychologiczne i działanie kryminalne są ze sobą nierozerwalnie związane, więc, jeśli chcemy pokazać, jak doszło do określonego przestępstwa, jak się ono rozegrało i eskalowało, musimy ujawnić także portret psychologiczny naszych bohaterów. 

Choćby w samym kartelu narkotykowym specjalista od logistyki lub prania brudnych pieniędzy różni się od etatowego zabójcy pomimo tego, że są razem w tej samej organizacji i pracują na rzecz handlu narkotykami. Seryjny zabójca to jeszcze inny typ sprawcy. Wśród nich wielu jest narcyzów o zaburzonej samoocenie i osobowości, złych wzorcach budowania relacji międzyludzkich i rozwiązywania problemów. Na każdym miejscu zbrodni zostaje także ślad psychologiczny sprawcy.

 

Czy te trzy powieści można czytać także jako opowieść o różnych maskach męskości – o sprawczości, ambicji, kontroli i porażce?

Myślę, że „Kucharz” i „Malarz” są nieco innymi konstrukcjami niż „Statysta”. Dwa pierwsze kryminały dotyczą przygód kryminologa Marcina Kocha, który zostaje angażowany w śledztwa związane z narkotykami i grupami przestępczymi, a później także z działalnością seryjnego zabójcy. Są to również bardziej klasyczne kryminały, w których śledztwo i wątek przestępstwa stanowią główną oś, wokół której koncentruje się akcja.

W „Statyście” konstrukcja jest nieco inna – akcja ma bardziej mroczny charakter, a ludzkie namiętności, w tym także seksualne, nierozerwalnie łączą się z prowadzonym śledztwem. Ważną rolę odgrywa tu motyw zmiennych ról, masek i piętna. Prokuratorka Majka Nowicka musi zanurzyć się w świat swingersów i ludzkich dewiacji, aby poznać nie tylko szczegóły sprawy, ale także samą siebie. O ile sprawczość i ambicja bardziej definiują Kocha, o tyle w „Statyście” na pierwszy plan wysuwają się kontrola, porażka i pożądanie.

 

Co jest dla Pana ciekawsze jako autora: moment, w którym człowiek przekracza granicę czy chwila, w której uświadamia sobie, że już dawno ją przekroczył?

To dwa równie fascynujące momenty. Człowiek, który świadomie przekracza granicę, toczy ze sobą wewnętrzną walkę – nie jest pewien, co czeka go po drugiej stronie. Towarzyszące temu dylematy, konflikty i rozdarcie, choć czasami niewidoczne na zewnątrz, przypominają wewnątrz wybuch wulkanu i lawę zalewającą najbardziej ukryte zakamarki umysłu.

Po przekroczeniu pewnej granicy nic nie jest już takie samo, a własne odbicie w lustrze może zacząć wydawać się obce. Sztandarowym przykładem jest dla mnie Rodion Raskolnikow, bohater powieści „Zbrodnia i kara” Fiodora Dostojewskiego. Zabójstwo, które miało być łatwe i przynieść korzyści, zaczęło coraz bardziej ciążyć sprawcy, aż przybrało formę obłędu.

W swoich badaniach wielokrotnie rozmawiałem z ludźmi, którzy dopuścili się strasznych zbrodni. Do dziś brzmią mi w uszach słowa jednego z moich rozmówców, który twierdził, że u kartelowych zabójców (sicarios) po pierwszym wykonaniu wyroku coś się zmienia – jakby mętniały im oczy.

 

Czy fikcja pozwala czasem pokazać prawdę mocniej niż dokument?

Różnica pomiędzy fikcją a tym, co prawdziwe, czasami się zaciera. Pamiętam, że kiedy Netflix poprosił mnie o wprowadzenie serialu „Griselda” dla polskiego widza, zauważyłem, że główna bohaterka jest bardzo „wygładzona” względem swojego pierwowzoru. Prawdziwa Griselda Blanko była postacią na tyle okrutną, zdeprawowaną i przesiąkniętą rządzą krwi, że przeciętny odbiorca nie mógł tego zobaczyć w fabularyzowanym serialu przeznaczonym dla szerokiej publiczności. 

Fikcja, ale bazująca na faktach, pozwala także chronić źródła. Już od jakiegoś czasu jestem powoływany przez amerykańskie sądy karne i imigracyjne w roli eksperta w sprawach, gdzie w tle pojawia się kartel. Nie mogę wykorzystywać uzyskanych tą drogą dokumentów jeden do jednego, ale mogę robić ich kompilację i opisywać rzeczywiste mechanizmy sprzedaży narkotyków, rekrutacji do organizacji przestępczych, tworzenia się nieformalnej hierarchii w grupie przestępczej, by wprowadzać moich czytelników w dobre scenariusze moich powieści kryminalnych i przemycać wiedzę z zakresu kryminologii i kryminalistyki.

„Taniec z Santa Muerte” – Piotr Chomczyński

Najnowszy reportaż Piotra Chomczyńskiego opowiada o kobietach w narkobiznesie Autor zdjęcia: materiały prasowe

W swoim najnowszym reportażu „Taniec z Santa Muerte”, opatrzonym podtytułem „Kobieca twarz narkobiznesu”, pokazuje Pan kobiety funkcjonujące w świecie przestępczym. Co zobaczył Pan w tej historii przede wszystkim: siłę, desperację, przemoc, samotność?

Ułożyłbym te słowa w następującej kolejności: desperacja, samotność, przemoc i siła. Dlaczego? Bo „kobiety narkobiznesu”, którym przyglądam się już od piętnastu lat, w zdecydowanej większości znalazły się w sytuacji bez wyjścia nie z własnej woli.

Dom rodzinny pełen przemocy, nieobecny lub agresywny ojciec, bieda i złe wzorce często skłaniały je do poszukiwania rycerza na białym koniu – kogoś, kto wybawi je od smutnej rzeczywistości i otworzy drzwi do świata przypominającego bajkę. Nieszczęśliwa miłość oraz wiara w człowieka, który szasta pieniędzmi i ma władzę, to częsty początek historii wielu nastolatek i młodych kobiet.

Później pojawia się przemoc – nie tylko fizyczna, ale również psychiczna i ekonomiczna – będące konsekwencją uzależnienia od drugiej osoby oraz poziomu życia, który nagle się podniósł. To potrafi uzależnić, a alternatywą bywa samotność i bieda, jeśli w ogóle istnieje jeszcze możliwość wyboru.

Najmniej jest w tym wszystkim niestety siły i wsparcia, na jakie te kobiety mogą liczyć. Oczywiście zdarzają się osoby silne, które osiągają w tym brutalnym świecie sukcesy, ale są to zazwyczaj kariery typu „rise and fall”, w których upadek jest wpisany w cenę tego sukcesu.

 

Dlaczego zdecydował się pan opisać właśnie kobiety narkobiznesu? Co w tej perspektywie było dla pana najbardziej nieoczywiste?

O kobietach w narkobiznesie pisze się najmniej. Stereotypowo ten świat nadal ma „męską twarz”, choć to właśnie one często pozostają jego bezimiennymi ofiarami. W kulturze latynoamerykańskiej ich pozycja przez lata była słabsza niż pozycja mężczyzn. Machismo jako zjawisko kulturowe nadal pozostaje silne, a dodatkowo wzmacnia je malinchismo – przekonanie części Meksykanów, że są gorsi od obcokrajowców.

Jeśli do tego dodamy femicidio, czyli zabójstwa kobiet w krajach Ameryki Łacińskiej, otrzymujemy całą mozaikę czynników sprawiających, że życie w tej części świata jest dla wielu z nich znacznie trudniejsze. Gdy dodatkowo wchodzą one w zmaskulinizowany świat narkobiznesu, ich sytuacja staje się wyjątkowo trudna.

Uznałem, że nie chcę pisać kolejnej książki o przestępczości narkotykowej z męskiej perspektywy. Znacznie bardziej fascynująca wydała mi się propozycja kierownictwa Bukowego Lasu, w tym pani redaktor Sylwii Mazurkiewicz, by przyjrzeć się temu światu właśnie z perspektywy kobiet.

 

Czy kobiety w narkobiznesie są zawsze ofiarami?

Najczęściej – tak. Mam przed oczami historię jednej z kobiet, która przyrządzała jedzenie nie wiedząc o tym, że było ono przeznaczone dla grupy porywaczy (secuestradores), którzy karmili nim także przetrzymywanych przez siebie ludzi. Dostała długi wyrok za współsprawstwo i udział w zorganizowanej grupie przestępczej. 

Inna staruszka otrzymała „propozycję nie do odrzucenia” od jednego z lokalnych. Miała przechować narkotyki. Gdy pojawiła się policja, została aresztowana. Bez adwokata i należnego procesu spędziła długie lata za kratami. 

Są także kobiety, które zgadzają się szmuglować narkotyki do więzień by pomóc swojemu skazanemu partnerowi, któremu grozi niebezpieczeństwo. Zdarzają się także i takie, które sprzedają narkotyki za pieniądze, by utrzymać rodziny lub mieć wygodne życie. Odbyłem także kilka rozmów z zabójczyniami na usługach kartelu (sicarias), które pracują dla zysku i nie mają wyrzutów sumienia. Tych jednak jest najmniej.

 

Popkultura często pokazuje kobiety karteli jako femmes fatales: piękne, niebezpieczne, luksusowe. Jak bardzo ten obraz jest prawdziwy?

Biorąc pod uwagę skale zjawiska takie historie zdarzają się rzadko i trwają krótko. Przykładem jest choćby szybka kariera młodej dziewczyny o nieprzypadkowym pseudonimie La Catrina, zaczerpniętym od kultu Santa Muerte. Jako nastolatka poznała członka owianego złą sławą kartelu CJNG i, gdy dostała się w jego struktury, związała się potem z wyżej postawionym dowódcą. Dzięki temu awansowała do pozycji „porucznika”. 

Promowała przepełnione adrenaliną życie w luksusie, fotografowała się w modnych klubach z pozłacanym karabinem AK-47. Miała zachęcać swoim medialnym wizerunkiem młodych ludzi do wstępowania w szeregi kartelu. Była rekrutacyjną przynętą dla marzących o podobnym życiu nastolatków. W 2019 zorganizowała zasadzkę, w wyniku której śmierć poniosło kilkunastu policjantów, a rok później – tuż po swoich 21. urodzinach – zginęła wskutek obrażeń odniesionych w strzelaninie.

 

Czy kobiecość w świecie narkobiznesu staje się walutą, narzędziem przetrwania, bronią? A może wszystkim naraz?

Na pewno nie jest atutem, choć istnieją nieliczne wyjątki, na przykład Griselda Blanco, nazywana Czarną Wdową, i Sandra Avila Beltran, okrzyknięta Królową Południa. W obu przypadkach kobiety manipulowały mężczyznami, korzystając z całego repertuaru narzędzi wpływu, by uśpić męską czujność. 

Griselda pochodziła z nizin społecznych. Jej matka i ona sama pracowały seksualnie. Blanco dorastała w Kolumbii krwawych czasach zwanych la violencia, kiedy ulice dosłownie spływały krwią. Nauczyła się żyć we wrogim otoczeniu, korzystając ze swojej pomysłowości. Uwodząc mężczyzn i kobiety jednocześnie, usypiała ich czujność. 

Sandra to inna bajka. Niczego w życiu jej nie brakowało. Dorastała w rodzinie o długich tradycjach handlu narkotykami a jej kolejne związki umacniały wysoką pozycję, którą uwieczniła w powieści i ekranizacji popkultura. Takie przypadki należą jednak do rzadkości. Rzeczywistość jest mniej romantyczna.

 

Santa Muerte jest figurą śmierci, ale też opieki, nadziei i ochrony. Co mówi o człowieku fakt, że zaczyna szukać bezpieczeństwa właśnie u Świętej Śmierci?

Potępiany przez kościół katolicki kult Santa Muerte zyskał popularność dzięki przekonaniu, że „tradycyjni święci” nie są w stanie pomóc osobom, które na co dzień igrają ze śmiercią lub dopuszczają się przestępstw. Dotyczy to zwłaszcza ludzi, którzy ze względu na charakter swojej działalności nie mogą szczerze obiecać poprawy podczas spowiedzi.

Elementy myślenia magicznego można odnaleźć również w praktykach religijnych obecnych w „tradycyjnym” kościele, gdzie związek między określonymi praktykami a oczekiwanym skutkiem bywa postrzegany jako niejednoznaczny. W przypadku kultu Santa Muerte towarzyszy temu jednak dodatkowo atmosfera tajemnicy i sekretu, związana między innymi z rytuałami obejmującymi krwawe ofiary – najczęściej zwierzęce, a w skrajnych przypadkach także ludzkie.

Jak w każdym przejawie myślenia magicznego, wyznawcy wierzą, że składane przez nich ofiary i praktyki zapewnią im wstawiennictwo potężnych nadprzyrodzonych protektorów. Niektórzy oczekują również łaski szybkiej śmierci, wolnej od bólu i cierpienia. Wielu z nich uważa bowiem śmierć za nieuniknioną, dlatego poprzez kult Santa Muerte próbują ją oswoić i nadać jej miejsce w swojej świadomości.

 

Czy narkobiznes jest tylko patologią, czy także brutalnym lustrem kapitalizmu: popytu, marki, dystrybucji, lojalności i bezwzględnej konkurencji?

Zdecydowanie lustrem. Obecny kryzys opioidowy, który pochłania w Stanach Zjednoczonych blisko sto tysięcy ofiar rocznie, w dużej mierze ma swoje źródła właśnie w amerykańskim systemie ochrony zdrowia. Przez lata na masową skalę przepisywano syntetyczne opioidy do leczenia bólu, mimo że ich silny potencjał uzależniający był znany. Dopiero około dwie dekady temu zaczęto ograniczać tę praktykę, jednak do tego czasu powstał ogromny rynek osób uzależnionych od opioidów.

Przyroda nie znosi próżni. Powstałą lukę szybko wykorzystały meksykańskie organizacje przestępcze, które dostrzegły w niej wielomiliardowy biznes. Od ponad dwudziestu lat zaspokajają popyt na nielegalne opioidy, w tym fentanyl i jego pochodne, czerpiąc z tego olbrzymie zyski.

Moim zdaniem polityka administracji Donalda Trumpa również nie sprzyja rozwiązaniu problemu. Nakładanie ceł na Meksyk osłabia legalną działalność gospodarczą i może pogarszać sytuację ekonomiczną części mieszkańców, co w niektórych regionach ułatwia organizacjom przestępczym pozyskiwanie nowych członków. Kartele funkcjonują poza legalnym systemem gospodarczym, więc nie ponoszą takich samych obciążeń podatkowych jak legalni przedsiębiorcy.

 

Dlaczego świat karteli tak bardzo przyciąga kulturę popularną – seriale, filmy, książki, modę? Czy to fascynacja złem? Tęsknota za światem bez zasad?

W popkulturze kartele narkotykowe często podlegają romantyzacji. Ogromną popularnością cieszą się narcocorridos (określane także jako narcoballadas) – piosenki gloryfikujące bossów narkotykowych, które nierzadko osiągają setki milionów wyświetleń. Również seriale takie jak „La Reina del Sur”, „Narcos” czy „Griselda” odniosły ogromny sukces, przyciągając miliony widzów na całym świecie.

Trudno zapomnieć choćby scenę z „Narcos”, w której samotny Pablo Escobar kołysze się na huśtawce. Ten sugestywny, niemal melancholijny obraz potrafi przesłonić skalę jego zbrodni – zamachy terrorystyczne, za które odpowiadał, oraz falę przemocy, jaką rozpętał na ulicach Kolumbii.

Popularność takich produkcji wynika również z tego, że ludzie lubią odczuwać strach w kontrolowanych warunkach. Z wygodnego fotela mogą dawkować sobie przemoc i napięcie, a gdy emocji staje się zbyt wiele, wystarczy wyłączyć telewizor lub zmienić program.

 

Co narkobiznes mówi o luksusie?

Złoto, luksusowe samochody, markowe ubrania i okazałe rezydencje stanowią skuteczny wabik dla ludzi, którzy łudzą się, że pewnego dnia sami osiągną taki status. Pamiętam rozmowę z bratem El Chapo w jednym z federalnych więzień. Powiedział mi wtedy, że im wyżej się wspinasz, tym częściej musisz oglądać się za siebie. Było w tym sporo prawdy, bo na szczyt świata przestępczego nie da się dotrzeć bez eliminowania rywali i dawnych sojuszników.

Z czasem prywatny „cmentarzyk” ofiar zamienia się w prawdziwą nekropolię, a najpotężniejsi bossowie – tacy jak El Chapo, El Mencho czy El Mayo – resztę życia spędzają w ukryciu, nie mogąc nawet w pełni korzystać z fortun, które zgromadzili.

Ich historia rzadko kończy się szczęśliwie. Giną z rąk konkurentów albo trafiają do więzienia. Dla wielu z nich najgorszym scenariuszem okazuje się ekstradycja do Stanów Zjednoczonych i życie zamknięte na kilku metrach kwadratowych federalnego więzienia, gdzie każdy dzień wygląda tak samo, a monotonia i izolacja stają się własną formą kary.

 

Dlaczego tak często mylimy niebezpieczeństwo z charyzmą?

To dobre pytanie. Gdzie właściwie kończy się charyzma, a zaczyna brawura i jazda bez trzymanki z zamkniętymi oczami? Prawdziwa charyzma polega na wizjonerstwie oraz umiejętności przekucia własnej wizji w cel, który inspiruje innych i porywa ich do działania. Co jednak, jeśli ktoś nie ma żadnego planu, a jedynie potrafi skutecznie manipulować ludźmi i prowadzić ich prosto w stronę przepaści?

Odrobina ryzyka i przygody potrafi fascynować, ale bywa też odurzająca. Z czasem nie jest już środkiem do osiągnięcia celu, lecz staje się celem samym w sobie. Wtedy charyzma ustępuje miejsca niebezpieczeństwu, które wymyka się spod kontroli. Analizując kariery przestępców działających w narkobiznesie, doszedłem do wniosku, że łączy ich jedna cecha – w porę nie dostrzegli sygnałów ostrzegawczych, świadczących o tym, że obrana przez nich droga prowadzi donikąd.

 

Jaką cenę płaci autor za długie obcowanie z przemocą – nawet jeśli jest to przemoc opisywana, analizowana i badana?

Przez ponad dwadzieścia lat nauczyłem się z tym żyć. Nie miewam koszmarów, śpię spokojnie, a moją uwagę pochłania przede wszystkim kojarzenie faktów i szukanie powiązań między nimi. To jednak nie znaczy, że pozostaję obojętny. Słuchając niektórych historii czy analizując jako biegły materiały procesowe, czasem czuję, że potrzebuję chwili, by wszystko sobie poukładać. W takich momentach wsiadam na motocykl i po prostu jadę przed siebie.

 

Po wszystkich historiach, które Pan poznał, czego człowiek powinien bać się najbardziej: śmierci, biedy, władzy czy własnych pragnień?

Najbardziej obawiałbym się braku wyobraźni i nieumiejętności przewidywania konsekwencji własnych decyzji. Kluczową kompetencją jest zdolność do rozpoznania, na możliwie wczesnym etapie, że coś poszło nie tak i że coraz trudniej będzie wyplątać się z sytuacji, w której się znaleźliśmy. Niestety, większości moich rozmówców tej umiejętności zabrakło. Refleksja przychodziła dopiero wtedy, gdy było już za późno.

Czytaj więcej

Ojcostwo w czasach kryzysu klimatycznego

Ojcostwo na płonącej planecie. Rozmowa z Łukaszem Stankiem

Jak być ojcem w czasach kryzysu klimatycznego? – Trzeba zacząć od bycia człowiekiem – mówi nam Łukasz Stanek, działacz społeczny i autor książki „Dlaczego Ci to zrobiłem?”.

ARTYKUŁ PARTNERSKI IMG_2203

Czy SF jest nam potrzebne i dlaczego tak? Idealny prezent na Dzień Ojca

W codzienności nadmiaru trudno wybrać, po jaką lekturę sięgnąć, a częściej łatwiej zrezygnować z czytania na rzecz mniej wymagających rozrywek, dodatkowo od mężczyzn oczekuje się, że będą realizować się poprzez sport, który niestety z formy rozrywki, relaksu i pasji staje się czasem przesadnie angażującym eskapizmem od rzeczywistości. Nacisk na wymierny zysk ze spędzania czasu wolnego w sposób korzystny jest trudny do pogodzenia ze zwyczajną dobrą zabawą, a także zaspokajaniem wyższych potrzeb.

Seria książek ARKADY Domy mody

Moda zamknięta w książce. Serię „Historia kultowego domu mody” kocha każdy, dla kogo styl ma znaczenie

Są książki, które czyta się od deski do deski. Są też takie, które zostawia się na stoliku kawowym, by co jakiś czas wracać do ulubionych zdjęć, kolekcji i historii. Seria „Historia kultowego domu mody” wydawnictwa Arkady należy do obu kategorii jednocześnie.

Czy czytanie jest sexy?

Czytanie jest hot? Bardziej, niż myślisz, i mniej, niż twierdzą książkowe snoby

Czy gdyby mężczyźni czytali więcej książek, kobiety chętniej umawiałyby się z nimi na randki?

Czy Amerykanie to najwięksi dziwacy na świecie?

Czy Amerykanie to najwięksi dziwacy na świecie?

Co łatwiej kupić w amerykańskim markecie: karabin czy świeży, chrupiący chleb? Czemu mieszkańcy Florydy rzucają aligatorami w witryny sklepowe? I dlaczego populacja wielkości tej z Pensylwanii wierzy, że jaszczuroludzie rządzą światem? Na te i wiele innych pytań odpowiada amerykanistka i autorka książki „Dziwne Stany Ameryki”, Martyna F. Zachorska.

Olga Tokarczuk AI sztuczna inteligencja

Chorzy na Tokarczuk. Dlaczego afera wokół pisarki jest przesadzona?

Przyglądając się burzy, jaką wywołują słowa Olgi Tokarczuk, można odnieść wrażenie, że pisarka regularnie wygłasza kontrowersyjne tezy.

Jul Łyskawa o książkach, które go zmieniły

Książki, które zmieniły Jula Łyskawę

„Myślę o literaturze jak o zagraconym mieszkaniu” – pisze Jul Łyskawa, autor nagradzanej powieści „Prawdziwa historia Jeffreya Watersa i jego ojców”. Poprosiliśmy go o listę książek, które zmieniły go na zawsze.

Mizognia w popkulturze Y2K

Mizoginia, która udawała wolność seksualną. Oto popkultura Y2K w pigułce

Przestańmy powtarzać, że historia kobiet nie dotyczy mężczyzn. Popkultura ostatnich dekad – od Y2K po erę platform cyfrowych – kształtowała nie tylko kobiecą tożsamość, lecz także męskie wyobrażenia o seksie, władzy i relacjach. Z jakim skutkiem? O tym opowiada nam Sophie Gilbert, dziennikarka i autorka książki „Girl on Girl. Jak popkultura zwróciła kobiety przeciw sobie”.