PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Książki

Czytanie jest hot? Bardziej, niż myślisz, i mniej, niż twierdzą książkowe snoby

Czy gdyby mężczyźni czytali więcej książek, kobiety chętniej umawiałyby się z nimi na randki?

Udostępnij

Czy czytanie jest sexy?

Literatura nie sprawia automatycznie, że ktoś staje się lepszym człowiekiem, ale pozwala ćwiczyć wyobraźnię społeczną Autor zdjęcia: Getty Images/kolaż Klaudia Adamek

Paulina_Januszewska
03.06.2026

Twierdząca odpowiedź na to pytanie byłaby oznaką naiwności i uproszczenia nad wyraz skomplikowanej dynamiki płci oraz społecznych przemian. A jednak nie jest tajemnicą, że facet z nosem w książce potrafi skutecznie rozpalić wyobraźnię potencjalnych partnerek. Na to przynajmniej wskazuje popularność instagramowego konta „Hot Dudes Reading”, które początkowo dokumentowało przystojnych nowojorczyków pochłoniętych lekturą w metrze czy w Central Parku, a teraz przy udziale internetowej społeczności robi to niemal globalnie.

Nie byłabym jednak sobą, gdybym bezkrytycznie podeszła do viralowych zdjęć i rolek. Problem nie polega wyłącznie na tym, że bohaterami tych kadrów są zwykle mężczyźni idealnie wpisujący się w obowiązujące kanony urody. Chodzi także o fetyszyzację czytania, która zawitała przecież i nad Wisłę pod hasłem fanpejdży i kampanii typu „Nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka” czy „Nie jestem statystycznym Polakiem, czytam książki”. Choć zapewne obie inicjatywy miały zachęcać do lektury, nie są wolne od klasowego snobizmu, który z nieczytania urządził sobie narzędzie dyscypliny i pogardy.

Luksus czytania

Tymczasem na to, czy sięgamy po książki, nie składa się wyłącznie indywidualny wybór i czytelnicze samozaparcie. Na nawyki wpływają przecież kapitał kulturowy i ekonomiczny, to, czy w domu rodzinnym były książki, czy nasi rodzice czytali, i czy my sami w dorosłym życiu mamy odpowiednie zasoby czasowe, energetyczne i bytowe na wertowanie kolejnych stron opasłych powieści. Jestem więc daleka tak silnie obecnemu w publicznej debacie oskarżaniu kogoś o lenistwo czy intelektualną słabość, zwłaszcza gdy pracuje na dwa etaty i jedyne, na co ma siłę, to oglądanie reality show.

Jednocześnie nie przypisywałabym osobom mniej uprzywilejowanym łatki tych, którzy na pewno gardzą książkami lub nie mają sposobności ich czytać. Nawet jeśli systemowo zmagamy się z brakiem wsparcia zwłaszcza dla małych, lokalnych bibliotek, z rosnącymi nieproporcjonalnie do zarobków cenami książek (choć nie stawkami dla autorów) i z wypieraniem małych księgarń przez wielkie, dyktujące mało sprawiedliwe zasady na rynku sieciówki, to nie możemy stwierdzić, że zamożność idzie w parze z byciem molem książkowym. Nawołujący do nieczytania i chwalący się bogactwem idol manosfery, Andrew Tate, jest chyba najlepszym tego przykładem.

Jednocześnie, żyjąc w stanie permanentnego przebodźcowania i kulcie ultraproduktywności, czas wolny bywa postrzegany jako coś wymagającego ciągłej optymalizacji i podejmowania aktywności uzasadnionych konkretną korzyścią. Gdzie tu miejsce na czytanie dla przyjemności? Jeśli nie przegrywa po prostu ze snem i próbą przetrwania, to musi ustąpić kursom rozwijającym kompetencje, podcastom biznesowym czy poradnikom obiecującymi samodoskonalenie. Szczególnie dotyczy to beletrystyki. Zamiłowania do niej raczej nie wpiszesz do CV i nie przedstawisz jako inwestycja w kapitał zawodowy.

Pisałam o tym przy okazji genderowego darcia szat nad wynikami czytelnictwa wśród Polaków. Według raportu Biblioteki Narodowej kobiety biją pod tym względem mężczyzn na głowę i są głównymi konsumentkami literatury. Wygodnie byłoby stwierdzić, że faceci są mało ciekawi świata, więc zasłużyli sobie na to, by nikt nie chciał się z nimi zadawać. Ale znowu – to uproszczenie. 

Faceci do powieści?

Skąd bierze się czytelnicza i upłciowiona dysproporcja? Na przykład z długiej historii podejrzliwości wobec czytania powieści, które już w XIX wieku traktowano je jako rozrywkę sfeminizowaną, przeznaczoną przede wszystkim dla kobiet z wyższych klas społecznych, które nie mogły/nie musiały pracować zarobkowo. W konsekwencji lektura tzw. literatury pięknej zaczęła być postrzegana jako zajęcie niepoważne, niepraktyczne i niewarte uwagi „zajętych” mężczyzn, a z czasem się tylko wzmocniła.

Patriarchalna kultura przez lata premiowała bowiem to, co użyteczne, mierzalne i produktywne, a deprecjonowała to, co rozwija emocje, wyobraźnię czy zdolność rozumienia innych ludzi. Stereotypowe wzorce męskości od dawna uczą inwestowania przede wszystkim w kompetencje twarde. Tymczasem książki, zwłaszcza literatura piękna, rozwijają coś, co przez lata uznawano za mniej wartościowe: empatię, refleksyjność, umiejętność komunikacji i rozumienia cudzych doświadczeń. Właśnie o tym wspominała, zresztą, autorka recenzowanej przeze mnie na łamach GQ Poland książki „Bilans słów” Chimamanda Ngozi Adichie, gdy przekonywała, że większe czytelnictwo wśród mężczyzn mogłoby poprawić jakość komunikacji między ludźmi.

Trudno się z nią nie zgodzić. Wprawdzie literatura nie sprawia automatycznie, że ktoś staje się lepszym człowiekiem, ale pozwala ćwiczyć wyobraźnię społeczną. Uczy patrzeć na świat z perspektywy innych osób, rozpoznawać emocje i dostrzegać niuanse, których często brakuje w kulturze opartej na rywalizacji i dominacji. Właśnie w tym kontekście warto spojrzeć na dane i reakcje społeczne wokół męskiego czytelnictwa jako zjawiska występującego w przyrodzie na tyle rzadko, że automatycznie wzbudza zachwyt i uznanie.

Nie dlatego, że sama książka działa jak magiczny afrodyzjak, ale dlatego, że symbolizuje cechy coraz bardziej pożądane w relacjach. Kiedy Maureen Dowd pisała na łamach „The New York Times” o mężczyźnie, który przeczytał wszystkie powieści Jane Austen, nie chodziło przecież o imponującą liczbę przeczytanych stron, lecz o sygnał, że ktoś jest gotowy wejść w świat emocji, relacji i doświadczeń przez lata lekceważonych przez to, że tradycyjnie uznawano je za „kobiece”.

Podobny mechanizm stoi za regularnie powracającymi w mediach społecznościowych doniesieniami o badaniach, według których kobiety uznają czytanie za jedno z najbardziej atrakcyjnych męskich hobby. Entuzjazm warto jednak nieco ostudzić. Po pierwsze dlatego, że chodzi o deklaracje, które nie zawsze przekładają się na rzeczywiste wybory partnerskie. Po drugie – same badania nie są szczególnie nowe. I wreszcie po trzecie – ponieważ trzymania książki w ręku, a nawet czytanie automatycznie nie czyni z nikogo znakomitego kochanka czy partnera.

Kiedy książka to red flag

Aż prosi się, by przywołać tu figurę „performative male”, nad którą tak pastwią się memiarze. To typ mężczyzny, który przyjmuje określone poglądy lub zachowania przede wszystkim po to, by w dobie heterofatalizmu i zmęczenia randkowaniem zdobyć aprobatę kobiet i zostać odebranym jako „świadomy społecznie” czy progresywny. 

Symbolicznym atrybutem takiej osoby jest często noszona ze sobą książka – najlepiej feministyczna albo napisana przez kobietę – mająca sygnalizować przywiązanie do określonych wartości oraz, jak pisała Klementyna Szczuka, „wrażliwość, empatię i posiadanie wysokiej inteligencji emocjonalnej”. Problem polega na tym, że w większości przypadków „performative male” traktuje te gesty bardziej jako element budowania wizerunku niż wyraz autentycznych przekonań.

Wiem, bad boye, że wielu z was pozuje dziś na „miłych chłopaków”, ale książka wystająca z płóciennej, choć pożyteczne, nie zastąpi terapii, odpowiedzialności ani emocjonalnej dojrzałości. Nie da się też zneutralizować jednym egzemplarzem „Drugiej płci” wszystkich czerwonych flag.

Czytanie może być jednak narzędziem rozwijania cech, które toksyczna męskość przez dekady skutecznie tłumiła. A to ma znaczenie w rzeczywistości, w której coraz więcej kobiet nie godzi się na stereotypowy podział ról, nie wchodzi w związki z ekonomicznej konieczności i oczekuje od partnera nie tyle dominacji, ile partnerstwa. Czy książka w dłoni daje taką gwarancję? Nie, jedynie obietnicę. Dlatego zanim uznamy czytających mężczyzn za ósmy cud świata, warto pamiętać, że między lekturą a wyciągnięciem z niej wniosków rozciąga się przepaść. I wielu czytelników obu płci wpada do niej z hukiem.

 

Więcej w tym temacie:

Paulina_Januszewska

Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.

Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.

Czytaj więcej

BEZ-LITOSCI

Zamach, który może zmienić świat. „Bez litości” Grzegorza Kapli nie daje zasnąć

Jeden strzał, od którego zależą losy świata, to motyw, który nigdy się nie starzeje. Po „Dniu Szakala” Fredericka Forsytha i geopolitycznych thrillerach Toma Clancy'ego sięga po niego także Grzegorz Kapla. W „Bez litości” osadza go we współczesnej Europie.

ARTYKUŁ PARTNERSKI 1920x1080_pwn

Pasja, pieniądze, prestiż – książka, która odsłania kulisy rynku sztuki

Sztuka od wieków budzi emocje, inspiruje i prowokuje do dyskusji.

Piotr Chomczyński

Kiedy kryminolog pisze kryminały. Rozmowa Piotrem Chomczyńskim

– Na każdym miejscu zbrodni zostaje ślad psychologiczny sprawcy – mówi kryminolog oraz autor reportaży i powieści kryminalnych, prof. Piotr Chomczyński, z którym rozmwiamy o tajemnicach ludzkiej natury, mechanizmach zła, świecie karteli narkotykowych i o tym, dlaczego rzeczywistość często okazuje się bardziej mroczna niż fikcja.

Ojcostwo w czasach kryzysu klimatycznego

Ojcostwo na płonącej planecie. Rozmowa z Łukaszem Stankiem

Jak być ojcem w czasach kryzysu klimatycznego? – Trzeba zacząć od bycia człowiekiem – mówi nam Łukasz Stanek, działacz społeczny i autor książki „Dlaczego Ci to zrobiłem?”.

ARTYKUŁ PARTNERSKI IMG_2203

Czy SF jest nam potrzebne i dlaczego tak? Idealny prezent na Dzień Ojca

W codzienności nadmiaru trudno wybrać, po jaką lekturę sięgnąć, a częściej łatwiej zrezygnować z czytania na rzecz mniej wymagających rozrywek, dodatkowo od mężczyzn oczekuje się, że będą realizować się poprzez sport, który niestety z formy rozrywki, relaksu i pasji staje się czasem przesadnie angażującym eskapizmem od rzeczywistości. Nacisk na wymierny zysk ze spędzania czasu wolnego w sposób korzystny jest trudny do pogodzenia ze zwyczajną dobrą zabawą, a także zaspokajaniem wyższych potrzeb.

Seria książek ARKADY Domy mody

Moda zamknięta w książce. Serię „Historia kultowego domu mody” kocha każdy, dla kogo styl ma znaczenie

Są książki, które czyta się od deski do deski. Są też takie, które zostawia się na stoliku kawowym, by co jakiś czas wracać do ulubionych zdjęć, kolekcji i historii. Seria „Historia kultowego domu mody” wydawnictwa Arkady należy do obu kategorii jednocześnie.

Czy Amerykanie to najwięksi dziwacy na świecie?

Czy Amerykanie to najwięksi dziwacy na świecie?

Co łatwiej kupić w amerykańskim markecie: karabin czy świeży, chrupiący chleb? Czemu mieszkańcy Florydy rzucają aligatorami w witryny sklepowe? I dlaczego populacja wielkości tej z Pensylwanii wierzy, że jaszczuroludzie rządzą światem? Na te i wiele innych pytań odpowiada amerykanistka i autorka książki „Dziwne Stany Ameryki”, Martyna F. Zachorska.

Olga Tokarczuk AI sztuczna inteligencja

Chorzy na Tokarczuk. Dlaczego afera wokół pisarki jest przesadzona?

Przyglądając się burzy, jaką wywołują słowa Olgi Tokarczuk, można odnieść wrażenie, że pisarka regularnie wygłasza kontrowersyjne tezy.