PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Książki

Wszyscy powinniśmy czytać Chimamandę Ngozi Adichie (i być feministami)

Pierwsza od lat powieść Chimamandy Ngozi Adichie „Bilans snów” właśnie ukazała się po polsku i udowadnia, że nawet najbardziej przekonujące idee rozbijają się o rzeczywistość.

Udostępnij

Chimamanda Ngozi Adichie

Chimamanda Ngozi Adichie czyta „Bilans snów” na spotkaniu autorskim w Berlinie Autor zdjęcia: Getty Images

Paulina_Januszewska
17.04.2026

„Gdyby więcej mężczyzn czytało książki o życiu kobiet, literatura mogłaby poprawić komunikację” – te słowa Chimamandy Ngozi Adichie, jednej z najpoczytniejszych współczesnych pisarek, można jednocześnie odczytywać jak postulat i wyrzut. Z jednej strony brzmią jak emancypacyjny manifest, który zresztą pochodząca z Nigerii autorka wyłożyła w eseju „Wszyscy powinniśmy być feministami”. Z drugiej jednak słychać tu celną diagnozę literatury, która przez dekady mówiła głównie męskim głosem, i zmęczoną rzeczywistością ironię: czy naprawdę wciąż trzeba tłumaczyć to, że pisanie o kobietach nie jest skierowane tylko do nich?

Popfeminizm

Esej, o którym wspominam i który Adichie oparła na swoim słynnym wystąpieniu TEDx z 2012 roku, osiągnął coś, co rzadko udaje się tekstom o tak wyraźnym politycznym rdzeniu – wszedł do mainstreamu nie tylko w USA, gdzie Adichie mieszka i pracuje. W 2015 roku w Szwecji ruszyła szeroko zakrojona akcja jego dystrybucji: inicjatywa The Swedish Women’s Lobby oraz UN Association of Sweden objęła wszystkie szkoły średnie w kraju. Rozdano w nich ponad 100 tysięcy egzemplarzy „Wszyscy powinniśmy być feministami”, a nauczyciele i nauczycielki otrzymali dodatkowo materiały dydaktyczne, które miały pomóc w prowadzeniu zajęć wokół tekstu.

 

Pomysł, by feministyczny tekst trafił do nastolatków wszystkich płci nie jako ciekawostka, lecz element powszechnej edukacji, wpisywał się w szerszy, konsekwentny projekt równościowy – taki, który nie kończy się na deklaracjach, tylko próbuje zmieniać świadomość i język, którym młodzi ludzie opisują świat.

Sama Adichie z kolei stała się postacią znacząco wymykającą się stereotypowym wyobrażeniom o pisarkach z aktywistycznym zacięciem. Weszła z impetem w świat popkultury jako autorka, którą sama Beyoncé cytuje w utworze „Flawless”. Była gościnią Met Gali, zainspirowała Diora do stworzenia koszulek z tytułem swojego eseju, a także została uznana za Globalną Ikonę w kampanii Bvlgari „Carrying Culture 2026”, stając się jedną z pięciu kobiet wybranych przez włoski dom mody do reprezentowania kolekcji Icons Minaudière.

 

Kolekcja Christiana Diora z 2017 roku

Kolekcja Christiana Diora z 2017 roku Autor zdjęcia: Getty Images

 

To wszystko sprawiło, że z jednej strony myśl Adichie zaczęła krążyć w powszechnym obiegu masowym, z drugiej zaś – została wystawiona na ostrzał krytyki, która zarzuca jej reprezentowanie uprzywilejowanego feminizmu liberalnego lub takiego w wersji pop: wygładzonego, kompatybilnego z kapitalizmem, łatwego do nadrukowania na bawełnianej koszulce i sprzedania za kilkaset euro.

Owszem, jej język bywa przystępny aż do bólu, a diagnozy – momentami zbyt uniwersalne, by nie budzić podejrzeń o uproszczenie strukturalnych nierówności. Dla części środowisk jest wciąż za mało radykalna i progresywna, zbyt skłonna wierzyć, że zmiana może się wydarzyć w ramach istniejących struktur. A jednak byłoby intelektualną nieuczciwością sprowadzać jej projekty wyłącznie do tej etykiety. 

 

Chimamanda Ngozi Adichie na Met Gali 2025

Chimamanda Ngozi Adichie na Met Gali w 2025 roku Autor zdjęcia: Getty Images

 

To właśnie Adichie była jedną z tych postaci, która nauczyła publiczność mówić o feminizmie bez akademickiego żargonu, rozbrajając opór tam, gdzie często wcześniej panowała cisza albo karykatura. Jej zasługą jest nie tylko to, że weszła do mainstreamu, lecz także to, że wniosła do niego język, który – nawet jeśli dziś bywa komodyfikowany – dla wielu był pierwszym narzędziem nazwania własnego doświadczenia. W tym sensie jej obecność w popkulturze nie musi być zdradą radykalizmu, lecz jego osobliwą – niejednoznaczną i jak najbardziej nieidealną, wymagającą krytycznego namysłu – mutacją.

Jednocześnie jej pisanie od początku jest intersekcjonalne, nawet jeśli nie zawsze używa tego słowa i nawet jeśli wychodzi z pozycji względnego uprzywilejowania. Potrafi precyzyjnie uchwycić napięcia między klasą, rasą, migracją i płcią, pokazując na własnym przykładzie Nigeryjki w USA, że wykluczenia rzadko działają osobno, częściej się na siebie nakładają i wzajemnie komplikują. To pozwala jej uniknąć najprostszego zarzutu wobec „popfeminizmu”: że spłyca rzeczywistość. U Adichie uproszczenie może być strategią wejścia – punktem dostępu, ale nie końcem myślenia, zwłaszcza że pisarka wielokrotnie podkreślała, że jej feminizm nie jest tym samym, który reprezentuje Beyoncé.

 

 

Tak zwana literatura kobieca

Podobną ambiwalencję wzbudza przywołana na wstępie tego tekstu myśl o literaturze. Tej natychmiast nadaje się zwykle upupiający i niepoważny przydomek „kobieca” — wyłącznie ze względu na płeć autorki lub bohaterek. Męski odpowiednik właściwie nie istnieje, ale jego brak mówi wszystko: to, co uniwersalne, domyślnie pozostaje męskie. W efekcie wielu mężczyzn omija książki (niedawno pisałam o tym, że w ogóle mało czytają) opowiadające inną niż ich własna perspektywę, a potem z zaskoczeniem odkrywa, że różnice między płciami urastają do rozmiarów niemal kosmicznych – jakby rzeczywiście kobiety i mężczyźni pochodzili z innych planet.

Adichie, zwracając uwagę na ten problem, wprawdzie daje obietnicę lepszego zrozumienia siebie nawzajem, ale i przypomina, że komunikacja wciąż nie działa tak, jak powinna, zwłaszcza w świecie pełnym jednocześnie coraz bardziej emancypujących się kobiet i mizoginistycznie, a w najlepszym wypadku ignorancko nastawionych do cudzego doświadczenia mężczyzn.

Pisarstwo Adichie – czy to w formie eseju, czy powieści, które okazały się wielkim wydawniczym sukcesem (opublikowana w 2013 roku „Amerykaana” znalazła się na liście najlepszych powieści XXI wieku według „The New York Times”) nieustannie krąży wokół tej samej, niby oczywistej, a jednak niewygodnej prawdy: żeby naprawdę usłyszeć drugiego człowieka, trzeba najpierw uznać, że jego perspektywa nie jest dodatkiem do naszej, tylko równorzędną opowieścią. I pogodzić się z tym, że będzie ona pełna pęknięć, sprzeczności i niewygodnych przesunięć względem naszych wyobrażeń.

Autorka dokładnie to robi od lat w swoich kolejnych tekstach: konsekwentnie pisze o kobietach na serio – bez lukru, ale z empatią. W ubiegłym roku wróciła po 12 latach prozatorskiej ciszy z nową powieścią. „Bilans snów” wreszcie ukazał się po polsku nakładem wydawnictwa Filia. Czy warto było czekać?

W okładkowym blurbie dziennikarz Michał Nogaś odpowiada na to pytanie entuzjastycznie twierdząco, a magazyn GQ daje „Bilansowi snów” swój znak jakości i tytuł Książki Roku 2025. Podpisuję się pod tym obiema rękami, mimo że podczas lektury w swojej głowie nieustannie kłóciłam się z Adichie niemal o wszystko. W tym jednak tkwi właśnie siła jej prozy.

 

Komplikując własne tezy

„Bilans snów” zaczyna się od pandemii – znajomej, choć skrupulatnie wymazywanej ze zbiorowej pamięci scenografii niepewności, półprawd i drobnych gestów ostrożności, które z dzisiejszej perspektywy wydają się niemal absurdalne. Scena, w której jeden z krewnych narratorki wpisuje widelcem PIN do karty w bankomacie, mówi o tej groteskowości wszystko. 

Takich smaczków jest w tej książce znacznie więcej. Mnie w pamięć zapadło zdanie o „nieczystych białych”, którzy w czasie ekspansji koronawirusa byli skłonni pozabijać się o papier toaletowy, który z perspektywy osób z innych stron świata jest przecież nie najbardziej higieniczną formą radzenia sobie z fizjologią.

Bilans snów – Chimamanda Ngozi Adichie

„Bilans snów” – Chimamanda Ngozi Adichie, wyd. Filia, przeł. Kaja Gucio Autor zdjęcia: materiały prasowe

 

Szybko jednak okazuje się, że COVID-19 jest tu jedynie ramą. Właściwa opowieść w „Bilansie snów” dotyczy czegoś znacznie bardziej intymnego: rozliczenia z własnym życiem. Cztery bohaterki, połączone przyjaźnią i doświadczeniem migracji, przeglądają swoją przeszłość jak archiwum błędów, niedopasowań i niespełnionych oczekiwań – które – w zależności od tego, kogo akurat spytać – stawiają je w roli złych córek, złych feministek czy złych reprezentantek swojej grupy etnicznej.

Adichie prowadzi tę narrację o byciu niewystarczająco jakąś bardzo szeroko, momentami wręcz demonstracyjnie rozwlekle. Zamiast klasycznej fabuły dostajemy tu ciąg powracających dopowiedzeń albo przesunięć znaczeń. Każda nowa informacja zmienia sens poprzedniej, każda anegdota dojrzewa dopiero po czasie. To opowieść, która nie prowadzi czytelnika za rękę, tylko zmusza do ciągłego przestawiania akcentów. Zupełnie tak jak w życiu.

Najmocniejsza pozostaje jednak jej materialistyczna konkretność. Adichie pisze o kobiecym ciele, seksie, chorobach, przemocy seksualnej, idąc w kierunku emocji i ról, rozczarowania, macierzyństwa i jego braku, relacjach, które częściej zużywają, niż budują. Nie idealizuje swoich bohaterek, ale też nie próbuje ich „naprawiać”. Pozwala im być niekonsekwentnymi, czasem naiwnymi, czasem okrutnymi i właśnie w tej niejednoznaczności wybrzmiewa coś, co każda teoria – w tym feministyczna – bywa skłonna przegapiać: życie nie układa się według żadnej ideologii. Ale jednocześnie ta niekonsekwencja nie unieważnia słuszności samych ideałów. Raczej pokazuje, jak trudno przełożyć je na rzeczywistość i jak łatwo, będąc uprzywilejowaną osobą, przeoczyć cudze doświadczenie, albo – deklarując progresywne poglądy – nie potrafić spojrzeć na drugiego człowieka z elementarną empatią i pragnąć rzeczy, które są zupełnie niekompatybilne z tym, w co wierzymy.

Powieść Adichie działa więc nie dlatego, że tak łatwo wchodzi się z nią w spór, ale z uwagi na to, że autorka-narratorka nie próbuje niczego rozstrzygać. Pokazuje świat, w którym różne wizje kobiecości, miłości i spełnienia ścierają się bez finału, bez pointy, bez ulgi. Zostawia czytelnika w stanie lekkiego dyskomfortu – i robi to z rzadką dziś uczciwością, konsekwentnie komplikując własne tezy.

„Bilans snów” nie jest więc tylko opowieścią o niespełnieniu, lecz raczej jego cierpliwą inwentaryzacją – katalogiem relacji, które się rozpadły, obietnic, które nie zostały dotrzymane, i scenariuszy życia, które nigdy się nie wydarzyły. Adichie nie buduje tu jednej historii, tylko kilka równoległych, nieustannie się przepisujących – każda z bohaterek dostaje własną wersję prawdy, która za chwilę zostaje podważona przez kolejną. W efekcie powieść działa jak soczewka: z każdą stroną przestawia ostrość, zmuszając do ponownego odczytania tego, co wydawało się już ustalone.

Narracyjna „rozrzutność” Adichie momentami (i rozmiarem) przypomina kilka książek zszytych w jedną. Mogłaby się łatwo rozpaść, gdyby nie uważność, z jaką autorka traktuje doświadczenie swoich bohaterek. Tak właśnie spaja je całość – skupiając się na tym, co zwykle bywa pomijane, zbyt cielesne, zbyt intymne, by uznać je za literacko istotne. A przecież właśnie w detalach – w rozczarowaniach, w ciele, w pamięci relacji – najpełniej wybrzmiewa to, co Adichie robi najlepiej: pokazuje, jak życie rozchodzi się z wyobrażeniem o nim. I jak bardzo – niezależnie od płci – trzeba je urealniać.

Więcej w tym temacie:

Paulina_Januszewska

Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.

Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.

Czytaj więcej

BEZ-LITOSCI

Zamach, który może zmienić świat. „Bez litości” Grzegorza Kapli nie daje zasnąć

Jeden strzał, od którego zależą losy świata, to motyw, który nigdy się nie starzeje. Po „Dniu Szakala” Fredericka Forsytha i geopolitycznych thrillerach Toma Clancy'ego sięga po niego także Grzegorz Kapla. W „Bez litości” osadza go we współczesnej Europie.

ARTYKUŁ PARTNERSKI 1920x1080_pwn

Pasja, pieniądze, prestiż – książka, która odsłania kulisy rynku sztuki

Sztuka od wieków budzi emocje, inspiruje i prowokuje do dyskusji.

Piotr Chomczyński

Kiedy kryminolog pisze kryminały. Rozmowa Piotrem Chomczyńskim

– Na każdym miejscu zbrodni zostaje ślad psychologiczny sprawcy – mówi kryminolog oraz autor reportaży i powieści kryminalnych, prof. Piotr Chomczyński, z którym rozmwiamy o tajemnicach ludzkiej natury, mechanizmach zła, świecie karteli narkotykowych i o tym, dlaczego rzeczywistość często okazuje się bardziej mroczna niż fikcja.

Ojcostwo w czasach kryzysu klimatycznego

Ojcostwo na płonącej planecie. Rozmowa z Łukaszem Stankiem

Jak być ojcem w czasach kryzysu klimatycznego? – Trzeba zacząć od bycia człowiekiem – mówi nam Łukasz Stanek, działacz społeczny i autor książki „Dlaczego Ci to zrobiłem?”.

ARTYKUŁ PARTNERSKI IMG_2203

Czy SF jest nam potrzebne i dlaczego tak? Idealny prezent na Dzień Ojca

W codzienności nadmiaru trudno wybrać, po jaką lekturę sięgnąć, a częściej łatwiej zrezygnować z czytania na rzecz mniej wymagających rozrywek, dodatkowo od mężczyzn oczekuje się, że będą realizować się poprzez sport, który niestety z formy rozrywki, relaksu i pasji staje się czasem przesadnie angażującym eskapizmem od rzeczywistości. Nacisk na wymierny zysk ze spędzania czasu wolnego w sposób korzystny jest trudny do pogodzenia ze zwyczajną dobrą zabawą, a także zaspokajaniem wyższych potrzeb.

Seria książek ARKADY Domy mody

Moda zamknięta w książce. Serię „Historia kultowego domu mody” kocha każdy, dla kogo styl ma znaczenie

Są książki, które czyta się od deski do deski. Są też takie, które zostawia się na stoliku kawowym, by co jakiś czas wracać do ulubionych zdjęć, kolekcji i historii. Seria „Historia kultowego domu mody” wydawnictwa Arkady należy do obu kategorii jednocześnie.

Czy czytanie jest sexy?

Czytanie jest hot? Bardziej, niż myślisz, i mniej, niż twierdzą książkowe snoby

Czy gdyby mężczyźni czytali więcej książek, kobiety chętniej umawiałyby się z nimi na randki?

Czy Amerykanie to najwięksi dziwacy na świecie?

Czy Amerykanie to najwięksi dziwacy na świecie?

Co łatwiej kupić w amerykańskim markecie: karabin czy świeży, chrupiący chleb? Czemu mieszkańcy Florydy rzucają aligatorami w witryny sklepowe? I dlaczego populacja wielkości tej z Pensylwanii wierzy, że jaszczuroludzie rządzą światem? Na te i wiele innych pytań odpowiada amerykanistka i autorka książki „Dziwne Stany Ameryki”, Martyna F. Zachorska.