Kiedy życie przestaje się przytrafiać, a zaczyna być wyborem
PARTNERZY SERWISU
Psychologia i relacje
Kiedy życie przestaje się przytrafiać, a zaczyna być wyborem
Brak decyzji to też decyzja – na antypodach impulsywnych postanowień noworocznych i presji z zewnątrz. Postawmy na świadome, spokojne i w pełni własne wybory.
Udostępnij

Autor zdjęcia: Getty Images, kolaż GQ Poland
Z roku na rok coraz więcej mówi się o presji noworocznych postanowień oraz powierzchownie wprowadzanych zmian zgodnie ze sloganem „Nowy rok, nowy ja”. I co roku o tej porze — o tym, jak nie udało nam się już w styczniu ich zrealizować.
Psychologowie zauważają, że wyznaczanie sobie nierealnych celów prowadzi głównie do rozczarowań i frustracji, a zatem de facto oddala nas od naszych zamiarów (jakiekolwiek one są).
Zmiana nie potrzebuje daty
Nie ma lepszego ani gorszego momentu w roku na podjęcie decyzji o zmianie, istotne są jedynie stan ducha i świadomość własnych potrzeb oraz realistyczne spojrzenie na życie i swoje możliwości. A skupienie na wartościach, jakie cenimy i wyznajemy, zamiast na realizacji konkretnych celów pomoże czerpać satysfakcję z procesu i poprowadzi nas drogą systematycznego budowania dobrych nawyków. Przykład?
Lepsze korzyści uzyskamy, kiedy zamiast wykupienia karnetu na siłownię, zaplanowania codziennego biegania o świcie i zamówienie restrykcyjnej diety pudełkowej założymy sobie, że w życiu ważne jest dla nas zdrowie i zastanowimy się, w jaki sposób chcemy o nie zadbać. Może na początek zrobienie badań profilaktycznych, wyeliminowanie lub ograniczenie używek i przetworzonej żywności oraz codzienne spacery? Może taka opcja będzie mądrzejszą i bardziej efektywną ścieżką zmiany niż nagłe wprowadzenie ostrej dyscypliny nastawionej na uzyskanie wymarzonej sylwetki w trzy miesiące?
Mądre i dobre decyzje wymagają zaangażowania, czasu i pracy, są jak długoterminowa inwestycja. Jeśli zamiast wygórowanych oczekiwań, próby pójścia na skróty, poddania się wewnętrznej i zewnętrznej presji szybkiej gratyfikacji skupimy się na procesie i wartościach, które wcześniej uznamy za nasze priorytety, uzyskamy cel w optymalnym dla nas tempie.
Najważniejsze jest to, by nasze postanowienia wynikały z refleksji i autentycznych potrzeb, a nie były wynikiem jakiegoś trendu, narzuconych zachowań czy naśladownictwa.
O presji postanowień, unikaniu decyzji i odpowiedzialności za własne życie
W podcaście „O Zmierzchu” psycholożka Marta Niedźwiecka wielokrotnie powtarza, że wybór jest zawsze rezygnacją z czegoś, a każda decyzja wiąże się z jakimś kosztem. Jako że wszyscy odczuwamy strach na myśl o straceniu czegokolwiek, wolimy trwać w niewygodnych relacjach i miejscach, zamiast zgodzić się na utratę tego, co znane i dotychczasowe. Paradoksalnie i bez względu na naszą postawę my sami i ludzie wokół nas (a zatem i relacje, nasze ciało, przyroda nas otaczająca) nieustannie się zmieniamy.
Nie unikniemy zmian, uciekając od konfrontacji z sobą, nie podejmując świadomych decyzji ani nie ponosząc ich konsekwencji. Próba uniknięcia strat i niemierzenia się z jakimś rodzajem bólu czy pustki po nich jest drogą donikąd. Bezrefleksyjne trwanie lub celowe unikanie wyzwań skutkuje jedynie poczuciem braku sprawczości i możliwości kierowania życiem. Taka postawa tylko nas blokuje i nie pozwala się rozwijać.
O trudzie świadomego decydowania o sobie rozmawiam z doktorem filozofii i psychoterapeutą pracującym w nurcie analizy egzystencjalnej, współzałożycielem ośrodka terapeutycznego Przestrzeń Sensu, Maciejem Papierskim.
Dlaczego nie lubimy konfrontowania się z niewygodnymi dla nas sprawami i unikamy zmian?
Niekiedy mamy skłonność do traktowania nielubianych czy trudnych elementów swojego życia tak, jakby nas nie dotyczyły. Za swoje „właściwe” życie uznajemy to, co przychodzi nam łatwo lub to, co jest dla nas ważne, a do całej reszty się nie przyznajemy. Traktujemy ją jako przykry dodatek, coś, co jest poza nami. Jednak wszystko, co się nam przydarza i co stanowi część naszej rzeczywistości, to nasze własne życie.
Czy dojrzałość nie opiera się właśnie na świadomym i odpowiedzialnym podejmowaniu decyzji?
Tak. Zadanie, które stoi przed każdym człowiekiem – nie tylko w procesie psychoterapii – to zwiększenie poczucia wolności i odpowiedzialności: dążenie do tego, żebym mógł czy mogła naprawdę opowiedzieć się za własnym losem, za wyborami i za tym, jak wygląda moja codzienność. To wcale nie znaczy, że musimy w niej wszystko lubić czy być z niej w 100 proc. zadowoleni. Nie oznacza to też, że wszystko zależy tylko od nas. Byłoby to naiwne i idealistyczne przekonanie. Chodzi jednak o to, że dla dobrego życia kluczowy jest osobisty stosunek do tego, co nas spotyka – postawa, w której świadomie przeżywam to, co się dzieje.
Nierzadko zdarza się, że w życiu spotyka nas coś trudnego, coś od nas niezależnego, czym jesteśmy zaskoczeni i w czym nie potrafimy się odnaleźć…
Najważniejsze, żeby wiedzieć, że mogę tego chcieć lub nie, mogę to tylko wytrzymywać i tymczasowo pozwalać temu być, mogę to aktywnie odrzucić, ale przede wszystkim rozumiem, że każda sytuacja wymaga mojego zaangażowania i opowiedzenia się za czymś. Wtedy życie przestaje mi się „przytrafiać”, a staje się głębokie i sensowne. Zaczynam traktować je poważnie i kształtować, po prostu być w nim naprawdę obecny.
Zazwyczaj nowe, ważne dla nas rzeczy zaczynają się tam, gdzie kończy się coś starego. Myślę, że zwłaszcza w sytuacjach pozornie wygodnych – takich jak pewna i dobrze płatna, choć nudna praca czy wieloletnia, bezpieczna, ale całkowicie wypalona relacja z drugim człowiekiem – trwamy w zawieszeniu, żeby uniknąć zarówno wysiłku zmiany, jak i bólu straty.
Tak, to prawda, ale warto jeszcze dodać, że ludzie często traktują zmianę zdania czy rezygnację jako porażkę. Jednak tak naprawdę, jeśli wynikają one z troski o własne dobre życie, są często tym najlepszym, co można zrobić – powrotem na właściwą ścieżkę, w gotowości do zmierzenia się z konsekwencjami. Ma to znacznie większą głębię niż bierne trwanie w obojętności. Tę drugą postawę należałoby raczej nazwać wegetacją, w której doświadczamy pustki. Dlatego też istnieje bezpośredni związek między brakiem podejmowania decyzji a kryzysem poczucia sensu życia, który w skrajnych przypadkach może przybrać nawet rozmiary kryzysu samobójczego.
W każdej chwili życia o coś chodzi – chodzi o ciebie, ponieważ to życie jest twoje.
Mówisz, że w skrajnych przypadkach brak podejmowania decyzji może skutkować zanikiem poczucia sensu i dużym kryzysem psychicznym. Jednocześnie patriarchalny świat forsuje wizerunek mężczyzny silnego, sprawczego, stale gotowego do działania, szukającego nowych wyzwań. Myślę, że ciągła presja podejmowania ważnych decyzji, może prowadzić do przeciążenia i załamania. Jak w dzisiejszym świecie znaleźć właściwy balans między rozwojem, działaniem, odpowiedzialnością za swoje życie i jednocześnie nie obarczać się ciężarem nie do uniesienia?
Masz rację. Różnica jest jednak taka, że ta presja oznacza nacisk na osiąganie celów – często zresztą wybieranych nie w pełni samodzielnie, lecz narzuconych przez społeczne, zewnętrzne oczekiwania. Status, kariera, pieniądze, wizerunek. Istnieje jednak różnica między sukcesem a spełnieniem, czyli poczuciem sensu. Żeby to drugie było osiągalne, trzeba wybierać rzeczy, które są dla nas osobiście ważne, czasem wbrew tradycyjnym rolom i wyobrażeniom. W gabinecie z radością obserwuję, jak coraz więcej mężczyzn stara się usłyszeć samych siebie i podejmować decyzje według swoich najgłębszych, prawdziwych wartości. Wtedy nawet najcięższa praca nie prowadzi do wypalenia, ponieważ karmi nas na głębszym poziomie. To piękny i fascynujący proces.
Więcej w tym temacie:
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Psychologia i relacje
Nie pytaj, czy wracać do byłej. Zapytaj, co nowego możecie sobie dać
Ponad dwie dekady po rozstaniu Michał Wiśniewski i Mandaryna znów są razem. W międzyczasie każde z nich zdążyło przeżyć osobne życie, a w przypadku Wiśniewskiego także kolejne małżeństwa. Taka historia aż prosi się o romantyczną puentę o miłości, która przetrwała próbę czasu.
Psychologia i relacje
Czy Strava może okazać się nowym Tinderem?
Internet i aplikacje coraz częściej zastępują bezpośredni kontakt między ludźmi – także ten pierwszy. Pandemia dodatkowo przyspieszyła ten trend, a jednocześnie wywołała boom na aktywność fizyczną – szczególnie outdoorową i grupową. Wraz z popularnością sportowych społeczności rośnie liczba użytkowników aplikacji takich jak Strava, które dla wielu stały się nową przestrzenią poznawania ludzi – niczym Tinder dla aktywnych.
Psychologia i relacje
Niewerbalny język miłości ojców. Dlaczego łatwiej umyć samochód, niż powiedzieć „kocham”?
Okazywanie uczuć i emocji nie musi być wyłącznie werbalne. – W przypadku ojców to, co najważniejsze, częściej bywa wyrażane za pomocą gestów – mówi nam psychoterapeuta Michał Pozdał.
Psychologia i relacje
„I że cię nie opuszczę... aż do kolejnych motyli w brzuchu”. Czemu zdradzamy?
Skoro coraz bardziej kontestujemy monogamię, a prawo i obyczaje nie zmuszają nas do niej tak silnie, jak naszych przodków, to czemu wciąż wybieramy niewierność zamiast etycznej poliamorii?
Psychologia i relacje
Czy szczęścia naprawdę można się nauczyć? Pytamy Ewę Woydyłło
Nie nazwałabym szczęścia kompetencją, ale jak najbardziej zgadzam się z tym, że ponosimy odpowiedzialność za jego osiągnięcie – mówi nam dra Ewa Woydyłło.
Psychologia i relacje
Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing. Jak wpadliśmy w pułapkę bycia lepszą wersją siebie?
Kult nieustanne samodoskonalenia trwa. Po jednej stronie mamy pogoń za lepszym wyglądem i próbą zatrzymania biologicznego zegara. Po drugiej – friction-maxxing, który ma przywracać nam sprawczość. Gdzie szukać rozwiązań i – co ważniejsze – jak nie stracić w tym siebie?
Psychologia i relacje
Myślisz, że jesteś dobrym partnerem. Eksperci mają inne zdanie
Nie chodzi o wielkie gesty. Chodzi o to, czy naprawdę słuchasz, czy potrafisz odpuścić rację i czy wiesz, czego twój partner lub partnerka tak naprawdę potrzebuje – zanim sami ci o tym powiedzą.
Psychologia i relacje
Nie dorastamy, bo nas na to nie stać?
Wielu z nas wychowali zupełnie niedojrzali i niegotowi do roli opiekunów rodzice, ale słyszymy, że to my jesteśmy zdziecinniali. A co powiedzieć o apologetach i architektach systemu, w którym ciężka, uczciwa praca nie gwarantuje stabilności?