PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Psychologia i relacje

Jak wychowywać chłopców? Porzuć obsesję na punkcie płci

Już niemowlęta są inaczej traktowane emocjonalnie w zależności od płci. Płacz dziewczynki częściej interpretujemy jako potrzebę bliskości, a płacz chłopca – jako złość. Chłopcom szybciej odmawia się dotyku. To porażające, bo pokazuje, jak wcześnie zaczyna się emocjonalna deprywacja – mówi nam Magda Korczyńska, autorka książki „Pułapka płci”.

Udostępnij

Jak wychowywać chłopców? Porzuć obsesję na punkcie płci

Co możemy zyskać, wychowując dzieci z dala od uprzedzeń? Autor zdjęcia: Getty Images

Paulina_Januszewska
25.01.2026

Co by było, gdyby chłopcom przestano wmawiać, że nie powinni płakać i bawić się lalkami? Żyliby dłużej i szczęśliwiej jako dorośli mężczyźni, tworząc zdrowsze społeczeństwo. O tym, co jeszcze wszyscy możemy zyskać, wychowując dzieci z dala od uprzedzeń, rozmawiamy z Magdą Korczyńską, autorką książki „Pułapka płci. Jak przygotować dzieci do życia w świecie pełnym stereotypów. Poradnik dla rodziców i osób pracujących z dziećmi w wieku 0–10 lat”, mamą dwóch córek i twórczynią projektu edukacyjnego „Jak wychowywać dziewczynki?”, za sprawą którego rozprawia się z genderową presją nakładaną także na chłopców.

Paulina Januszewska: Czy gdyby chłopcy bawili się lalkami, patriarchat, który dzieli kobiety i mężczyzn na opiekunki i wojowników, by upadł?

Magda Korczyńska: Raczej nie. Nie załatwimy sprawy równościowego wychowania ani nie zdekonstruujemy szkodliwych mitów na temat męskości, wkładając chłopcom lalki w ręce. Tak samo jak tym, że dziewczynki przestaną kochać różowy, nie zmienimy rzeczywistości i systemu społecznego, który oskarża je o płytkość. Jednocześnie zabawki czy kolory to dobry punkt wyjścia do rozważań rodziców i dorosłych o stereotypach projektowanych na dzieci.

Jakie to stereotypy? 

Takie, które utrwalają nierówne: podział opieki, dostęp do emocji czy do określonych ścieżek zawodowych. Lalka albo miękkie maskotki wykorzystywane jako „straszak” na chłopców uniemożliwiają im rozwijanie empatii, opiekuńczości i kompetencji potrzebnych potem dorosłym mężczyznom w życiu społecznym i rodzicielstwie. Choćby z tego powodu obowiązek wychowywania dzieci wciąż spoczywa głównie na barkach kobiet. Z kolei założenie, że zestaw małego majsterkowicza nie sprawdzi się jako prezent dla dziewczynki, może prowadzić do przekonania, że pewne profesje i zajęcia są domeną wyłącznie mężczyzn. Potem na uczelniach technicznych brakuje kobiet…

…a wszyscy twierdzą, że baby nie potrafią same niczego naprawić w domu. Jak wobec takich komentarzy wychowywać dziecko dowolnej płci w sposób równościowy? Co z tego, że pozwolę nosić synowi różowe ubrania, skoro muszę potem wysłać go do przedszkola i szkoły, gdzie podział płciowy jest zwykle bardzo sztywny i narazi go na szykany?

Proponuję skupić się najpierw na dobru własnego dziecka i tym, na co sami mamy wpływ. Jeśli stworzę mu fundamenty krytycznego wobec stereotypów myślenia, szansa, że poradzi sobie z nimi w szkole, wzrasta – tak samo jak odporność na to, co powiedzą inni. W swojej książce podkreślam, że rodzic odpowiada za przygotowanie dziecka do życia społecznego, a nie – za cudze poglądy. Najpewniej nie uchronimy dziecka przed docinkami, ale możemy przed bezrefleksyjnym przyjmowaniem ich do siebie albo – co gorsza – poczuciem winy za zachowania innych. Jeśli dodatkowo uświadomimy sobie, jak wielkie śmiertelne żniwo w postaci samobójstw i zaniedbywania własnego zdrowia zbiera kulturowa presja udowadniania stereotypowej męskości, będziemy mieć większą motywację do rozbrajania stereotypów we własnym domu i z własnym synem.

Kto to robi częściej – matki czy ojcowie?

Matki, ale dotarłam do badań, wedle których doświadczenie posiadania córki sprawia, że ojcowie stają się bardziej równościowi i lepiej rozumieją konieczność dekonstrukcji patriarchatu. Widzą wtedy wyraźniej, jak krzywdzi on nie tylko ich dzieci, lecz także ich samych. W przypadku synów bywa już nieco inaczej, więc można się zastanawiać, skąd właściwie czerpać właściwe wzorce.

No właśnie – skąd?

Czytałam niedawno o tym, że John Lennon z patriarchalnego dziada, którym był jako młody mężczyzna, zmienił się w feministę dzięki artystce i swojej partnerce Yoko Ono. Warto więc słuchać kobiet, które dzielą się swoim doświadczeniem życia w patriarchalnym świecie. Nie dlatego, że mają teraz objaśniać mężczyznom świat albo że równouprawnienie jest wyłącznie ich sprawą, lecz z uwagi na to, że system premiujący męskość wymusił na kobietach pracę przeciwko własnej opresji – rozwijanie świadomości, języka i strategii oporu. Mężczyźni rzadziej musieli wykonywać tę pracę, bo patriarchat częściej działał na ich korzyść, choć jednocześnie odbierał im dostęp do emocji, bliskości i pełnego człowieczeństwa. Potrzebujemy dużej otwartości mężczyzn na wiedzę i doświadczenie ruchów kobiecych i równościowych, a także – tworzenia własnych przestrzeni i inicjatyw, które nie będą postrzegać feminizmu jako zagrożenia dla męskości.

Słowem: „Nie palcie komitetów, zakładajcie własne”.

Otóż to. Dopiero wtedy można zobaczyć, że patriarchat nie tylko daje przywileje, lecz także wiele mężczyznom odbiera. Bez takiej refleksji trudno będzie oczekiwać, by ojciec wpoił synowi coś, czego sam nie przepracował.

Cztery lata temu, gdy pytałam cię o inicjatywy dotyczące pozytywnej męskości i chłopięcości, mówiłaś, że ten trend dopiero raczkuje. Co się od tamtej pory zmieniło?

Niestety, wciąż niewiele. Wprawdzie funkcjonują takie grupy jak Sztama, która wyszkoliła edukatorów współpracujących z chłopcami w całej Polsce. Są takie miasta, w których na poziomie samorządów stworzono programy wspierające i godnościowe z myślą o chłopakach. Pojawiają się kolejne podcasty poruszające tę tematykę, ale to za mało. W dodatku tę dyskusję najczęściej inicjują kobiety albo – gdy zajmują się emancypacją dziewcząt – wciąż dostają pytania: „A co z chłopcami?”. Sama jako twórczyni projektu „Jak wychowywać dziewczynki?” długo musiałam się z tego tłumaczyć, choć przecież mogłabym ze względu na to, że mam dwie córki, skupić się tylko na nich, zamiast wyręczać ojców synów.

Ale dziś upominasz się o wszystkie dzieci.

Bo to leży w interesie nas wszystkich. Mam jednak wrażenie, że odpowiedzialność za myślenie o chłopcach wciąż jest przerzucana na kobiety. Niedawno uczestniczyłam w konferencji o męskości, której uczestniczkami były głównie kobiety, a jednocześnie wciąż słyszę pretensje pod adresem feministek, że interesuje je wyłącznie wzmacnianie dziewczynek. Nie uważam, że wspieranie jednych odbywa się kosztem zaniedbania drugich. Jednocześnie wiem, że jeśli nie poddamy wychowania chłopców takiej samej refleksji i zmianom jak wychowania dziewczynek, trudno będzie mówić o dobrej wspólnej przyszłości. Jakie społeczeństwo zbudujemy, jeśli dziewczynkom będziemy powtarzać: „Możesz wszystko”, a chłopców nadal będziemy uczyć: „Nie wolno być jak dziewczyna”?

Książka „Pułapka płci”

Książka „Pułapka płci. Jak przygotować dzieci do życia w świecie pełnym stereotypów” Magdy Korczyńskiej Autor zdjęcia: Materiały prasowe

Znana feministka bell hooks pisała, że patriarchat wymaga od chłopców, a potem mężczyzn bycia emocjonalnymi kalekami – zdolnymi zabijać, ale nie czuć. Czy twoim zdaniem wychowanie chłopców wciąż idzie dokładnie w tym kierunku? 

Niestety, w dużej mierze tak. Choć coraz więcej mówimy o tzw. kryzysie męskości, męskiej samotności czy zdrowiu psychicznym, to w praktyce nadal uczymy chłopców tłumienia emocji, rywalizacji i dystansu wobec własnej wrażliwości. A potem dziwimy się statystykom przemocy, depresji czy radykalizacji. Te zjawiska nie biorą się znikąd, to są konsekwencje bardzo spójnego modelu wychowania. Problem polega też na tym, że odpowiedzialność za zmianę wciąż rzadko biorą na siebie sami mężczyźni albo robią to w sposób, który paradoksalnie wzmacnia patriarchalne skrypty. Zamiast pytać, skąd biorą się określone potrzeby i zainteresowania chłopców, często traktuje się je jako „naturalne” i niepodlegające refleksji. Miałam z tym do czynienia na wspomnianej konferencji w Krakowie, gdzie pomysłem na to, by zachęcać chłopców do czytania książek, było proponowanie im opowieści o broni i czołgach.

W takim razie trzeba zabrać im plastikowe pistolety i zakazać zabawy w wojnę?

Albo zastanowić się, skąd bierze się przekonanie, że broń czy przemoc stanowią „naturalne” zainteresowania chłopców. Przecież to nie jest biologiczny instynkt, tylko efekt socjalizacji. Jeśli od najmłodszych lat podsuwamy im konkretne zabawki, narracje i wzorce, to trudno się dziwić, że później właśnie one wydają się oczywiste. Musimy sobie zadać pytanie, czy naprawdę chcemy bezrefleksyjnie to wzmacniać? A z chłopcem, który chce się bawić w taki, a nie inny sposób, pomyśleć nad tym, jakie potrzeby to u niego zaspokaja? Może rywalizację, może poczucie władzy, bycie zauważonym? Wtedy warto sprawdzić, czy np. gry zespołowe, zajęcia kreatywne albo sport nie są zdrowszą realizacją tych imperatywów. Nie opowiadam się więc za zakazami ani radykalnymi gestami. Nie wierzę w wychowanie oparte na odbieraniu i narzucaniu, ale w poszerzanie repertuaru i rozmowę – już tak. Problem zaczyna się wtedy, gdy mówimy: „Chłopcy tak mają”. Nie mają. Oni się tego uczą. A pistolet bywa po prostu skrótem myślowym, który zwalnia dorosłych z refleksji.

Magda Korczyńska

Magda Korczyńska, autorka książki „Pułapka płci” Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Podkreślasz, że kluczowa jest rozmowa – i to od bardzo wczesnego wieku. To znaczy, że nie ma zbyt trudnych tematów dla kilkulatka?

O wiele łatwiej jest rodzicom rozmawiać o stereotypach związanych z płcią z młodszymi dziećmi niż z buntującymi się nastolatkami, dla których to grupa rówieśnicza jest najważniejszym punktem odniesienia. Dlatego w książce dużo piszę o rozwijaniu krytycznej refleksji u najmłodszych dzieci. Widzę to na przykładzie moich córek. Dziś mają 10 i 12 lat, ale już w zerówce pytały np., dlaczego polecenie w podręczniku jest napisane w rodzaju męskim, skoro one są dziewczynkami. Dyskutowałyśmy o tym, dlaczego kultura uznała, że męska końcówka jest priorytetowa, a teraz same potrafią bardzo świadomie czytać książki, także szkolne lektury, i zauważać, jak stereotypowo Sienkiewicz opisuje Nel w „Pustyni i w puszczy”. To nie wzięło się znikąd. To efekt codziennych rozmów, zadawania pytań, wspólnego czytania i przyglądania się wszystkiemu, co kultura nam podsuwa jako „normalne”. Dokładnie tego samego potrzebują chłopcy – przestrzeni do myślenia, czucia i kwestionowania gotowych skryptów.

To wymaga jednak sporego zasobu wiedzy od rodzica. Niektórych pytania o paradoksy kulturowe mogą przytłoczyć.

Rodzice nie muszą robić doktoratu z gender studies, by świadomie wychowywać dzieci. Mogą czytać książki takie jak moja, a na pewno przyda im się uważność i podstawowa wiedza o tym, czym jest płeć kulturowa: jak przejawia się w wyglądzie, cechach, zainteresowaniach, emocjach. U chłopców bardzo silnie wiąże się to z przemocą, choć wiem, że dla części rodziców to trudne do przyjęcia. Ale jeśli zostawimy chłopców w patriarchalnym modelu, to ryzyko, że będą oni sprawcami lub ofiarami przemocy, naprawdę rośnie. Nie chodzi o to, żeby zakładać od razu, że chłopak będzie kiedyś oprawcą, tylko by pokazywać mu to, ile niezauważanej, zinternalizowanej przemocy jest wokół nas. Edukacja równościowa jest tu formą profilaktyki, ale też ważne okazuje się codzienne unikanie reprodukcji stereotypów, np. w podziale ról w domu.

Co dokładnie masz na myśli?

Badania pokazują, że wolnym od uprzedzeń postawom sprzyja to, gdy mama pracuje zawodowo. Z kolei nadmierne wyręczanie synów przez matki w pracach domowych i obsłudze samych siebie będą skutkować przekonaniem, że te zadania należą wyłącznie do kobiet.

Gdy przyjeżdżam do domu, mama często mówi mi: „Zrób bratu herbatę”, a przecież oboje jesteśmy gośćmi.

No właśnie! Te drobne codzienne gesty budują wzorzec ról płciowych. Bardzo ważne są też relacje między dorosłymi: jak partnerzy się do siebie odnoszą, na kim spoczywają obowiązki domowe, kto ponosi odpowiedzialność za utrzymanie, jaki ma stosunek do własnego ciała i czy komentuje wygląd drugiej osoby. Jeśli mama sprząta i wymaga odrabiania lekcji, a do tego ciągle narzeka na swoją wagę, a ojciec jest od tych fajnych wyjść na plac zabaw i do kina i nie przejmuje się wyglądem czy zdrowiem, mamy do czynienia z ewidentną nierównością. Dzieci to wszystko obserwują i na tej podstawie budują swoje wzorce.

A szkoła? Gdzie widzisz największe problemy oprócz tego, że dziewczynki zniechęca się do zainteresowania naukami ścisłymi, a chłopców – do humanistyki? 

Najbardziej zapalnym obszarem jest WF i sport. Piłka nożna jako „bastion chłopców”, wyśmiewanie dziewczynek, postawy nauczycieli – to wszystko sprzyja budowaniu podejścia do aktywności fizycznej i możliwości dzieci. Kolejny istotny obszar to emocje. Wśród pedagogów często panuje inne przyzwolenie na złość u chłopców, inne u dziewczynek. To wszystko wpływa na późniejsze wybory edukacyjne i zawodowe, a także relacje, jeśli np. chłopięce naruszanie granic dziewcząt jest ignorowane i sprowadzane do „końskich zalotów”.

Jak znaleźć równowagę między tym, co determinowane biologią i kulturą?

Najprościej mówiąc: obserwować dziecko. Każde ma swój temperament, talenty, wrażliwość. Kluczowe jest podążanie za dzieckiem, a nie za projekcjami wynikającymi z płci czy oczekiwań otoczenia. To trudne, bo wymaga pracy rodzica nad sobą, ale możliwe. Paradoksalnie nadopiekuńcze mamy bywają największymi strażniczkami patriarchatu, bo utrwalają przekonanie, że chłopcom należy wszystko podać pod nos, a od dziewczynek wymagać angażowania się w „pomoc” w domu. Bardzo ważne jest także dbanie o wymianę i kontakt między dziewczynkami a chłopcami. 

Przecież mamy koedukacyjną szkołę.

Ale i tak już w przedszkolu dziewczyny i chłopcy bawią się osobno, inaczej się ubierają, uprawiają inne sporty, chodzą na inne zajęcia dodatkowe. Nawet kiedy trafiają do internetu – jak pokazują badania – chłopcy częściej grają w gry, a dziewczyny spędzają czas w mediach społecznościowych. Funkcjonują więc w zupełnie różnych „bańkach komunikacyjnych”. W efekcie nie jest niczym dziwnym, że później chłopcy myślą o dziewczynach jako o „głupich”, oderwanych od rzeczywistości istotach skupionych wyłącznie na wyglądzie, a dziewczyny z kolei często mają bardzo stereotypowe przekonania na temat chłopaków. Potem pojawia się ogromny „rozjazd” między płciami, w efekcie mówimy o kryzysie relacji, o demografii, o problemach z budowaniem związków. To wszystko ma swój początek bardzo wcześnie – już w przedszkolu, w przysłowiowej piaskownicy. Przykładem są choćby urodziny organizowane wyłącznie dla dziewczynek albo wyłącznie dla chłopców. Rodzice zapraszają tylko dzieci „tej samej płci”, z góry wykluczając drugą stronę. Dlatego warto dbać o wspólne przestrzenie, w których dzieci mogą być razem i doświadczać siebie nawzajem poza sztywnymi grupami szkolnymi, gdzie dynamika relacji jest z góry ustalona.

Co sądzisz o modzie na gender reveal party?

Widzę w tym raczej przejaw obsesji na punkcie płci, która staje się kluczową informacją na temat dziecka. Bez wiedzy, czy będziemy rodzicami dziewczynki, czy chłopca, trudno nam sobie wyobrazić nasze życie jako rodziców. Sama chęć wiedzy jest zrozumiała, ale robienie z tego wielkiego spektaklu wzmacnia przekaz, że płeć jest najważniejszą informacją o dziecku – a to po prostu nieprawda.

Czy spotykasz się z oporem wobec swoich poglądów?

Tak, zwłaszcza w rodzinie. Dlatego często wybieram strategię rozmowy z dziećmi zamiast otwartej konfrontacji z dorosłymi. Tłumaczę im, że ludzie mogą mieć różne wartości i że da się z tym żyć, zachowując własne granice. Każda taka rozmowa jest dla dzieci lekcją krytycznego myślenia.

Co najbardziej cię zaskoczyło podczas pracy nad książką?

Badania pokazujące, że już zachowania i emocje niemowląt są inaczej traktowane w zależności od płci dziecka. Płacz dziewczynki częściej interpretujemy jako potrzebę bliskości, a płacz chłopca – jako złość. Chłopcom szybciej odmawia się dotyku. To porażające, bo pokazuje, jak wcześnie zaczyna się emocjonalna deprywacja. Oprócz tego są bardzo budujące badania potwierdzające, że wychowanie egalitarne działa: dzieci z takich domów mają lepszą samoocenę, większą odporność psychiczną i lepiej radzą sobie w życiu.

Gdybyś miała zostawić rodziców z jednym przesłaniem, to co by to było?

Przytulajcie chłopców. Rozmawiajcie z dziećmi. Budujcie empatię międzypłciową od najmłodszych lat. Pokazujcie, że więcej nas łączy, niż dzieli. Od tego naprawdę wszystko się zaczyna. Doktora hab. Natasza Kosakowska-Berezecka, która recenzowała moją książkę i prowadzi badania na temat męskości i kobiecości w różnych kulturach, powiedziała mi niedawno, że kluczowa w poszukiwaniach pozytywnego podejścia do równości jest tzw. empatia międzypłciowa. I ja się z nią zgadzam, ale takiej empatii trzeba uczyć dzieci już w piaskownicy. I samemu dawać przykład. 

Więcej w tym temacie:

Paulina_Januszewska

Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.

Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.

Czytaj więcej

1920x1080_ex

Nie pytaj, czy wracać do byłej. Zapytaj, co nowego możecie sobie dać

Ponad dwie dekady po rozstaniu Michał Wiśniewski i Mandaryna znów są razem. W międzyczasie każde z nich zdążyło przeżyć osobne życie, a w przypadku Wiśniewskiego także kolejne małżeństwa. Taka historia aż prosi się o romantyczną puentę o miłości, która przetrwała próbę czasu.

Glue Running – popularna, dynamicznie rozwijająca się społeczność biegowa, która skupia biegaczy w kilku największych miastach Polski, w tym w Krakowie i Warszawie

Czy Strava może okazać się nowym Tinderem?

Internet i aplikacje coraz częściej zastępują bezpośredni kontakt między ludźmi – także ten pierwszy. Pandemia dodatkowo przyspieszyła ten trend, a jednocześnie wywołała boom na aktywność fizyczną – szczególnie outdoorową i grupową. Wraz z popularnością sportowych społeczności rośnie liczba użytkowników aplikacji takich jak Strava, które dla wielu stały się nową przestrzenią poznawania ludzi – niczym Tinder dla aktywnych.

Niewerbalny Język ojcowskiej miłości

Niewerbalny język miłości ojców. Dlaczego łatwiej umyć samochód, niż powiedzieć „kocham”?

Okazywanie uczuć i emocji nie musi być wyłącznie werbalne. – W przypadku ojców to, co najważniejsze, częściej bywa wyrażane za pomocą gestów – mówi nam psychoterapeuta Michał Pozdał.

Czemu zdradzamy?

„I że cię nie opuszczę... aż do kolejnych motyli w brzuchu”. Czemu zdradzamy?

Skoro coraz bardziej kontestujemy monogamię, a prawo i obyczaje nie zmuszają nas do niej tak silnie, jak naszych przodków, to czemu wciąż wybieramy niewierność zamiast etycznej poliamorii?

Ewa Woydyłło

Czy szczęścia naprawdę można się nauczyć? Pytamy Ewę Woydyłło

Nie nazwałabym szczęścia kompetencją, ale jak najbardziej zgadzam się z tym, że ponosimy odpowiedzialność za jego osiągnięcie – mówi nam dra Ewa Woydyłło.

Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing

Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing. Jak wpadliśmy w pułapkę bycia lepszą wersją siebie?

Kult nieustanne samodoskonalenia trwa. Po jednej stronie mamy pogoń za lepszym wyglądem i próbą zatrzymania biologicznego zegara. Po drugiej – friction-maxxing, który ma przywracać nam sprawczość. Gdzie szukać rozwiązań i – co ważniejsze – jak nie stracić w tym siebie?

Eksperci radzą, jak być dobrym partnerem

Myślisz, że jesteś dobrym partnerem. Eksperci mają inne zdanie

Nie chodzi o wielkie gesty. Chodzi o to, czy naprawdę słuchasz, czy potrafisz odpuścić rację i czy wiesz, czego twój partner lub partnerka tak naprawdę potrzebuje – zanim sami ci o tym powiedzą.

Dlaczego nie dorastamy?

Nie dorastamy, bo nas na to nie stać?

Wielu z nas wychowali zupełnie niedojrzali i niegotowi do roli opiekunów rodzice, ale słyszymy, że to my jesteśmy zdziecinniali. A co powiedzieć o apologetach i architektach systemu, w którym ciężka, uczciwa praca nie gwarantuje stabilności?