Kiedy odciąć się od rodziny? Przypadek Brooklyna Beckhama
PARTNERZY SERWISU

Psychologia i relacje
Kiedy odciąć się od rodziny? Przypadek Brooklyna Beckhama
Celebrycko-bogolska drama jakich wiele czy realny konflikt, z którym może utożsamić się niejeden Kowalski? Niezależnie od tego, co myślicie o medialnych scysjach w klanie Beckhamów, jedno jest pewne: historia Brooklyna Beckhama uruchomiła temat, który rzadko bywa omawiany bez emocji i ocen. Czy dorosłe dziecko ma prawo odciąć się od rodziców?
Udostępnij
Brooklyn Beckham i Nicola Peltz Autor zdjęcia: Stefanie Keenan/Getty Images
Najstarszego syna jednej z najpopularniejszych it-couple, Victorii i Davida Beckhamów, już mianowano nowym księciem Harrym skrzyżowanym z klanem Kardashianów. Wszystko dlatego, że Brooklyn, o którym mowa, postanowił publicznie zdystansować się do swojej rodziny. Decyzję podjął po tym, jak rodzice mieli – co od dłuższego czasu insynuowały media i co sam zainteresowany stwierdził w oświadczeniu opublikowanym na Instagramie – wielokrotnie sabotować jego związek małżeński.
Brooklyn nie może zwłaszcza zapomnieć o „najbardziej poniżającym momencie w swoim życiu”, czyli „niestosownym tańcu Victorii” na swoim weselu. Nie muszę chyba dodawać, że memiarze nie nadążają z interpretacją tych słów. Ale na pewno warto zwrócić uwagę też na poważniej brzmiące zarzuty Brooklyna. Relacja z wybranką jego serca, Nicolą Peltz, ma rzekomo nie wpisywać się w starannie zarządzany wizerunek marki stworzonej przez ekspiłkarza i byłą Spajsetkę, którzy jednocześnie mają uzależniać miłość do syna od jego gotowości do stawiania się na każde ich PR-owe zawołanie. Teraz Brooklyn chce wybić się na niezależność. Czy robi to świadomie?
Elitarny mezalians
Młody Beckham związał się z kobietą pochodzącą z zupełnie innego świata wpływów niż jego rodzice. Nicola to córka miliardera, potentata branży spożywczej, bywalca salonów władzy i biznesu, Nelsona Peltza, który poznał Donalda Trumpa z Elonem Muskiem i próbował np. wpływać na disneyowską popkulturę, twierdząc, że rozrywkowy gigant jest zbyt woke. Może konserwatywne i kontrowersyjne przyjaźnie, a także poglądy pana Peltza były tym, co zniechęca raczej liberalnych Beckhamów do synowej? A może rację ma Victoria, która stara się przekonywać, że prawdziwym czarnym charakterem w tej opowieści jest manipulująca Brooklynem Nicola?
Prawdopodobnie nigdy nie dojdziemy do prawdy, choć teorie spiskowe na ten temat pęcznieją jak grzyby na deszczu dokładnie tak samo jak wtedy, gdy świat żył buntem wspomnianego już księcia Harry’ego. Większość internetowego komentariatu już wydała wyrok na Brooklyna, mianując go kolejnym niewdzięcznym, wyrodnym nepo baby, które zapomniało, skąd pochodzi, wżeniając się w rodzinę na tyle wpływową i zamożną, że mogłaby kupić Beckhamów pięć razy.
Jestem wprawdzie daleka od współczucia uprzywilejowanym dzieciakom bogatych rodziców, ale faktem jest, że ten ponoć do bólu rozpieszczony Brooklyn, jeszcze zanim przyszedł na świat, był przedmiotem rodzicielskiego handlu prywatnością. Może wreszcie odcina pępowinę od toksycznych rodziców?
Nie zdziwiłabym się, gdyby miał tego dosyć narzucanego mu image’u (no, chyba że Peltzowie po prostu płacą mu za niego więcej). Można by to jednak przełożyć na jakiś bliższy ziemi i nam, maluczkim, kontekst, traktując aferę jako kolejną przestrogę dla zwolenników nieograniczonego sharentingu, a także tych rodzin, w których wszyscy chcą sobie wzajemnie układać życia, ignorując granice swoich bliskich. Dla ilu z was taki scenariusz brzmi znajomo bez miliardów funtów albo dolarów w tle?
Płynąc z falą oburzenia i niezdrowej ekscytacji Beckhamami, łatwo przeoczyć pytanie znacznie ważniejsze niż to, kto ma rację. Co, jeśli za medialną wrzawą kryje się nie kaprys rozpieszczonego celebryckiego dziecka, lecz doświadczenie znane milionom ludzi na całym świecie? Może właśnie obserwujemy luksusową wersję konfliktu, w którym dorosłe dziecko próbuje odzyskać autonomię, a rodzice – świadomie lub nie – nie potrafią odpuścić kontroli? No bo jak inaczej nazwalibyście to, że zamiast pierwszego tańca z nową żoną wasza matka każe wam na weselu tańczyć ze sobą? Czy ma prawo tego wymagać nawet wtedy, gdy płaci za imprezę?
Kiedy trzeba powiedzieć „dość”
Rozpoznanie momentu, w którym może się okazać, że kontakty z rodziną przynoszą więcej szkód niż pożytku, z pewnością nie należy do oczywistości. Dlatego odłożyłam popcorn i spytałam Ameerę Annę Ibrahim – psycholożkę, psychoterapeutkę oraz założycielką warszawskiej Kliniki Dobrych Relacji, na co warto zwrócić uwagę, gdy czujecie, że ciągle nie możecie być sobą.
– Sygnały systematycznego naruszania granic to takie, które można byłoby ująć w pewien powtarzalny wzorzec relacji. Manifestuje się on m.in. tym, że prośby poszanowania prywatności czy też autonomii danej osoby są konsekwentnie bagatelizowane lub umniejszane, zrzucane na karb jej „nadwrażliwości”. Często wyrażane w komunikatach typu „przesadzasz”, „taki mam charakter” albo „nie powinnaś/powinieneś mieć takich emocji”, żeby zaprzeczyć uczuciom jednostki, wprowadzając ją w stan zagubienia i zwątpienia we własny osąd – mówi specjalistka, zwracając uwagę na takie przypadki, w których granice są uznawane tylko chwilowo i bezrefleksyjnie celem chwilowego załagodzenia konfliktu, ale tak naprawdę – z zamiarem powrotu do dotychczasowej „normy”.
– To, co również powinno być alarmujące w kontekście granic, to sytuacje, w których po ich postawieniu, pojawia się obrażanie, złość, cisza, emocjonalnie wycofanie. Zamiast dialogu jest kara bądź presja emocjonalna. Przy próbach rozmowy na ten temat może także pojawiać się wciąganie innych członków rodziny, by wywrzeć określony wpływ, czyli nacisk na to, by dana osoba odstąpiła od swoich granic. Charakterystyczne jest też reinterpretowanie rzeczywistości w taki sposób, który czyni ze strony asertywnej tą, która jest problematyczna – dodaje moja rozmówczyni, tłumacząc, że jeśli granice w relacji są regularnie ignorowane, a druga strona nie widzi w tym swojej odpowiedzialności, to nie brak umiejętności stawiania granic stanowi problem, lecz brak zdolności drugiej osoby do ich respektowania.
– Kluczowym wskaźnikiem systematycznego naruszania granic jest zatem brak jakiejkolwiek realnej zmiany mimo wielokrotnie formułowanych próśb – podkreśla Ibrahim.
Konsekwencją takiego stanu rzeczy może być zdrowe, czasowe zdystansowanie się od rodziny, a nawet decyzja o całkowitym zerwaniu relacji. Jak ocenić to, czy mamy do czynienia z ochroną zdrowia psychicznego, a nie efektem eskalacji konfliktu? Kryteria psychologiczne obserwowane z perspektywy gabinetu terapeutycznego pomagają to zrobić. Według Ameery Anny Ibrahim w pierwszej kolejności warto przyjrzeć się temu, w jaki sposób przebiega taka decyzja.
– Jeśli jest ona impulsywna, nagła, podejmowana pod wpływem intensywnych emocji, to raczej nie wskazuje na świadomy i przemyślany wybór. Gdy główną motywacją jest potrzebą wygrania, udowodnienia swoich racji, ukarania kogoś i okazania swojego gniewu, wówczas może to być element eskalacji konfliktu, a nie jego wyciszenie. Działania ochronne, zabezpieczające zdrowie psychiczne, takie jak czasowe zdystansowania się czy nawet zupełne zerwanie kontaktu, są poprzedzone próbami podjęcia dialogu, rozwiązania problemu oraz pracy nad sobą i relacją. Decyzja o czasowym ustaniu kontaktów ma na celu uspokojenie emocji oraz przemyślenie, a następnie sformułowanie oczekiwań każdej ze stron. Nie opiera się ona na demonizowaniu kogoś, lecz na próbie rzeczywistego spojrzenia na sytuację. Pozostawia też otwartość na powrót relacji, jeśli będzie ona spełniać ustalone warunki – słyszę.
Wyrodni i samotni
Jednocześnie nie można zapominać o tym, że „całkowite zerwanie kontaktów rodzinnych jest dla wielu osób bardzo trudne i często łączy się z poczuciem wykorzenienia i osamotnienia”.
– Bywa jednak, że jest ono konieczne do poprawy funkcjonowania psychicznego –zwłaszcza gdy relacje rodzinne znacząco destabilizują czyjąś równowagę życiową, prowadząc do rozwoju zaburzeń obrazu siebie, więzi, nastroju, trudności emocjonalnych czy nawet objawów somatycznych. W takich przypadkach mimo doświadczania żalu i straty, związanego z zakończeniem relacji, jest też widoczna wyraźna ulga oraz uczucie wewnętrznej stabilizacji – przekonuje psychoterapeutka.
Z pewnością osiągnięcie względnego dobrostanu utrudnia społeczne odium, z jakim mierzą się „wyrodne”, oskarżane o zdradę i niewdzięczność dzieci. Moja rozmówczyni zaznacza jednak, że oczekiwanie obligatoryjnej lojalności względem rodziny jest bardzo krzywdzące i niebezpieczne. Dlaczego? Bo – jak tłumaczy mi Ibrahim – stanowi przyzwolenie na zachowania przemocowe oraz poświęcenie siebie w imię „wyższych wartości”. To stąd biorą się potem stwierdzenia o publicznym praniu brudów, a przecież milczenie o domowej przemocy czy przekroczeniach jedynie je legitymizuje i przedłuża.
– Należy zauważyć, że to, co rodzice dawali dziecku, było ich wyborem, odpowiedzialnością oraz obowiązkiem związanym z opieką nad nim, a nie kontraktem z oczekiwaniem zwrotu. Dorosłe dziecko nie jest zobligowane do wypełniana wizji rodziców czy regulowania ich emocji kosztem siebie. Poczucie winy często jest wyuczoną reakcją warunkową z przeszłości – wskazuje specjalistka, nie poprzestając jednak na diagnozie problemów, ale proponując terapeutyczne rozwiązania.
– Pomocne może być odróżnianie realnej krzywdy, którą komuś wyrządzamy, od krzywdy narracyjnej, np.: „Jest mi przykro, bo nie zostałeś lekarzem i nie kontynuujesz naszej tradycji”. Każdy ma prawo do własnych wyborów, nawet jeśli nie wpisują się one w to, czego chcieliby rodzice. Czyjeś rozczarowanie czy ból nie zawsze łączą się z faktycznym przewinieniem. Wywoływanie poczucia winy może mieć na celu dalsze naruszanie granic, a nie realną naprawę relacji oraz akceptację różnorodności potrzeb – dodaje moja rozmówczyni i proponuje zadać sobie w takich sytuacjach pytanie: czy jestem w kontakcie z rodziną tym, kim faktycznie chcę być, czy tym, kim być muszę?
– Jeśli komuś towarzyszy odczucie, że nie powinien ujawniać jakichś części siebie albo musi z nich rezygnować w imię zachowania rodzinnej równowagi, to może być ważną informacją w kontekście naruszania granic – podsumowuje Ameera Anna Ibrahim.
Być może więc historia Brooklyna Beckhama jest tylko kolejnym medialnym spektaklem, ale istnieje szansa, że zadziała jak lustro, w którym odbijają się znacznie bardziej powszechne doświadczenia. Niezależnie od nazwiska, statusu i liczby zer na koncie mechanizmy psychologiczne pozostają te same. Decyzja o odcięciu się od rodziców rzadko jest aktem niewdzięczności, częściej bywa desperacką próbą ocalenia siebie.
Więcej w tym temacie:
- Niewerbalny język miłości ojców. Dlaczego łatwiej umyć samochód, niż powiedzieć „kocham”?
- Tata w pracy czy w domu? Czy współcześni ojcowie mają wybór?
- Matki i synowie: co naprawdę jest trudnego w wychowaniu chłopca? Marta Niedźwiecka odpowiada
- Jak mieć kanapkę i ją zjeść? O wypaleniu sandwich generation
- Odłóż telefon, usiądź przy stole. Gessler i Chmura o sztuce bycia razem
- Diagnoza to nie wyrok. Co naprawdę oznacza męska niepłodność?
Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.
Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Psychologia i relacje
Nie pytaj, czy wracać do byłej. Zapytaj, co nowego możecie sobie dać
Ponad dwie dekady po rozstaniu Michał Wiśniewski i Mandaryna znów są razem. W międzyczasie każde z nich zdążyło przeżyć osobne życie, a w przypadku Wiśniewskiego także kolejne małżeństwa. Taka historia aż prosi się o romantyczną puentę o miłości, która przetrwała próbę czasu.
Psychologia i relacje
Czy Strava może okazać się nowym Tinderem?
Internet i aplikacje coraz częściej zastępują bezpośredni kontakt między ludźmi – także ten pierwszy. Pandemia dodatkowo przyspieszyła ten trend, a jednocześnie wywołała boom na aktywność fizyczną – szczególnie outdoorową i grupową. Wraz z popularnością sportowych społeczności rośnie liczba użytkowników aplikacji takich jak Strava, które dla wielu stały się nową przestrzenią poznawania ludzi – niczym Tinder dla aktywnych.
Psychologia i relacje
Niewerbalny język miłości ojców. Dlaczego łatwiej umyć samochód, niż powiedzieć „kocham”?
Okazywanie uczuć i emocji nie musi być wyłącznie werbalne. – W przypadku ojców to, co najważniejsze, częściej bywa wyrażane za pomocą gestów – mówi nam psychoterapeuta Michał Pozdał.
Psychologia i relacje
„I że cię nie opuszczę... aż do kolejnych motyli w brzuchu”. Czemu zdradzamy?
Skoro coraz bardziej kontestujemy monogamię, a prawo i obyczaje nie zmuszają nas do niej tak silnie, jak naszych przodków, to czemu wciąż wybieramy niewierność zamiast etycznej poliamorii?
Psychologia i relacje
Czy szczęścia naprawdę można się nauczyć? Pytamy Ewę Woydyłło
Nie nazwałabym szczęścia kompetencją, ale jak najbardziej zgadzam się z tym, że ponosimy odpowiedzialność za jego osiągnięcie – mówi nam dra Ewa Woydyłło.
Psychologia i relacje
Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing. Jak wpadliśmy w pułapkę bycia lepszą wersją siebie?
Kult nieustanne samodoskonalenia trwa. Po jednej stronie mamy pogoń za lepszym wyglądem i próbą zatrzymania biologicznego zegara. Po drugiej – friction-maxxing, który ma przywracać nam sprawczość. Gdzie szukać rozwiązań i – co ważniejsze – jak nie stracić w tym siebie?
Psychologia i relacje
Myślisz, że jesteś dobrym partnerem. Eksperci mają inne zdanie
Nie chodzi o wielkie gesty. Chodzi o to, czy naprawdę słuchasz, czy potrafisz odpuścić rację i czy wiesz, czego twój partner lub partnerka tak naprawdę potrzebuje – zanim sami ci o tym powiedzą.
Psychologia i relacje
Nie dorastamy, bo nas na to nie stać?
Wielu z nas wychowali zupełnie niedojrzali i niegotowi do roli opiekunów rodzice, ale słyszymy, że to my jesteśmy zdziecinniali. A co powiedzieć o apologetach i architektach systemu, w którym ciężka, uczciwa praca nie gwarantuje stabilności?