PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo
Idealne święta? Tradycyjnie po swojemu

Psychologia i relacje

Idealne święta? Tradycyjnie po swojemu

Co dziś znaczy spędzać święta tradycyjnie? Trudne pytanie, bo rytuały się zmieniają. Ale może zamiast czuć się zakładnikami tradycji, warto wybrać bardziej świadomie – dbając o to, co ważne dla nas i bliskich. Co wybierzesz? Wyjazd czy „deser z wdzięcznością”?

Udostępnij

Autor zdjęcia: Getty Images / Paul Drinkwater/NBCU Photo Bank

Kinga Nowicka
23.12.2025

Gdyby Polak dostał na święta pięć tysięcy złotych, najchętniej przeznaczyłby je na wyjazd świąteczny – tak mówi opublikowany na początku grudnia raport z badania „Finanse a Święta” (zrealizowanego przez Maison & Partners dla ANG Odpowiedzialne Finanse). I choć dotyczy to wybranej grupy osób, wielu z nas mogłoby się pod tym podpisać. Ale czy to, że w tym okresie chętnie odpoczęlibyśmy od obowiązków i zrzucili z siebie brzemię przygotowań, oznacza ucieczkę od świąt i rytuałów z nimi związanych, jakie znamy z dzieciństwa? Niekoniecznie.
 

Tradycja: forma czy sens?

Tradycja dla każdego znaczy coś innego. I słusznie, bo samo pojęcie jest bardzo szerokie. 
– Tradycja obejmuje różne zwyczaje, obrzędy, normy i zachowania. A żeby tradycja była żywa, musi być przekazywana dalej, czyli młodsze pokolenia muszą się nią zainteresować – tłumaczy dr Aleksandra Paprot-Wielopolska, antropolożka i kulturoznawczyni, adiunktka w Zakładzie Etnologii Polski i Antropologii Historii w Instytucie Antropologii Uniwersytetu Gdańskiego. Dodaje również, że do tradycji podchodzimy wybiórczo i przejmujemy to, co nam odpowiada. Nie bez wpływu pozostają zmieniające się czasy, a wraz z nimi trendy i fakt, że – jak zauważa antropolożka – żyjemy w „supermarkecie kultury” (pisał o tym antropolog Gordon Mathews, opisując współczesną kulturę jako wielość możliwych wyborów, z których jednostka składa własną tożsamość).

Dlatego tradycje, nawet te regionalne, mieszają się z nowymi zwyczajami oraz popkulturą i tworzą się tzw. tradycje wynalezione. Najpierw dzielimy się opłatkiem, a później zasiadamy przed telewizorem i oglądamy „Kevina samego w domu” – brzmi znajomo, prawda? Doktor Paprot-Wielopolska zwraca uwagę, że takie tradycje wynalezione służą budowaniu więzi. A w kontekście tradycji świątecznych, najważniejszym aspektem jest właśnie ten wspólnotowy – liczy się bycie razem. Potwierdzają to badania CBOS z 2023 roku – dla 62% badanych Polaków święta Bożego Narodzenia to w pierwszej kolejności święto rodzinne. Dla porównania święta z przeżyciem religijnym utożsamiało 19%, a z wypoczynkiem i przerwą od pracy – zaledwie 5%.
 

Kiedy „chcę inaczej” jest zdrowe

Skoro tradycje sobie wybieramy i aktualizujemy, nic dziwnego, że w potrzebach dotyczących świąt pojawia się chęć zmiany miejsca świętowania. Doktor Aleksandra Paprot-Wielopolska zauważa, że rośnie społeczna akceptacja dla wyjazdów i eksperymentowania w czasie Bożego Narodzenia. Z kolei Filip Turowski, psycholog, członek Polskiego Towarzystwa Psychologii Pozytywnej i instruktor redukcji stresu w oparciu o uważność (MBSR) – zauważa, że takie rozwiązanie działa, ale tylko wtedy, gdy przyświeca nam autentyczne „chcę inaczej”.

– Zmiana formy spędzania świąt bywa dojrzalszym dopasowaniem do naszych aktualnych wartości, stylu życia i granic psychicznych. Możemy preferować spotkania w mniejszym gronie, wyjazd, mało prezentów czy więcej ciszy i spokoju. Badania nad elastycznością rytuałów sugerują, że sztywne trzymanie się formy nie wspiera dobrostanu, wspiera je poczucie sensu i dobrowolności – mówi Turowski. I podpowiada, że jeśli jednak czujemy, że główną pobudką jest potrzeba ucieczki: przed rodziną, bliskością, konfliktem, pomocne będzie zadanie sobie dwóch pytań w duchu mindfulness: „Gdybym nie bał(a) się konfliktów, jak naprawdę chciał(a)bym, żeby wyglądały moje święta?” oraz: „Czy ta zmiana przybliża mnie do tego, co dla mnie ważne, czy tylko chwilowo zmniejsza napięcie?”. Odpowiedzi – zdaniem psychologa – mogą stać się kompasem, wskazującym kierunek naszych wyborów.
 

Magia świątecznych rytuałów

Nawet jeśli zmieniamy formę świętowania, nie zawsze musimy rezygnować ze wszystkiego, co już znamy i lubimy. Często zostają z nami stałe punkty programu i doskonale znane gesty, bez których święta nie byłyby świętami. Doktor Paprot-Wielopolska podkreśla, że rytuały są elementem większego obrzędu – mają powtarzalną strukturę, która porządkuje świąteczny czas i daje poczucie bezpieczeństwa i stabilności, zwłaszcza w gronie wielopokoleniowym. Gdy wszystko dzieje się „jak zawsze”, łatwiej nam być razem: wiemy, kiedy ubiera się choinkę, kiedy siada do stołu, kto za co odpowiada. Ta przewidywalność buduje również poczucie ciągłości oraz przynależności, nawet jeśli w pozostałych sferach życia mamy wrażenie, że wszystko pędzi i się zmienia.

Ten „scenariusz bezpieczeństwa” jest ważny, ale – jak zauważa psycholog Filip Turowski – coraz rzadziej wystarcza jeden, zunifikowany model „rytuału religijnego”, sedno świąt bowiem bazuje na trzech filarach: rytuałach (ramach), relacjach (więzi) i odpoczynku (regeneracji). Próba pogodzenia tych trzech potrzeb bywa źródłem napięć: z jednej strony chcemy, żeby było „jak zawsze”, z drugiej – marzymy, żeby wreszcie odpocząć i nie spędzić całych świąt „na autopilocie”. To według Turowskiego może być źródłem nie tylko frustracji, lecz także wyrzutów sumienia.

Zamiast odtwarzać rodzinny scenariusz „bo tak zawsze było”, psycholog proponuje krótki reset ustawień: „Jakiej proporcji rytuału, relacji i odpoczynku naprawdę potrzebuję w tym roku?” i „Co mogę minimalnie zmienić, żeby mój układ nerwowy miał szansę się zregenerować, a nie tylko przetrwać?”. To mogą być proste ruchy: skrócenie wizyty, odpuszczenie części przygotowań, wprowadzenie nowego (fajnego) rytuału albo jasne komunikowanie granicy.

– Z perspektywy psychologii małe, powtarzalne gesty mają często większy wpływ na poczucie więzi niż wielkie, rzadkie wydarzenia – mówi Filip Turowski. Jego zdaniem najlepiej działają mikrorytuały: przewidywalne, wspólne i oparte na uważności. Wymagają jedynie otwartego podejścia. – Na przykład „check-in przy stole”, czyli jedno pytanie: „Co w tym roku było dla ciebie ważne albo trudne?” – i jedna zasada: mówi jedna osoba, reszta słucha (bez komentowania i dawania rad) i tak po kolei. Albo „deser z wdzięcznością”: po kolacji, przy herbacie albo cieście, każdy odpowiada krótko: „Za co dziś jestem wdzięczny/a?”.
 

Od stołu do wyboru

Skoro jesteśmy przy stole, zobaczmy, co na nim ląduje. Bo wigilijne potrawy często są także kodem rodzinnym, nośnikiem pamięci i tożsamości – w końcu każdy z nas ma swoje zapachy i smaki dzieciństwa, rodzinne potrawy, które łączą nas z przeszłością. Konkretne regiony mają własne tradycje, więc nawet jeśli w Polsce wigilia jest raczej bezmięsna, w niektórych domach na stole może wylądować kaczka. Aleksandra Paprot-Wielopolska zwraca też uwagę, że potrawy mają wymiar symboliczny i statusowy: w dawnych gospodarstwach nie jadano aż tak wystawnie jak dziś, więc współczesna wigilia bywa przejedzona. Część dań pełniła też funkcje praktyczne – kompot z suszu pomaga w trawieniu. Dziś wiele osób z niego rezygnuje dlatego, że im nie smakuje.

Dlatego rozmowy o jedzeniu tak łatwo kończą się sporem o to, „jak powinno być”. Jak zauważa dr Paprot-Wielopolska, „przy stole często dochodzi do rodzinnych dyskusji – żartobliwie mówi się, że wtedy odbywa się »polityka rodzinna«”. – Każdy dzieli się poglądami, czasem kłócimy się o różnice w zwyczajach. To też jest element wspólnego celebrowania – jedzenie łączy, ale przy okazji ujawnia różnice między nami – tłumaczy antropolożka.

I na tym właśnie polega urok – i pułapka – świątecznego stołu. Bo jeśli ścierają się przy nim różne wersje tego, co powinno być na talerzu, to prędzej czy później rozmowa zahacza o sprawy dużo bardziej osobiste: związki, dzieci, pracę, światopogląd czy wiarę. Psycholog Filip Turowski tłumaczy, że „na poziomie psychologii to klasyczny konflikt norm: tradycjonaliści opierają się na normie »tak zawsze było« (i w domyśle: powinno być), a osoby odpuszczające tradycyjne podejście do świąt kierują się normą autonomii i autentyczności”. Podobny mechanizm działa, gdy przy jednym stole spotykają się ekstrawertycy i introwertycy – dla pierwszych duże spotkania są ładujące, a tych drugich drenujące. Z kolei osoby wierzące i niewierzące posługują się innymi ramami znaczeniowymi: dla jednych sednem świąt jest przeżycie duchowe, dla innych relacje czy regeneracja, co łatwo rodzi oskarżenia o „spłycanie” lub „narzucanie wiary”.

– Takie różnice rodzą zwykle trudne do zniwelowania napięcia, bo dotyczą norm, które są dla nas ważne i które często postrzegamy jako elementy naszej tożsamości. Dlatego kluczowa jest regulacja z perspektywy systemu rodzinnego. Najzdrowiej działa elastyczność: „wspólne minimum”, np. jeden, wigilijny wieczór razem, a reszta po swojemu zamiast wymuszania jednego wzorca, co z definicji jest skazane na niepowodzenie i jeszcze większe napięcie – mówi psycholog.
 

Kiedy święta karmią, a kiedy obciążają?

Skoro najzdrowiej działa elastyczność i „wspólne minimum”, pozostaje pytanie: jak to wprowadzić w życie, żeby nie zostać oskarżonym o „psucie świąt”? Filip Turowski podkreśla, że kluczem jest połączenie jasnego, konkretnego komunikatu z ciepłym tonem jego wyrażenia – takim, który uznaje perspektywę drugiej strony. Zdaniem psychologa dobrze działa prosta rama: fakt + odpowiedzialność + uznanie emocji. I podaje przykład: „W tym roku przyjadę tylko na wigilię i wyjadę następnego dnia, bo potrzebuję więcej odpoczynku. Widzę, że to dla was ważne. Rozumiem, że możecie być rozczarowani, ale ta decyzja jest dla mnie ważna i mnie chroni”.

To ważne, bo święta są „odżywcze” nie wtedy, gdy są idealne, ale wtedy, gdy karmią nasze podstawowe potrzeby psychologiczne. Jak tłumaczy Turowski, chodzi o wspomnianą już wcześniej więź (jestem z kimś, a nie „obok”), sprawczość (mam wpływ na to, jak wygląda celebracja) oraz sens/rytuał (święta mają dla mnie znaczenie, a nie są tylko odhaczeniem punktu z listy). – Obciążają nas z kolei wtedy, gdy w tych samych obszarach pojawia się tarcie: czujemy się samotni mimo tłumu, działamy pod dyktando cudzych oczekiwań i gramy rolę, zamiast być sobą – i nawet najlepszy piernik nie zmiękczy tego napięcia – tłumaczy psycholog.

W praktyce to napięcie często podkręcają „ciche stresory”. Zdaniem Turowskiego może to być kwestia porównywania (z rodziną partnera, ze znajomymi, z tym, jak „powinno być”), a także niewyjaśnione konflikty, które przez rok leżą pod dywanem, by w święta wrócić w wersji: „Nie poruszajmy tego, bo są święta, ale…”. Do tego dochodzi jeszcze jeden mocny wzmacniacz: media społecznościowe. Psycholog uważa, że sociale wzmacniają mechanizm porównywania się: przez całe święta oglądamy wycinki cudzych „idealnych świąt”, co zwiększa poczucie niewystarczalności i „robienia tego źle”. No i jeszcze uczucie FOMO – lęk, że coś nas omija, gdzieś nas nie ma, czegoś nie robimy. Im więcej scrollujemy, tym gorzej się czujemy, a im gorzej się czujemy, tym chętniej sięgamy po telefon, żeby rozładować napięcie – i koło się zamyka. Dlatego może najlepszą decyzją będzie… odłożenie smartfona na bok na kilka godzin. I niech to będzie nasza nowa wynaleziona tradycja świąteczna!

Więcej w tym temacie:

Kinga Nowicka

Z dziennikarstwem związana od ponad dekady. Pracowała w redakcjach magazynów drukowanych i online, gdzie pisała m.in. o modzie, urodzie i kulturze. Ma również doświadczenie w content marketingu, które zdobywała przy projektach dla międzynarodowych marek. W tekstach najchętniej opowiada o ludziach – ich pasjach i doświadczeniach – a także o tym, jak żyć lepiej i bardziej świadomie. Uznaje książki tylko w wersji papierowej, rowerem najchętniej jeździ poza miastem i pije czarną kawę – bez cukru.

Czytaj więcej

1920x1080_ex

Nie pytaj, czy wracać do byłej. Zapytaj, co nowego możecie sobie dać

Ponad dwie dekady po rozstaniu Michał Wiśniewski i Mandaryna znów są razem. W międzyczasie każde z nich zdążyło przeżyć osobne życie, a w przypadku Wiśniewskiego także kolejne małżeństwa. Taka historia aż prosi się o romantyczną puentę o miłości, która przetrwała próbę czasu.

Glue Running – popularna, dynamicznie rozwijająca się społeczność biegowa, która skupia biegaczy w kilku największych miastach Polski, w tym w Krakowie i Warszawie

Czy Strava może okazać się nowym Tinderem?

Internet i aplikacje coraz częściej zastępują bezpośredni kontakt między ludźmi – także ten pierwszy. Pandemia dodatkowo przyspieszyła ten trend, a jednocześnie wywołała boom na aktywność fizyczną – szczególnie outdoorową i grupową. Wraz z popularnością sportowych społeczności rośnie liczba użytkowników aplikacji takich jak Strava, które dla wielu stały się nową przestrzenią poznawania ludzi – niczym Tinder dla aktywnych.

Niewerbalny Język ojcowskiej miłości

Niewerbalny język miłości ojców. Dlaczego łatwiej umyć samochód, niż powiedzieć „kocham”?

Okazywanie uczuć i emocji nie musi być wyłącznie werbalne. – W przypadku ojców to, co najważniejsze, częściej bywa wyrażane za pomocą gestów – mówi nam psychoterapeuta Michał Pozdał.

Czemu zdradzamy?

„I że cię nie opuszczę... aż do kolejnych motyli w brzuchu”. Czemu zdradzamy?

Skoro coraz bardziej kontestujemy monogamię, a prawo i obyczaje nie zmuszają nas do niej tak silnie, jak naszych przodków, to czemu wciąż wybieramy niewierność zamiast etycznej poliamorii?

Ewa Woydyłło

Czy szczęścia naprawdę można się nauczyć? Pytamy Ewę Woydyłło

Nie nazwałabym szczęścia kompetencją, ale jak najbardziej zgadzam się z tym, że ponosimy odpowiedzialność za jego osiągnięcie – mówi nam dra Ewa Woydyłło.

Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing

Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing. Jak wpadliśmy w pułapkę bycia lepszą wersją siebie?

Kult nieustanne samodoskonalenia trwa. Po jednej stronie mamy pogoń za lepszym wyglądem i próbą zatrzymania biologicznego zegara. Po drugiej – friction-maxxing, który ma przywracać nam sprawczość. Gdzie szukać rozwiązań i – co ważniejsze – jak nie stracić w tym siebie?

Eksperci radzą, jak być dobrym partnerem

Myślisz, że jesteś dobrym partnerem. Eksperci mają inne zdanie

Nie chodzi o wielkie gesty. Chodzi o to, czy naprawdę słuchasz, czy potrafisz odpuścić rację i czy wiesz, czego twój partner lub partnerka tak naprawdę potrzebuje – zanim sami ci o tym powiedzą.

Dlaczego nie dorastamy?

Nie dorastamy, bo nas na to nie stać?

Wielu z nas wychowali zupełnie niedojrzali i niegotowi do roli opiekunów rodzice, ale słyszymy, że to my jesteśmy zdziecinniali. A co powiedzieć o apologetach i architektach systemu, w którym ciężka, uczciwa praca nie gwarantuje stabilności?