PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Psychologia i relacje

Dlaczego sekretami dzielimy się akurat na komunikatorach? Wiadomości pisane to potężne narzędzie

W konwersacji online jesteśmy w stanie przekazać czterokrotnie więcej informacji, niż powiedzielibyśmy komuś w twarz. Na komunikatorach z politycznymi aferami mieszają się romanse, korupcyjne propozycje i mobbing. Wyskakujące ikonki powiadomień sprawiają, że czujemy się jak pies Pawłowa na smyczy dopaminy – ostrzegają psychiatrzy.

Udostępnij

Dlaczego sekretami dzielimy się akurat na komunikatorach? Wiadomości pisane to potężne narzędzie

Autor zdjęcia: Getty Images, kolaż GQ Poland

IMG_3646
11.01.2026

Na pytanie, jak często zdarza się, że pacjenci w gabinecie wyciągają telefon, by przytoczyć fragmenty rozmów, prof. Błażej Misiak odpowiada: nagminnie.

– Do sieci przenieśliśmy dziś nie tylko pocztę i bank, lecz także relacje z ludźmi – mówi szef Katedry i Kliniki Psychiatrii na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu.

– Coraz częściej obserwuję, że pacjent nie jest w stanie opowiedzieć historii, która go dotknęła, bez spoglądania na wiadomości, bo to w nich tkwi każdy szczegół. Na komunikatorach rozgrywają się dziś zarówno dramaty osobiste, jak i zawodowe – dodaje specjalista.

Trudno być zaskoczonym. Na komunikatorach trzymamy sekrety, plotki czy obelgi pod adresem szefa, wymieniane między współpracownikami. Politycy w konwersacjach mają poukrywane propozycje korupcyjne, haki na oponentów i wyciekające raz na jakiś czas polityczne afery. A to, że wszystko ukryte jest tam i tylko tam, oznacza, że wiemy o nich nie tylko my. To nie przypadek.
 

Czego ci nie powiem, to ci napiszę

Doktor John Suler, profesor psychologii na Uniwersytecie Ridera w USA opisał „zjawisko rozhamowania”, które w psychologii funkcjonuje jako online disinhibition effect. Skupia się ono przede wszystkim na braku powściągliwości podczas komunikowania się online w porównaniu do komunikacji prowadzonych na żywo.

Oznacza to, że w komunikacji online jesteśmy w stanie napisać znacznie więcej rzeczy, niż wypowiedzieć słowami. Czemu? Przez podzielenie się swoimi historiami z innymi możemy liczyć na poczucie ulgi i zrozumienia. Tyczy się to także sytuacji, które odczuwamy jako żenujące.

To jednak nie wszystko. Już w 2001 roku Adam Joinson z Uniwersytetu w Bath pokazał w swoich badaniach, że w rozmowach online ludzie otwierają się dużo bardziej niż twarzą w twarz – czasem nawet 4–5 razy częściej dzielą się osobistymi sprawami. To zależy od wielu czynników, ale wskazuje na ogólną tendencję do większej szczerości i wylewności w sieci.

O tym, że to prawda, boleśnie przekonała się każda z oszukanych przez internet osób.
 

„On jest inny”... jak połowa populacji

Od wyczekanego spotkania Marysię i jej Włocha dzielą minuty. Dziewczyna odlicza czas, kiedy wreszcie samolot zatrzyma się na lotnisku w Mediolanie i będzie mogła włączyć sieć. Kiedy czyta wiadomości od Marco, czuje „to coś”. Ten trudny do opisania dreszczyk i zarazem ciepło, które rozlewa się po jej brzuchu. Wertuje stare wiadomości raz za razem. Po co? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Ale to jedyna „namacalna” rzecz, którą od niego ma. W końcu jeszcze nigdy się nie widzieli.

Minuty kołowania maszyny trwają wieczność, a przynajmniej tak jej się wydaje. „Ale spokojnie, zaraz się spotkają” – powtarza sobie w głowie dziewczyna. Przecież Marco tego dnia specjalnie wstał bladym świtem, żeby przypomnieć jej, że spotykają się na lotnisku. Obiecał po nią przyjechać.

– Kiedy weszłam na halę przylotów, nie było go. Pomyślałam, że pewnie poszedł mi kupić kwiaty, dlatego się spóźnia. Później zobaczyłam, że nie dotarła moja wiadomość, ale w pierwszej chwili byłam pewna, że mam jakiś problem z siecią. Z konwersacji na WhatsAppie zniknęło jego zdjęcie, za to pojawiło się powiadomienie, że mogę zaprosić użytkownika do korzystania z aplikacji. Zniknął też profil z aplikacji randkowej, na której się poznaliśmy. Dotarło do mnie, że mnie zablokował i się rozpłynął, a ja – co uświadomiłam sobie też dopiero wtedy – nie znam nawet jego nazwiska – wspomina oszukana dziewczyna.

W Mediolanie została sama, zarezerwowała hotel i tak skończyła się jej życiowa lekcja. Do tego, co naprawdę zaszło we Włoszech, przyznała się przyjaciółkom dopiero kilka dni po powrocie.

Swoją historią Marysia podzieliła się w gronie dziewczyn zrzeszonych na profilu Tinderella. Jego autorka stworzyła swego rodzaju grupę wsparcia dla kobiet, w tym negatywnie doświadczonych znajomościami zawartymi na portalach randkowych. Społeczność liczy ponad 30 tys. osób i rośnie.

Nic dziwnego. W sytuacji, w której znalazła się Marysia, może znaleźć się statystycznie co drugi użytkownik aplikacji randkowej. Z danych firmy zajmującej się bezpieczeństwem cyfrowym Aura z 2023 roku wynika, że wśród użytkowników aplikacji randkowych 30 proc. podejrzewało nieuczciwe zachowania (fraudulent behavior), a 17 proc. faktycznie ich doświadczyło, co może narazić na ryzyko kradzieży tożsamości, oszustw finansowych i innych nadużyć.

Jak tłumaczy prof. Błażej Misiak, na manipulację ze strony osoby, z którą prowadzimy konwersację, są narażone w większym stopniu osoby młode, ale problemem jest nie tylko wiek. Pisanie bowiem ma „to coś”.

– Uruchamia kilka mechanizmów jednocześnie. Po pierwsze, daje iluzję kontroli. Zanim wyślemy wiadomość, a czasem nawet po jej wysłaniu, możemy ją poprawiać, kasować, wygładzać emocje albo wręcz przeciwnie – dawkować je precyzyjnie, słowo po słowie. W rozmowie na żywo nie ma takiego bufora bezpieczeństwa. Po drugie, komunikacja tekstowa działa jak psychologiczny ślad. Wiadomości można czytać wielokrotnie, wracać do nich w chwilach napięcia, tęsknoty czy niepewności. Każde takie „sprawdzenie” działa jak mikro nagroda, wzmacniająca przywiązanie do relacji, nawet jeśli ta relacja istnieje wyłącznie na ekranie – tłumaczy specjalista.

Jest też trzeci element: niedomknięcie. – Pisanie opiera się na ciągłym oczekiwaniu: na odpowiedź, na trzy kropki, na informację „widziała”. Ten stan zawieszenia pobudza układ nagrody w sposób podobny do hazardu, bo nigdy do końca nie wiemy, co dostaniemy i kiedy. To właśnie ta nieprzewidywalność sprawia, że sięgamy po telefon kompulsywnie, a rozmowa – zamiast prowadzić do realnego spotkania czy rozwiązania konfliktu – zaczyna żyć własnym życiem – wyjaśnia lekarz.

Do tego dochodzi jeszcze kwestia techniczna. Bo komunikatory to nie tylko narzędzie. To przecież także produkt handlowy, od którego producent chce nas w jakimś stopniu uzależnić.
 

„Masz wiadomość”

– Najbardziej przeraziło mnie uświadomienie sobie, że kiedy przestajemy mieć z sobą kontakt, a moja dziewczyna przestaje mi odpisywać, robię się agresywny. Potrafiłem się wściekać na najmniejsze bzdury. Kiedy okazywało się, że nic złego się między nami nie dzieje, wszystko przechodziło jak ręką odjął. Wyskakująca na telefonie ikonka, która powiadamiała mnie o nowej wiadomości, sprawiała, że całe napięcie mijało jeszcze przed odczytaniem tego, co było w środku – opowiada Krzysztof, wspominając swój związek na odległość. 

Przeczytaj także: Twój telefon jest toksykiem, czyli jak poprawić swoją relację z social mediami

– Powiadomienie było więc jak sygnał, że ona coś mi od siebie da: może wyśle zdjęcie, może komplement, a nawet jeśli nie, to samą wiadomością po prostu daje mi do zrozumienia, że o mnie myśli i jestem dla niej ważny – ocenia swoje doznania mężczyzna i przyznaje, że był czas, w którym czuł się fizycznie uzależniony od komunikatora.

– Nie byłem uzależniony od telefonu czy komunikatora. Chodziło mi tylko o rozmowę z nią. O to uczucie, które dawało mi czytanie tych wszystkich wiadomości, prowadzenie rozmów... To był jednak żywy człowiek, za którym tęskniłem – dodaje.

Krzysztof w pewnym momencie uzmysłowił sobie, że „zachowuje się jak pies z eksperymentu Pawłowa”. To pomogło mu znaleźć w sobie siłę, by coś zmienić. – Bo czekanie, aż zawibruje mi telefon albo wyskoczy zielona ikonka aplikacji... no to nie było normalne – surowo ocenia sam siebie.

Reakcja Krzysztofa, choć dla niego była czymś, do czego „musiał dorosnąć”, w rzeczywistości była zgodna z zamierzeniem projektantów aplikacji. Powiadomienia są bowiem konstruowane w taki sposób, by dostarczyć dopaminowo-adrenalinowego zastrzyku ich użytkownikom. To, że doszliśmy do sytuacji, w której ludzie odczuwają fantomowe wibracje telefonu, który nawet nie drgnął, zostało zresztą także zbadane i opisane przez naukowców.

Powiadomienia dokładnie tak samo (tylko negatywnie) działały na Alana Wysockiego. Były dziennikarz za pośrednictwem komunikatorów stał się bowiem ofiarą mobbingu. – Dźwięku niektórych alertów w głębi obawiam się nawet dzisiaj – ocenia i dodaje z kpiną: – Bo jak mobbować, to tylko zdalnie.
 

„Jak mobbować, to tylko zdalnie”

– Dopiero jak mnie zapytałaś, to uświadomiłem sobie, że ja nigdy nie byłem mobbowany inaczej niż za pośrednictwem komunikatorów. Dzięki temu w końcu zrozumiałem, dlaczego tak bardzo mnie to dotknęło: bo jako człowiek, który nie boi się konfrontacji, nie pozwoliłbym sobie na takie traktowanie twarzą w twarz. Ale że wszystkie te rzeczy o sobie czytałem, nie miałem jak na to zareagować – tłumaczy i dodaje, że drastycznie je przeżywał, a to nasiliło u niego problemy związane z depresją.

Zdaniem Alana mobbing w sieci jest szczególnie szkodliwy. Po pierwsze dlatego, że ludzie się nie znają, więc nie da się zweryfikować, czy współpracownikowi można zaufać, po drugie – nie ma nikogo, kto może przyznać, że szef przekracza granice, a po trzecie – nie da się od tego uwolnić w żadnym momencie życia.

– Ludzie w firmach boją się pewnych przestrzeni, takich jak gabinet szefa, kuchnia, czasem toaleta... Mam na myśli miejsca, które kojarzą się z czymś złym. To oczywiście przerażające, ale opuszczając te przestrzenie czy nawet mury biura, opuszczamy obszar działania mobbera. Tymczasem mobbing prowadzony zdalnie sprawił, że nawet przez chwilę nie byłem w stanie uwolnić się od mojego prześladowcy. Mieszkał w moim telefonie i komputerze, więc realnie mieszkał ze mną w moim domu – opisuje.

Profesor Błażej Misiak przyznaje, że mobbing prowadzony za pośrednictwem komunikatorów to także coraz częstszy problem. Ale nie tylko on. „Zdalność” dotyka dziś tak wielu obszarów życia, że muszą się do niej dostosować także profesjonaliści.

– Skala problematycznych zachowań w sieci jest dziś tak duża, że jako klinicyści i terapeuci zaczęliśmy to dzielić na coraz węższe kategorie: osobno mówi się o nadmiernym korzystaniu z mediów społecznościowych, osobno o hazardzie online, osobno o uzależnieniu od pornografii. I wiele wskazuje na to, że ta specjalizacja będzie się tylko pogłębiać – dodaje ekspert i kwituje:

– Coraz częściej obserwuję, że ludzie przestają kłócić się twarzą w twarz, bo bezpieczniej jest „postrzelać do siebie” na czacie. Boimy się inicjowania relacji bez pośrednictwa aplikacji czy komunikatora. Problem w tym, że tam nie tylko coraz częściej wszystko się zaczyna, lecz także tam zostaje. W skrajnej formie widzimy już zjawisko budowania relacji romantycznych z chatbotami opartymi na sztucznej inteligencji – to nowy problem, ale na osobną rozmowę.

Więcej w tym temacie:

IMG_3646

Całe zawodowe życie była związana z newsami, sprawami społecznymi i twardą polityką. Ostatnio jako wydawca i autorka w redakcji Wiadomości Wirtualnej Polski, wcześniej na tym samym stanowisku w naTemat, a u podstaw wszystkiego stoi Radio Wrocław, które zbudowało ją jako dziennikarkę. Po 11 latach zrobiła krok w bok i tak trafiła w objęcia lifestyle’u. (Prawdę mówiąc, zawsze miała do niego słabość, tak jak do koronek i dobrej kuchni).

W GQ Poland stara się przemycać to, w czym wyrosła: w wartościach, że zawsze na pierwszym miejscu powinien być człowiek. By go nie przeoczyć w politycznym chaosie, jest potrzebne wyjaśnienie – to je chce dostarczać swoim czytelnikom. W końcu można próbować uciekać od polityki, ale na koniec dnia ona i tak zawsze nas dogoni i znajdzie nawet w najdalszym zakątku. A jak trzeba będzie, to przemieli. Jeśli świat nie będzie jej rozumiał, nie będzie czuł, kiedy nadszedł moment, w którym trzeba tupnąć nogą albo wyciągnąć do tonącego rękę, nie będzie już ratunku.

Czytaj więcej

1920x1080_ex

Nie pytaj, czy wracać do byłej. Zapytaj, co nowego możecie sobie dać

Ponad dwie dekady po rozstaniu Michał Wiśniewski i Mandaryna znów są razem. W międzyczasie każde z nich zdążyło przeżyć osobne życie, a w przypadku Wiśniewskiego także kolejne małżeństwa. Taka historia aż prosi się o romantyczną puentę o miłości, która przetrwała próbę czasu.

Glue Running – popularna, dynamicznie rozwijająca się społeczność biegowa, która skupia biegaczy w kilku największych miastach Polski, w tym w Krakowie i Warszawie

Czy Strava może okazać się nowym Tinderem?

Internet i aplikacje coraz częściej zastępują bezpośredni kontakt między ludźmi – także ten pierwszy. Pandemia dodatkowo przyspieszyła ten trend, a jednocześnie wywołała boom na aktywność fizyczną – szczególnie outdoorową i grupową. Wraz z popularnością sportowych społeczności rośnie liczba użytkowników aplikacji takich jak Strava, które dla wielu stały się nową przestrzenią poznawania ludzi – niczym Tinder dla aktywnych.

Niewerbalny Język ojcowskiej miłości

Niewerbalny język miłości ojców. Dlaczego łatwiej umyć samochód, niż powiedzieć „kocham”?

Okazywanie uczuć i emocji nie musi być wyłącznie werbalne. – W przypadku ojców to, co najważniejsze, częściej bywa wyrażane za pomocą gestów – mówi nam psychoterapeuta Michał Pozdał.

Czemu zdradzamy?

„I że cię nie opuszczę... aż do kolejnych motyli w brzuchu”. Czemu zdradzamy?

Skoro coraz bardziej kontestujemy monogamię, a prawo i obyczaje nie zmuszają nas do niej tak silnie, jak naszych przodków, to czemu wciąż wybieramy niewierność zamiast etycznej poliamorii?

Ewa Woydyłło

Czy szczęścia naprawdę można się nauczyć? Pytamy Ewę Woydyłło

Nie nazwałabym szczęścia kompetencją, ale jak najbardziej zgadzam się z tym, że ponosimy odpowiedzialność za jego osiągnięcie – mówi nam dra Ewa Woydyłło.

Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing

Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing. Jak wpadliśmy w pułapkę bycia lepszą wersją siebie?

Kult nieustanne samodoskonalenia trwa. Po jednej stronie mamy pogoń za lepszym wyglądem i próbą zatrzymania biologicznego zegara. Po drugiej – friction-maxxing, który ma przywracać nam sprawczość. Gdzie szukać rozwiązań i – co ważniejsze – jak nie stracić w tym siebie?

Eksperci radzą, jak być dobrym partnerem

Myślisz, że jesteś dobrym partnerem. Eksperci mają inne zdanie

Nie chodzi o wielkie gesty. Chodzi o to, czy naprawdę słuchasz, czy potrafisz odpuścić rację i czy wiesz, czego twój partner lub partnerka tak naprawdę potrzebuje – zanim sami ci o tym powiedzą.

Dlaczego nie dorastamy?

Nie dorastamy, bo nas na to nie stać?

Wielu z nas wychowali zupełnie niedojrzali i niegotowi do roli opiekunów rodzice, ale słyszymy, że to my jesteśmy zdziecinniali. A co powiedzieć o apologetach i architektach systemu, w którym ciężka, uczciwa praca nie gwarantuje stabilności?