Twój telefon jest toksykiem, czyli jak poprawić swoją relację z social mediami
PARTNERZY SERWISU
Społeczeństwo
Twój telefon jest toksykiem, czyli jak poprawić swoją relację z social mediami
„Za co nienawidzę swojego telefonu?” – pyta w satyrycznym cyklu rysunkowym na Instagramie oleksynolka, czyli Aleksander Rajewski, autor komiksów i poeta. Odpowiedzi ma wiele, m.in. „bo każe mi się dotykać, kiedy ja nie chcę”, „za to, że go tak kocham”, „bo każe mi co dzień myśleć o rzeczach, o których nie chcę”. Te trafnie podsumowują to, co smartfony i social media zrobiły z naszym życiem, mając nam je – przynajmniej w teorii – uprzyjemnić i ułatwić.
Udostępnij

Autor zdjęcia: Unsplash.com
Jednostajny ruch kciuka z góry na dół i od nowa, niczym kołowrotek. Dźwięk powiadomienia, rozbłysk ekranu. Telefon w ręce, kołowrotek, telefon na stole, telefon w ręce, kołowrotek. Ileż to razy sięgaliśmy po smartfon i orientowaliśmy się, że minęło raptem kilkanaście sekund od momentu, kiedy odłożyliśmy go ekranem do dołu, żeby nas nie kusiło? A kusi, nawet jeśli mamy świadomość, że w sumie nic nowego tam nie znajdziemy.
Wojtek Kardyś, ekspert od social mediów i komunikacji w internecie, autor książki „Homo digitalis. Jak internet pożera nasze życie?”, przyznaje, że jako ludzie mamy swoje słabości i cierpimy na FOMO (ang. fear of missing out), a więc strach przed tym, że coś nas ominie, podkreśla jednak, że wina bynajmniej nie leży tylko po naszej stronie. – To nie jest tak, że nagle wszyscy sami z siebie uzależniliśmy się od mediów społecznościowych. Nie lubię przerzucania odpowiedzialności na użytkowników, tak jakby to oni świadomie wybrali nałóg. Ktoś dał nam pierwszą dawkę – jak w historii z dealerem: spróbuj, zobacz, może ci się spodoba. Weszliśmy w to kompletnie nieświadomi konsekwencji, nikt nas nie ostrzegł. I to jest odpowiedzialność big techów. Social media nie zostały zaprojektowane przez programistów, ale przez behawiorystów, ludzi, którzy doskonale rozumieją mechanizmy dopaminowe – wyjaśnia i dodaje, że samo scrollowanie działa na nas jak jednoręki bandyta w kasynie. – Gdy przesuwamy kciukiem ekran, nie mamy pojęcia, co wyskoczy za chwilę. Właśnie ta nieprzewidywalność trzyma nas w napięciu i sprawia, że scrollujemy dalej, często zupełnie bezwiednie. Kiedyś strony miały koniec – przewijało się do dołu i przechodziło na kolejną. Dziś scroll się nie kończy. To prowadzi nas w tzw. pętle dopaminowe: trafiamy na coś zabawnego – dopamina idzie w górę. Szukamy kolejnego bodźca. Przewijamy, przewijamy, czekając na kolejne uderzenie przyjemności.
A ta początkowa przyjemność kończy się cyfrowym przeciążeniem (ang. digital overload), czyli stanem przytłoczenia psychofizycznego spowodowanego nadmiarem informacji i interakcji cyfrowych, których jest tak dużo, że nie jesteśmy w stanie ich przetworzyć, co wywołuje w nas stres, frustrację itp. Do kompulsywnego sięgania po telefon i nadużywania go przyznaje się niemal 40 proc. Polaków korzystających z internetu – wynika z ogólnopolskiego badania „Higiena cyfrowa dorosłych” (2025). Ta sama publikacja dowodzi, że 9 na 10 dorosłych Polaków ma świadomość tego, że zbyt długo korzysta m.in. ze smartfonów, jednak tylko co szósta osoba faktycznie ogranicza czas spędzany przed ekranem.
Inne dane też nie napawają optymizmem. 2 godziny i 56 minut – średnio tyle każdy Polak korzysta codziennie z internetu na swoim smartfonie. Tak czytamy w badaniu „Polski internet w Q2 2025”. W perspektywie zaledwie miesiąca daje to 88 godzin, a więc prawie cztery doby gapienia się w ekran smartfona bez żadnej przerwy (sic!). Z kolei dane z raportu „Młodzi i media społecznościowe”, przeprowadzonego w pierwszej połowie 2025 roku, dowodzą, że zetki (urodzeni po 1995 roku) scrollują social media nawet ponad 5 godzin dziennie. Według Oxford English Dictionary słowem 2024 roku został „brain rot”, które w tłumaczeniu na język polski brzmi „gnicie mózgu”. Co oznacza? Pogarszający się stan psychiczny i negatywny wpływ na nasze zdolności poznawcze, spowodowany przyswajaniem nadmiernej ilości treści z internetu, które – mówiąc kolokwialnie – nas ogłupiają.
Jak widać, wciąż jeszcze mamy wiele do poprawienia w ramach cyfrowej rutyny. I próbujemy na różne sposoby. Rozwija się rynek tzw. digital detox apps i rośnie popularność ich samych. Zadanie mają proste – ograniczyć nasze korzystanie z innych aplikacji przez blokowanie do nich dostępu, wymuszanie na nas szacowania czasu, jaki chcemy spędzić, używając danego programu (tylko 5 minut na Instagramie za jednym zamachem!) czy mierząc statystyki pokazujące nasze zachowania. Zresztą same oprogramowania smartfonów również próbują nam pomagać przez monitorowanie aktywności i sugerowanie otrzymywania powiadomień zbiorczo w podsumowaniach.
Pomóc w cyfrowym detoksie miały też specjalne telefony, tzw. dumb phones albo feature phones, takie jak: HMD Barbie Phone, BoringPhone czy Minimal Phone. Łączą one prostotę z ograniczoną funkcjonalnością i często również brakiem dostępu do internetu czy mediów społecznościowych. Ich celem jest bowiem odzyskanie uwagi i spokoju przez oferowanie tylko podstawowych narzędzi komunikacji – rozmów, SMS-ów, budzika czy notatek – w minimalistycznej formie, która pomaga odłączyć się od cyfrowego szumu. Trzeba jednak powiedzieć sobie wprost: takie urządzenia to wciąż – porównując do globalnego rynku smartfonów, który z roku na rok rośnie – nisza. Nawet jeśli któryś z nich zrobi szum medialny, są raczej traktowane jako ciekawostki technologiczne, gadżety budujące pewien prestiż (a czasem i snobizm) tego, który je kupuje. Podobnie zresztą rzecz ma się z takimi „wynalazkami” jak NoPhone, czyli atrapą telefonu, która miała nam pomóc oduczyć się nawyku scrollowania, czy designerskie pudełka na telefon działające jak klatka Faradaya albo takie, które są blokowane i nie można ich otworzyć przed określonym uprzednio czasem. Na ratunek przychodzą też różne miejsca wypoczynkowe, organizujące wyjazdy pod hasłem cyfrowego detoksu, czy obozy offline dla dzieci.
Widać wyraźnie, że świadomość problemu związanego z nadużywaniem telefonu i mediów społecznościowych, a także nadmiarem bodźców jest w Polsce i na świecie wysoka. I choć wiemy, że coś powinniśmy z tym zrobić, żeby zatrzymać negatywne skutki toksycznej relacji ze smartfonem i z social mediami, niekoniecznie nam się to udaje. A konsekwencje dzieją się tu i teraz, nawet jeśli my przed tym „tu i teraz” uciekamy do internetu. Badania wyraźnie wskazują, że zbyt długi czas spędzany przed ekranami, zwłaszcza w mediach społecznościowych, koreluje z pogorszeniem zdrowia psychicznego, relacji społecznych oraz poczuciem nieszczęścia. Im więcej czasu ludzie poświęcają na media społecznościowe, tym mniej mają bliskich znajomych, czują się bardziej nieszczęśliwi, a także mają większą skłonność do publikowania kłamliwych informacji na swój temat (np. postowanie uśmiechniętego zdjęcia, kiedy jest się w złym nastroju). Ponadto mogą mieć większe problemy ze snem i niższą odporność na radzenie sobie z hejtem.
Jak więc skutecznie poprawić swoją relację z telefonem i social mediami? – Najpierw warto uświadomić sobie swoje „triggery” – w jakich momentach sięgamy po telefon (np. nuda, stres, odkładanie obowiązków). Potem wprowadzamy zasadę utrudniania dostępu: telefon poza zasięgiem wzroku, wyłączone powiadomienia, konkretne „okna” na social media w ciągu dnia. Dobrze działa też zmiana nawyku: jeśli ręka automatycznie sięga po smartfon, robimy zamiast tego coś krótkiego i neutralnego (np. łyknięcie wody, wstanie, oddech). I najważniejsze – mierzmy użycie, bo to porządkuje rzeczywistość bardziej niż ogólne „za dużo siedzę” – tłumaczy dr Jakub Kuś z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu, zajmujący się psychologią nowych technologii, dodając, że aby zbudować nowe nawyki, potrzeba nam kilka tygodni, często od czterech do ośmiu zależnie od trudności zmiany. Początkowo ważniejsza niż motywacja, która często „faluje”, jest dyscyplina i ustalenie konkretnych zasad, np. ładowanie telefonu w innym pokoju.
Nagroda za takie poświęcenie ma długofalowe skutki i choć nie będzie to natychmiastowy wystrzał dopaminy, na efekty wcale nie trzeba długo czekać. – Nawet po 2–3 dniach z mniejszą liczbą bodźców część osób lepiej śpi i łatwiej się koncentruje. Po mniej więcej tygodniu–dwóch zwykle widać wyraźniej, że spada odruch sięgania „bo tak”, a głowa jest mniej „szumowa”. Na utrwalenie potrzeba dłużej, ale poprawa samopoczucia może być naprawdę szybka – wyjaśnia dr Kuś. A Kardyś dodaje: – Zyskujemy czas i życie. Bycie offline to nie ucieczka, ale regeneracja. Kiedy przestałem oglądać życie przez filtr innych ludzi, zobaczyłem, że moje własne jest wystarczające. Nie potrzebuję lajków, żeby poczuć wartość. Przestaję „transmitować” każdy moment i zaczynam go naprawdę przeżywać.
Bo przecież nie chodzi o to, żeby za wszelką cenę zrezygnować z telefonu i obecności w social mediach, tylko żeby odzyskać kontrolę i sprawczość – decydować samemu o tym, gdzie i jak często chce się być, a nie nienawidzić smartfona za to, że każe się nam dotykać, kiedy my tak naprawdę wcale nie mamy na to ochoty.
Więcej w tym temacie:
Od ponad dekady działa w mediach. Publikowała w tygodniku „Polityka”, magazynie „Vice” i Grupie Spider's Web. Na bieżąco śledzi trendy społeczne i popkulturowe. W myśl tego, że „wszystko jest połączone”, interesuje ją interdyscyplinarne podejście do zjawisk. Pisze o relacjach, pracy, nowych technologiach oraz o tym, o czym mówi się w sieci i poza nią.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Społeczeństwo
STATUS QUO: Dwie minuty nienawiści. Podsumowanie ostatnich dni w polityce
Tydzień zaczął się od ataku na dzieci w autobusie w Bielsku-Białej, a skończył na wiadomości, że Ukraina i Polska może jednak dadzą radę się dogadać Po drodze obserwowaliśmy kolejne oznaki kryzysu w PiS, które może rozpadać się na naszych oczach, i prezydenta, oraz prezydenta, który zawetował ustawę, mimo że sam obiecywał jej podpisanie w kampanii wyborczej.
Społeczeństwo
Moda na ciało. Jak władza i pieniądze kreują kanony atrakcyjności
Zaglądają właściwie do każdej dziedziny naszego życia codziennego. Od tysiącleci kształtują nasze gusta. Od dekad bezpośrednio wpływają na to, co króluje na wybiegach, okładkach magazynów, a także w mediach społecznościowych. W jaki sposób polityka i gospodarka dyktują to, co jest „hot”? I dlaczego trendom ulegają nie tylko kobiety?
Społeczeństwo
Miasta przez (anty)lokalną soczewkę. Czy polscy turyści wciąż idealizują zagranicę?
Lato sprzyja zakochiwaniu się miejscach, których nie trzeba codziennie doświadczać. Czy wciąż ulegamy urokowi zagranicznych adresów, widzianych przez filtr wakacyjnej beztroski? A może coraz częściej dostrzegamy, że gdzie indziej trawa nie zawsze jest bardziej zielona niż u nas?
Społeczeństwo
STATUS QUO: Kto głośniej krzyknie. Podsumowanie ostatnich dni w polityce
Trump ingeruje w mundial. Trump ogłasza się celem zamachu. Trump znów bombarduje Iran. Trump zrywa handel z Hiszpanią. W tle - polska awantura pod pomnikiem, nowa rada przy prezydencie i pamięć o rocznicy zbrodni wołyńskiej.
Społeczeństwo
Męskość na lajkach. Jak algorytmy definiują współczesnych facetów?
Dlaczego media społecznościowe wzmacniają konkretny ideał mężczyzny? Dlaczego wielu w to wierzy i do tego dąży? Dlaczego to nie daje im szczęścia?
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Społeczeństwo
Nowe życie zaczyna się za drzwiami domu. Holiday Dream by Zień x Esti&Esta
Jeszcze kilka lat temu ogród czy taras traktowaliśmy przede wszystkim jako dodatek do domu. Miejsce, z którego korzystało się głównie latem, przy okazji rodzinnego grilla lub słonecznego weekendu. Ot miły dodatek do domu lub mieszkania. Dziś coraz częściej pełnią znacznie ważniejszą rolę. Stają się przestrzeniami codzienności - miejscami porannej kawy, spotkań z bliskimi, chwil odpoczynku po pracy czy momentów, które pozwalają na chwilę zwolnić tempo.
Społeczeństwo
Z warzywniaka do kampanii największych marek. Jak jedzenie sprzedaje nam modę?
To temat, który potrafi pobudzić nie tylko miłośników odkryć kulinarnych czy eksperymentów w kuchni. Jedzenie równie mocno zdaje się elektryzować branżę mody oraz wszystkich speców od sprzedaży. Czym jest i jak działa marketing sensoryczny?
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Społeczeństwo
Dobra taksówka to dziś coś więcej niż przejazd z punktu A do B
Jak zmienia się miejska mobilność?