Rafał Jonkisz: Chłopaki też płaczą. To nie wstyd
PARTNERZY SERWISU
Sylwetki
Rafał Jonkisz: Chłopaki też płaczą. To nie wstyd
Był Misterem Polski, sportowcem, twarzą kampanii i bohaterem mediów. Ale poza światłem reflektorów uczył się, czym jest samotność, strach i odwaga, by się do nich przyznać. Dla GQ Poland Rafał Jonkisz opowiada o wolności, dyscyplinie, cielesności i o tym, jak nauczył się płakać – bez wstydu.
Udostępnij

Rafał Jonkisz: „Kiedyś chciałem udowadniać, że jestem silny. Dzisiaj wiem, że największa siła to świadomość” Autor zdjęcia: Maciek Edelman
Przez lata kojarzony z perfekcyjnym wyglądem, zbudowanym ciałem i tytułem Mistera Polski. Ale za tym obrazem kryje się coś zupełnie innego – historia faceta, który wcześnie zrozumiał, że siła bez wrażliwości jest tylko pozerstwem. Rafał Jonkisz opowiada o dorastaniu bez ojca, o presji męskości, o niebezpiecznej bliskości z adrenaliną i o nauce płaczu – tej najbardziej niedocenianej formie odwagi.
Nie szuka już zachwytu tłumu. Szuka spokoju, świadomości i balansu między ciałem a głową. Mówi o porankach w Indonezji, o spadochronie, który ratował mu życie, i o tym, co się dzieje, gdy gasną światła, a zostaje tylko cisza. Bo nawet ci, którzy wyglądają jak z marmuru, czasem muszą się posypać, żeby zrozumieć, kim są naprawdę.
To opowieść o wolności, dyscyplinie i współczesnej męskości. O mężczyźnie, który w końcu się nauczył, że chłopaki płaczą też.
Jakbyś miał opowiedzieć o sobie jednym zdaniem, to co byś powiedział?
– Człowiek wolny. Korzystający z możliwości, jakie daje świat – mówi to spokojnie, po chwili zastanowienia i brzmi to spójnie z jego wizerunkiem. Wolność Rafała pachnie potem, słońcem, powietrzem na wysokości trzech tysięcy metrów. Od dekady uczy się, że nie ma ona nic wspólnego z brawurą – bardziej z dyscypliną i ze świadomością.

Rafał Jonkisz: „Zrozumiałem, że ciało może być narzędziem, ale nigdy celem” Autor zdjęcia: Maciek Edelman
Dorastał w Rzeszowie, ćwiczył akrobatykę, później – wbrew planom – trafił do telewizji. Wygrana w konkursie Mistera Polski otworzyła mu drzwi do świata fleszy, ale szybko zrozumiał, że modeling nie jest dla niego. – Byłem gówniarzem, który nagle miał być dorosłym facetem. Komentowali mój wygląd, formę, twarz. Zrozumiałem, że ciało może być narzędziem, ale nigdy celem – przyznaje.
Dziś o swojej fizyczności mówi ze spokojem i z godną pozazdroszczenia pewnością siebie. Jak o instrumencie, który zna na pamięć. – Zawsze wybierałem funkcjonalność, nie estetykę. Sport to dla mnie świadomość ciała, a nie kult sylwetki. Wygląd to dodatek. Ruch daje mi zdrowie, a zdrowie daje mi wolność.
Ta równowaga przyszła z czasem. Jego codzienność jest wypełniona pracą z ciałem, a także z głową. Biohacking, adaptogeny, zasypianie o 22.00 i minimalizm, który nie jest modą, tylko sposobem przetrwania. – Zrozumiałem, że jak ciało się mnie nie słucha, to nic nie działa, wszystko się sypie. Wolę je czytać – wsłuchiwać się w sygnały z niego płynące, niż na nie naciskać – podkreśla Jonkisz.
Kiedy mówi o możliwościach ciała, głos mu się zmienia. Wystarczy wspomnieć o lataniu. Ponad 500 skoków spadochronowych, kilkanaście tysięcy sekund w powietrzu, momenty, w których granica między życiem a śmiercią przestaje być teorią.
– Podczas 80. skoku był „kibel”. Spadochron się nie otworzył. Leciałem, widziałem już ziemię. Ułamki sekund na decyzję. Wiedziałem, że jeśli spanikuję, będzie po wszystkim. Otworzyłem zapas na ostatnich metrach. Wylądowałem. To była lekcja pokory. Człowiek szybko zapomina, że nie jest niezniszczalny – mówi.
Od tamtej pory powtarza, że adrenalina go nie interesuje. Szuka raczej spokoju, który przychodzi, gdy ciało i myśl współgrają w tym samym rytmie.
– Lubię moment, gdy otwierasz spadochron i cisza przykrywa wszystkie hałasy. To jest medytacja w ruchu.
Nie bawią go już ryzykowne rekordy. Wingsuity, proximity base jumping – „piękne, ale zbyt drogie”. – Znam kilku, którzy zginęli. Nie chcę być następny. Lubię życie. Lubię wiedzieć, że rano znów wstanę, żeby znowu móc się wznieść w powietrze… i skoczyć.

Rafał Jonkisz: „Łzy są częścią nas. Sam musiałem się ich nauczyć” Autor zdjęcia: Maciek Edelman
Jego poranki przebiegają z zegarkową precyzją. Wstaje o piątej lub szóstej. Najpierw bieg, pięć, czasem dziesięć kilometrów, potem białko, zero cukru. – To nadaje strukturę całemu dniu. Lubię wiedzieć, że jak dobrze zacznę, to cały dzień będzie dobry. Ale jeśli nie wyjdzie – nie biczuję się. Najważniejsza jest konsekwencja, nie perfekcja – przyznaje Rafał Jonkisz.
Dyscyplina daje mu spokój. Bo gdzieś w głębi siedzi w nim chłopak, który długo nie wiedział, jak zapanować nad emocjami. – W domu się o nich nie rozmawiało. Nie umiałem płakać. A może po prostu nie mogłem. Pamiętam, jak tata powiedział kiedyś: „Co ty, bajki oglądasz?”. Wtedy zrozumiałem, że chłopak nie powinien być dzieckiem – wspomina.
Ojciec zmarł nagle, gdy Rafał miał 13 lat. To był moment, który przeciął biografię na pół. – Wszedłem w dorosłość z dnia na dzień. Sport był dla mnie jedynym oparciem. Zamiast płakać, ćwiczyłem. To była ucieczka, a także ratunek.
Dziś mówi o tym bez sentymentalizmu. – Boys cry too. To nie wstyd. Łzy są częścią nas, ludzkiego układu nerwowego. Pomagają się zresetować. Sam musiałem się ich nauczyć – przyznaje sportowiec.
To „nauczyć się płakać” jest w jego historii kluczowe. Bo Rafał Jonkisz wciąż balansuje między siłą a wrażliwością. Sportowiec zbudowany z dyscypliny i mięśni, ale w środku – człowiek, który prowadzi całkiem poważne badania nad wrażliwością. – Zrozumiałem, że emocje są jak mięśnie. Jak je tłumisz, słabną. Jak nimi pracujesz, dają siłę.
Kiedy pytam, czy potrafi poprosić o pomoc, zamyśla się.
– Chyba nie. Najtrudniejsze momenty biorę na klatę sam. Nie chcę obarczać innych, wolę przemielić to w ciszy. Może to nie jest dobre, ale to mój sposób – odpowiada i po chwili dodaje: – Mam ludzi, którym ufam. Ale często myślę: „Po co zawracać im głowę swoim bólem?”. Łatwiej jest zająć się czymś, zrobić ruch, pójść pobiegać. To mnie ratuje.
W jego słowach nie słychać pozy jurnego twardziela. To raczej wyraz męskiej formy samotności, której nauczyło go życie. Człowiek, który większość czasu spędza w powietrzu, nie ma zbyt wielu miejsc, gdzie mógłby się zatrzymać.
– Kocham ludzi, ale dobrze mi samemu. W ciszy lepiej słyszę, co się we mnie dzieje. Zresztą to też forma pracy. Obserwuję siebie jak projekt. Sprawdzam, co działa, co nie – tłumaczy.
Rafał nie lubi słowa „influencer”. Woli: sportowiec, twórca, podróżnik.
Internet jest jego domem i źródłem dochodów, ale nie traci kontaktu z rzeczywistością. – Wiem, że to może się skończyć. Wyłączą Instagram i nie będzie zasięgów. Mam też inne rzeczy. Uczę się, rozwijam, nagrywam, montuję, umiem pracować kamerą. Wolę mieć kilka nóg niż jedną – śmieje się Rafał.
Nie brzmi jak ktoś, kto goni za lajkami. Raczej jak ktoś, kto sam siebie goni, żeby nie stanąć w miejscu. – Muszę działać. Jak przestanę, to się rozpadnę. W tamtym roku próbowałem zwolnić i było gorzej. Zrozumiałem, że to nie lenistwo mnie zabija, tylko bezruch.
Kiedy pytam, czego boi się najbardziej, odpowiada po krótkiej pauzie: – Tego, że energia zgaśnie. Że przestanę mieć cel.
Szybko jednak dodaje: – Ale wiem, że przyjdzie moment, kiedy będę musiał się zatrzymać. Może to będzie nowy etap. Może nauczę się wtedy po prostu być.
W jego historii nie ma patosu. Są pot, oddech, mięśnie i spokój. Czasem gniew, czasem samotność. I dorosły mężczyzna, który po latach ciągłego działania uczy się być czuły i delikatny wobec siebie.
– Kiedyś chciałem udowadniać, że jestem silny. Dzisiaj wiem, że największa siła to świadomość. Umiem odczytywać własne impulsy, wiem, co mi drenuje energię. I wiem, że chłopcy też mają prawo czuć. Tylko trzeba im to kiedyś powiedzieć – Rafał Jonkisz mówi to spokojnie.
Chyba naprawdę znalazł równowagę między lotem a upadkiem. Nie potrzebuje już, by przedstawiać go słowami „mister”, „model”, „influencer”. Wystarczy: człowiek, który nauczył się nie tylko korzystać, ale przede wszystkim słuchać własnego ciała. Człowiek, który potrafi płakać – i dalej robi swoje.
Wywiad oryginalnie ukazał się w trzecim numerze GQ Poland.
Więcej w tym temacie:
Pirat, poeta, gondolier. Zajmuje się literaturą piękną w brzydki sposób. Ma też inne wady.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Sylwetki
Najlepszy timing świata według Kyliana Mbappégo
Kapitan reprezentacji Francji Kylian Mbappe został najlepszym strzelcem w historii swojego kraju, strzelając 16 czerwca br. dwie bramki przeciwko Senegalowi na Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej 2026. Pobił tym samym rekord Oliviera Giroud, który zdobył 57 goli.
Sylwetki
Hugh Jackman: od Wolverine’a do Robin Hooda. Jak został człowiekiem od zadań specjalnych?
Niegdyś wuefista, dziś jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Hollywood. I choć swoją popularność zawdzięcza marvelowskim blockbusterom, portfolio 58-letniego Hugh Jackmana oferuje znacznie więcej niż akcję skrojoną pod fanów komiksów i przeznaczoną wyłącznie na duży ekran.
Sylwetki
Jeff Koons – geniusz czy król kiczu?
Od dekad budzi skrajne emocje. Dla jednych jest symbolem upadku sztuki, dla innych twórcą, który najlepiej uchwycił logikę współczesnej kultury wizualnej. W maju jako gość konferencji Impact’26 w Poznaniu przypomniał, że w jego przypadku granice sztuki nie istnieją. W końcu wysłał własne rzeźby na Księżyc.
Sylwetki
Mateusz Kmiecik i Kamil Szeptycki: dwóch rozrabiaków z „Morfeusza”
Serial „Morfeusz” przyniósł Kamilowi Szeptyckiemu pierwszą główną rolę, a Mateuszowi Kmiecikowi kolejnego twardziela. Jednak najciekawsze wydarzyło się poza kadrem – obaj odkryli, że mają ze sobą więcej wspólnego, niż przypuszczali.
Sylwetki
Ignacy Liss. Duma i uprzedzenie
W konkursie głównym jednego z najważniejszych serialowych festiwali świata – Séries Mania – Grand Prix zdobył „Proud”, najnowsza polska produkcja HBO Max. Statuetkę dla najlepszego aktora odebrał odtwórca głównej roli – Ignacy Liss. Nagle, w ciągu jednego dnia, zrobiło się o nim głośno.
Sylwetki
Jakub Józef Orliński i bogowie Olimpu
Co musi się wydarzyć, żeby zwyczajny chłopak, skejt z Żoliborza, zaśpiewał w Metropolitan Opera albo na otwarciu letnich igrzysk olimpijskich, albo wystąpił z ASAP Rockym na prestiżowej gali Des Pièces Jaunes w La Défense Arena?
Sylwetki
Kim jest Jacob „Kuba” Bojsza? Polak z Los Angeles, któremu zaufał Paul Thomas Anderson
Jedna wiadomość od Paula Thomasa Andersona wystarczyła, żeby Jacob „Kuba” Bojsza znalazł się na planie „Jednej bitwy po drugiej”. Jednak historia operator obrazu o polskich korzeniach zaczęła się dużo wcześniej – od deskorolki, filmowania kolegów i pracy przy teledysku Radiohead. Dziś opowiada nam o Hollywood, rodzinie i o tym, jak wyglądało powstawanie jednego z najgłośniejszych filmów ostatnich lat.
Sylwetki
Alexander Zverev: Sportowe niebo, marketingowe piekło
Dlaczego tysiące kibiców wolały „kogokolwiek, byle nie Zverev”? Choć Alexander Zverev jest jednym z najlepszych tenisistów świata, oskarżenia o przemoc domową i kontrowersje wokół jego osoby sprawiły, że jego wizerunek pozostaje jednym z najtrudniejszych do sprzedaży w sporcie.