PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Społeczeństwo

Wieczna młodość: kto zarabia na obietnicy zwycięstwa nad starością?

W USA działa ponad 800 klinik długowieczności. W Europie i Azji powstają kolejne. Wspólny mianownik? Obietnica, że starość można oswoić – a nawet pokonać.

Udostępnij

Wieczna młodość: kto zarabia na obietnicy zwycięstwa nad starością?

Autor zdjęcia: Getty Images, kolaż GQ Poland

Michal_Kukawski_GQ_RAMKA
08.12.2025

Londyn, luksusowa klinika Hooke mieści się między pałacem Buckingham a Hyde Parkiem. Jej wnętrze przywodzi na myśl bardziej klub dla koneserów whisky niż placówkę medyczną: duże, skórzane fotele, przygaszone światło, obsługa w ciemnych garniturach. Tu nikt nie czeka w kolejce. Za roczną opłatę ponad 15 tysięcy funtów klienci otrzymują pakiet badań i zabiegów – od rezonansów i testów genetycznych po indywidualne spotkania z lekarzami, którzy tworzą spersonalizowany plan na „dłuższe i zdrowsze życie”.

Kto szuka tam ratunku? A np. 38-letni właściciel agencji nieruchomości, który nigdy nie był obsesyjnym freakiem fitnessu, nie nosił zegarka mierzącego tętno, lubił imprezy i dobre wino. Po tym jak nagle zmarł jego przyjaciel, a badania ujawniły wysoki cholesterol, postanowił dołączyć do Hooke.

Takich osób są tysiące. W samych Stanach Zjednoczonych działa nawet 800 klinik długowieczności. W Europie i Azji powstają kolejne. Wspólny mianownik? Kosmiczne cenniki, aura ekskluzywności i obietnica, że starość można oswoić – a może nawet pokonać.
 

Od Gilgamesza do Newtona: historia wiecznego marzenia

Potem przyszedł czas na Ponce de Leóna i jego „źródło młodości”, na europejskich alchemików, którzy próbowali destylować życie z metali. Isaac Newton – ten sam, który opisał zasady dynamiki – był przekonany, że jego eksperymenty z eliksirem nieśmiertelności okażą się ważniejsze niż matematyka.

Dopiero epoka oświecenia przyniosła bardziej pragmatyczne podejście: nie chodziło już o wieczność, ale o „longevity” (długowieczność) – słowo pojawiło się w XVI wieku, kiedy włoski arystokrata Luigi Cornaro opublikował poradnik „Discorsi della vita sobria” (Dyskursy o trzeźwym i umiarkowanym życiu). Cornaro ograniczył wino i obfite uczty, jadł warzywa i zupy – i dożył 80 lat. Dziś wiemy, że przypadkiem trafił w sedno: restrykcja kaloryczna faktycznie wydłuża życie myszy, psów czy małp.

Ale historia walki o długie życie pełna jest też zdarzeń groteskowych. Freud poddał się operacji „odmładzającej” polegającej na „manipulacji jądrami”. Amerykańscy lekarze w XIX wieku twierdzili, że „kwaśne mleko” gwarantuje 200-letnią starość. Firmy kosmetyczne sprzedawały elektroterapeutyczne urządzenia, które bazowały na efekcie placebo. W grę zawsze wchodziła ta sama trójca: nadzieja, lęk przed śmiercią i wielkie pieniądze.
 

Współczesny boom: od biohackerów i miliarderów do… Putina

Dziś to nie alchemicy, ale miliarderzy, dyktatorzy i wizjonerzy napędzają rynek. Peter Diamandis – lekarz, inżynier i przedsiębiorca – codziennie łyka pięć paczek suplementów, regularnie naświetla skórę czerwonym światłem (fotobiomodulacja), poddaje się transfuzji osocza… na odmładzanie wydając ponad 100 tysięcy dolarów rocznie. Jego klinika Fountain Life reklamuje się jako „country club precyzyjnej diagnostyki”: za 21,5 tysiąca dolarów rocznie pacjent dostaje pakiet badań, których nie zleci żaden lekarz rodzinny – skany z wykorzystaniem AI pod kątem zachorowania na raka, testy genetyczne, terapie komórkami macierzystymi.

Wokół Diamandisa powstało coś w rodzaju „Peterverse”: konferencje Abundance360, newslettery, podcasty i wycieczki Platinum Trip, gdzie za 70 tysięcy dolarów można poznać naukowców longevity i ich metody oraz wykupić udział w eksperymentalnych terapiach. Amerykanin nie kryje się ze swoją wizją: „Największe możliwości pomnażania bogactwa dają dziś sztuczna inteligencja i długowieczność”.

Jest też Bryan Johnson – były przedsiębiorca z sektora fintech, dziś najbardziej znany biohacker świata. Wydaje ćwierć miliona dolarów rocznie na różnego rodzaju zabiegi i środki, ogranicza się do spożywania 1977 kalorii dziennie, poddaje się dziesiątkom terapii i publikuje w sieci swoje biomarkery – w tym długość nocnych erekcji, bo uważa je za ważny wskaźnik zdrowia. Przewodzi społecznemu ruchowi zwanemu Don’t Die (Nie umieraj). W internetowym rankingu odmładzania Johnson zajmuje pierwsze miejsce, chwaląc się, że starzeje się tylko „pół roku na rok”.

To wszystko nie są niszowe ekscesy. Jeff Bezos, Yuri Milner, Sam Altman – nazwiska najpotężniejszych inwestorów technologicznych – lokują setki milionów w badania nad starzeniem. Robi to też Putin.

Pod koniec maja 2025 roku w Moskwie odbyło się forum „Rosja i świat. Trendy zdrowej długowieczności”. Wicepremier Tatjana Golikowa wyszła na scenę i z uśmiechem obiecała: „W latach 2028–2030 Rosja wprowadzi leki cofające starzenie komórek”. W październiku Putin skończył 73 lata. Stalin w tym wieku był cieniem samego siebie, Breżniew bełkoczącym wrakiem, Jelcyn – więźniem własnej choroby. Putin na ich tle wygląda jak okaz zdrowia, ale metryka jest nieubłagana. Od lat pracuje nad tym, by prezentować się młodo: na koniu z gołym torsem, na motolotni z żurawiami. W odosobnieniu – kąpiele w krwi z poroża syberyjskiego jelenia, botoks i sztab lekarzy dostępnych 24/7.

Za obsesją Putina na punkcie długowieczności stoi jego przyjaciel – 78-letni fizyk i dyrektor Instytutu Kurczatowa, Michaił Kowalczuk. Człowiek znany z teorii spiskowych („Amerykanie modyfikują komary, by sterylizować Rosjan”) przekonał prezydenta, że Rosja powinna pompować miliardy w badania nad starzeniem. Efekt? Narodowy program Nowe Technologie Ratowania Życia z budżetem 90 miliardów złotych i planem opracowania leków, neurotechnologii i biodrukowanych organów do 2030 roku. Brzmi nieźle, ale… większość rosyjskich naukowców wyjechała, a laboratoria pustoszeją. Na razie o sukcesie może mówić moskiewska firma KrioRus, która za 36 tysięcy dolarów zamraża ciała i mózgi w ciekłym azocie, by w tej formie czekały na „lepsze jutro”.

Okazuje się, że hasło o uciekaniu przed czasem („longevity escape velocity”) nie stało się mantrą powtarzaną jedynie w Doliny Krzemowej.
 

Kliniki jako teatr medycyny przyszłości

Extension Health w Nowym Jorku oferuje hiperbarie tlenowe, przetaczanie osocza, terapię ozonem, koktajle peptydowe i hormonoterapie. Jedna sesja kosztuje kilka tysięcy dolarów. Pacjenci mówią, że po zabiegu czują się młodsi, że poprawiają im się skóra, włosy i libido. Lekarze dodają: może i placebo, ale skoro działa – to działa.

Problem w tym, że za większością tego typu terapii nie stoją żadne twarde dowody naukowe. Rezonans magnetyczny całego ciała? Brak dowodów, że oddala śmierć. Genomika prewencyjna? Być może badanie całego genomu przydaje się w rodzinach obciążonych chorobami, ale dla reszty – wątpliwa wartość za kupę szmalu. Lekarze ostrzegają, że kliniki grają na emocjach: strachu przed rakiem, demencją, utratą sprawności. Ryzyko zachorowania przedstawiają jako chorobę i zamiast dostępnej profilaktyki, obiecują cudowne kuracje. W takich wypadkach pacjenci płacą nie za leczenie, tylko za poczucie kontroli.
 

Nauka kontra nadzieje

Co faktycznie wiemy o długowieczności? Badania pokazują, że do 80.–90. roku życia największe znaczenie mają styl życia i środowisko: dieta, sen, ruch, relacje, brak nałogów. Badanie prowadzone w USA na 276 tysiącach weteranów wojennych wykazało, że osiem zdrowych nawyków może przełożyć się na dodatkowe 24 lata życia. Jakie to nawyki? Zdrowa dieta, regularna aktywność fizyczna, dobry sen, skuteczne radzenie sobie ze stresem, silne relacje społeczne, unikanie palenia, nienadużywanie opioidów, niepicie alkoholu w nadmiarze. Według analizy osoby stosujące się do wszystkich ośmiu zasad żyły ponad 85 lat.

Żeby dobić do setki, są potrzebne geny. Rzadkie warianty chronią przed chorobami serca i demencją. Dla większości z nas są jednak niedostępne. Są jak wygrana na loterii – trzeba mieć farta. Dlatego rady, jakich czasem udzielają stulatkowie („Paliłam całe życie i dożyłam 100 lat”), są w gruncie rzeczy bezużyteczne.

Z kolei nauka nad molekułami starzenia – telomerami, stanem zapalnym, metylacją DNA – przyniosła nie tylko fascynujące odkrycia, lecz także rozczarowania. Rapamycyna wydaje się obiecująca, bo hamuje stany zapalne, ale zwiększa ryzyko nowotworów. Restrykcja kaloryczna działa, ale odbiera energię i libido. Wstrzykiwanie komórek macierzystych potrafi zregenerować mięśnie – ale też powodować guzy. „Jeśli coś nie niesie ryzyka, prawdopodobnie nie działa” – mówi bez ogródek Matt Scholz, prezes jednego z biotechnologicznych start-upów.
 

Męska obsesja i przepaść klasowa

Warte odnotowania: w tym wyścigu biorą udział głównie mężczyźni. To oni rywalizują o miejsca na „leaderboardach”, mierzą biomarkery i chwalą się osiągnięciami w podcastach i na TikToku. Psychologom pachnie to kolejnym uzależnieniem: biohacking staje się grą, w której stawką są dodatkowe lata życia.

Dochodzi też aspekt klasowy – najbogatsi Amerykanie żyją dziś średnio 12 lat dłużej niż najbiedniejsi. Kliniki długowieczności, gdzie roczny abonament kosztuje tyle, co samochód, tylko powiększają tę przepaść. „Stracili zdrowie, żeby zdobyć bogactwo, a teraz wydają fortuny, żeby odzyskać zdrowie” – mówi lekarka pracująca w Fountain Life.

To także rynek próżności. Oura Ring, zegarki mierzące sen, dziesiątki suplementów – dla jednych to narzędzia, zdobycze nauki i technologii, dla innych fetysze statusu. Długowieczność staje się nowym luksusem: bardziej wyrafinowanym niż zegarek Roleksa, bo obiecuje niemożliwe.

Peter Diamandis wierzy, że sztuczna inteligencja stanie się najlepszym lekarzem świata, a czujniki w naszych toaletach i zegarkach będą wczesnym ostrzegaczem przed rakiem lub zawałem. Bryan Johnson twierdzi, że jeśli nie umrze w ciągu najbliższych 20 lat, nie umrze nigdy. Ale nawet najbardziej zaawansowane terapie nie zatrzymają prostego faktu: ciało się zużywa. Pytanie więc brzmi: czy chcemy żyć wiecznie, czy chcemy żyć dobrze? Cały absurd sytuacji polega na tym, że najlepsze sposoby na długowieczność – sen, ruch, dieta, relacje – są darmowe.
 

Biznes strachu, biznes nadziei

Branża długowieczności to dziś hybryda nauki, marketingu i psychologii. Z jednej strony mamy badania genetyczne, przełomy w medycynie regeneracyjnej, realne szanse na wydłużenie zdrowego życia. Z drugiej – ekscentryków publikujących dane o nocnych erekcjach, dyktatorów zażywających kąpieli we krwi i miliarderów sprzedających marzenia o nieśmiertelności.

Historia pokazuje, że ludzie zawsze byli gotowi słono płacić za obietnicę wiecznej młodości. Dziś ta obietnica kosztuje więcej niż kiedykolwiek, ale też brzmi bardziej wiarygodnie niż kiedykolwiek. Czy jesteśmy świadkami przełomowego kroku ku wieczności, czy to tylko kolejna wersja „kwaśnego mleka na 200 lat”? Jedno jest pewne: biznes długowieczności ma przed sobą długie życie.

Więcej w tym temacie:

Michal_Kukawski_GQ_RAMKA

Dziennikarz i redaktor z 25-letnim doświadczeniem w pracy w radiu i prasie. Kierował zespołami redakcyjnymi w magazynach „Malemen” i „Twój Styl Man”, jego teksty były publikowane m.in. w „National Geographic”, „Esquire”, „Twoim Stylu”, „Zwierciadle”, „Kukbuku” i Veridica.ro. W latach 2003–2004 był korespondentem Polskiego Radia w Iraku. W ostatnich latach jako niezależny twórca produkował podcasty m.in. dla Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki, Muzeum Getta Warszawskiego, culture.pl oraz Papaya Films – za serię „Odpowiednik” otrzymał w 2021 roku nagrodę Audioteki „Dobrze opowiedziana historia” w konkursie Podcast Roku im. red. Janusza Majki.

Pracuje nad podcastem dokumentalnym o ludziach pozostających w związku ze sztuczną inteligencją.
Z wykształcenia jest psychologiem, więc człowiek pozostaje w centrum jego zawodowych zainteresowań. Ponadto ciekawią go sprawy Bliskiego Wschodu, od dziecka gra w tenisa, lubi chodzić do kina, kocha czytać, jeść kanapki i wygłupiać się z synami.

Tagi

Czytaj więcej

GettyImages-2252015746

STATUS QUO: Dwie minuty nienawiści. Podsumowanie ostatnich dni w polityce

Tydzień zaczął się od ataku na dzieci w autobusie w Bielsku-Białej, a skończył na wiadomości, że Ukraina i Polska może jednak dadzą radę się dogadać Po drodze obserwowaliśmy kolejne oznaki kryzysu w PiS, które może rozpadać się na naszych oczach, i prezydenta, oraz prezydenta, który zawetował ustawę, mimo że sam obiecywał jej podpisanie w kampanii wyborczej.

Jak zmieniają się kanony piękna?

Moda na ciało. Jak władza i pieniądze kreują kanony atrakcyjności

Zaglądają właściwie do każdej dziedziny naszego życia codziennego. Od tysiącleci kształtują nasze gusta. Od dekad bezpośrednio wpływają na to, co króluje na wybiegach, okładkach magazynów, a także w mediach społecznościowych. W jaki sposób polityka i gospodarka dyktują to, co jest „hot”? I dlaczego trendom ulegają nie tylko kobiety?

Kraków czy Barcelona? Jak Polscy turyści postrzegają dziś podróże?

Miasta przez (anty)lokalną soczewkę. Czy polscy turyści wciąż idealizują zagranicę?

Lato sprzyja zakochiwaniu się miejscach, których nie trzeba codziennie doświadczać. Czy wciąż ulegamy urokowi zagranicznych adresów, widzianych przez filtr wakacyjnej beztroski? A może coraz częściej dostrzegamy, że gdzie indziej trawa nie zawsze jest bardziej zielona niż u nas?

GettyImages-2284881886

STATUS QUO: Kto głośniej krzyknie. Podsumowanie ostatnich dni w polityce

Trump ingeruje w mundial. Trump ogłasza się celem zamachu. Trump znów bombarduje Iran. Trump zrywa handel z Hiszpanią. W tle - polska awantura pod pomnikiem, nowa rada przy prezydencie i pamięć o rocznicy zbrodni wołyńskiej.

1920x1080_meskosc_na_lajkach

Męskość na lajkach. Jak algorytmy definiują współczesnych facetów?

Dlaczego media społecznościowe wzmacniają konkretny ideał mężczyzny? Dlaczego wielu w to wierzy i do tego dąży? Dlaczego to nie daje im szczęścia?

ARTYKUŁ PARTNERSKI grafika 1

Nowe życie zaczyna się za drzwiami domu. Holiday Dream by Zień x Esti&Esta

Jeszcze kilka lat temu ogród czy taras traktowaliśmy przede wszystkim jako dodatek do domu. Miejsce, z którego korzystało się głównie latem, przy okazji rodzinnego grilla lub słonecznego weekendu. Ot miły dodatek do domu lub mieszkania. Dziś coraz częściej pełnią znacznie ważniejszą rolę. Stają się przestrzeniami codzienności - miejscami porannej kawy, spotkań z bliskimi, chwil odpoczynku po pracy czy momentów, które pozwalają na chwilę zwolnić tempo.

1920x1080_marketing_sensoryczny (1)

Z warzywniaka do kampanii największych marek. Jak jedzenie sprzedaje nam modę?

To temat, który potrafi pobudzić nie tylko miłośników odkryć kulinarnych czy eksperymentów w kuchni. Jedzenie równie mocno zdaje się elektryzować branżę mody oraz wszystkich speców od sprzedaży. Czym jest i jak działa marketing sensoryczny?

ARTYKUŁ PARTNERSKI Projekt bez nazwy (91)

Dobra taksówka to dziś coś więcej niż przejazd z punktu A do B

Jak zmienia się miejska mobilność?