PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Sylwetki

Michał Sołowow: Cienka czerwona linia

Michał Sołowow, przedsiębiorca, inwestor, bez wątpienia wizjoner i lider na liście najbogatszych Polaków według magazynu „Forbes”. Pierwsze pieniądze zarobił, myjąc szyby w samochodach. Ścigał się z sukcesami o rajdowe mistrzostwo Europy. Teraz realizuje plan na to, żeby ceny energii pozwoliły Polsce konkurować z najlepszymi gospodarkami świata.

Udostępnij

Cienka czerwona linia

Michał Sołowow w sesji dla GQ Poland Autor zdjęcia: Rafał Milach

Adam Malinowski
08.03.2026

Michał Sołowow stawia sprawę jasno: – Adam, jeśli ten wywiad jest dla ciebie ważny, to go róbmy, ale jeśli nie, to z niego zrezygnujmy. 

To jedno zdanie wiele mówi o bohaterze pierwszego numeru polskiego wydania GQ – nie dba o autopromocję, jeśli zależy mu na uwadze, to nie tej skupionej na nim, ale raczej na tym, co robi. Michał Sołowow jest człowiekiem powściągliwym i całkowicie skupionym na działaniu. Jego marka została zbudowana czynami, a nie słowami.


PRACA

Gabinety największych przedsiębiorców – a pracuję z nimi na co dzień – często mieszczą się w budynkach, które sami wybudowali. Trudno mi ocenić, czy to kwestia dumy, czy utylitaryzmu. W przypadku Michała to czysty pragmatyzm. Wyczuwa się go w wielu jego decyzjach i słowach. Jako deweloper wybudował ponad dwa miliony metrów kwadratowych, w tym takie obiekty jak Galeria Echo w Kielcach, Pasaż Grunwaldzki we Wrocławiu czy budynek Q22 w Warszawie, do którego wchodzę. Szkło, stal, elegancka recepcja. Winda wynosi mnie na ostatnie piętro. Czeka tam na mnie kierowniczka warszawskiego biura – jak słyszę, wcześniej kierowniczka budowy, co już sporo mówi o niestandardowym doborze kadr przez Michała.

Gabinet prezesa – przestronny, przeszklony, ze światłem odbijającym się od surowych powierzchni, jakbyśmy byli wewnątrz silnika jakiejś potężnej maszyny – może przytłoczyć. Wnętrze idealnie pasuje do człowieka sukcesu tej skali – w zależności od źródeł wartość majątku Michała Sołowowa wycenia się na mniej więcej osiem miliardów dolarów, co czyni go najbogatszym Polakiem. Na wprost wejścia do gabinetu stoi półtorametrowa rzeźba – twarz zespawana z metalowych podkładek, kojarząca się z monumentalnymi pracami Igora Mitoraja. Rzeźba powstała w świętokrzyskim warsztacie rzemieślniczym. Dzieło jak jej właściciel – surowe, precyzyjne, pozbawione zbędnych ozdobników. W całym biurze panuje cisza, w gabinecie Michała stoi to, co konieczne: stół konferencyjny, jasna, skórzana kanapa, metalowe regały. Tylko jeden element nie pasuje do reszty – miniaturka czerwonego samochodu rajdowego. Drobiazg, który zdradza pasję. Przestrzeń mówi o dyscyplinie i spokoju, mniej o pieniądzach.

Michał ma na sobie jasny sweter i czarne dżinsy bez widocznego logotypu. To może sugerować, że nie będzie miał ochoty rozmawiać o ulubionych markach modowych. Wygląda jak sportowiec przed startem, a nie miliarder na finiszu. Znamy się z Michałem już kilka lat, więc pozwalam sobie rozpocząć naszą rozmowę odważnie – pytając o sens życia: co go pcha do działania, skoro nie musi się z nikim ścigać? Co z jego memento mori? 

– Jestem sportowcem i w związku z tym czuję, że zawsze, gdy kończy się jakiś mecz, zaraz zaczyna się kolejny. I człowiek ma chęć go rozegrać. Zagrać i wygrać. Myślę, że to jest moja siła napędowa. Nie ma ostatniego rajdu, nie ma ostatniego meczu.

W tym momencie najważniejszym dla niego projektem jest budowa trzech małych elektrowni jądrowych. – Tak, to na pewno jest wdrożenie floty reaktorów BWRX-300. Uważam, że jestem po dobrej stronie mocy – to nie tylko dla mnie atrakcyjne przedsięwzięcie, ale przede wszystkim takie, które podniesie konkurencyjność polskiego biznesu. Bez takich inwestycji nie będziemy mieć centrów danych czy AI, bez nich stoczymy się w dług technologiczny – tłumaczy Sołowow. 

Dług technologiczny to pojęcie ukute przez amerykańskiego programistę Warda Cunninghama, które odnosi się do kosztów wynikających z wybierania łatwiejszych lub szybszych rozwiązań zamiast bardziej solidnych, ale czasochłonnych. Można go też rozumieć jako różnicę między tym, jak Polska powinna być rozwinięta, a tym, jak faktycznie jest. W przypadku elektrowni jądrowych dotyczy to głównie inwestycji w energetykę i technologię, a wyraża się nie tylko w pieniądzach, jakie trzeba zainwestować, lecz także często w latach, jakie są potrzebne do nadrobienia zaległości.

Sołowow wydaje się jednak żyć bez presji czasu. Przyznaje, że nie ma żadnych sztywnych dat w kalendarzu, żadnych „ostatnich razów”. Nie myśli o przechodzeniu na emeryturę, nie rozmyśla nawet o dniu następnym. Jest tylko „tu i teraz” – jak u kierowcy rajdowego skupionego na jeździe. 

Przemijanie? Skąd! Czuje się jak 30-latek rozpoczynający kolejny wyścig!


SPORT

Zanim przejdziemy do pieniędzy, dopytuję o model samochodu rajdowego, stojącego obok komputera. Michał wątek kariery kierowcy rajdowego – a trzeba wiedzieć, że jest trzykrotnym wicemistrzem Europy – łączy także ze zdrowiem psychicznym. Uprawianie sportu działa jak najlepszy antydepresant, tenis – jak sam podkreśla – idealnie resetuje głowę.

– Standardowo na korcie jestem cztery godziny w tygodniu. Ponadto gram w golfa, jeżdżę dwie godziny na rowerze. I jeszcze robię poranne pompki i ćwiczenia. A w garażu zdarza mi się od czasu do czasu odbijać piłki na symulatorze golfa.

Rozmawiając z Michałem, zdaję sobie sprawę, że nie owładnęła nim obsesja długowieczności, co często obserwuję u przedsiębiorców tego formatu. Zresztą nie można im się dziwić, kto z nas nie chciałby powalczyć o dodatkowe 10–20 lat życia? Jednocześnie badania jasno wskazują, że aktywni tenisiści czy golfiści żyją prawie o dekadę dłużej. Jednak ruch i sportowa aktywność to dla Sołowowa nie sposób na wygranie dodatkowych lat życia, ale po prostu niezbędny element dbania o głowę. Sport utrzymuje ciało w formie, a także redukuje stres i porządkuje myśli. Przedsiębiorca mówi, że w sporcie – podobnie jak w biznesie – najważniejsze są rytm i powtarzalność. 

– Grając w tenisa, nie możesz myśleć o niczym innym. Po prostu to jest niemożliwe – albo grasz, albo jesteś zanurzony w myślach i wtedy nie ma gry. Tak samo jest z rajdami – wsiadasz do samochodu i musisz się całkowicie odciąć. Inaczej wylecisz z toru. Stres sportowy wypiera stres codzienny i de facto działa jak lekarstwo.

Pytam najbardziej wpływowego Polaka, czy wolałby zagrać partię golfa z Donaldem Trumpem, czy Tigerem Woodsem. Po próbie negocjacji, by móc zagrać z oboma mężczyznami jednocześnie (w golfie jest to możliwe), zdecydował, że jego przeciwnikiem byłby Tiger Woods. – Zależy mi na profesjonalnej rywalizacji na jak najwyższym poziomie, dlatego wybrałbym Tigera – to absolutna ikona tej dyscypliny. Nie muszę z nim wygrać, ale chcę się sprawdzić


RODZINA

Kiedy przechodzimy do rozmowy o rodzinie, ton jego głosu mięknie. Michał mówi, że najważniejszy wpływ na jego życie miała mama. 

– Wychowałem się z mamą. Mama ma umysł ścisły, jest fizykiem i wzmacniała we mnie gen systematyczności. W okresie szkolnym egzekwowała ją konsekwentnie. Nie ma dnia, żebym nie zadzwonił do mamy rano.

W tym ostatnim zdaniu zawiera się cała prawda o hierarchii wartości Michała Sołowowa: rodzina, obowiązek, rytm. 

Córka Karolina, dziś zarządzająca siecią Homla, produkującą meble i elementy wyposażenia wnętrz, jest dla niego nie tylko członkiem rodziny, lecz także partnerką do rozmów i dyskusji. Mówi o niej z dumą, ale też cieszy się, że wspólnie definiują jej „cienką czerwoną linię” – koncept, który wyjaśni mi później. Z roli ojca wszedł w rolę mentora. W ich relacji widać miłość, wzajemny szacunek, a także wyniesioną z domu systematyczność. Michał nie myśli, że Karolina ma któregoś dnia przejąć po nim biznes, on po prostu chce się z nią dzielić doświadczeniem i pomóc jej wypracować własną drogę.

– To bardzo ciekawe doświadczenie. Myślę, że Karolina jest bardzo zdolna, radzi sobie nad wyraz dobrze. Nie będę jednak namawiał córki i wnuków do pójścia moimi śladami. Jest to trudna i wyczerpująca droga.

Nie sposób w takim momencie nie zapytać Michała, czy ogromne pieniądze i możliwości z tym związane pomogły mu w wychowywaniu córki, czy wręcz odwrotnie. 

– Nie znam odpowiedzi, Adam. Potrafię sobie wyobrazić alternatywę, w której nieposiadanie pieniędzy oznacza większą ilość wolnego czasu. Większa ilość czasu oznacza większą koncentrację na dzieciach. Ale nie znam takiej alternatywnej rzeczywistości.


ATOM

SMR, czyli small modular reactor – mały reaktor jądrowy nowej generacji. Jest budowany z gotowych modułów w fabryce, dzięki czemu można go szybciej i taniej postawić niż tradycyjną elektrownię jądrową. Dużą przewagą takiej elektrowni jest montaż na głębokości ponad 30 metrów. Powoduje to, że jest znacznie bezpieczniejsza. Taki SMR może zasilać nie tylko sieci energetyczne w miastach, lecz także serwery komputerowe – a te są ważne dla rozwoju nowych technologii opartych na AI. Michał tłumaczy mi to z pasją i nie sięga po korporacyjną nowomowę. SMR to jego obsesja – część większej wizji kraju, który ma przegonić świat. Mówi o reaktorach z precyzją inżyniera, rozrysowuje schematy na kartce, pokazuje konkretne miejsca, gdzie mogłyby powstać kolejne elektrownie zasilające stolicę. To nie kolejna inwestycja w jego portfolio, ale koncepcja nowego świata.

W założonej przez niego firmie budującej reaktory SMR pracuje zespół 270 osób, co czyni ją jedną z największych na świecie w tym sektorze. W jego głosie da się słyszeć nie tylko entuzjazm, lecz także pewność budowniczego. Tłumaczy, że to przedsięwzięcie, w którym technologia spotyka się z polityką, jest tak duże, że trzeba wszystko planować dekady w przód. Choć budowę małych reaktorów nazywa zwykłym projektem deweloperskim, wie, że tu nie chodzi wyłącznie o zysk. Jego SMR-y będą zabezpieczały nie tylko energetyczną przyszłość państwa. Bo faktem jest, że to kraje stawiające na AI i data center będą wygrywać wyścig zbrojeń i globalne wyścigi gospodarcze. A to bez taniej energii nie będzie możliwe.


SMR

Czy te reaktory są bezpieczne? Sama technologia jest stosowana od 60 lat – tłumaczy Sołowow – nie jest to żaden eksperyment, ale sprawdzona technologia. Unikatowy jest proces budowlany, który umożliwia stosunkowo szybkie stawianie reaktora. Dziś taki proces trwa około 40 miesięcy, a jego zespół wierzy, że można go skrócić do 24 – dłużej buduje się centrum handlowe. Dla porównania – duże elektrownie atomowe to inwestycja trwająca nawet 10 lat.

– Zaskakuje mnie to, że świat tego nie widzi lub nie rozumie. A przecież różnica między 10 latami a 40 miesiącami wydaje mi się oczywista. I mając taką szansę, nie skaczemy na nią, nie korzystamy z niej? To jest dla mnie bardzo zaskakujące.

Dziś Europa przegrywa z Chinami czy USA, bo ma dużo wyższe koszty energii elektrycznej. W Polsce jest on szacunkowo o 75 proc. wyższy niż w Stanach. Takie ceny oznaczają gospodarczą kapitulację Europy. Michał Sołowow przekonuje, że mając SMR-y, możemy obniżyć koszty energii do amerykańskiego poziomu. A wtedy polska przedsiębiorczość, kreatywność i etos pracy doprowadzą nas do wygranej.

Dyskusja o reaktorach prowadzi naturalnie do rozmowy o państwie. Michał nie boi się mówić o patriotyzmie gospodarczym, choć używa tego pojęcia ostrożnie. Dla niego to nie emocje, tylko strategia: umiejętność budowania przewagi wewnętrznej i zatrzymywanie kapitału w kraju. 

– Bogactwo państwa to bogactwo obywateli, nie rządu – powtarza Sołowow i porównuje państwo do dużej spółki, pokazując, jak można nim efektywnie kierować, mając wiedzę przedsiębiorcy.


POLSKA

Gdy rozmowa prowadzi nas do rozważań na temat miejsca Polski w świecie, Michał nie stosuje taniego triumfalizmu. W czasie, gdy wielu świętuje awans do G20, on studzi emocje. W jego opinii wejście do tego grona to dopiero początek – prawdziwe wyzwanie to utrzymać się na szczycie. Uważa, że polski biznes potrzebuje nowej kultury i dojrzałości – będzie to faza kumulacji kapitału. 

– Wspinać się po drabinie i piąć się w górę, być coraz lepszym jest łatwiejsze niż utrzymywanie się na tym poziomie. To prawda. I dzisiaj największym wyzwaniem jest pozostać na poziomie G20.

Trudno nie myśleć o nim jako patriocie, choć słowo „patriotyzm” Sołowow wymawia nie z patosem, ale tonem skutecznego menedżera. W relacjach z polityką jest niecierpliwy. Nie lubi czekać, nie rozumie zwlekania, przedłużających się w nieskończoność procedur – porównując Polskę do korporacji, oczekuje działania jak w swoich spółkach. Widać rozczarowanie tym, że z jego perspektywy Polska nie wykorzystuje pojawiających się okazji. 

– Obawiam się, że bez istotnej zmiany w zrozumieniu tego, że Polska jest olbrzymim przedsiębiorstwem i trzeba zarządzać nią jak firmą, politycy nie zadbają o jej bezpieczeństwo i wszystkie inne istotne aspekty. Trzeba myśleć o jej konkurencyjności i trzeba przestawić myślenie całej tej machiny biurokratyczno-administracyjnej w tym kierunku, żeby umożliwić polskim przedsiębiorcom prowadzenie skutecznego biznesu. Nie będziemy w stanie utrzymać się na poziomie G20 i myślę, że za dużo nam zajmuje czasu, energii i siły polityka sprowadzająca się do niekończących się i bezproduktywnych debat.

Cienka czerwona linia

Michał Sołowow dla GQ Poland Autor zdjęcia: Rafał Milach

WARTOŚCI

Rozmawiamy o sukcesach i porażkach. O pierwszych zleceniach budowlanych w latach 90. O lekcji pokory, gdy kupił „Życie Warszawy” i nie powtórzył sukcesu regionalnego „Echa Dnia”, na którego sprzedaży dobrze zarobił. Mówi o błędach, drogich lekcjach, ale bez nich nie byłoby dzisiejszego sukcesu. Z rozczarowaniem wspomina słowa kierownictwa giełdy, którzy pytali: „Co się stanie, panie Michale, jak pan weźmie pieniądze i ucieknie?”. W Polsce cały czas nie docenia się lokalnych przedsiębiorców, którzy dojrzeli i z których powinniśmy być dumni. Powinniśmy im kibicować.

Michał nie żywi do nikogo urazy. Szybko zapomina o złych doświadczeniach, co gwarantuje mu spokojny sen. Nigdy też nie celebruje sukcesów. To swoje podejście nazywa syndromem maratończyka: nie potrafi się zatrzymać, bo każdy projekt staje się preludium do kolejnego. To otwiera kolejny wątek naszej rozmowy: jakim menedżerem jest Michał Sołowow? Czy nie zapomina o ludziach, pędząc cały czas przed siebie? 

Z codziennej pracy z 300 największymi polskimi przedsiębiorcami wiem, że samotność to jedno z ich największych życiowych wyzwań. Często nie przyznają się do tego przed innymi, bo przecież CEO tej rangi nie może mieć słabości. Michał nie owija w bawełnę: – Alienacja lidera jest realna. 

Mówi, że każdy przedsiębiorca zmaga się z wyobcowaniem, izolacją. Nie może oczekiwać, że zawsze będzie rozumiany – przez rodzinę, współpracowników czy partnerów biznesowych. Nie narzeka, choć wyraźnie go to zasmuca. Jego lekarstwem na samotność jest otwartość na innych.

– Otwarta komunikacja jest trudna dla obu stron – i dla mówiącego, i dla odbiorcy. Ale jest konieczna. Platformy społecznościowe dla przedsiębiorców takie jak Corporate Connections są cenne, bo możliwość podzielenia się historią z innymi przedsiębiorcami jest naprawdę rzadka. A tak naprawdę tylko inny przedsiębiorca jest w stanie zrozumieć twoje dylematy, twoje problemy, twoją porażkę, twój sukces.

Michał przytacza hasło, które chętnie przypnę sobie w biurze w widocznym miejscu: „Jak pytasz, to wstydzisz się raz. Jak nie pytasz, wstydzisz się całe życie”. Opowiada o zasadach zarządzania, o wspomnianej już wcześniej „cienkiej czerwonej linii” – koncepcji, którą jego współpracownicy znają dobrze. Jeśli firma działa, Michał nie ingeruje, nie wtrąca się. Jeśli coś idzie źle – reaguje natychmiast. To prosty system, ale działa, bo opiera się na zaufaniu. Zdradza, że jest otwartym, ale też surowym i wymagającym szefem. A komfort pracy z nim zależy od tego, po której stronie czerwonej linii jesteś.

– Moja relacja z zespołami zmienia się w zależności od tego, jakiej jakości są to menedżerowie i jakiej jakości są to zespoły. To się też oczywiście zmienia i ewoluuje w czasie. Mój styl to „hands-on” w sytuacjach trudnych, kryzysowych i wtedy wchodzę bardzo głęboko. I odległy strategiczny model w sytuacji, kiedy jesteśmy na dobrej trajektorii. Ale tak czy inaczej zawsze ta cienka czerwona linia musi zostawiać dużo swobody osobom zarządzającym.

Pytany o kluczowe dla niego wartości, mówi przede wszystkim o uczciwości. Ale ma też spisanych 15 lat temu „10 przykazań”, które zdążyły się wpisać w DNA i kulturę jego spółek. Żartuje, że ten jego dekalog jest wart miliony dolarów. Zapytany o ulubione przykazania, odpowiada: – Nie zabijać posłańców przynoszących złe wieści oraz rozwiązywać problemy, a nie szukać winnych. 

Czy pamięta konkretne przykłady, kiedy zastosował którąś z zasad w życiu? Tak!

– Zrezygnowałem z wielu różnych inwestycji, które uznawałem za niekorzystne społecznie lub uznałem, że nie budują dobrej przyszłości dla otoczenia. Nigdy nie zainwestowałem w papierosy, na żadnym etapie. Zdecydowałem, że nie chcę tego robić, ponieważ nie palę i nie wierzę, żeby to była dobra rzecz dla kogokolwiek. Choć finansowo spinało się genialnie.


LUKSUS

GQ stawia na wiedzę, rozwój i styl. To unikatowe połączenie, które sprowokowało moje kolejne pytanie. Niestety nietrafione, jak miało okazać się za chwilę. Zapytałem go o definicję luksusu i listę jego ulubionych stylowych akcesoriów. Odpowiedział krótko: zegarki, pióra czy samoloty nie są dla niego istotne. Na pytanie o skojarzenie ze słowem „luksus”, mówi o wolności wyboru i spokoju budowanym pracą. Dla niego to są oznaki bogactwa: zdrowie, czas, autonomia. A najcenniejszą kolekcją, jaką posiada, są krajobrazy – Michał Sołowow kolekcjonuje widoki. Takie do zobaczenia z ostatniego piętra biurowca w Warszawie, z domów w Kielcach, we Francji i w Hiszpanii. – Te widoki, czyli wszystko, co można zobaczyć na zewnątrz, jest bardziej fascynujące, niż to, co można oglądać w środku. 

Jedyną luksusową pasją, do której otwarcie się przyznaje, są samochody – uwielbia zasiąść za kółkiem i przejechać trasę z Wiednia do Warszawy.


PIERWSZY

Kierowniczka biura żegna mnie skinieniem głowy. Zjeżdżając windą, notuję trzy zdania, które idealnie opisują mojego rozmówcę: sportowa dyscyplina i koncentracja, inżynieryjna wyobraźnia i codzienny telefon do mamy. 

Był to już mój czwarty wywiad z Michałem, ale pierwszy, kiedy tak otwarcie pokazał, jakim jest człowiekiem i na czym opiera swój system wartości. Wiem, że w jego wypadku status najbogatszego Polaka nie jest kwestią przypadku. To efekt konsekwencji wymieszanej z pasją do wygrywania.

Artykuł oryginalnie ukazał się w pierwszym numerze GQ Poland.

Więcej w tym temacie:

Tagi

Czytaj więcej

Artur Dela w sesji dla GQ Poland

Artur Dela: „Nie trzeba znać się na sztuce, żeby z nią żyć”

Na emigrację uciekł bez bagażu. Trzy miesiące po upadku komuny odwiedził Polskę, by wrócić dopiero 25 lat później z kapitałem i planem, żeby wydać pieniądze we własnym kraju. Zbudował kilka przedsiębiorstw i znaczącą kolekcję sztuki. W zasadzie z tej samej branży, bo sztuka też jest energią.

Cezary Pazura jest kultowym aktorem

Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”

Kultowy aktor, a teraz gospodarz „LOL: Kto się śmieje ostatni” w Prime Video, opowiada o 40 latach kariery, cenie komediowej popularności i rolach, na które wciąż czeka.

NIGO

Ojciec chrzestny streetwearu. Jak Nigo zdefiniował modę i hype

Sprowadzenie biografii Nigo do stanowiska dyrektora kreatywnego Kenzo to duże niedopowiedzenie. Kolekcjoner, pasjonat mody, hip-hopu i wszystkiego, co vintage, od ponad 30 lat wyznacza kierunek, w którym podąża streetwear, nieustannie szukając twórczej i życiowej równowagi.

Jeremy Sochan

Jeremy Sochan. Władca pierścienia

W wieku 23 lat Jeremy Sochan jako pierwszy Polak został mistrzem NBA. Na ten sukces NY Knicks czekali aż 53 lata, a Sochan występuje w ich barwach dopiero pierwszy sezon. Czy to początek wielkiej kariery polskiego koszykarza? – Ten chłopak miał wielkie marzenia, które teraz się spełniają – mówi w rozmowie z GQ Poland Magdalena Tronina, koszykarka, trenerka i przyjaciółka rodziny Sochanów.

Masza Wągrocka z „Matek pingwinów” o odwadze

Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu

„Matki pingwinów” przyniosły jej przełom, a „Znieczulenie” otwiera kolejny rozdział kariery. W rozmowie Masza Wągrocka opowiada o nierównym traktowaniu aktorek w branży, lęku, który przez lata napędzał jej życie, i momencie, w którym przestała bać się dorosłości.

Kylian Mbappé w sesji dla GQ

Najlepszy timing świata według Kyliana Mbappégo

Kapitan reprezentacji Francji Kylian Mbappe został najlepszym strzelcem w historii swojego kraju, strzelając 16 czerwca br. dwie bramki przeciwko Senegalowi na Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej 2026. Pobił tym samym rekord Oliviera Giroud, który zdobył 57 goli.

Hugh Jackman nie może uwolnić się od roli Wolverine'a

Hugh Jackman: od Wolverine’a do Robin Hooda. Jak został człowiekiem od zadań specjalnych?

Niegdyś wuefista, dziś jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Hollywood. I choć swoją popularność zawdzięcza marvelowskim blockbusterom, portfolio 58-letniego Hugh Jackmana oferuje znacznie więcej niż akcję skrojoną pod fanów komiksów i przeznaczoną wyłącznie na duży ekran.

Jeff Koons

Jeff Koons – geniusz czy król kiczu?

Od dekad budzi skrajne emocje. Dla jednych jest symbolem upadku sztuki, dla innych twórcą, który najlepiej uchwycił logikę współczesnej kultury wizualnej. W maju jako gość konferencji Impact’26 w Poznaniu przypomniał, że w jego przypadku granice sztuki nie istnieją. W końcu wysłał własne rzeźby na Księżyc.